Oscarowe gale to nie tylko emocje związane z nominacjami i modowymi wyborami gwiazd, lecz także zapadające w pamięć przemówienia i sytuacyjne żarty osób wręczających statuetki. W tym roku prawdziwą sensacją wieczoru było zaś wspólne pojawienie się na scenie Anny Wintour i Anne Hathaway.
Jednym ze słów, które przychodzą do głowy, gdy myślimy o Oscarach, jest: zaskoczenie. I to nie tylko to związane ze zwycięzcami (i przegranymi…) czy kreacjami gwiazd z czerwonego dywanu, lecz także z momentami wręczania statuetek, które często zamieniają się w małe popkulturowe spektakle. Nie inaczej było w tym roku. Do jednego z najbardziej komentowanych wydarzeń wieczoru bez dwóch zdań można zaliczyć wspólne pojawienie się na scenie Anny Wintour i Anne Hathaway.
Ikona świata mody i hollywoodzka aktorka wręczyły statuetki za najlepsze kostiumy oraz za najlepszą charakteryzację i fryzury. Zanim jednak ogłosiły zwycięzców, postanowiły rozbawić publiczność krótką scenką inspirowaną filmem „Diabeł ubiera się u Prady”.
Anne Hathaway, która w filmie z 2006 roku grała młodą asystentkę Mirandy Priestly, redaktorki naczelnej modowego magazynu, zaczęła od niewinnego pytania do Wintour o opinię na temat swojej kreacji. Anna Wintour – słynąca z chłodnej elegancji i oszczędnych reakcji – nie odpowiedziała jednak ani słowem. Z typową dla siebie powściągliwością spojrzała w stronę widowni i… po prostu przeszła do prezentowania nominowanych w kategorii „najlepsze kostiumy”.
Chwilę później, gdy Anne Hathaway ponownie przekazała głos byłej naczelnej „Vogue’a”, ta podziękowała jej, zwracając się do niej per „Emily” – czyli imieniem drugiej filmowej asystentki Mirandy Priestly, granej przez Emily Blunt. To jedno słowo wystarczyło, by wywołać kolejną salwę śmiechu i braw. Skecz trwał niecałe 45 sekund, ale był jednym z tych momentów, które natychmiast zapisują się w historii popkultury.
https://youtube.com/shorts/m0LD9fLsOd0?si=IFK6PQqE4NMNmwnW
„Diabeł ubiera się u Prady” od lat pozostaje jednym z najbardziej kultowych filmów o świecie mody. Historia młodej dziennikarki Andrei Sachs, która zaczyna pracę jako asystentka Mirandy Priestly, bezwzględnej redaktorki naczelnej prestiżowego magazynu modowego, była jednocześnie błyskotliwą satyrą na branżę, jak i opowieścią o ambicji, kompromisach oraz cenie sukcesu. Widzowie szybko dostrzegli też, że grana przez Meryl Streep Miranda ma wiele cech przypisywanych prawdziwej redaktorce „Vogue’a”, Annie Wintour.
Nic dziwnego, że wspólne pojawienie się na scenie Anny Wintour i Anne Hathaway błyskawicznie stało się viralem (ich występ na YouTubie obejrzało już ponad 5 milionów osób, a na TikToku roi się od filmików z hasztagiem #OscarsPrada). Po pierwsze, dla fanów filmu „Diabeł ubiera się u Prady” był to miły powrót do uwielbianej historii, a po drugie – ten miniskecz ukazał nieco inną stronę modowej legendy. Anna Wintour udowodniła bowiem, że za wizerunkiem osoby chłodnej i powściągliwej kryje się też ktoś z dystansem do siebie i całkiem niezłym poczuciem humoru. A przy okazji trudno nie docenić wyczucia czasu. Druga część filmu „Diabeł ubiera się u Prady” trafi do kin już w maju. I wygląda na to, że moda na tę historię wciąż ma się doskonale.