1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Czy las da się zrobić?

Czy las da się zrobić?

materiały prasowe
Któż z nas nie pamięta przygód szóstki dzieci z niewielkiej wioski położonej w samym sercu Szwecji? Bullerbyn – miejsce powołane do życia przez Astrid Lindgren – dla pokoleń czytelników jest synonimem dziecięcej wyobraźni i wiary w moc przyjaźni, krainą marzeń, błogich harców i pierwszych ważnych pytań.

Spektakl  z Opola na zakończenie Małych Warszawskich Spotkań Teatralnych to próba zmierzenia się z tym prawdziwym pomnikiem literatury dziecięcej - podjęta z dużą swobodą i wolnością odczytania. Już sam podtytuł „o tym, jak dzieci domowym sposobem stworzyły sobie las” sugeruje, że „Bullerbyn" stanie się sceną opowieści, których fabuła niekoniecznie wywiedziona jest wprost z kart książki.

Pomysł reżyserki Anny Smolar zaznacza się wyraźnie już od początku przedstawienia: oto szóstka znudzonych dzieci postanawia zabawić się w coś nowego, czego jeszcze razem nie robili. Sprawa nie jest prosta, bo za nimi wiele oryginalnych gier. Katalog podwórkowych wspomnień prezentuje się imponująco, jednocześnie wskazując na szczególną cechę gromady bohaterów: ich nadzwyczajną wrażliwość ekologiczną. Mają już za sobą budowanie oczyszczalni ścieków i szukanie alternatywnych źródeł energii. Nieobce im jest też wcielanie się w obrońców praw zwierząt oraz przerabianie śmieci na inne przedmioty. Kiedy wiec tym razem pada hasło: Pobawmy się w Bullerbyn! widz od razu postawiony zostaje przed pytaniem – jak do tego zestawu pasuje szwedzka opowieść?

Okazuje się ona swoistym pretekstem do rozmowy o zmianach cywilizacyjnych, zmianach w doświadczaniu świata, w którym życie w bliskości z naturą, w zagrodzie pełnej zwierząt i w swoistej symbiozie z tym, co rodzi ziemia, jest już abstrakcją. Las pojawia się jako mgliste wspomnienie z opowieści dziadka, zaś podstawowym sposobem kontaktu z tym, co naturalne, okazuje się dla dzieci system segregacji śmieci.

Wątki ekologiczne najsilniej i nawet nieco natrętnie organizują opowieść teatralną Anny Smolar, ale trzeba przyznać, że jest to ekologia szeroko pojęta, rozumiana jako sposób bycia człowieka w świecie – jego podejście do przedmiotów, własnego ciała, innych osób.  Wyrywanie zęba – które zresztą  w fantastyczny sposób angażuje widownię – jest sposobem oswajania przemian, jakie dokonują się w ciele człowieka. Urodziny jednej z dziewczynek to pretekst do rozmowy o ręcznym robieniu prezentów oraz pole do popisu dla dziecięcej fantazji. Chęć znalezienia się w lesie okazuje się najważniejszym życzeniem urodzinowym Lisy. Choć pozornie może się wydawać, że inscenizacja odchodzi daleko od literackiego pierwowzoru, to jednak charakterystyczna ironia, specyficzna poetyka dziecięcego humoru widoczna jest raz po raz.

Dziecięcy bohaterowie przedrzeźniający dorosłe rozmowy trafiają w sedno ze swoją krytyką i niewinnym, ale szydzącym tonem. Aktorzy zresztą wykonali niemałą pracę, by w swe dorosłe ciała wpisać na nowo gesty, sposób poruszania i mówienia dzieci. Nie ma w tym  nic z żenującej infantylności. Raczej ciekawa obserwacja tego, jak dziecięca cielesność i mowa chwyta bezbłędnie absurdy świata, jak potrafi mu się dziwić i na świeżo go odczytywać. Słowne gry bohaterów, zabawa w szkołę, kolejnego pretekstu do interakcji z widzami – dzieciaki zostają zaangażowane w pisanie absurdalnego dyktanda – pełna jest subtelnej kpiny, która pozwala na zbudowanie karykatury instytucji widzianej oczami dziecka. Zresztą w ogóle świat dorosłych jest tu widziany jakby w krzywym zwierciadle: rodzice, nauczycielka i dziadek noszą zwierzęce głowy. I choć trudno jednoznacznie wyczuć intencję tego zabiegu, samo poczucie niezwykłości i temat stosunku człowieka do zwierząt w syntetycznym i pozbawionym przyrody świecie, pełnym tęsknoty za harmonijnym funkcjonowaniem ekosystemu daje nie lada impuls do refleksji – także siedzącym na widowni dorosłym. Najbardziej imponujący jest jednak koniec spektaklu – kulisy odsłaniają się i w dalekim planie pojawia się ogromna konstrukcja lasu – tworzonego z papieru, plastikowych siatek i śmieci. Ów sztuczny las jest prawdziwym cudem – robi wrażenie nie tylko pomysłowość, z jaką reklamówki zostają przerobione na chmury zaś jednorazowe rękawiczki na bajeczne krzaki, ale i estetyka projektu, który mógłby zając miejsce na niejednej wystawie sztuki współczesnej. Autorzy projektu z dumą oprowadzają pozostałych bohaterów po tym syntetycznym uroczysku. Wrażenie mąci jedynie niezrozumiała puenta – oto dziadek pytany przez dzieci o to, czy ów zrobiony domowym sposobem las jest taki jak ten dawny, już nieistniejący odpowiada, że właściwie nie ma różnicy. Trudno wytłumaczyć tę odpowiedź w świetle wcześniejszych rozważań o ekologii. I tylko pojawiająca się spomiędzy podłogi „prawdziwa” roślinka daje nadzieje, że to nie wszystko, jedno jaki las widzimy za oknem. Szkoda tylko, że w porównaniu z plastikową, imponującą instalacją ta mała łodyżka wygląda tak mizernie. Może jest to jednak smutne zakończenie, które ma być diagnozą nieodwracalnej sytuacji naszego świata, w którym niedługo plastikowe drzewa będą musiały wystarczyć nie tylko dzieciom.

„Bullerbyn", reż. Anna Smolar, Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze