1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Rusza Millennium Docs Against Gravity. Polecamy 5 filmów, które warto zobaczyć

Rusza Millennium Docs Against Gravity. Polecamy 5 filmów, które warto zobaczyć

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Między nami" (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Festiwal Filmowy Millennium Docs Against Gravity startuje już 4 września. Projekcje odbędą się w siedmiu miastach w Polsce, a cała edycja przybierze hybrydową formę. Sekcji "Historie intymne" tradycyjnie patronuje miesięcznik "Zwierciadło". 

Millennium Docs Against Gravity to największe święto filmu dokumentalnego w Polsce. Tegoroczna edycja pod hasłem "Z czułości do świata" jest pierwszym tak dużym wydarzeniem filmowym zorganizowanym w kinach po ciężkim okresie zastoju spowodowanego pandemią koronawirusa. Festiwal rusza już 4 września i przyjmie formę hybrydową: od 4 do 18 września zostanie zaprezentowanych niemal 150 filmów na ponad 1000 pokazach w siedmiu miastach w Polsce (Warszawie, Wrocławiu, Gdyni, Katowicach, Lublinie, Bydgoszczy i Poznaniu), a następnie od 19 września do 4 października potrwa część online. Polscy oraz zagraniczni goście spotkają się zatem z publicznością na żywo oraz wirtualnie.

Festiwalowe filmy podzielono na 15 sekcji. Sekcja "Historie intymne", której patronem jest miesięcznik "Zwierciadło", z bliska przygląda się wyjątkowym bohaterom kina dokumentalnego. Tytuły wchodzące w jej skład to także niepowtarzalna okazja do obserwacji zmieniających się współcześnie różnorodnych form życia prywatnego. Poniżej przedstawiamy kilka festiwalowych pozycji, na które w szczególności warto zwrócić uwagę.

"Król rejsu"

Wśród pasażerów romantycznego rejsu po bajkowych Karaibach znalazł się baron Ronald Busch Reisinger z Inneryne, ekstrawagancki mężczyzna należący rzekomo do szkockiej arystokracji. Bohater filmu odczuwa silną potrzebę opowiadania o sobie innym pasażerom i robi wszystko, by go zauważyli. Obserwujemy, jak rozmawia z zakochanymi parami, bogatymi rodzinami, ciężko pracującą obsługą statku i emerytami. Ronald paraduje po statku w swoim feudalnym stroju, kilcie i królewskiej czapce. Pierwsze wrażenie nie jest najlepsze – wydaje się być arogancki i dumny ze swojego statusu, bogactwa oraz ekstrawaganckiego życia. Mimo że Reisinger szybko staje się duszą towarzystwa, pod jego krzykliwą powłoką skrywa samotność i niepewność.

Kadr z filmu 'Król rejsu' (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu "Król rejsu" (Fot. materiały prasowe)

"Rozważania o zdradzie"

Co to znaczy żyć w stałym związku? Eskalacja szczęścia czy raczej wyzwanie? Film pokazuje relacje między niewiernością, płcią i małżeństwem, łącząc 50 wywiadów z kolażem materiałów archiwalnych. Mężowie, żony i kochanki opowiadają o seksie, miłości, przyjaźni, zdradzie i tęsknocie, eksplorując temat niewierności w związku. Film odsłania pejzaż ludzkich odczuć składający się z intymności, pożądania i monotonii oraz bada głód zaspokajania ludzkich potrzeb poprzez akty wzajemnego zobowiązania się partnerów wobec siebie, a następnie odstępstwa od takich deklaracji. Reżyserka filmu Bara Jichova Tyson wprowadza do filmu intrygujące osobiste elementy, ujawniając wątki własnego romansu z przeszłości, a także ukazując jak rodziła się jej relacja z aktualnym partnerem.

Kadr z filmu 'Rozważania o zdradzie' (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu "Rozważania o zdradzie" (Fot. materiały prasowe)

"Kobieta"

Co to znaczy być kobietą? 2000 kobiet z 50 różnych krajów świata dzieli się przed kamerą swoimi historiami i opowiada o własnych doświadczeniach: od tych najbardziej intymnych aż po kulturowe. Dotykają przy tym szerokiej gamy problemów: seksualności, małżeństwa, macierzyństwa, przemocy domowej, gwałtu, wolności, zniewolenia, niezależności finansowej, wizerunku ciała, starości, miłości, złości i mądrości. To intymny i emocjonalny portret kobiet, a także pean na rzecz ich wewnętrznej siły, odporności, zdolności do przeciwstawiania się przeciwnościom losu i pozytywnej zmiany świata pomimo trudności, jakie napotykają.

Kadr z filmu 'Kobieta' (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu "Kobieta" (Fot. materiały prasowe)

"Rozterki pożądania"

Ile wiemy o łechtaczce? Jaka jest jej biologiczna i społeczna rola? Na czym polega złożony świat kobiecej przyjemności? Film odkrywa i obala mity na temat kobiecego pożądania, ukazując starcie między polityką płci i polityką seksualności, a także relacje pomiędzy ciałem i władzą. Bohaterkami są kobiety: Rebecca, Jasmine, Umnia, Coriamma i Yixin. Jedna ​​nigdy nie miała orgazmu, druga czerpie swoją seksualną siłę z pracy jako striptizerka, trzecia docieka dlaczego w tradycyjnym islamskim małżeństwie ogranicza się przyjemność seksualną kobiet, czwartej seks pozwala odkryć samą siebie, a kolejna w dzień studiuje ekonomię, a w nocy występuje jako stand-uperka. Losy tych kobiet zespolone są z rozważaniami na temat kobiecego pożądania.

Kadr z filmu 'Rozterki pożądania' (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu "Rozterki pożądania" (Fot. materiały prasowe)

"Między nami"

„Między nami” to intymny portret trzech związków. Pary decydują się podjąć szczerą rozmowę, zainicjowaną zestawem pozornie prostych pytań. Powoli tworzy się przestrzeń dla wymiany skrywanych emocji i wyznań. Film jest niepozbawionym humoru obrazem współczesnej miłości, wnikliwie przygląda się znaczeniu bliskości i obecności drugiego człowieka.

Kadr z filmu 'Między nami' (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu "Między nami" (Fot. materiały prasowe)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Filmy i seriale na weekend – poleca Joanna Olekszyk

Kadr z filmu „Francuskie wyjście” w reżyserii Azazela Jacobsa (dostępny przez serwis Premiery CANAL+). (Fot. materiały prasowe)
Kadr z filmu „Francuskie wyjście” w reżyserii Azazela Jacobsa (dostępny przez serwis Premiery CANAL+). (Fot. materiały prasowe)
Szukacie rozrywki na weekend? Zapraszamy przed ekran! Redaktor naczelna miesięczników "Zwierciadło" i "Sens" Joanna Olekszyk poleca filmy i seriale, które obejrzycie zarówno w kinie, jak i w domu. Gwarantujemy, że każdy znajdzie coś dla siebie.

„Śniegu już nigdy nie będzie”

Żenia ma dar. Dzięki jego masażom zestresowane i nieszczęśliwe mieszkanki pewnego zamkniętego osiedla pod Warszawą mogą zaznać chwili wytchnienia. Ale to dzięki jego spokojowi, umiejętności słuchania innych oraz… hipnozy – mogą zrozumieć, czego naprawdę potrzebują. Kim naprawdę jest Żenia? Jaką tajemnicę z przeszłości ukrywa? I jakie tajemnice mieszkańców ujawni? Świetne aktorstwo, zwłaszcza Aleca Utgoffa i Agaty Kuleszy.

Film „Śniegu już nigdy nie będzie” (reż. Małgorzata Szumowska, Michał Englert), w kinach. (Fot. materiały prasowe)Film „Śniegu już nigdy nie będzie” (reż. Małgorzata Szumowska, Michał Englert), w kinach. (Fot. materiały prasowe)

„Oslo”

można spojrzeć na ten film jako na opowieść o niemożności rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego albo zobaczyć w nim przebłysk nadziei. Zrealizowany trochę jak sztuka teatralna, a trochę jak dokument, pokazuje historię tajnych negocjacji między Izraelczykami i Palestyńczykami, które doprowadziły do porozumień z Oslo w 1993 roku. Ich cichymi bohaterami byli Mona Juul z Ministerstwa Spraw Zagranicznych Norwegii i jej mąż Terje Rød-Larsen, socjolog. Choć rozejm wkrótce zerwano, pamięć o nim pozwala wierzyć, że dobra facylitacja czyni cuda.

Film „Oslo” (reż. Bartlett Sher), dostępny na HBO i HBO GO. (Fot. materiały prasowe)Film „Oslo” (reż. Bartlett Sher), dostępny na HBO i HBO GO. (Fot. materiały prasowe)

„Francuskie wyjście”

Stolica Francji ma długą historię bycia filmowym ratunkiem dla zagubionych amerykanów. Nie inaczej jest tym razem. W rejs z Nowego Jorku do Paryża wyruszają matka (świetna Michelle Pfeiffer) i syn. Ona nie przepracowała w życiu ani godziny, on też nie kwapi się do stabilizacji, a w zaniepokojenie jest go w stanie wprawić jedynie brak szampana w lodówce. Próżniaczy styl życia ma jednak swoją cenę – kompletne oderwanie od rzeczywistości i utrata więzi. Widmo rychłego bankructwa może być więc dla nich ratunkiem.

Film „Francuskie wyjście” (reż. Azazel Jacobs), dostępny przez serwis Premiery CANAL+. (Fot. materiały prasowe)Film „Francuskie wyjście” (reż. Azazel Jacobs), dostępny przez serwis Premiery CANAL+. (Fot. materiały prasowe)

„Pogoń za miłością”

Brawurowa ekranizacja powieści nancy mitford jest bardzo na czasie. W końcu już księżna Diana mówiła, że największą współczesną chorobą jest poczucie bycia niekochanym. Lindzie, bohaterce „Pogoni za miłością”, jak każdej panience z dobrego angielskiego domu w latach 20. doskwiera nie tylko brak rodzinnego ciepła, ale też przemożna nuda. W romansach upatruje jedynej radości życia. Nadmiernie uczuciowa, spontaniczna i niewykształcona… napyta tym sobie trochę biedy.

Serial „Pogoń za miłością” (reż. Emily Mortimer), dostępny na BBC Prime. (Fot. materiały prasowe)Serial „Pogoń za miłością” (reż. Emily Mortimer), dostępny na BBC Prime. (Fot. materiały prasowe)

„Dochodzenie”

O śmierci szwedzkiej dziennikarki kim wall, która przeprowadzała wywiad z wizjonerem i biznesmenem na jego łodzi podwodnej, było głośno kilka lat temu. Film pokazuje dochodzenie, jakie rozpoczęła kopenhaska policja po zgłoszeniu jej zaginięcia. Tym, co odróżnia ten serial od wielu podobnych, jest jego niezwykła ascetyczność i kameralność. A także szacunek wobec ofiary i jej bliskich oraz brak niezdrowej fascynacji jej mordercą.

Serial „Dochodzenie” (reż. Tobias Lindholm), dostępny przez serwis Premiery CANAL+. (Fot. materiały prasowe)Serial „Dochodzenie” (reż. Tobias Lindholm), dostępny przez serwis Premiery CANAL+. (Fot. materiały prasowe)

  1. Kultura

Ørganek wydaje płytę w hołdzie Powstańcom Warszawskim

„Ocali nas miłość” to tytuł płyty i koncertu zespołu Ørganek, upamiętniających 77. rocznicę Powstania Warszawskiego. (Fot. materiały prasowe)
„Ocali nas miłość” to tytuł płyty i koncertu zespołu Ørganek, upamiętniających 77. rocznicę Powstania Warszawskiego. (Fot. materiały prasowe)
Tomasz Organek, na zaproszenie Muzeum Powstania Warszawskiego, wziął udział w projekcie muzycznym upamiętniającym 77. rocznicę Powstania Warszawskiego. Efektem będzie specjalnie przygotowana płyta inspirowana powstańczymi fotografiami oraz rocznicowy koncert w Parku Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego.

„Ocali nas miłość” – taki tytuł będą miały płyta i koncert – to zbiór piosenek skomponowanych przez zespół Ørganek. Wszystkie piosenki z płyty powstały wskutek inspiracji zdjęciami jednego z najsłynniejszych powstańczych fotoreporterów: Eugeniusza Lokajskiego ps. Brok. Każda z ośmiu piosenek na płycie to historia innej fotografii.

Historia Lokajskiego wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Sportowiec, bojownik o wolność, dokumentalista, ale nade wszystko artysta. Esteta. Z jego zdjęć, paradoksalnie dla czasu powstańczej pożogi, bije życie. Roześmiane młode kobiety, pary łączące się w małżeństwie aż Bóg ich nie rozłączy, mężczyźni silni w swej wierze w zwycięstwo. Jest w tym wszystkim jakaś porywająca poezja. Teksty bezpośrednio inspirowane jego zdjęciami dosłownie pisały się same – mówi Tomasz Organek.

Kolekcja prawie tysiąca zdjęć Lokajskiego w ujmujący sposób dokumentuje zarówno prywatne życie bohaterów sierpnia 1944 roku, jak ich ofiarną walkę na ulicach Warszawy.

Na płycie „Ocali nas miłość” pojawią się również znakomici goście: Magda Umer, Ralph Kaminski i Klaudia Szafrańska.

Koncert Tomasza Organka i gości odbędzie się 24 lipca o godz. 21.00 w Parku Wolności Muzeum Powstania Warszawskiego. Tego samego dnia odbędzie się premiera płyty „Ocali nas miłość”. Sprzedaż biletów rozpocznie się 7 lipca na stronie bilety.1944.pl.

  1. Kultura

Tilda Swinton u Almodovara – historia jednego spotkania

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Takiego filmowego projektu nikt się ani po Pedrze Almodóvarze, ani po Tildzie Swinton nie spodziewał.

Nigdy wcześniej razem nie współpracowali. Almodóvar nigdy nie nakręcił anglojęzycznego filmu. I jeszcze długość „Ludzkiego głosu” – pół godziny. Co z pozostałą niemal godziną seansu? Po tym, jak wybrzmi ostatnia scena filmu, zaglądamy z wizytą do mistrza hiszpańskiego kina i do ikony kina brytyjskiego. W gabinecie u Pedra, wiadomo, feeria kolorów i spacerujący leniwie kot. U Tildy – minimalistyczne wnętrze ze ścianami w tym samym odcieniu co jej strój. Zgodnie z nową pandemiczną tradycją rozmawiają online, każde od siebie. O inspiracjach, współpracy, różnicach językowych, przyjaźni. Taki oto zestaw: film plus spotkanie z jego twórcami, możemy oglądać w kinie. I to się sprawdza. Najpierw bardzo almodóvarowska opowieść, wściekłość zranionej kobiety, czysta furia idealnie równoważona powściągliwością Swinton. A po tym wszystkim dowiadujemy się od samych zainteresowanych, jak ten efekt wypracowali i co jeszcze dla nas razem szykują.

(Fot. materiały prasowe)(Fot. materiały prasowe)

  1. Kultura

Tomasz Kot: "Wolę tango niż walkę na pięści"

Tomasz Kot: W trudnych warunkach człowiek odkrywa w sobie obszary, których wcześniej nie znał. Dzięki temu doświadczeniu (praca na planie filmu
Tomasz Kot: W trudnych warunkach człowiek odkrywa w sobie obszary, których wcześniej nie znał. Dzięki temu doświadczeniu (praca na planie filmu "Wróg doskonały", przyp.red) jestem teraz bardziej pewny siebie i gotowy na kolejne wyzwania. (Fot. materiały prasowe)
Już za chwilę do kin trafi nakręcony w Hiszpanii thriller „Wróg doskonały”, gdzie zagrał głównego bohatera. Ta intrygująca rola to dobry pretekst, żeby zapytać Tomasza Kota, co u niego słychać.

Ostatnio grasz regularnie za granicą. Duszno ci w Polsce?
Nie jest mi duszno. Im więcej pracuję za granicą, tym większą mam przyjemność, kiedy gram na polskim planie, a scenariusz czytam w naszym języku.

A pandemia? Co z wynikającymi z niej ograniczeniami? Bardzo ci doskwierają?
Radzę sobie. Nawet jeśli mnie dopada jej duchota, to w dalszym ciągu mam co analizować. Od trzech lat wydarzają się w moim życiu rzeczy, których jeszcze pięć lat temu kompletnie się nie spodziewałem, mówię to bez grama kokieterii. Dobitnie uświadomiłem to sobie na festiwalu w Cannes, na którym promowaliśmy „Zimną wojnę”. Nie jestem osobą, która żyje przeszłością, a tam musiałem dokonać podsumowania swojego życia zawodowego.

Dlaczego?
Bo zagraniczni dziennikarze wypytywali mnie, w ilu filmach zagrałem, jakie role były dla mnie najważniejsze. Prześledziłem swoją filmografię i jeszcze raz uświadomiłem sobie coś banalnego: że każde z doświadczeń na mojej drodze wpłynęło na to, kim teraz jestem, jak gram, na czym się skupiam, co jest dla mnie na planie istotne. Policzyłem wtedy wszystkie role i wyszło mi, że między „Skazanym na bluesa”, który pozwolił mi wypłynąć w kinie, a „Bogami”, gdzie mogłem pokazać szerokiej publiczności moje inne niż komediowe oblicze (a z nim właśnie mnie przecież widzowie najczęściej kojarzyli), minęło dziesięć lat. Film Łukasza Palkowskiego stał się przebojem frekwencyjnym i wszystko zmienił. To po nim posypały się propozycje obsadzania mnie w dramatach. Paweł Pawlikowski zdradził mi, że zaproponował mi rolę właśnie ze względu na „Bogów”, a reżyser „Wroga doskonałego” chciał mnie ze względu na „Zimną wojnę”. Wszystko ma swoją naturalną ciągłość.
Spodziewałem się, że kolejny tak ważny projekt w moim życiu jak „Bogowie” przyjdzie za kolejną dekadę. Tymczasem pojawiła się „Zimna wojna”, po czym nie minęła chwila i miałem szansę zagrać w międzynarodowej produkcji w Hiszpanii.

W Polsce masz status gwiazdy, wszyscy cię znają i wiedzą, na co cię stać. Za granicą musisz na nowo udowadniać, że masz nieograniczony wachlarz możliwości aktorskich. Nie przeszkadzało ci to?
Na szczęście nie mam dużych problemów z własnym ego – może być schowane, pobite, może leżeć w kieszeni. Najważniejsze jest dla mnie zaadaptowanie się do nowych warunków. W 2019 roku spędziłem trzy miesiące w Los Angeles, gdzie może nie byłem zupełnie nieznany, ale odnosiłem wrażenie, że na każdym spotkaniu lub castingu, w którym brałem udział, spodziewano się dziwnego gościa z czarno-białego filmu z Europy Wschodniej. Odkrywałem siebie i swoją pozycję na nowo. Pamiętam pierwszą imprezę, na którą poszedłem. To była ceremonia przyznania nagród, a ja siedziałem między Glenn Close a Michaelem Douglasem i nie mogłem uwierzyć w to, gdzie jestem i co się dzieje. Czułem się, jakbym wszedł na panteon moich własnych mistrzów. Krępowałem się nawet patrzeć w ich stronę. Ale kiedy zaczynaliśmy rozmawiać, okazywali się skromnymi, ciekawymi drugiego człowieka ludźmi. Jeśli można być pokorną gwiazdą w Hollywood, to tym bardziej można być pokornym aktorem z Polski w Hiszpanii. Choć akurat w tym kraju „Zimna wojna” jest niezwykle popularna. Byłem zatem facetem z „Zimnej wojny”, który nagle przyjechał na plan, co ustawiło poprzeczkę dość wysoko.

Czułeś presję?
Oczywiście, ale ja na stresie potrafię budować. Strach jest doskonałym paliwem, jeśli się go właściwie wykorzysta, potrafi nie tylko zasilić, ale też wyznaczyć odpowiednie granice. Każdy aktor inaczej radzi sobie z tremą, ale ważne jest, żeby uświadomić sobie, że ona pojawia się nie po to, żeby nas pokonać. My nie przychodzimy na plan się z nią bić. Często pracuję z dzieciakami, bardzo to lubię. Kiedy pytają mnie, jak sobie z nią radzić, odpowiadam, że najlepiej jest z nią po prostu zatańczyć. Jak trema jest duża, wtedy to będzie dynamiczne, trudne tango, a jak mała – to walczyk. Tańczymy razem po partnersku, nie naparzamy się.

Uściślijmy. We „Wrogu doskonałym”, nakręconym na motywach głośnej książki Amélie Nothomb „Kosmetyka wroga”, grasz architekta, który właśnie czeka na samolot. Te parę godzin z jego życia okaże się kluczowe – dzięki pewnemu spotkaniu. Reżyser Kike Maíllo („Eva”, „Toro”) zmienił książkowego francuskiego Jérôme’a na Polaka Jeremiasza, a z ponad 40-letniego Texela – mężczyzny, którego bohater spotyka na lotnisku – zrobił filmową Texel, młodą kobietę, którą zagrała południowoafrykańska aktorka Athena Strates. W obsadzie są też między innymi Francuz Dominique Pinon i Hiszpanka Marta Nieto. Zakładam, że praca w tak międzynarodowym gronie, komunikacja, wymiana doświadczeń mogą być wyzwaniem.
Przy wszystkich wcześniejszych produkcjach towarzyszyli mi Polacy. Międzynarodowe projekty, w których brałem udział, opierały się na przykład na współpracy polsko-brytyjskiej, jak „Bikini Blue”. „Warning” nawet kręciliśmy w Polsce, więc naturalne było, że członkowie ekipy byli Polakami. A w szalonym czasie, związanym z promowaniem „Zimnej wojny” za oceanem, miałem w pobliżu Asię Kulig. Została nam z pracy przy tym filmie niemal bratersko-siostrzana relacja. Troszczyliśmy się o siebie, podnosiliśmy na duchu, poprawialiśmy sobie nawzajem humor. Wiedziałem, że zawsze mam w niej wsparcie. W Hiszpanii natomiast byłem zupełnie sam i na początku przechodziłem z tego powodu przez serię kryzysów.
Próbowałem zdefiniować siebie na nowo na bardzo trudnym planie. Dookoła wszyscy porozumiewali się po hiszpańsku, a oprócz tego oczywiście po angielsku. Najciekawszym doświadczeniem z mojej perspektywy było to, że brakowało mi nawet koła ratunkowego w postaci „telefonu do przyjaciela”, ponieważ pracowałem od rana do wieczora jako główny bohater filmu. W końcu zadałem sobie pytanie, czego mi najbardziej brakuje i co mogę zrobić, żeby upodobnić sytuację pracy na obczyźnie do polskich warunków.

Znalazłeś odpowiedź?
Pomyślałem sobie, że zazwyczaj żartuję, dbam o dobrą atmosferę na planie. Zacząłem używać translatora w komórce, żeby przetłumaczyć swoje śmieszne myśli i skojarzenia na hiszpański, co oczywiście nie zawsze mi wychodziło. Ale jeśli się udawało, czułem się spokojniejszy, bardziej rozluźniony. Szybko się zintegrowaliśmy.
W trudnych warunkach człowiek odkrywa w sobie obszary, których wcześniej nie znał. Dzięki temu doświadczeniu jestem teraz bardziej pewny siebie i gotowy na kolejne wyzwania. Zresztą to nie jest tak, że ja w Polsce mam wszystko podane na tacy. Cały czas muszę udowadniać, że potrafię grać. Pamiętam, jak ogłoszono w mediach, że Kot zagra Religę. Pojawiło się wiele krytycznych głosów – mówiono, że to błąd, że nie pasuję, że się nie nadaję z moim komediowym emploi. Bolały mnie te słowa, ale zadziałały też stymulująco. „A ja wam pokażę, że Kot do roli Religi pasuje dobrze!”. Zagryzłem zęby i starałem się wykonywać swoją robotę najlepiej jak potrafię, choć presja była gigantyczna. W Hiszpanii podobnie: ciśnienie było duże, ale i ambicja, i chęć doskoczenia do poprzeczki też.

Przysłuchujesz się uważnie głosom krytyków?
Ktoś kiedyś powiedział: „Korzystaj z feedbacku, skoro za niego nie płacisz”. Spodobało mi się to powiedzenie. Nie jest to łatwe, ale polecam każdemu. Zawsze jestem ciekawy, co na temat mojej pracy mają do powiedzenia inni, ponieważ taka jest specyfika tej roboty, bez publiczności i jej opinii raczej ten zawód nie istnieje. Nie chodzi o to, że jak ktoś mnie zjedzie, bo coś mu się nie spodobało, to potem nie śpię po nocach, bo przeżywam czyjeś zdanie na swój temat. Znam własne ograniczenia, wiem, że nie zadowolę wszystkich. Natomiast ważne jest dla mnie, że dałem z siebie wszystko, żeby spróbować. Na początku zawodowej drogi przejmowałem się znacznie bardziej, bo zainteresowanie mediów było dla mnie czymś nowym. Z czasem nauczyłem się sobie z nim radzić znacznie lepiej.

Praca na planie filmu nierzadko wiąże się z dłuższą nieobecnością w domu. Jak reagujesz na rozłąkę?
Zawsze towarzyszy mi pewność, że mam dokąd wracać, poza tym za każdym razem dbam o to, żeby te przerwy nie były za długie. Wiem, gdzie znajduje się moja baza.
Pamiętam, jak podczas kręcenia „Zimnej wojny” bywało, że wychodziłem z domu rano, kiedy dzieci jeszcze spały, i wracałem wieczorem, kiedy już spały. Wypracowałem sobie wówczas pewien system. Zawsze po ukończeniu pracy nad filmem nadrabiam czas nieobecności – niezależnie od tego, jakie padają propozycje, biorę wolne. Chcę, żeby moja żona poczuła wtedy życiową swobodę, a ja sam spełniam się w dowożeniu dzieci do szkoły i całej reszcie domowej codzienności.

Potrafisz zrezygnować z ważnego projektu, żeby się tego układu trzymać?
Mam swoje nienaruszalne zasady, na których opieram życie. Jedną z nich jest partnerstwo. Jestem w relacji z moją żoną na równych prawach, a fundamentem tej relacji jest wsparcie, które umożliwia nam wzajemnie rozwijanie się. Ja wiem, że po każdym wyjeździe mam dokąd wracać, a moja żona – że wrócę i zajmę się domem, i wtedy ona może poświęcić się swoim projektom. Dzięki temu zakończyła niedawno zdjęcia do swojego debiutu reżyserskiego pod tytułem „Jeszcze jeden koniec świata”.

Długo się nie widzieliście, kiedy kręciłeś w Hiszpanii?
W czasie zdjęć miałem dwie dwuipółtygodniowe przerwy w zdjęciach – musiałem poczekać, aż urośnie mi broda. Leciałem wtedy do Polski, zdecydowałem się nie wyściubiać nosa poza dom, nie udzielałem się medialnie ani towarzysko. Czerpałem z energii domu, nadrabiałem okres rozdzielenia. Ta rozłąka uświadomiła mi zresztą, jak istotne z punktu widzenia aktora jest negocjowanie kontraktu tak, żeby rodzina mogła się pojawiać na planie. To nie jest fanaberia gwiazd, tylko autentyczna potrzeba. Kiedy widziałem, jak moje dzieci chłoną pobyt w Los Angeles – byliśmy tam razem – wiedziałem, że nie zatracę się w zabieganiu o spotkania z producentami i innymi ważnymi osobami ze świata filmu, tylko znajdę równowagę choćby w organizowaniu im wycieczek po okolicy. Obserwowanie, jak ich to rozwija, ile radości im daje, było bardziej satysfakcjonujące niż sukcesy na gruncie zawodowym. Nie chodzi mi o to, żeby pojeździć sobie po świecie, a potem opowiadać rodzinie, jak było, tylko by zabrać bliskich w podróż ze sobą.

Tomasz Kot z Atheną Strates na plakacie filmu „Wróg doskonały”. (Fot. materiały prasowe)Tomasz Kot z Atheną Strates na plakacie filmu „Wróg doskonały”. (Fot. materiały prasowe)

Podpatrzyłeś przy okazji, czym praca na planie w Hiszpanii różni się od polskich realiów?
Na pewno podobało mi się to, że tam wszystkich traktuje się tak samo – ja byłem tak samo ważny jak oświetleniowiec. Poza reżyserem na czele każdego pionu szefem była kobieta. Sprzęt wykorzystywany przez Hiszpanów jest nowocześniejszy, a większy budżet daje większe możliwości. Pracowaliśmy w trzech różnych krajach przez cztery miesiące. Najwięcej czasu, miesiąc, spędziliśmy na planie w Barcelonie, a dwa tygodnie w Reus, gdzie dosłownie stworzono dla nas centrum konferencyjne i lotnisko. No i hiszpański catering, on również mnie zaskoczył.

Catering?
U nas zasada jest prosta. Jedz szybko i zwolnij miejsce następnemu, masz tylko godzinę wolnego, a do końca dnia jeszcze daleko, więc warto w tej przerwie zmieścić chociaż kwadrans drzemki, co się często udaje. W Hiszpanii organizują wielką godzinną ucztę, podczas której wszyscy są razem do końca. Wrażenie jest takie, jakby jakaś restauracja rozstawiła gigantyczny ogródek, oferując przy tym bardzo duży wybór dań.

Co teraz? Ściągniesz hiszpańską ekipę na premierę do Polski?
Plany były imponujące. Huczne premiery miały się odbyć w Barcelonie, Paryżu, Berlinie i Warszawie, ale pandemia sprowadziła to wszystko do jednego pokazu na festiwalu w Sitges. W obecnej sytuacji zobaczyć swój film w kinie to wielka radość. Nie wiem, jaka będzie sytuacja, ale wyobrażenie o normalnej premierze jest chyba nierealne. 

(Fot. materiały prasowe)(Fot. materiały prasowe)

Tomasz Kot urodzony w 1977 roku w Legnicy. Był czas, kiedy marzył o karierze artysty malarza, jest absolwentem krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Na dużym ekranie zadebiutował główną rolą w filmie „Skazany na bluesa” (2005) Jana Kidawy-Błońskiego. Ma na koncie między innymi Złote Lwy i Orła za rolę Zbigniewa Religi w filmie „Bogowie” (2014) Łukasza Palkowskiego oraz nominację do Europejskiej Nagrody Filmowej dla najlepszego aktora za rolę w „Zimnej wojnie” (2018) Pawła Pawlikowskiego.



  1. Kultura

"Niepamięć" – pandemia amnezji

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Niepamięć" (reż. Christos Nikou). (Fot. materiały prasowe)
Utrata pamięci to temat często podejmowany przez kino. Greckiemu reżyserowi Christosowi Nikou udało się wrzucić do tego ogródka kilka nowych kamyczków. Pokazywana na festiwalu w Wenecji „Niepamięć” łączy w sobie bowiem absurdalny humor rodem z filmów Lanthimosa i melancholię znaną z dzieł Kaufmana.

„Niepamięć” to współczesna i jednocześnie umieszczona poza czasem opowieść, która przenosi nas do Aten, gdzie panuje nieprzewidywalna, błyskawicznie rozprzestrzeniająca się epidemia powodująca u ludzi nagłą amnezję. Pozbawia ona nie tylko wspomnień, ale też człowieczeństwa. Główny bohater – Aris, ma numer 14842 w szpitalnym oddziale dla osób z zaburzeniami pamięci. Pewnego dnia wyszedł z domu, wsiadł do autobusu i na pętli nie wiedział już, kim jest, gdzie mieszka i co przeżył. Po dłuższym czasie spędzonym w szpitalu okazuje się, że nikt go nie szuka i nie da się ustalić jego personaliów. Takim jak on daje się jednak szansę stworzyć sobie nową tożsamość i nowe wspomnienia. Mężczyzna zostaje objęty rządowym programem leczenia, który ma pomóc mu zbudować nowe życie. Otrzymuje on mieszkanie, listę codziennych zadań zapisanych na kasecie magnetofonowej i przykaz dokumentowania wszystkiego za pomocą polaroidu. Pytanie tylko, czy to początek nowego życia, czy może ucieczka od dawnego? Dodatkowo nikt nie wie też, że Aris skrywa w sobie wielką tajemnicę...

Kadr z filmu 'Niepamięć' (reż. Christos Nikou). (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Niepamięć" (reż. Christos Nikou). (Fot. materiały prasowe)

Kadr z filmu 'Niepamięć' (reż. Christos Nikou). (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Niepamięć" (reż. Christos Nikou). (Fot. materiały prasowe)

Pokazywana na festiwalu w Wenecji „Niepamięć” łączy w sobie absurdalny humor rodem z filmów Yorgosa Lanthimosa (”Zabicie świętego jelenia”, „Faworyta”) i melancholię znaną z dzieł Charliego Kaufmana (”Być jak John Malkovich”, „Anomalisa”). W tle natomiast pobrzmiewa głos z orwellowskiego Wielkiego Brata. „Niepamięć” Christosa Nikou w kinach od 25 czerwca.

Christos Nikou, rocznik 1984, grecki reżyser i scenarzysta. Pracował jako asystent reżysera m.in. przy filmie „Kieł” Yorgosa Lanthimosa i „Przed północą” Richarda Linklatera. W 2012 roku zrealizował krótkometrażowy km, a „Niepamięć”, która znalazła się w programie weneckiego konkursu Orizzonti, jest jego fabularnym debiutem.