1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Felietony
  4. >
  5. Szymon Majewski: Znacie tę ulgę, gdy w końcu zakładacie pasek do luźnych spodni? To mój sposób na to, by humor sobie kapkę poprawić

Szymon Majewski: Znacie tę ulgę, gdy w końcu zakładacie pasek do luźnych spodni? To mój sposób na to, by humor sobie kapkę poprawić

Szymon Majewski (Fot. Krzysztof Opaliński)
Szymon Majewski (Fot. Krzysztof Opaliński)

Odsłuchaj artykuł

Szymon Majewski - Szymon Majewski: Znacie tę ulgę, gdy w końcu zakładacie pasek do luźnych spodni? To mój sposób na to, by humor sobie kapkę poprawić

00:00 05:03
15s
0,5 x
15s
Miałem w harcerstwie przyjaciela, co spać kochał ponad miarę i gdy na warcie stałem, prosił, żebym go budził godzinę przed pobudką po to tylko, żeby usłyszeć, że spać jeszcze sobie może.

Felieton pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 06/2026.

Mało światła zimy ostatniej było, dni jakby ciemniejsze, wiosna też jakoś mi się ciemniejszą wydała, nawet jak słońce jaśniało, to jakby lekko ściemniało. Podczas występów publiczność też jakoś niedoświetlona, szara coś i bez jarzenia, ale nie w sensie rozumienia żartów, tylko w cieniu pogrążona.

Wieczorem, gdy Netfliksem i Ejczbijo się usypialiśmy, to mówiłem małżonce, żeby ekran rozświetliła, bo każda komedia w kino noir mi się zmienia. Podczas spotkań rodzinnych smuciła mnie szarość wujków i cioć. Brak magnezu, witaminy D – myślałem. Moja twarz też nie brzmiała mi znajomo, gdy witałem się z nią w lustrze, przez parę miesięcy moje oblicze coś ziemiste mi się wydawało, niby dzień, a ja wieczorowo wyglądałem. Ki czort?!

Już nawet o kremach rozświetlających myśleć zacząłem, ale stwierdziłem, że może wyjazd pod palmy mi pomoże. I pomógł, ale trochę, bo pod tą palmą też narzekałem, że słońce jest jakby za mgłą, a i wieczór szybciej nastaje.

Po powrocie postanowiłem, że zanim udam się do mojej psychiatrki z prośbą o zwiększenie dawki antydepresantów, sprawdzę, czy aby nie mają na to wpływu… moje okulary. I uwierzcie, drodzy czytelnicy, miały! I to duży wpływ. Bo warto wam wiedzieć, że rok temu zrobiłem sobie pingle w dwóch wersjach, jedne, wyjściowe, w wersji lekko przyciemnianej, coby mnie przed słońcem trochę chroniły, i drugie całkowicie przezroczyste „domówki” do czytania i patrzenia jasnym wzrokiem. No i jak założyłem te z ciemniejszym szkiełkiem, to raz: z lenistwa już na gałach zostały, dwa: zakryły mi wory pod oczami i już tak pięknie czuć się chciałem na zawsze.

I przywykłem. I zapomniałem.

I gdy je zdjąłem, nagle wszystko mi się wyjaśniło i do normy wróciło! Jakiż cudowny uśmiech na mojej twarzy zagościł, gdy w jednym momencie sobie dobrostan szymonowy poprawiłem. I świat mój widzę lepiej. Bez mrocznej zasłony. Tyle wystarczyło, żeby humor sobie poprawić. Lekko, leciuśko, kapkę tylko, ale zawsze to jednak coś.

Niby coś wiedziałem, coś czułem, bo co pewien czas myślą wracałem do półki, gdzie leżą moje zwyczajne szkła… a mimo to zrosłem się z tymi, co mi świat na czarno barwiły. I teraz już się pilnuję, do miasta, dla szpanu, na dywan czerwony – ciemne zakładam lampiony, na co dzień, by odpoczęły moje gałki, właściwe zakładam patrzałki!

A może ja niechcący jakiś sposób na żywot znalazłem? I to opatentuję, wdrożę?

Bo jak codzienności nie doceniasz, czytelniku, to mam sposób: pogorsz sobie coś troszeczkę, noś przez miesiąc ciemne okulary albo but jeden z wkładką niewygodną, albo koszulkę za wąską w pasze. A gdy już będziesz miał dosyć, wkładkę i koszulkę wygodną włóż i… przełom nastąpi, rozjaśnienie dla pięty, pachy i dla ich właściciela.

Znacie tę mękę, gdy spodnie wam opadają, boście paska zapomnieli, i to cudowne uczucie ulgi, gdy w końcu pasek założycie? Nie mówcie, że gdybyście cały dzień z plecakiem pełnym kamieni chodzili, to się nie uśmiechniecie, gdy w końcu go zdejmiecie. Miałem w harcerstwie przyjaciela, co spać kochał ponad miarę i gdy na warcie stałem, prosił, żebym go budził godzinę przed pobudką po to tylko, żeby usłyszeć, że spać jeszcze sobie może.

Macie to, moi drodzy, w tak zwanym gratisie, częstuję was moją metodą, szkiełkiem mędrca przyciemnianym wypracowaną. Nie będę robił mentorskich szkoleń za jedyne 65 tys. za rok, wystarczy ten felieton wyciąć i nosić zwinięty w kulkę w górnej kieszeni marynarki, żeby trochę uwierał, przeszkadzał i drażnił. A jak ktoś spyta, coś taki skwaszony, odpowiesz: – Majewski mnie uwiera w klatkę. – To go wyjmij. – Nie teraz, zalecane jest jeszcze tydzień go nosić, ale potem, jak się od niego uwolnię, to świat stanie przede mną otworem!

Polecam się.

Szymon Majewski, trochę dziennikarz, bardziej showman, niegdyś wodzirej, pięściarz wagi przestraszonej, trochę harcerz. Uprawia słów cięcie-gięcie. Lubi The Cure i Led Zeppelin. To tu, to tam.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE