1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Wystawa Wojciecha Zubali w Galerii Bardzo Białej

Wystawa Wojciecha Zubali w Galerii Bardzo Białej

fot. materiał prasowy Galeria Bardzo Biala
fot. materiał prasowy Galeria Bardzo Biala
Poszukiwania artystyczne Wojciecha Zubali obejmują różne gatunki sztuki. Malarstwo jest jednak wiodące w jego twórczości. Już wkrótce w warszawskiej Galerii Bardzo Biała odbędzie się wystawa jego prac. Wernisaż 21 lutego 2013 o godzinie 18.00.

fot. materiał prasowy Galeria Bardzo Biala fot. materiał prasowy Galeria Bardzo Biala

 

Wojciech Zubala, malarz urodzony w 1964 roku, przeszedł długą drogę poszukiwań artystycznych. Przez doświadczanie rozległej rozpiętości sztuki już na studiach w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie krystalizował własny pogląd estetyczny i koncept sztuki aż stały się one zdumiewająco ścisłe i konsekwentne. Zmieniał wówczas dynamicznie pracownie, profesorów, środki wyrazu. Rozpoczął studia malarskie pod opieką prof. Tadeusza Dominika, a ukończył w pracowniach profesorów Zbigniewa Gostomskiego i Jana Tarasina. Odnalazł porozumienie także z innymi wykładowcami: Markiem Sapettą, Grzegorzem Kowalskim i Łukaszem Korolkiewiczem. Zdobył nadto w Akademii umiejętności projektowe, które nie pozostają bez wpływu na dojrzały kształt wszystkich jego dzieł. Zresztą nieprzerwanie zajmuje się projektowaniem graficznym. Poza tym fotografią artystyczną – otrzymał liczne wyróżnienia na międzynarodowych konkursach. Stworzył, co należy podkreślić, wybitne prace z obszaru tkaniny eksperymentalnej, by je dokładniej nazwać – formy przestrzenne z pogranicza rzeźby i tkaniny, które czekają na swój renesans wystawienniczy. Po studiach związał się z rodzimym wydziałem, gdzie między innymi współtworzył prowadzoną przez Leona Tarasewicza, legendarną już Gościnną Pracownię Malarstwa. Dziś pełni funkcję prorektora do spraw studenckich Akademii, prowadzi własną pracownię.

Malarstwo jest jednak wiodące w twórczości Zubali, stanowi jego identyfikację. Używa on gestu w wielkiej dyscyplinie myślowej, jak to zauważył krytyk sztuki, Janusz Jaremowicz. Przez wyznaczanie owym gestem najczęściej zwielokrotnienia, przez ukazanie mnogości form jednostkowych, przygodnych, zmysłowych, nieskonkretyzowanych, przy czym o jednolitym charakterze i w siebie przechodnich, przedstawia pewną, dość zawiłą całość.

Każde malarstwo jest iluzją. Artysta z przekonaniem odwołuje się do słów Gorgiasza, cytuje je jako swoje motto: Dzieło sztuki oparte jest na iluzji, złudzeniu, omamieniu: działa ono tym, czego obiektywnie nie ma. Lecz bez wątpienia czyta się tym, co obiektywnie jest. To obrazowanie oddziałuje nie naiwnym, a na wskroś wiarygodnym złudzeniem, iluzją wyrafinowaną. Iluzja rzeczywistości, jak przekonuje Zubala, to tym samym rzeczywistość iluzji. Odwoławszy się do spontanicznej reakcji zwykłego, nie profesjonalnego odbiorcy (ale nie tylko) udaje się widzieć ławice ryb, gęstwiny cierni i listowi. Także pola irysów. Dalece powiększoną mięśniowość. Jakby cierniową kompozycję, usypiska ości czy ościeni. Gdzie indziej – zagniecione warstwice geologiczne, rysunek erozji skał. Stłamszone, zintensyfikowane zapisy EEG, EKG, prześwietlone klisze. Maceracje ścian budynków i zacieki. Jakieś plątawiska, jakieś zwoje – tajemnicze, organiczne szpule. Postrzeżenia z obrazów nie odsłaniają rzeczywistości, ale bez wątpienia na nią są nacechowane.

Abstrahowanie może być zrozumiane w odniesieniu do poczynań malarza jako temat obrazowania i środek formalny, który jednak jest skazany na niespełnienie w roli rozwiązania formalnego. Jak wyjawił Christianowi Zervos w 1936 roku Picasso: Il n’y a pas d’art abstrait. Il faut toujours commencer par quelque chose (Nie ma sztuki abstrakcyjnej. Trzeba zawsze zaczynać od czegoś). Zubala z założenia nie umyka źródłu, pozostaje przecież na styku realności i abstrakcji.

Artystę zdecydowanie interesuje charakter procesów zarówno tych samoistnych, naturalnych, jak i tych prowadzonych ręką i zamysłem człowieka. W smudze, rysie, zacieku, rozmazaniu, przetarciu, nacieku, a ogólniej w geście widać go znakomicie. Ślady narzędziowe zyskują w warsztacie Zubali szczególną podniosłość roli. Uzasadniają poza tym na wyższym piętrze doświadczenia z kategorii malarstwa gestu. A jego maestria oraz gry formalne i  wysublimowane rozwiązania kompozycyjne wprowadzają ład. Nawet schaotyzowane, przypadkowe chlapnięcia farby wydają się celowe, tak dalece są układne w kompozycji, bezbłędne. Grube pasma z szerokiej szpachli zyskują efekt lekkości, eteryczności.

Operowanie głównymi barwami tęczowymi – chromatycznymi i achromatycznymi, które określa się mianem barw idealnych i które są dalece ekspresyjne – dopełnia siły wyrazu. Czyni malarz także atut z oczywistości, w jaką ta paleta wikła się „naturalnie”– to jest z rezultatu jej wymieszania. A takim jest szarość, zarazem konkretnie obecna w tej sztuce i będąca swoistym jej zwieńczeniem, komentarzem do technologii koloru. A laserunki, już przecież zaniechane w praktyce malarskiej od dawna, pokazują wielką pracochłonność, niespotykaną pieczołowitość jego obrazów.

Na pewne zagadnienie chcę jeszcze zwrócić uwagę. Artysta wpisuje w swoje obrazy przekroczenie koniecznej fizyczności przypadłej naturze – pozwala przeniknąć dalej, poza nią, wytyczając drogę ku odkryciu nieodkrywalnego, jakiejś nadzmysłowej władzy. Pozostaje zatem na łączu fizyki i teologii – zdaje się malować je właśnie, czyli po prostu metafizykę. Malując ciało świata, maluje duszę tego świata. Jego uduchowiona natura przywołuje wrażenie czegoś, co nazwać by można sanktuarium organicznym. Proweniencja i skłonności tkackie w budowaniu formy wnoszą natomiast, że artysta maluje kolejne wariacje na temat całunu. Całunu powszechnego istnienia. Całunu całokształtu. Zainteresowanie Zubali całunami jako takimi jest stałe, przyczynkarskie dla jego twórczości.

Sztuka ta z pewnością nie jest jednowymiarowa.

Magdalena Sołtys o malarstwie Wojciecha Zubali

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło poleca

Obrazy światowej sławy artysty w twoim domu - styczniowe Zwierciadło z kalendarzem

Kalendarz, dołączony do styczniowego numeru
Kalendarz, dołączony do styczniowego numeru "Zwierciadła", zdobią reprodukcje obrazów Wojciecha Siudmaka. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Do styczniowego numeru naszego pisma dołączamy wyjątkowy kalendarz z reprodukcjami obrazów światowej sławy malarza, Wojciecha Siudmaka.

Zaczyna się grudzień - czas na ostatnią kartę z kalendarza. Pora kupić nowy, z nadzieję, że 2021 rok będzie lepszy od bieżącego, który wybitnie dał nam w kość.

Kalendarz, który dołączamy do "Zwierciadła" jest wyjątkowy - wydaje go w celach charytatywnych Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, która otacza opieką tysiące chorych i niepełnosprawnych dzieci. Fundacja pozyskuje fundusze na ich leczenie, rehabilitację i inne specjalne potrzeby. Podopiecznych, którzy wymagają specjalistycznego leczenia cały czas przybywa. Część nakładu kalendarzy Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” trafia do czytelników gazet. Dzięki temu rokrocznie udaje się pozyskać nowych darczyńców oraz przekonać podatników, by przekazali swój 1% podopiecznym Fundacji.

Tegoroczną edycję kalendarza z serii Malarstwo zdobią reprodukcję światowej sławy malarza Wojciecha Siudmaka, uważanego za głównego przedstawiciela realizmu fantastycznego w malarstwie. Nurt ten ma korzenie w surrealizmie, stąd twórczość Siudmaka porównuje się do malarstwa Salvadora Dalego i René Magritte’a. Świat artysty jest pełen osobistej symboliki i fantastycznych postaci, przedstawionych z renesansową wirtuozerią i perfekcją w oddawaniu trójwymiarowego złudzenia przestrzeni.

Wybrane przez artystę prace ilustrujące kalendarz, tworzą świat, w którym to wyobraźnia przejmuje kontrolę nad rzeczywistością.

"Ten świat iluzji i fantazji może stać się antidotum dla trudnego czasu, w którym teraz żyjemy - izolacji, dystansu społecznego i niepokoju o bliskich - mówi Wojciech Siudmak.

"Poprzez moją sztukę, chciałem wykreować świat, w którym niewidzialne staje się realne, a my odczuwamy więcej niż postrzegamy. Świat, w którym posługujemy się językiem poezji, złożonym z szeptów, zagadkowych dźwięków, zapachów, kształtów i myśli. Bo tak jak pisał Sheakspeare: „Jesteśmy stworzeni z tej samej materii co nasze sny, a nasze kruche istnienia są spowite snem”. - dodaje artysta.

Wojciech Siudmak (ur. w 1942 w Wieluniu), od lat mieszka i tworzy we Francji. Jego obrazy były prezentowane na wielu wystawach na całym świecie, są wykorzystywane w projektach plakatów muzycznych, teatralnych i filmowych. Stały się również symbolami graficznymi prestiżowych festiwali i przeglądów filmów w Cannes, Montrealu czy Paryżu. W Polsce twórczość Wojciecha Siudmaka jest znana czytelnikom miesięcznika „Fantastyka”, tam bowiem przez wiele lat reprodukowane były jego prace. Malarstwo Wojciecha Siudmaka podziwiają najznakomitsi twórcy z całego świata:

Jaka bezgraniczna fantazja i jaka cudowna zdolność realizowania jej. Talent niemalże niewiarygodny, zdolniejszy i bardziej nieskończony niż ten, który tworzy, wyraża i prowadzi nasze najbogatsze marzenia - Federico Fellini

Od lat podróżuję po świecie jego sztuki. Dzięki niemu wraz z nim, marzę o obrazach ze świata poza horyzontem. Hiperrealistyczny, przekraczający rzeczywistość, intymny z nieskończonością Siudmak spokojnie panuje nad swym niezwykłym szaleństwem. Ma boski dar materializowania swojej wyobraźni. Potrafi nas wciągnąć w swoją niezwykłą podróż - Jean-Jacques Annaud 

Jego cudowna sztuka rysunku i jego wyczucie światła i cienia, nadają jego wizjom wielką głębię i rozszerzają bogaty wachlarz kolorów i materii. W jego dziełach jest spokojna siła i nieskończona przestrzeń do poznawania i wyobrażania - George Lucas

Kalendarz będzie można kupić ze styczniowym wydaniem miesięcznika Zwierciadło 1/21, w sprzedaży od 3 grudnia.

 

  1. Kultura

Obraz "Tak" Agaty Bogackiej - najdrożej sprzedana praca artystki

"Tak", obraz Agaty Bogackiej. ( Fot. Desa Unicum / Paweł Bobrowski)
Słynny obraz Agaty Bogackiej został sprzedany na aukcji Desy "Sztuka Współczesna. Nowe Pokolenie po 1989" za 100 000 zł. To najdrożej sprzedana praca tej artystki.

Obraz Agaty Bogackiej nosi tytuł "Tak", przedstawia ni mniej ni więcej siusiającą kobietę. Sportretowanie tak intymnej sytuacji wzbudzało od lat wiele kontrowersji. Praca bowiem nie jest nowa, pochodzi z 2003 roku i była po raz pierwszy pokazana na wystawie "Ja krwawię" w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie.

Obraz został wystawiony na aukcji "Sztuka Współczesna. Nowe Pokolenie po 1989" obok prac takich artystów jak Piotr Uklański, Norman Leto, Radek Szlaga, Marcin Maciejowski, czy Maurycy Gomulicki. Wobec jednak licznych kontrowersji wobec pracy Bogackiej, które można było czytać choćby w komentarzach na Instagramie pod postem Desy Unicum zapowiadającym aukcję, to ona miała być hitem. I tak też się stało. Obraz "Tak" został wylicytowany za kwotę ponad 100 000 złotych, czyli dwukrotnie większą niż przewidywano.

Agata Bogacka to jedna z najbardziej znanych polskich artystek. Ma bardzo charakterystyczny, rozpoznawalny na pierwszy rzut oka, styl. Jak czytamy w katalogu aukcyjnym Desy Unicum "kompozycje Bogackiej zbudowane są przy pomocy wyraźnego konturu oraz płaskiej plamy barwnej. Artystka redukuje wszelkie detale, postać czyni schematyczną, jakby wyciętą z szablonu, umieszczając ją w pustych przestrzeniach". Znawcy sztuki określają twórczość Agaty Bogackiej jako rodzaju egzystencjonalnego autoportretu, zapisu intymnych stanów samotności.

Agata Bogacka brała udział w wielu wystawach indywidualnych i grupowych w Polsce i zagranicą. Jej prace znajdują się w wielu kolekcjach prywatnych oraz państwowych instytucji, takich jak CSW Zamek Ujazdowski, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, Fundacja Sztuki Polskiej ING, Bank Austria Creditanstalt. Mieszka i pracuje w Warszawie.

  1. Kultura

Surrealistki - malarki, które nie dały o sobie zapomnieć

Frida Kahlo „Ranny jeleń” (1946). (Fot. materiały prasowe (Louisiana Museum of Modern Art, kolekcja prywatna ©Banco de México Diego Rivera Frida Kahlo Museum Trust/VISDA 2019)
Frida Kahlo „Ranny jeleń” (1946). (Fot. materiały prasowe (Louisiana Museum of Modern Art, kolekcja prywatna ©Banco de México Diego Rivera Frida Kahlo Museum Trust/VISDA 2019)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
„Fantastyczne kobiety” – to byłby dobry tytuł dla nowego serialu o superbohaterkach. Tym razem nie chodzi jednak o telewizyjny show, lecz o wystawę.

Jej premiera miała miejsce w Schirn Kunsthalle we Frankfurcie w przededniu wybuchu pandemii. Wystawę otwarto, żeby wkrótce potem zamknąć ją na czas sanitarnego lockdownu. Na szczęście „Fantastyczne kobiety” powracają, by wybrzmieć w pełni. Tym razem w kultowym muzeum Louisiana pod Kopenhagą.

Jeden z budynków Muzeum Sztuki Nowoczesnej „Louisiana”, w którym otwarta zostanie wystawa „Fantastyczne kobiety”. (Fot. materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Jeden z budynków Muzeum Sztuki Nowoczesnej „Louisiana”, w którym otwarta zostanie wystawa „Fantastyczne kobiety”. (Fot. materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Tytułowe „Fantastic women” to surrealistki. Kobiety, które współtworzyły jeden z najważniejszych i zarazem najbardziej szalonych nurtów sztuki XX wieku. Wkład artystek w surrealistyczną rewolucję był ogromny i zarazem długo marginalizowany. Teraz odkrywamy go na nowo i okazuje się, że surrealistyczne artystki na swój sposób naprawdę były superbohaterkami.

Wyliczanka

Ta historia zaczyna się w zdewastowanej pierwszą wojną światową Europie lat 20. ubiegłego wieku. Mówimy o jednym z najbardziej burzliwych momentów w dziejach zachodniej cywilizacji. Upadły XIX-wieczne cesarstwa i królestwa, tradycyjny porządek się skompromitował. Po 1918 roku europejskie społeczeństwa próbują wymyślić się na nowo, zarówno w sensie politycznym, jak i artystycznym. Mnożą się nowe kierunki w sztuce. Surrealizm okaże się jednym z najistotniejszych. Jest czymś więcej niż kolejnym stylem. Surrealiści marzą o szeroko pojętej rewolucji. Nie chodzi tylko o zmianę systemu politycznego, lecz także o przewrót w dziedzinach wyobraźni, seksualności, mitologii. Inspiracji szukają więc w równym stopniu w marksizmie, co w pismach Freuda, Carla Gustava Junga, w ezoteryce, magii, snach.

Epidemia surrealizmu, która wybuchła na gruncie literatury, szybko rozprzestrzeniła się na sztuki wizualne. Max Ernst, Salvador Dalí, Joan Miró, Óscar Domínguez, René Magritte, Man Ray – od tych nazwisk zaczynała się wyliczanka sztandarowych surrealistycznych artystów w tradycyjnej (czytaj: patriarchalnej) historii sztuki. No dobrze, a kobiety?

Jane Graverol „Szkoła próżności” (1967) (Fot. Jane Graverol/VISDA 2020, Renaud Schrobiltgen, The Metropolitan Museum of Art, New York; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Jane Graverol „Szkoła próżności” (1967) (Fot. Jane Graverol/VISDA 2020, Renaud Schrobiltgen, The Metropolitan Museum of Art, New York; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Cudowne i niepokojące

„Problem kobiety stanowi to, co jest na świecie najbardziej cudowne i niepokojące” – powiadał nieformalny „papież” ruchu André Breton w „Drugim manifeście surrealizmu”. Na czym polegał ów „cudowny” i „niepokojący” problem?

Problemem podstawowym był seksizm i mizoginia, którą przesycona była międzywojenna kultura, włącznie z ówczesną awangardą. Ruch surrealistyczny nie był wyjątkiem. On również był w gruncie rzeczy męskim klubem. Wiele wypowiedzi i przekonań czołowych surrealistów razi współczesne ucho maczyzmem. Z drugiej strony – nie można wrzucać Bretona i jego kolegów do jednego worka ze wszystkimi seksistami ich czasów. W XX-wiecznym modernizmie były takie kierunki jak choćby futuryzm, którego teoretycy zupełnie otwarcie deklarowali pogardę wobec kobiet. W ruchu surrealistycznym artystki nie mogły wprawdzie liczyć na równe szanse z mężczyznami, ale i tak surrealizm pozostawał najbardziej sfeminizowaną frakcją międzywojennej awangardy.

Frida Kahlo, Leonor Fini, Leonora Carrington, Toyen, Meret Oppenheim, Dora Maar – to tylko niektóre z fantastycznych kobiet, które na różnych etapach swojej twórczości znalazły się w orbicie surrealizmu. Co przyciągało je do tego ruchu? Najkrótsza odpowiedź brzmi: seksualność.

Leonor Fini „Bóstwo chtoniczne czuwające nad snem młodzieńca” (1946) (Fot. materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Leonor Fini „Bóstwo chtoniczne czuwające nad snem młodzieńca” (1946) (Fot. materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Śnią, patrzą, dominują

Surrealiści mężczyźni nie byli wolni od charakterystycznych dla sztuki ich czasów tendencji do uprzedmiotawiania, fetyszyzowania, mitologizowania oraz demonizowania kobiet. A jednak spośród wszystkich modernistycznych kierunków napędzany teoriami Freuda surrealizm pozostawał najbardziej otwarty na kwestionowanie tradycyjnych kategorii płci. Surrealiści na długo przed powstaniem gender studies rozpoznawali wywrotową moc erotyki i intuicyjnie przeczuwali, że rewolucji kulturalnej oraz politycznej nie będzie bez rewolucji seksualnej. Dlatego w ruchu mogło się znaleźć miejsce dla takich postaci jak Claude Cahun, queerowa fotografka, która w autoportretach zacierała podział na męskie i żeńskie, pokazując, że tożsamość płciowa jest czymś, co jednostka może swobodnie kreować. Prezentowane na wystawie wizjonerki malarstwa, takie jak Leonor Fini czy Leonora Carrington, potrafiły przechwycić męskie fantazje – figurę femme fatale czy erotyczne fetysze – i przerobić je na swoje własne, feministyczne narzędzia. W ich onirycznych obrazach kobiety nie są biernymi obiektami męskich spojrzeń i fantazji. To one fantazjują, to one śnią, patrzą i dominują. Surrealiści, idąc tropem psychoanalizy, fascynowali się mitologią. Prace surrealistek również pełne są mitologicznych figur: kobiet sfinksów, kobiet lwic, modernistycznych bóstw emancypacji.

Claude Cahun „Autoportret. Odbywam trening, nie całuj mnie” (1927). (Fot. Claude Cahun, Rosine Ortmans; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Claude Cahun „Autoportret. Odbywam trening, nie całuj mnie” (1927). (Fot. Claude Cahun, Rosine Ortmans; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Wyjście z cienia

Man Ray nazwał artystkę Meret Oppenheim muzą surrealizmu. Modernistyczna sztuka uchylała furtkę dla kobiet, ale przez to wejście do świata sztuki wpuszczano przede wszystkim muzy, kochanki i żony modernistów. Wiele surrealistek również kroczyło tą drogą. Jednak artystki takie jak Frida Kahlo czy wieloletnia towarzyszka życia Picassa – Dora Maar nie tworzyły dzięki wsparciu swoich partnerów artystów, lecz raczej na przekór nim, walcząc, by wydobyć się z ich cienia. „Fantastyczne kobiety” nie zadowoliły się rolami muz ani maskotek awangardy. Studiując twórczość uczestniczek tej wystawy, nie sposób nie dostrzec, że ich surrealizm jest nie tylko równie wizjonerski i śmiały, co propozycje męskich luminarzy ruchu. Jest także inny. Surrealizm postulował wyzwolenie wyobraźni. Surrealistki poszerzyły ten postulat, ogłaszając wyzwolenie wyobraźni kobiecej. A od rewolucji w dziedzinie fantazji zaczyna się każda rzeczywista rewolucja.

Leonora Carrington „Autoportret. Zajazd świtu konia” (1937–38). (Fot. Leonora Carrington/VISDA 2020, Weinstein Gallery, San Francisco and Francis Naumann Gallery, New York ©VG Bild-Kunst, Bonn 2019; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art) Leonora Carrington „Autoportret. Zajazd świtu konia” (1937–38). (Fot. Leonora Carrington/VISDA 2020, Weinstein Gallery, San Francisco and Francis Naumann Gallery, New York ©VG Bild-Kunst, Bonn 2019; materiały prasowe Louisiana Museum of Modern Art)

Wystawa „Fantastic Women. Surreal Worlds from Meret Oppenheim to Frida Kahlo” w Louisiana Museum of Modern Art w Humlebæk w Danii potrwa do 8 listopada. 

Rubryka powstaje we współpracy z Jankilevitsch Collection.

  1. Kultura

Targi Sztuki Dostępnej - tysiące dzieł sztuki polskiej na Allegro

Leonarda Art Gallery, Andrzej DUDI Dudziński, grafika z cyklu _I znowu daliśmy się zaskoczyć_, 2020
Leonarda Art Gallery, Andrzej DUDI Dudziński, grafika z cyklu _I znowu daliśmy się zaskoczyć_, 2020
Zobacz galerię 13 Zdjęć
Tysiące dzieł sztuki, wystawionych przez artystów i galerie z całej Polski, można licytować na aukcjach w ramach Targów Sztuki Dostępnej.

Założeniem Targów Sztuki Dostępnej jest górny limit cenowy. Nic nie może tu kosztować więcej niż 5 tys. zł. To atrakcyjna propozycja dla miłośników sztuki, gdyż wśród propozycji można znaleźć to sygnowane odbitki prac słynnych polskich malarzy między innymi Edwarda Dwurnika, Jana Dobkowskiego, Jana Wilkonia, Tadeusza Dominika, a także znanych plakacistów i uznanych artystów reprezentujących inne dziedziny sztuki.

W ofercie galerii sztuki warto zwrócić uwagę na kolekcjonerskie perełki. Leonarda Art Gallery sprzedaje plakaty legendarnego Rosława Szaybo, gwasze Andrzeja Cisowskiego oraz limitowaną edycję 12 grafik mistrza Andrzeja Dudzińskiego pt. „I znowu daliśmy się zaskoczyć”. Galeria ArtKomiks.pl proponuje bogatą ofertę czołowych światowych twórców działających w gatunku custom bootleg toys (zabawki kolekcjonerskie). Na Licytację Specjalną galeria przeznaczyła jedną z figurek słynnego artysty kryjącego się pod pseudonimem KAWS, z edycji przygotowanej dla MoMA z okazji indywidualnej wystawy w 2017 roku. Cena wywoławcza obiektu to 3 tys. zł.

Artyści występujący na Targach indywidualnie reprezentują różne pokolenia i środowiska. Nie zabraknie nazwisk już znanych i cenionych, takich jak Joanna Sarapata czy Piotr Czajkowski, który specjalnie na Targi przygotował nowy zbiór rysunków ze swojego słynnego cyklu METRO. Dla wielbicieli street artu sensacją jest obecność na Targach Młodego Drona, postaci kultowej w kręgu grafficiarskim. Wystawia on na sprzedaż najnowsze prace wykonane w technikach litografii i sitodruku.

Targi Sztuki Dostępnej - tysiące dzieł sztuki Targi Sztuki Dostępnej - tysiące dzieł sztuki

  1. Retro

Saganka - Brigitte Bardot literatury

Saganka w latach 80. w Paryżu. Swoje ekstrawaganckie wybryki tłumaczyła słowiańskimi korzeniami. Brała z życia to, co najlepsze. A gdy zaczynało jej brakować pieniędzy, siadała do pracy. (Fot. BEW PHOTO)
Saganka w latach 80. w Paryżu. Swoje ekstrawaganckie wybryki tłumaczyła słowiańskimi korzeniami. Brała z życia to, co najlepsze. A gdy zaczynało jej brakować pieniędzy, siadała do pracy. (Fot. BEW PHOTO)
Dla jednych była głosem pokolenia lat 50. – Brigitte Bardot literatury. Dla drugich burżujką, „hotelową” egzystencjalistką. „Pomyśl tylko – mówiła krótko przed śmiercią do syna – whisky, ferrari i hazard! Przecież to o wiele bardziej zabawne niż jakieś szydełkowanie, zajmowanie się domem i oszczędzanie. Tak czy owak, byłam pewnie ostatnią osobą, która przekonująco pisała o przyjemnościach”.

Cécile – bohaterkę debiutanckiej powieści „Witaj, smutku” – młodziutka pisarka Françoise Quoirez stworzyła po części na swój obraz i podobieństwo. Nastolatka, dokładnie tak jak ona, ma bogatego tatę i spędza lato na słonecznej Riwierze. Wakacje nie są do końca beztroskie, bo dziewczyna oblała egzaminy, ale tata szczęśliwie wcale nie ma ambicji, żeby córka miała dyplom, stawia na dobrą zabawę. Ambicje ma za to jego nowa narzeczona. Cécile knuje więc intrygę, podsuwa ojcu ponętną byłą kochankę. Tu już nie ma podobieństw: w rzeczywistości Quoirez pochodzi z porządnego mieszczańskiego domu, gdzie hołduje się chrześcijańskim wartościom, matka wychowuje dzieci, ojciec dba o ich dobrobyt i nie dyskutuje z córką przy drinku o romansach. Poza tym Françoise szczerze martwi się, że zawaliła studia na Sorbonie, i częściowo dlatego w godzinach popołudniowej sjesty pisze powieść, chcąc powetować rodzicom rozczarowanie i zaimponować znajomym. „Powiedziałam przyjaciołom, że piszę książkę – wyjaśniała potem – i po prostu musiałam to zrobić”.

Talent niewątpliwy

Pod koniec wakacji powieść była gotowa. Florence Malraux, córka poety André Malraux i przyjaciółka Françoise, poradziła wysłać maszynopis do kilku wydawców. René Julliard był szybki – przeczytał rękopis w nocy, a rano zdecydował się na publikację. W śmiałej opowieści o cynicznej nastolatce, która podczas wakacji przechodzi inicjację seksualną, w dodatku bez miłości, zwietrzył sukces. Podobieństwo autorki do jej bohaterki było niekwestionowanym wabikiem. Kiedy Cécile mówi: „Ideałem wydawało mi się życie bezecne i podłe”, można być niemal pewnym, że to wyznanie samej autorki. Krytycy stwierdzą, że jej postawa jest „odzwierciedleniem nastroju i postawy młodego pokolenia wchodzącego w życie po wielkim szoku wywołanym wojną i rozbiciu starych idei dobra i zła, wartości moralnych, zakazów i tabu”.

„Witaj, smutku” ukazało się we francuskich księgarniach w 1954 roku. Tytuł zaczerpnięty z wiersza Paula Éluarda oddawał nastrój melancholii. Ze względu na dobre imię rodziny autorka przybrała pseudonim Françoise Sagan (od nazwiska jednego z bohaterów „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta, ukochanego pisarza młodziutkiej Quoirez). Książka okazała się bestsellerem, przełożono ją na 30 języków i wydano w ponad pięciu milionach egzemplarzy (pierwsze polskie wydanie książkowe ukazało się w roku 1957, ale polscy czytelnicy znali „Witaj, smutku” wcześniej, kiedy to „Przekrój” zaczął drukować powieść w odcinkach, odtąd pisarkę zaczęto u nas pieszczotliwie nazywać Saganką).

„Talent niewątpliwy – oceniali krytycy – ocierający się o geniusz”. François Mauriac, sławny katolicki pisarz, laureat Literackiej Nagrody Nobla, pisał o Françoise z mieszaniną admiracji i zgrozy. Jego określenie „zachwycający mały potwór” przylgnęło do niej jak ulał. W 1957 roku Otto Preminger kręci na podstawie powieści film z jasnowłosą, obciętą na chłopaka Jean Seberg w roli głównej.

Nonszalancja

Mieszanina inteligencji, egoizmu i dziewczyńskiej brawury zjednywały Sagan fanów. Młoda debiutantka stała się ulubienicą intelektualistów z Saint-Germain-des-Prés na czele z Jeanem-Paulem Sartre’em, z którym regularnie jadała obiad w La Closerie des Lilas. Podczas pobytu w USA widywano ją w towarzystwie Trumana Capote’a i aktorki Avy Gardner, a leciwa malarka Tamara Łempicka, gwiazda art déco, gdy spotkała Sagankę na Capri, zaprosiła ją na kolację, kusząc listą znakomitych gości.

– A kogo obchodzi, kto tam będzie? – odparowała Françoise. Spóźniła się kilka godzin. Przyszła „ubrana swobodnie, bosa, z papierosem i kanapką w ręce, została wprowadzona do jadalni, gdzie przystąpiła do jedzenia bardzo spóźnionej kolacji, co wprawiło w zdumienie gospodynię. Mimo takiego stroju i zachowania (co u innych Tamara uznałaby za naganne), Sagan oczarowała zarówno gości, jak i samą malarkę, która uważała, że talent kompensuje wszystko inne”. Image nastolatki w espadrylach i trykotowej koszulce w paski towarzyszył jej nawet, kiedy była już dojrzałą pisarką.

Współcześni mówili, że urzekała wdziękiem Piotrusia Pana, ale jej siostra Suzanne określała to dosadniej, mówiąc, że „była zepsutym, rozpuszczonym bachorem. Przez całe życie cieszyła się całkowitą bezkarnością”.

Średnia z trójki rodzeństwa, przyszła na świat po śmierci brata Maurice’a, który zmarł w niemowlęctwie. Nic dziwnego, że narodziny Françoise rodzice przyjęli jako dar niebios i rozpieszczali ją od kołyski. Wyrosła na chudą, niezbyt ładną nastolatkę, patrzącą butnie spod przydługiej grzywki. Czytała zachłannie Rimbauda, Cocteau, Flauberta, Faulknera, Hemingwaya, Camusa, Fitzgeralda, Malraux, Prousta i Stendhala. „Odkąd nauczyłam się czytać, marzyłam, żeby zostać pisarzem” – wyjaśniała po latach. Na razie po nauce w klasztornej szkole z internatem, gdzie – jak mówiła – ostatecznie straciła wiarę w Boga i jego cuda, zaczęła studiować literaturę, ale zamiast na wykładach przesiadywała w kawiarniach, słuchając jazzu. W towarzystwie ukochanego brata Jacques’a i bandy jego znajomych spędzała czas na piciu i zabawie. I tak jej zostało – z nonszalancją brała z życia to, co najlepsze. A gdy zaczynało brakować na to funduszy, siadała do pracy. Pisała powieści, biografie, sztuki teatralne, scenariusze filmowe, piosenki, m.in. dla Juliette Greco. Już po sukcesie pierwszych powieści (wydana w 1957 roku książka „Pewien uśmiech” utwierdziła jej pozycję) zarabiała krocie.

„W twoim wieku pieniądze to niebezpieczna sprawa – przestrzegał ojciec. – Wydawaj je”. Wydawała. Jej miłość do luksusowych samochodów była szeroko omawiana przez prasę. „Kto nigdy nie poczuł dreszczu przekraczania prędkości, ten nigdy nie poczuł dreszczu życia” – powiedziała kiedyś. Chociaż wypadku z 1957 roku (prowadziła astona martina) omal nie przypłaciła życiem, nie zrezygnowała z szybkiej jazdy. Kilka miesięcy przeleżała w szpitalu – miała złamaną podstawę czaszki, połamane żebra i miednicę, wgniecioną klatkę piersiową.

Jak uciec przed życiem

To wtedy nauczyła się łagodzić ból morfiną. Z czasem uzależniła się też od kokainy. O nałogach mówiła bez ogródek, ale też podkreślała, że to, co robi, to wyłącznie jej sprawa.

„Nie znam nikogo, kto nie byłby od czegoś uzależniony” – mówiła. W końcu nieraz przemycała piersiówkę dla Sartre’a w czasach, kiedy lekarz kategorycznie zabraniał mu pić. W 1985 roku, towarzysząc w podróży do Kolumbii prezydentowi Francji François Mitterrandowi, przedawkowała kokainę na pokładzie jego samolotu, a kilka lat później została dwukrotnie oskarżona i skazana za posiadanie i przewóz narkotyków. „Przewóz oznacza transport z mojej jadalni do mojej sypialni” – skwitowała. Kiedy podczas rewizji w domu jej własny foksterier pod okiem policjantów dobrał się do torebki swojej pani i wylizywał kokainę, Saganka z właściwą sobie ironią powiedziała: „Widzicie? On też to lubi”.

Kiedy indziej stwierdziła, że „jedynym sposobem na inteligentną ucieczkę przed życiem jest opium”. Chlubiła się prababką Rosjanką i słowiańskimi korzeniami tłumaczyła wszelkie ekstrawaganckie wybryki i słabości. Których było zresztą wiele.

Choćby hazard. Denis Westhoff, syn Saganki, barwnie opowiadał o przyczynach kupna jej domu w Normandii, niedaleko Honfleur: „W 1959 roku moja matka poczuła się zmęczona koniecznością spędzania wakacji w Saint-Tropez, które stało się zbyt popularne i zatłoczone. Szukała spokojniejszego miejsca dla siebie i przyjaciół i wynajęła dom w Normandii na miesiąc, od 8 lipca do 8 sierpnia. Miejsce było niebezpiecznie blisko kasyna w Deauville. Matka i jej przyjaciele: pisarz Bernard Frank i tancerz Jacques Chabot, spędzali przy stole do ruletki całe noce. Przez miesiąc przegrali majątek, ale ostatniej nocy Sagan nieoczekiwanie wygrała 80 tysięcy franków. Zebrała pieniądze i nad ranem pijana wróciła do domu, prosto do łóżka. Kiedy właściciel przyjechał, żeby sprawdzić stan domu, Françoise, zbyt zmęczona i śpiąca, żeby uczestniczyć w inspekcji, zapytała, czy nie chciałby go sprzedać. »Tak« – odpowiedział właściciel. »Za ile?« »Za 80 tysięcy franków«. Matka wyjęła sumę wygraną poprzedniej nocy, kupiła dom i poszła spać”.

Miłość i śmierć

W Normandii poznała swojego drugiego męża – amerykańskiego rzeźbiarza i modela Roberta Westhoffa (pierwsze małżeństwo ze starszym o 20 lat wydawcą Guyem Schoellerem trwało dwa lata, rozwiedli się w 1960 roku). Małżeństwo z Westhoffem też wkrótce się rozpadło. „Kiedy się urodziłem, byli szczęśliwą i kochającą się parą – wspominał rodziców syn Denis. – Żyli w nocy, spali w dzień. Było im razem całkiem dobrze, a rozwiedli się w końcu z praktycznych powodów: on wolał mężczyzn, ona – raczej kobiety”.

Sagan nigdy otwarcie nie przyznała się do biseksualizmu, ale jej związek z projektantką mody Peggy Roche nie był dla nikogo tajemnicą. Spędziły razem prawie 20 lat. Peggy była jej kochanką, opiekunką – pilnowała finansów, trzymała na dystans tłum pasożytów, który otaczał hojną i niefrasobliwą pisarkę. „Moje pieniądze były zawsze »ulotne« i zależało mi na nich jak na czymś, co wchodzi drzwiami i natychmiast wychodzi oknem – pisała Saganka. – I gdyby nawet pod tym oknem jakieś wyciągnięte ręce potrzebowały tych pieniędzy i nań oczekiwały lub gdyby tam były jakieś gigantyczne kasyna gry bądź kosze na śmieci, nie powinno to obchodzić nikogo poza mną”.

Kiedy Peggy umarła w 1991 roku, Sagan była zdruzgotana, bez oparcia w przyjaciółce popadała w coraz to nowe kłopoty. Była zamieszana w głośną aferę koncernu Elf. Za radą kogoś życzliwego sama lokowała tam dochody i namawiała do tego przyjaciół, cały proceder okazał się praniem pieniędzy.

Umierając (bezpośrednim powodem zgonu był zakrzep w płucu), Sagan miała długów na prawie milion euro. Dom w Normandii, rękopisy, obrazy, meble, samochody zostały zlicytowane. Jak domek z kart runęła sceneria świata bogatej burżuazji, która zawsze stanowiła tło jej powieści.

Mówiła, że nie boi się śmierci, że kilka razy była bliska przejścia na drugą stronę i wie, że tam nic nie ma. Zawsze wybierała życie. „Śmierć mnie nie interesuje – pisała – nawet moja własna”.

Korzystałam m.in. z książek: Françoise Sagan „Sara Bernhardt. Śmiech szalony”, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe 1992; Laury Claridge „Tamara Łempicka”, Rebis 2001.

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru "Zwierciadła".