1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Keira Knightley: "Nie mówcie mi, jak być kobietą"

Keira Knightley: "Nie mówcie mi, jak być kobietą"

Keira Knightley (fot. BEW PHOTO)
Keira Knightley (fot. BEW PHOTO)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Macierzyństwo przewartościowało jej cały świat. Po 20 latach kariery Keira Knightley wreszcie czuje, że nie musi za nic przepraszać. Ma dosyć siedzenia cicho i bycia miłą, bo wie, że jeśli nie będzie mówić głośno o tym, co jej się należy, niczego nie dostanie.

W tym roku Keira Knightley nie dała o sobie zapomnieć. Uwodziła paryską bohemę i czytelników jako filmowa Colette, w powojennym Hamburgu, w obrazie „W domu innego”, zdradziła męża z Niemcem, a w „Berlin, I Love You” udowodniła, że niemiecka stolica to jedno z najbardziej romantycznych miast świata. 33-letnia Knightley dba o to, aby jej kalendarz był zapełniony co najmniej na pół roku do przodu. Nie dlatego, że musi zarabiać pieniądze. Chce, aby jej trzyletnia córka Edie dorastała z pracującą mamą.

Keira Knightley (fot. BEW PHOTO) Keira Knightley (fot. BEW PHOTO)

Uzależniona

Matka Keiry, pisarka Sharman Macdonald, często zarabiała więcej od jej ojca. Will Knightley jest aktorem teatralnym i telewizyjnym, ale kiedy jego żona nalegała, aby mieli drugie dziecko, uświadomił ją, że ich na to nie stać. „Poradzimy sobie, jeżeli uda ci się sprzedać kolejną sztukę teatralną. Tylko wtedy nasz syn Caleb będzie mógł mieć rodzeństwo” – zasugerował żonie. Keira zawdzięcza więc przyjście na świat sztuce pt. „When I Was a Girl, I Used to Scream and Shout” [Kiedy byłam dziewczynką, krzyczałam i wrzeszczałam]. Bywała z rodzicami w teatrze już jako dziecko, kiedy nie umiała jeszcze chodzić. Miała trzy lata, gdy poprosiła mamę, żeby ta załatwiła jej agenta. Bo dziewczynki muszą przecież na siebie zarabiać.

– To dzięki aktorstwu nauczyłam się czytać – wyznała w jednym z wywiadów. – Miałam pięć lat, kiedy poszłam do szkoły i czytałam wszystkim dzieciom książki. Byłam więc najlepszą uczennicą i cieszyłam się ogromną popularnością. Tylko że wszystkich oszukiwałam, bo ja te książki znałam z domu i umiałam je na pamięć. W rzeczywistości mam dysleksję i nie potrafiłam przeczytać ani słowa. Gdy odkryto mój blef, z dnia na dzień straciłam status gwiazdy. Nagle znalazłam się na samym dole hierarchii, wśród dzieci, które ledwo sobie radziły. Do dziś pamiętam ten szok.

Kiedy prawda wyszła na jaw, nauczycielka poradziła rodzicom, żeby pomyśleli o nagrodzie dla córki. Keira, z pomocą specjalistów, nauczy się czytać i pisać, a w zamian będzie mogła robić coś, co ją pasjonuje. Marchewką były zajęcia teatralne i rok później zapisanie jej do agencji aktorskiej. Przez całe dzieciństwo grywała w programach telewizyjnych dla dzieci, a także małe rólki filmowe i teatralne. W wieku 13 lat stała już na planie „Gwiezdnych wojen” jako służąca i sobowtór królowej Padmé granej przez Natalie Portman. – Dysleksja nauczyła mnie też etyki pracy – muszę przygotowywać się więcej i dłużej niż inni, bo dłużej czytam scenariusz – tłumaczy Keira w filmiku promocyjnym dla organizacji Made by Dyslexia. – Jasno mówię reżyserom, że nie wolno mi dać świeżo przerobionego dialogu i oczekiwać, że za godzinę lub dwie dobrze go zagram. A jeśli każesz mi przeczytać z kartki tekst, którego nigdy wcześniej nie widziałam, to wszystko zacznie mi skakać przed oczami i efekt będzie dość zaskakujący. Na szczęście miałam nauczycieli, którzy umieli oddzielić fakt, że zawsze będę na bakier z ortografią, od tego, że jestem inteligentna, kreatywna, umiem napisać i opowiedzieć świetne historie – mówi aktorka.

Knightley nie ma formalnego wykształcenia aktorskiego, bo jej rodziców nie było stać, aby wysłać ją na drogie studia. A kiedy sama odłożyła trochę pieniędzy na ten cel z własnych ról, zaczęła dostawać tyle propozycji pracy, że na szkołę nie było już czasu. – Niektórzy twierdzą, że aktorstwo to powołanie. Dla mnie to po prostu uzależnienie. Zaczęło się od zabawy, ale po każdym występie marzyłam o tym, aby wrócić po więcej. To chyba tłumaczy, dlaczego tylu aktorów trzecioplanowych nigdy nie rezygnuje z castingów i grania małych rólek. Scena, kamera, bycie kimś innym przez kilka godzin lub tygodni dla wielu jest jak narkotyk – mówiła w wywiadzie dla „Variety”. O tym, jakie to uzależnienie może mieć cenę, przekonała się zbyt wcześnie.

Po niespodziewanym międzynarodowym sukcesie filmu „Podkręć jak Beckham”, w którym Keira gra główną rolę i do którego miesiącami trenowała grę w piłkę nożną, nagle stała się najbardziej obiecującą nastoletnią gwiazdą po obu stronach oceanu. Rok później stała już na pokładzie statku w ramionach Orlando Blooma na planie „Piratów z Karaibów”, a Johnny Depp zakładał się z nią, że aktorka nie da rady ścisnąć się w pasie gorsetem tak ciasno jak Scarlett O’Hara. – Oczywiście, że wygrałam zakład – 18,5 cala! – ale wytrzymałam tylko dziesięć minut. Inaczej bym zemdlała – wspominała. – Scarlett była zresztą zawsze moją bohaterką. Jest okropna, ale udaje jej się przeżyć za wszelką cenę. Inni jej za to nienawidzą, ale ona potrafi pokazać wszystkim środkowy palec. Ja nauczyłam się tego dopiero niedawno.

Wszystko źle

Sukces „Piratów z Karaibów” sprawił, że Keira wychodziła co rano z domu, oganiając się od tłumu paparazzich. Gazety komentowały każdy szczegół jej wyglądu. Według prasy „mogłaby coś zrobić ze swoim zgryzem”, „za mało je”, „ma grube kostki”, „mówi ze sztucznym, eleganckim akcentem”, „irytująco się uśmiecha” i „ma szczękościsk”. – Kiedy 19-letnia dziewczyna słyszy o sobie takie rzeczy, to choćby nie wiadomo jakie miała wsparcie od bliskich, zaczyna się kruszyć – mówiła w wywiadzie dla „Guardiana”. Nominacja do Oscara dla najlepszej aktorki za rolę w „Dumie i uprzedzeniu” tylko zwiększyła potok jadu, który wylewały na nią brytyjskie media. Mimo pojawienia się w kilku mniejszych, niezależnych filmach, stała się „panienką w gorsecie”, która „od biedy sprawdzała się tylko w historycznych romansach”. Knightley zaczęła wymagać od producentów, aby nie musiała promować swoich filmów na pokazach prasowych. Nie udzielała wywiadów, konsekwentnie odmawiała sesji dla kolorowych magazynów. – Wszyscy udzielali mi mądrych rad. „Nie chodź na gale i przyjęcia branżowe, nie pozuj na ściankach, a dziennikarze zostawią cię w spokoju” – mówili. Dokładnie tak robiłam. Czy coś to dało? Nie. Efekt był odwrotny.

Gdy dostała nominację do nagrody BAFTA za rolę w „Pokucie”, z trudem udało jej się dotrzeć na ceremonię. – Przez trzy miesiące nie wychodziłam z domu. Miałam 22 lata, 17 ról filmowych na koncie i załamanie nerwowe. Tylko intensywna terapia sprawiła, że byłam w stanie przejść po czerwonym dywanie, zasiąść na widowni i nie dostać ataku paniki. Na szczęście nie nominowano mnie wtedy do Oscara, bo nie dałabym rady pojechać do Hollywood – wspominała w tym roku w wywiadzie dla „The Hollywood Reporter”. Jej terapeutka przyznała, że Keira była jej jedyną pacjentką, która twierdząc, że ktoś ją śledzi, miała rację, a nie urojenia.

Rola Cecilii Tallis w 'Pokucie' (reż. Joe Wright, 2007) przyniosła Keirze nominację do BAFTA i Złotego Globu. (Fot. BEW PHOTO) Rola Cecilii Tallis w "Pokucie" (reż. Joe Wright, 2007) przyniosła Keirze nominację do BAFTA i Złotego Globu. (Fot. BEW PHOTO)

Tym razem fachowa pomoc i prawie roczna przerwa w pracy pomogły. Przez kolejne lata unikała ról w wysokobudżetowych produkcjach, angażowała się w ambitne artystyczne projekty. Pozwała do sądu „The Daily Mail” za nazwanie jej „inspiracją dla anorektyczek”. Zmierzyła się też wreszcie z wyczerpującymi, trwającymi tygodniami promocjami prasowymi, ale konsekwentnie i bez gwiazdorskich fochów odmawiała mówienia o swoim życiu prywatnym. – Tak, mam narzeczonego. Tak, poznałam go na festiwalu muzycznym, gdzie występował, bo śpiewa w zespole Klaxons. Ja jestem rozpieszczoną aktoreczką, więc poprosiłam organizatorów o wpuszczenie mnie za kulisy. Reszta jest historią – powiedziała mi z ironicznym uśmiechem, gdy rozmawiałam z nią kilka lat temu, i zręcznie skierowała konwersację na inne tory. Jednak nie bez wyjaśnienia uniku: – Nie mogę opowiadać o moim życiu prywatnym, bo na dłuższą metę cierpimy na tym i ja, i mój partner. Dla czytelników gazet i Internetu to ciekawostka i rozrywka, ale dla nas to prawdziwe życie. Wolałabym nie mylić tych dwóch pojęć. Ale mogę opowiedzieć o tym, jak fajnie jest mieć kontrakt z Chanel, występować w ich reklamach i o szoku, którego doznaję za każdym razem, kiedy muszę zamienić dżinsy na jedną z ich obłędnych sukienek. Nie, sorry, ale nie mogę powiedzieć, ile mi płacą za tę katorgę!

Keira Knightley jako Georgiana Spencer, żyjąca w XVIII w. daleka krewna księżnej Diany, w filmie 'Księżna' (reż. Saul Dibb, 2008). (Fot. BEW PHOTO) Keira Knightley jako Georgiana Spencer, żyjąca w XVIII w. daleka krewna księżnej Diany, w filmie "Księżna" (reż. Saul Dibb, 2008). (Fot. BEW PHOTO)

Keira przestała też wreszcie za wszystko przepraszać. – Szczerze? Ja uwielbiam filmy kostiumowe – powiedziała, gdy pojawił się temat wybieranych przez nią ról. – Zawsze lubiłam historię, a ponieważ nie skończyłam liceum, traktuję to jako dodatkową edukację. Poza tym te zakute w gorsety damy to znakomita przenośnia zniewolenia kobiety. Moje postaci za każdym razem starają się z tej klatki wydostać. A jeśli już mowa o przepraszaniu, to przestałam się publicznie kajać z powodu wysokości moich zarobków. Skoro tyle płacą, to przyjmuję. Jak płacą mniej, to też biorę i nawet się nie kłócę.

Wtedy nie wypadało mi jej wytknąć, że jak najbardziej powinna się kłócić. Sześć lat później sama doszła do tego wniosku: – Nie mam pojęcia, dlaczego nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy zapytać, czy przypadkiem nie płacą mi mniej niż moim kolegom. Aż wreszcie się odważyłam i teraz płacą mi często więcej. To taki typowy kobiecy syndrom: powinnam przecież być miła i wdzięczna, że w ogóle mam pracę. Powinnam siedzieć cicho i się uśmiechać, więc przez tyle lat tak robiłam. A teraz mam dość siedzenia cicho, bo jeśli my, kobiety, nie będziemy mówić głośno o tym, co nam się należy, to niczego nie dostaniemy – deklaruje w wywiadzie dla „Guardiana”.

Ani matka, ani kochanka

Keira nie siedzi cicho. „Mówią mi, jak być kobietą. Bądź miła, wspierająca, ładna, ale nie za ładna, szczupła, ale nie za szczupła, sexy, ale nie za bardzo, odnieś sukces, ale nie za duży... Ale ja nie chcę z mężczyznami flirtować ani udawać ich matki. Nie chcę z tobą flirtować, bo nie chcę się z tobą pieprzyć, i nie chcę ci matkować, bo nie jestem twoją matką. Stary, ja po prostu chcę pracować. Czy to jest OK?” – napisała w zbiorze esejów różnych autorów pt. „Feministki nie noszą różu i inne kłamstwa”, wydanym pod koniec zeszłego roku. Opisała w nim też swoje doświadczenia z porodu i połogu: pęknięcie pochwy, podpaski grubości pieluch, popękane sutki. Przyznaje, że zostanie matką przewartościowało jej cały świat. Dotarło do niej, że do tej pory nie zdawała sobie sprawy, iż kobiece doświadczenia są w filmie, literaturze i mediach reprezentowane tak ubogo. Że z filmów wie wszystko o relacjach pomiędzy ojcem a synem i o cierpieniach męskiej duszy, a o doświadczeniach kobiet mówi się wciąż za mało i pokątnie. Zdała sobie też sprawę, że nie chce, aby jej własna córka dorastała w atmosferze lęku przed męską połową ludzkości. Nie chce, by bała się wychodzić sama po zmroku, nosić szorty i dekolty i żeby musiała udawać głupszą niż jest, by zadowolić mężczyzn u władzy. Mąż Keiry, muzyk James Righton, przez większość czasu jest tatą na pełny etat i kiedy tylko może, zabiera córkę na plany filmowe żony. Knightley w pełni to docenia i zdaje sobie sprawę, że jest szczęściarą, bo stać ją na nianie i wszelką pomoc, ale jest oburzona w imieniu innych kobiet. Według niej państwo powinno robić wszystko, co możliwe, aby wspierać matki, szczególnie te samotne. Zaangażowała się więc we wsparcie charytatywne kobiet potrzebujących pomocy psychologicznej i psychiatrycznej po urodzeniu dzieci.

Scenarzystką filmu 'Granice Namiętności' (reż. John Maybury. 2008) o miłosnych perypetiach poety Dylana Thomasa była matka Keiry - Sharman Macdonald. (fot. BEW PHOTO) Scenarzystką filmu "Granice Namiętności" (reż. John Maybury. 2008) o miłosnych perypetiach poety Dylana Thomasa była matka Keiry - Sharman Macdonald. (fot. BEW PHOTO)

Odwaga i pewność siebie, które dało jej macierzyństwo, w pracy nie zawsze spotykają się ze zrozumieniem. Na planie „Colette” doszło do spięcia pomiędzy nią a reżyserem, który wytknął jej, że jest agresywna. – Dlatego że uprzejmie, nie podnosząc głosu ani nie przeklinając, po prostu się z nim nie zgodziłam. A to jest ktoś, kogo naprawdę lubię i szanuję!

Knightley nie ma jednak zamiaru spuszczać z tonu – wręcz przeciwnie. Gdy wybuchły afery pod szyldem #MeToo, zrobiła szybki rachunek sumienia i uderzyło ją, jak łagodnie traktowało ją jej środowisko. – Nikt nie przystawiał się do mnie na planie filmowym, nie molestował mnie i nie składał mi niedwuznacznych propozycji. Wiedziałam, że to się zdarza wielu aktorkom, ale mnie – nigdy. Znam Harveya Weinsteina, wiem, że wrzeszczał na ludzi i wydzwaniał do nich w środku nocy z awanturami, ale nie miałam pojęcia, że napastował aktorki w pokojach hotelowych. Może byłam ślepa, a już z pewnością naiwna.

Keira Knightley u boku Dominica Westa w filmie 'Colette' (reż. Wash Westmoreland, 2018). (fot. BEW PHOTO) Keira Knightley u boku Dominica Westa w filmie "Colette" (reż. Wash Westmoreland, 2018). (fot. BEW PHOTO)

Przyznaje, że patrząc wstecz, sama nie wie, kiedy w przeszłości mimowolnie podporządkowała się męskiemu dyktatowi w show-biznesie. Przecież jako dziecko nie tylko lepiej wspinała się na drzewa niż chłopcy, ale była przekonana, że jak dorośnie, to zostanie mężczyzną. – To było logiczne – tłumaczyła w programie Ellen DeGeneres. – Dziewczyny zawsze rządziły na placu zabaw, ustawiały chłopców, jak chciały. A w dorosłym życiu to oni mieli władzę, więc wydawało mi się logiczne, że będę jednym z nich. Oczywiście, że nie chciałam mieć penisa, bo z wyjątkiem możliwości robienia siusiu na stojąco to musi być okropnie niewygodne. Chciałam po prostu decydować o własnym losie – mówiła. Ale to niezachwiany dziś status gwiazdy jej na to pozwala. I Keira Knightley nie waha się go użyć.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893” – nowa wystawa w Muzeum Narodowym w Warszawie

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Nad morzem , 1886, olej, tektura , Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Jedyna pociecha, 1891, pastel, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Ulica Unter den Linden w Berlinie 1890, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (Fot. Piotr Safjan, Piotr Ligier, Krzysztof Wilczyński; Muzeum Narodowe w Warszawie)
Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Nad morzem , 1886, olej, tektura , Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Jedyna pociecha, 1891, pastel, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie; Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Ulica Unter den Linden w Berlinie 1890, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (Fot. Piotr Safjan, Piotr Ligier, Krzysztof Wilczyński; Muzeum Narodowe w Warszawie)
„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893” - to pierwsza polska artystka, która osiągnęła międzynarodową sławę. Jej twórczość będzie można podziwiać niebawem na wystawie w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) to pierwsza polska artystka, która osiągnęła międzynarodową sławę. Jej twórczość była prezentowana na najważniejszych europejskich wystawach i doceniania przez krytyków sztuki z wielu krajów. Także dziś obrazy i fascynujące losy malarki wzbudzają duże zainteresowanie publiczności, a wiele dzieł Bilińskiej trafiło do kanonu polskiej sztuki. Jednak całokształt twórczości i biografia artystki wciąż czekają na opracowanie.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Portret własny, 1887, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Krakowie. (fot. Pracownia Fotograficzna Muzeum Narodowego w Krakowie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893) Portret własny, 1887, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Krakowie. (fot. Pracownia Fotograficzna Muzeum Narodowego w Krakowie)

Celem wystawy jest prezentacja możliwie najszerszego wyboru prac malarskich i rysunkowych Bilińskiej (w tym dzieł do tej pory nieznanych), pochodzących z polskich i zagranicznych muzeów oraz kolekcji prywatnych. Głównym wątkiem wystawy będzie artystyczna kariera Bilińskiej, wiodąca od pierwszych prób malarskich w Warszawie poprzez naukę w paryskiej Académie Julian ku udziałowi w międzynarodowych wystawach sztuki.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), W oknie, 1890, pastel, płótno, Musée d’art modern et contemporain de Saint-Etienne Métropole (fot. Joëlle Villa, Musée d’art modernę et contemporain de Saint-Etienne Métropole)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), W oknie, 1890, pastel, płótno, Musée d’art modern et contemporain de Saint-Etienne Métropole (fot. Joëlle Villa, Musée d’art modernę et contemporain de Saint-Etienne Métropole)

Prezentacja będzie poruszać zagadnienia natury artystycznej, takie jak akademizm w twórczości Bilińskiej, portret jako preferowany przez nią temat malarski czy technika pastelu, w której wypowiadała się równie często jak w malarstwie olejnym. Inne kwestie, które zamierzamy podjąć, to samoświadomość artystki i jej widzenie pozycji twórcy w świecie, wyrażające się m.in. w kreowaniu własnego wizerunku w autoportretach.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Fort Boyard, 1889, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Krzysztof Wilczyński, Muzeum Narodowe w Warszawie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Fort Boyard, 1889, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Krzysztof Wilczyński, Muzeum Narodowe w Warszawie)

Niezwykle interesujące są również wątki biograficzne: pokonywanie przez malarkę materialnych i osobistych trudności na drodze do zawodowego sukcesu czy jej relacje towarzyskie i uczuciowe. Twórczości Bilińskiej nie sposób przedstawić bez zarysowania ograniczeń, jakich w XIX wieku doświadczały kobiety w ramach instytucji sztuki i kształcenia artystycznego oraz ze względu na normy i oczekiwania społeczne.

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Autoportret niedokończony, 1892 olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Piotr Ligier, Muzeum Narodowe w Warszawie)Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1854–1893), Autoportret niedokończony, 1892 olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie. (fot. Piotr Ligier, Muzeum Narodowe w Warszawie)

Ta znakomita malarka i jednocześnie silna kobieta może być interesującą postacią. Kobieta, która zmagała się z przeciwnościami losu (w niedługich odstępach czasu zmarł ojciec artystki, jej przyjaciółka i narzeczony), poważna choroba serca i w rezultacie przedwczesna śmierć uniemożliwiła realizację jej marzenia – planowała otworzyć w Warszawie szkołę malarstwa dla kobiet, wzorowaną na uczelniach paryskich. Bilińska obsypana za życia nagrodami, zapomniana po śmierci, ostatnio cieszy się coraz większym zainteresowaniem. W dobie coraz intensywniejszych badań nad twórczością kobiet artystek końca XIX wieku malarka jawi się jako jedna z najlepszych reprezentantek pokolenia artystek wychodzących z zapomnienia.

„Artystka. Anna Bilińska 1854–1893”, Muzeum Narodowe w Warszawie, 25 czerwca – 10 października 2021

  1. Kultura

Serial "Cień i kość" powróci z drugim sezonem

Archie Renaux jako Malyen Oretsev i Jessie Mei Li jako Alina Starkov w serialu
Archie Renaux jako Malyen Oretsev i Jessie Mei Li jako Alina Starkov w serialu "Cień i kość". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Gratka dla miłośników fantasy, których tej wiosny zachwycił nowy serial Netflixa "Cień i kość". Produkcja, oparta na bestsellerowych powieściach Leigh Bardugo o uniwersum Griszów, doczeka się drugiego sezonu.

Pierwsza część opowieści o uniwersum Griszów w ciągu 28 dni od premiery została obejrzana w ponad 55 milionach gospodarstw domowych. Serial znalazł się w zestawieniu TOP 10 w 93 krajach na całym świecie i zajął pierwsze miejsce w 79 krajach, w tym w Australii, Brazylii, Niemczech, Rosji, Hiszpanii, RPA i USA. Po jego premierze trylogia "Cień i kość" oraz składająca się z dwóch części powieść "Szóstka wron" powróciły na listy bestsellerów na całym świecie i przez ponad miesiąc utrzymywały się na pierwszym miejscu listy bestsellerów "New York Timesa". Niewątpliwy sukces wróżył kontynuację serialu - teraz jest to już oficjalne. „Cień i kość” doczeka się drugiego sezonu, a poinformowali o tym członkowie jego obsady.

- Piszę o uniwersum Griszów już od prawie dziesięciu lat, więc jestem zachwycona, że będziemy mogli kontynuować tę przygodę. Jest tak wiele miejsc, które ledwo zdążyliśmy odwiedzić i nie mogę się doczekać, aby przedstawić widzom więcej świętych, żołnierzy, bandytów, złodziei, książąt i szeregowców, którzy sprawiają, że ten świat jest tak zabawny do odkrywania. To będzie prawdziwa magia widzieć, jak nasza genialna, utalentowana obsada się powiększa - mówi autorka książek i producentka wykonawcza serialu Leigh Bardugo.

Drugi sezon serialu „Cień i kość” ma składać się z ośmiu godzinnych odcinków. Jessie Mei Li (Alina Starkov), Archie Renaux (Malyen Oretsev), Freddy Carter (Kaz Brekker), Amita Suman (Inej), Kit Young (Jesper Fahey), Ben Barnes (Generał Kirigan), Danielle Galligan (Nina Zenik) i Calahan Skogman (Matthias Helvar) ponownie wcielą się w swoje role. Dodatkowe szczegóły dotyczące castingu zostaną podane w późniejszym terminie.

"Cień i kość" miał swoją premierę na platformie Netflix w kwietniu tego roku. Serial jest osadzony w rozdartym wojną świecie, a jego główną bohaterką jest osierocona w dzieciństwie Alina Starkov, szeregowa żołnierka, która odkrywa w sobie nadzwyczajną moc mogącą być kluczem do wyzwolenia jej kraju. Ogromne zagrożenie ze strony Fałdy Cienia wisi nad krajem, a Alina zostaje odcięta od wszystkiego, co znała do tej pory, aby odbyć szkolenie wojskowe jako żołnierka elitarnej armii władających magią Griszów. Opanowanie nowych zdolności przychodzi jej z trudem i stopniowo zdaje sobie sprawę, że sojusznicy i wrogowie są dwiema stronami tej samej monety i nic nie jest tym, na co wygląda w tym niezwykłym świecie. Toczy się konflikt między niebezpiecznymi przeciwnikami, wśród których znajduje się także szajka charyzmatycznych przestępców. Przetrwanie będzie wymagało czegoś więcej niż tylko magii.

  1. Kultura

Festiwal Młodzi i Film – przegląd filmów, które warto zobaczyć

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Pollywood". (Fot. materiały prasowe)
Młodzi i Film to najstarszy w Polsce festiwal, podczas którego można zobaczyć tylko debiuty. Debiutowali na nim m.in. Krzysztof Zanussi, Agnieszka Holland, Xawery Żuławski, Łukasz Palkowski, Katarzyna Rosłaniec, Maria Sadowska, czy Jan P. Matuszyński.

Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych Młodzi i Film na stałe wpisał się już na mapę filmowych festiwali Polski, i jako jedyny w takim zakresie skupia się na najnowszych dokonaniach debiutujących reżyserów. Impreza obejmuje dwa konkursy: Pełnometrażowych i Krótkometrażowych Debiutów Filmowych, a także pokazy pozakonkursowe w sekcjach: Debiut zagraniczny, Na dłuższą metę (Debiut dokumentalny), Retrospektywy, czy pokazy filmów jurorów oraz pokazy specjalne, ale też spotkania Szczerość za szczerość z ekipami filmów konkursowych, spotkania branżowe dla uczestników festiwalu, czy klub festiwalowy, w którym odbywają się koncerty oraz autorskie spotkania Macieja Buchwalda pod hasłem "Zawód: aktor”. Wstęp na wszystkie wydarzenia otwarte festiwalu jest bezpłatny.

Plakat 40. edycji Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film. Jego twórcą jest Wilhelm Sasnal.Plakat 40. edycji Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film. Jego twórcą jest Wilhelm Sasnal.

Każdego roku liczba zgłoszonych filmów do dwóch konkursów wzrasta - w tym to około 200 tytułów. Festiwal stał się też miejscem spotkań młodych twórców filmowych oraz aktorów. Gośćmi w ostatnich latach byli m.in.: Agata Buzek, Sylwia Chutnik, Jacek Borcuch, Zofia Wichłacz, Karolina Czarnecka, Bartosz Gelner, Marcin Kowalczyk, Bartosz Bielenia, Eliza Rycembel, Dorota Masłowska, Agnieszka Grochowska, Ewa Kasprzyk, Andrzej Grabowski, Katarzyna Herman, ale też Wojciech Pszoniak, Jerzy Bończak i Anna Dymna.

W tym roku szczególnej uwadze polecamy sekcję Na dłuższą metę. Debiuty dokumentalne, która powraca po rocznej przerwie. W jej ramach zobaczymy aż siedem pełnometrażowych filmów dokumentalnych:

„Furia”, reż. Krzysztof Kasior

Ola ma 25 lat, pracuje w call center w małym miasteczku. Nie dogaduje się z rodzicami, a w pobliżu nie ma nikogo naprawdę bliskiego. Kiedy problemy przybierają na sile, dostaje skierowanie na terapię. Jednak zamiast na kozetkę, zaczyna chodzić na treningi MMA, brutalne walki w klatce... Dokumentalna opowieść o Aleksandrze Roli, wyjątkowej i bezkompromisowej zawodniczce MMA, która ku zdumieniu całego środowiska, w ciągu roku pokonała wszystkie przeciwniczki w Polsce, mimo że trenować zaczęła niewiele wcześniej. Opowieść o marzeniach i spełnianiu wyznaczonych celów oraz cenie, jaką za to płacimy.

Kadr z filmu 'Furia'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Furia". (Fot. materiały prasowe)

„Krafftówna w krainie czarów”, reż. Maciej Kowalewski, Piotr Konstantinow

Po seansie spotkanie z twórcami i Barbarą Krafftówną

„W tej chwili nie wiem kim jestem. Wiedziałam kim byłam rano” – to zdanie zostaje w sercu na zawsze. Jak i spojrzenie, łagodnych zielonych oczu Barbary Krafftówny. Niech was to nie zmyli – w zaskakującym portrecie bohaterka bez wieku opowiada o sobie i świecie wyobraźni, który był dla niej ratunkiem (w trudnych chwilach) i inspiracją (na scenie). Jej świadectwo wzrusza: mądrej, czułej, na wskroś nowoczesnej i bystrej obserwatorki. Ale też osoby samotnej, która w zmieniającej się rzeczywistości co chwilę musiała definiować własną niezależność, aktorstwo, kobiecość. Krafftówna opowiadając o sobie przekracza granice realizmu, jest najmłodsza z nas wszystkich.

Kadr z filmu 'Krafftówna w krainie czarów'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Krafftówna w krainie czarów". (Fot. materiały prasowe)

„Między nami”, reż. Dorota Proba

Program Pierwszy Dokument

Intymny portret trzech związków. Trzy bardzo różne pary decydują się podjąć szczerą rozmowę, zainicjowaną zestawem pozornie prostych pytań. Powoli tworzy się przestrzeń dla wymiany skrywanych emocji i wyznań, nieoczywistych pragnień. Nie ma przepisu na udany związek, podobnie jest z filmem – coś co mogłoby wypaść jak zestaw truizmów, tutaj staje się prostolinijnym, dowcipnym, ale nade wszystko zaskakującym zapisem kilku wariantów tej samej historii o miłości. Cóż z tego, że opowiadamy cały czas to samo, pytanie jak to robimy. W życiu podobnie jak w kinie – warto się zaskakiwać.

Kadr z filmu 'Między nami'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Między nami". (Fot. materiały prasowe)

„Pollywood”, reż. Paweł Ferdek

Podróż do źródeł kina. Czym jest film? Skąd się wzięło to marzenie, by snuć opowieść na ekranie, by mamić innych swoimi wizjami? Czy kino to iluzja, czy prawda? Co nam daje, a co rekompensuje samym twórcom? I co tak naprawdę oznacza w tym środowisku sukces, jak go osiągnąć, a jednocześnie pozostać wiernym sobie? Autotematyczny film drogi, podczas której reżyser z Polski stara się odpowiedzieć na te najważniejsze z punktu widzenia filmowca pytania. Bo niezależnie od tego skąd pochodzisz, jeśli czujesz magię kina, to stajesz się częścią pewnej społeczności – ludzi światłoczułych.

Kadr z filmu 'Pollywood'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Pollywood". (Fot. materiały prasowe)

„Po złoto. Historia Władysława Kozakiewicza”, reż. Ksawery Szczepaniak

Po seansie spotkanie z twórcami i Władysławem Kozakiewiczem

Władysław Kozakiewicz podczas Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w 1980 roku nie dość że zdobył złoto i pobił rekord świata, to jeszcze, pod wpływem emocji i presji, wyprowadzony z równowagi przez sowiecką publiczność, pokazał jej tzw. wała. Niesportowy gest miał swoje symboliczne i polityczne znaczenie. Film w dynamiczny i dowcipny sposób opowiada o drodze jaką przebył słynny tyczkarz, stawia pytania o kryzys formy „Kozaka”, o emigrację, ale też o istotę sportu. Narratorem jest sam Władysław Kozakiewicz, a twórcom udało się wzbogacić jego wypowiedzi o unikatowe materiały archiwalne. Świetny montaż to kolejny atut tej produkcji.

Kadr z filmu 'Po Złoto. Historia Władysława Kozakiewicza'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Po Złoto. Historia Władysława Kozakiewicza". (Fot. materiały prasowe)

„Toomanykicks”, reż. Dawid Wawrzyszyn

Pierwszy polski dokument o kolekcjonerach butów sportowych. Wnikliwa analiza pasji jedenastu bohaterów oraz przemian kulturowo-społeczno-gospodarczych, jakie zaszły w Polsce od 1989 roku. Pytanie o to, ile par to już za dużo, w świecie prawdziwych sneakerheadów nie istnieje. Dzięki nim poznajemy historię rozkwitu polskiego designu w ostatnich trzech dekadach wolności, ale dowiadujemy się też wiele o znaczeniu sportu i muzyki w ich życiu. Wielu bohaterów filmu osiągnęło sukces nie tylko w Polsce, ale także na arenie międzynarodowej.

Kadr z filmu 'Toomanykicks'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Toomanykicks". (Fot. materiały prasowe)

„Xabo, Ksiądz Boniecki”, reż. Aleksandra Potoczek

To nie jest hołd, pomnik, laurka na cześć. To intymny dziennik, który wyraża naszą wspólną, wielką tęsknotę – za pięknym i mądrym przewodnikiem, za doradcą, za człowiekiem, który wie więcej i zachowuje spokój mimo wszystko. Ksiądz Boniecki, który jest solą w oku instytucji kościoła i ma zakaz publicznych wypowiedzi do prasy – poza „Tygodnikiem Powszechnym” – cały czas jeździ na spotkania, rozmawia, pyta, słucha, daje odczyty, przynosi nadzieję. Podczas trzyletniej wędrówki wraz z księdzem Bonieckim ekipa przemierzyła 50 tys. kilometrów.

Kadr z filmu 'Xabo. Ksiądz Boniecki'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Xabo. Ksiądz Boniecki". (Fot. materiały prasowe)

Blok Na dłuższą metę. Debiuty dokumentalne będzie miał osobne otwarcie: w poniedziałek 14.06 o godzinie 16.30 tuż przed galowym otwarciem całego festiwalu. Sekcję dokumentalną zainauguruje w tym roku film „Krafftówna w krainie czarów” – piękny, kreacyjny filmowy portret dokumentalny w reżyserii Macieja Kowalewskiego i Piotra Konstantinowa. Barbara Krafftówna będzie Gościem honorowym wieczoru i wraz z twórcami po seansie spotka się z publicznością. Po rozmowie autorzy i Bohaterka filmu będą obecni na Gali otwarcia Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych Młodzi i Film 2021.

  1. Kultura

Niewidzialna rzeźba włoskiego artysty została sprzedana za 15 tys. euro

Salvatore Garau. (Fot. Instagram @salvatore_garau)
Salvatore Garau. (Fot. Instagram @salvatore_garau)
Dzieło sztuki, które istnieje tylko w wyobraźni włoskiego artysty. Niematerialna i niewidzialna rzeźba stworzona przez Salvatore Garau została sprzedana na aukcji za 15 tys. euro.

"Io sono" (po włosku „Jestem”) – tak Salvatore Garau nazwał swoje wyjątkowe dzieło. Wyjątkowe, bo... niewidzialne. Rzeźba to tak naprawdę próżnia, która według włoskiego artysty jest „niczym innym jak przestrzenią pełną energii”. „Nawet jeśli ją opróżnimy i nic nie zostanie, to zgodnie z zasadą nieoznaczoności Heisenberga, nic nie ma wagi. Dlatego ma energię, która jest skondensowana i przekształcona w cząsteczki, czyli w nas" – tłumaczył Garau hiszpańskiemu serwisowi informacyjnemu Diario AS.

(Screen: art-rite.it)(Screen: art-rite.it)

Rzeźba została wystawiona na sprzedaż w maju we włoskim domu aukcyjnym Art-Rite. Szacowano, że osiągnie cenę pomiędzy 6-9 tys. euro. Ostatecznie rzeźba „Io sono” została sprzedana za 15 tys. euro, a szczęśliwy nabywca jako fizyczny dowód otrzymał jedynie certyfikat autentyczności, podpisany przez samego Garau, oraz wytyczne, według których dzieło musi zostać wystawione w prywatnym domu, na wolnej przestrzeni o wymiarach około pięć na pięć stóp (1,5 x 1,5 metra).

Nie jest to pierwsze tego typu dzieło w dorobku Garau. W lutym tego roku na Piazza Della Scala w Mediolanie artysta wystawił „Budda im contemplation”, podobnie niewidoczną rzeźbę, której granice wyznaczał kwadrat taśmy na brukowanym chodniku. Z kolei przed nowojorską giełdą zainstalował „Afrodite cries”, o którym świadczył pusty biały okrąg - projekt wsparł Włoski Instytut Kultury.

  1. Kultura

„Wszyscy wszystko zjedli” – film o sile kobiet i dzieleniu się dobrem

"Wszyscy wszystko zjedli" opowiada historię Madiny, doświadczonej przemocą domową Czeczenki, która uciekła wraz z rodziną do Polski, aby zbudować nowe życie na nieswojej ziemi. (Fot. materiały prasowe)
"Wszyscy wszystko zjedli" to historia przyjaźni, tolerancji, dokument o udzielaniu i dawaniu pomocy. A przede wszystkim opowieść o sile kobiet i o dzieleniu się dobrem.

Film „Wszyscy wszystko zjedli” opowiada historię dziewczynki, która przeżyła dwie krwawe wojny. Dziewczyny, którą wydano za mąż, wbrew jej woli, bez miłości. Matki, która całą swoją miłość oddaje dzieciom. Dlaczego zabawki wożono jej aż z Kazachstanu? Dlaczego ukończyła tylko trzy klasy podstawówki? Jak przetrwała domowy terror? Skąd znalazła się w Polsce? No, i jak jej mieszka się u rodziny Stuhrów? Dwuosobowa ekipa filmowa (reżyser, operator i dźwiękowiec Kamil Witkowski oraz pomocnik reżysera Marina Hulia) zaprasza do mlaskania, wąchania, dumania.

Madina, doświadczona przemocą domową Czeczenka, uciekła wraz z rodziną do Polski, aby zbudować nowe życie na nieswojej ziemi. Tutaj przygarnęła ją rodzina Stuhrów. Kobieta, wraz z innymi czeczeńskimi matkami, gotuje – nie tylko dla rodziny i przyjaciół; gotuje dla warszawskich bezdomnych oraz dla samotnych staruszek w podwarszawskiej Radości. Miesza w dużym garze smaki i zapachy, losy i opowieści.

– Nareszcie! Jednak marzenia się spełniają! Po wielu latach starań w końcu udało mi się zagrać w filmie u boku samej Madiny Mazalievej! Bo to Dobra Kobieta jest Maciej Stuhr.

– Na całym świecie kobiety walczą o swoje człowieczeństwo, a nie status „samicy gatunku homo sapiens”. Trudno to robić nie mając domu. Nie mając nic. Kobiety takie, jak Madina, zwyciężają ludzką obojętność. Jak to robią? Czym to robią? Talerzem zupy rozdają miłość. Dziękujemy Ci, Madino, że ratujesz świat. Dzięki Tobie ma czym się „najeść” do syta Dorota Sumińska.

Wszyscy wszystko zjedli. Do cna. Bo Madina jest geniuszem gotowania. Będzie kroiła, wałkowała, lepiła, doprawiała. Z ekranu popłynie do Was zapach ziół i przypraw kuchni Madiny. O jedzeniu będzie, o mlaskaniu. O głodzie będzie. O matczynej miłości i o tym, jak Europa wyzwoliła Madinę.

Premiera filmu „Wszyscy wszystko zjedli” 10 czerwca o godzinie 18:00 w warszawskim Kinie Muranów.