Aleksandra Zielińska: Mocny kobiecy głos w polskiej literaturze

Aleksandra Zielińska i jej powieść "Sorge", fot. Krystian Lipiec

Z Aleksandrą Zielińską spotykamy się, aby porozmawiać o najnowszej książce. „Sorge” to opowieść o kobietach oraz ich intymnych przeżyciach. Powieść doskonale oddaje atmosferę małej miejscowości pogrążonej w żałobie i opowiada o jednej z tych tragedii, które znamy z nagłówków, ale rzadko zastanawiamy się co dalej. Jak wygląda życie kiedy trzeba wrócić do codzienności i pogodzić się ze stratą?

Tir wjeżdża w busa pełnego dzieci. Media na co dzień bombardują nas tego typu informacjami. Żyjemy nimi, ale tylko przez chwilę. Skąd pomysł, aby zagłębić się w tę żmudną codzienność po tragedii?
Najbardziej interesują mnie sytuacje tuż przed lub po kryzysie. Zwykle śledzimy informacje na dany temat na bieżąco, wszyscy to przeżywamy, dyskutujemy w pracy czy ze znajomymi. Po chwili jednak pojawia się następne tego typu wydarzenie i zapominamy o tych, którzy z tragedią muszą dalej żyć, mierzyć się z nią każdego dnia. Mnie z kolei bardzo interesuje, jak ludzie po stracie odnajdują się w nowej sytuacji, jak wydarzenie graniczne zmienia ich życie, jakie konsekwencje za sobą pociąga. Istotna jest dla mnie też próba zaobserwowania, jak zmienia się podejście do tragedii wraz z upływem czasu, w jaki sposób wraz z kolejnymi dniami, miesiącami, czy w końcu latami się o niej opowiada.

W przypadku Sorge zderzasz dwa tragiczne zdarzenia, które są od siebie mocno oddalone w czasie.
Pierwsze przypada na czasy drugiej wojny światowej i ma miejsce w dworku należącym do miejscowego rodu podczas wesela, a drugie jest współczesne. Chciałam uchwycić w powieści, jak zmienia się narracja w obu tych przypadkach. Z jednej strony przyglądam się, jak powtarzana jest historia z lat czterdziestych dwudziestego wieku, jak przekazuje się ją przez kolejne pokolenia, dodając po drodze nowe interpretacje. Z drugiej natomiast strony próbuję opisać podobny mechanizm dotyczący współczesnych wydarzeń, w miarę świeżych, bo choć świat poszedł naprzód, a życie toczy się dalej, to bohaterowie wciąż się zmagają z tą niedawną przeszłością.

Pomiędzy tymi dużymi tragicznymi wydarzeniami są małe, osobiste straty bliskich – jak w przypadku twojej bohaterki Adeli i jej wnuczki. Pokazujesz żałobę spowodowaną różnymi wydarzeniami, żałobę odmiennie przeżywaną, żałobę z perspektywy kobiet.
W dużym uogólnieniu myślę o „Sorge” jak o książce na temat żałoby, ale rozumianej bardzo szeroko – bo w powieści znalazło się miejsce zarówno dla żałoby po zmarłych rozumianej w ten najbardziej oczywisty sposób, ale i żałoby po tych, którzy odeszli, wyjechali na zawsze, zmarli tuż po urodzeniu czy w wyniku poronienia. W każdym tym przypadku przechodzi się przez kolejne stadia radzenia sobie z emocjami, co może skończyć się akceptacją lub nie. Chciałam pokazać żałobę z odmiennych stron, czule pochylając się nad detalami. Zależało mi, aby „duże” wydarzenia zestawić z „małymi”, co pozwoliłoby pokazać, że kobieca codzienność wcale nie jest nudna, bo tak naprawdę to w codzienności tkwi sedno życia, która dla mnie jako dla twórczyni okazało się świetnym polem do działania. Wręcz wydaje mi się, że łatwiej skupić się na dużych, „spektakularnych” kryzysach, które przykuwają uwagę odbiorczyń i odbiorców, niż właśnie pochylić się nad tym, co wymaga większego wysiłku, by odkryć jego urok.

Lektura „Sorge” bardzo mnie pochłonęła. Żyłam emocjami bohaterek, ich osobistymi tragediami i zmaganiami, zostały mi na długo w głowie. Zaczęłam się w końcu zastanawiać, że może w ludziach zawsze była większa ciekawość wobec takich „trudnych spraw”, takimi społeczności żyły, zwłaszcza mniejsze, takie historie – jak wspomniałaś – przekazywało się z pokolenia na pokolenie.
Dlatego wybrałam Sorge, które jest miasteczkiem – już nie wsią, jeszcze nie miastem, bardziej bytem pośrednim. Do tej pory w swojej twórczości brałam pod lupę duże ośrodki, jak choćby Kraków, czy zamknięte, hermetyczne wioski. W pewnym momencie uznałam jednak, że to miasteczka mogą okazać się dużo ciekawsze niż na pierwszy rzut oka się wydaje. Jest tam dużo szarości, w której sporo zostało jeszcze do odkrycia. Poza tym myślę, że tego typu prowincja powinna być szerzej reprezentowana w sztuce, w literaturze.

Przedstawiasz powieściowe miasteczko niczym żywy organizm.
Zależało mi na tym, żeby oprócz trzech głównych bohaterek miasteczko też odgrywało w powieści znaczącą rolę, było swego rodzaju bohaterem, a co za tym idzie wydawało się organiczne, żywe. Przez to, że stanowi małe, hermetyczne środowisko, można lepiej naświetlić relacje między ludźmi. Oczywiście, mnie przede wszystkim zajmowało to, jak funkcjonują kobiety w takich społecznościach, jak miejsce zamieszkania rzutuje na tworzone przez nie relacje, jak wyglądają ich stosunki rodzinne, zawodowe. Przy okazji chciałam też naświetlić problem obecny w wielu polskich rodzinach – często mało mówimy o uczuciach, intymna rozmowa wydaje się trudna, krępująca, a jeśli już próbujemy dzielić się emocjami, to robimy to nie wprost. Bywa jak w przypadku Adeli, jej wnuczki i zięcia – czekamy aż jakiś kłopot sam się rozwiąże, nie dyskutujemy o możliwych wyjściach, licząc na cud. Ten zwykle nie nadchodzi, a problem narasta. Nie chcę tutaj uogólniać i twierdzić, że tak jest zawsze, ale chcę zwrócić uwagę na problem komunikacji.

Zajmijmy się więc kobietami z Sorge. Mamy Adelę, która opiekuje się dziewczyną, czyli dzieckiem swojej córki, która porzuciła je obie, wyjechała z miasteczka. Mamy Tulę, czyli osieroconą matkę – jej córka Marianka zginęła w wypadku podczas szkolnej wycieczki.
Adela zmaga się z upływem czasu, czuje się piękna, ale wie, że jej ciało dla innych może być odpychające. Dochodzi do tego problem z pamięcią, początki choroby Alzheimera. To wszystko sprawia, że jej tożsamość powoli zaczyna się rozpadać. Jesteśmy zbudowani ze wspomnień, a kiedy te nam umykają, to mamy pierwszą oznakę utraty panowania nad sobą, nad własnym życiem. Przy okazji do Adeli wracają historie z bardzo wczesnej młodości, a stąd już niedaleka droga do zastanawiania się, czy byłaby tą samą Adelą, gdyby inaczej pokierowała swoim życiem. Urodziła się w Sorge, była wierna temu miejscu i swojej rodzinie, ale przychodzi jednak czas na rachunek sumienia, na podsumowanie, czy wierność się rzeczywiście opłaciła. Dziewczyna z kolei jest rozdarta pomiędzy siostrą bliźniaczką, która zmarła podczas porodu, a nieobecną matką. Tula zaś, choć bez dziecka, czuje, że na zawsze pozostanie matką i nie wie za bardzo, jak od tego uciec i czy ucieczka w ogóle jest rozwiązaniem. Bohaterki są więc na różnych etapach życia, zdobyły odmienne doświadczenia, ale łączy je strata i żałoba wpływające na to, kim są obecnie. Oczywiście, nie będą one reprezentatywne dla wszystkich w podobnej sytuacji, ale chciałam jak najbardziej namacalnie, realistycznie oddać to, jak kryzys tożsamości odbija się na ich codzienności. Poza tym przecież bardzo często definiujemy się przez relacje z innymi ludźmi – to, czyją jesteśmy córką, siostrą, partnerką. A kiedy te relacje przestają istnieć z różnych powodów, miewamy poczucie, że się dosłownie rozpadamy, że nasze życie legło w gruzach.

Kiedy mowa o odmalowywaniu codzienności, bywasz dosadna, kiedy piszesz o ciele, fizjologii. Nie boisz się opisywać szczegóły, które wielu autorów przemilcza.
Zależało mi na tym, aby pokazać, że w życiu codziennym kobiet fizjologia jest obecna, pojawia się i okres, i nietrzymanie moczu. Dla mnie nie są to tematy tabu czy jakikolwiek powód do wstydu, ale wydaje mi się, że powinniśmy o tym normalnie rozmawiać, uwzględniać w literaturze czy filmie, bo inaczej sprawy, dotyczące cielesności będą stawać się coraz bardziej niewidoczne, niewypowiedziane. Pracując jako farmaceutka, mam bezpośredni kontakt z kobietami, które cierpią na cały szereg przypadłości, związany z układem rozrodczym czy moczowym. Niektóre z nich wstydzą się swoich dolegliwości, nie wiedzą, jak o nich opowiedzieć, co sprawia, że dużo trudniej im pomóc. Staram się zawsze wykazywać cierpliwością i empatią, żeby tę barierę wstydu przełamać. Są również takie panie, które są świadome i otwarte, bez ogródek proszą o wkładki na nietrzymanie moczu, rozmiar taki i taki. Czas więc, aby kwestii okołocielesnych nie pomijać. I mam nadzieję, że w mojej książce nie będą one jakoś specjalnie przykuwać uwagi, a zostaną odczytane jako naturalny element.

Twoja opowieść o Sorge jest też mocno sensualna, przepełniona zapachami, smakami – mającymi na przykład moc uruchamiania wspomnień. Po lekturze chodziły za mną pierogi ze śliwkami, jaglanka, woń piżma…
Cieszę się, bo zawsze staram się pieczołowicie oddać takie niuanse, przenieść czytelniczki i czytelników do kreowanego przeze mnie świata. Sensualność to ważny dla mnie aspekt, zwłaszcza zaś w powieści, gdzie istotne są wspomnienia – tu zapachów nie mogło zabraknąć. W końcu to one najłatwiej przenoszą nas w czasie, na przykład do dzieciństwa. Kiedy czuję zapach świeżo upieczonego chleba czy ciasta drożdżowego, to myślę o moim domu rodzinnym. Bohaterki „Sorge” też przywiązują wagę do zapachów. Dziewczyna chciałaby wiedzieć, jakich perfum używała jej matka, aby móc ją lepiej poznać. Tula wącha ubrania swojej córeczki, bo nie może pogodzić się z jej utratą. W ogóle czytałam, że zapach jest ostatnią rzeczą, która zanika po śmierci, jest z nami najdłużej.

Pachnie wspomniane już jedzenie, i to pachnie różnie: zachęcająco lub odpychająco. To jedzenie w powieści również jest ważne: z jednej strony buduje rzeczywistość bohaterek i bohaterów, a z drugiej może stanowić problem. Dziewczyna odmawia jedzenia, bo żyje w przekonaniu, że przez nią siostra bliźniaczka urodziła się słabsza, niedożywiona i zmarła. Tula je kompulsywnie i wymiotuje. W końcu bywa, że jedzenie czy raczej kontrolowanie apetytu, wydaje się stanowić jedyną rzecz, nad którą rzeczywiście panujemy. Chciałam zwrócić uwagę, że warstwa emocjonalna znajduje swoje odzwierciedlenie w ciele, nie można obu tych sfer rozpatrywać osobno. Ciało też pamięta – w zmarszczkach Adeli wyryte są wszystkie zdarzenia z jej życia, które stopniowo ulatują z głowy.

Aleksandra Zielińska, fot. Krystian Lipiec

W powieści przewija się motyw tego, że kobiety nie są wysłuchane, a chcą mówić, co prowadzi w końcu do uformowania się chóru kobiet.
Rzeczywiście „Sorge” to dla mnie również książka o odzyskiwaniu głosu. Chciałam oddać to w formie, która jest praktycznie pozbawiona dialogów – narracja pokazuje, że wiele tym kobietom jest narzucone z góry, co tłumi ich własny głos, wewnętrznie zmagają się i boksują z tym, co chciałyby wykrzyczeć światu. Przede wszystkim chcą osobiste historie opowiadać po swojemu, własnymi słowami. Dlatego też na końcu występuje chór kobiet, które wreszcie mówią na własnych zasadach. I jest to piękne, ale i przykre, że pojedyncze głosy nie są na tyle silne, aby się przebić, być usłyszanymi.

Mężczyźni z kolei raczej milczą, chronią miękkie podbrzusze. Ale też miałam wrażenie, że miasteczko przyzwala bardziej na żałobę kobietom.
Nie chciałam tworzyć podziału między płciami, po prostu sposoby przeżywania żałoby są różne, choć podejście miasteczka do emocjonalności mężczyzn można uznać za stereotypowe. Ojciec dziewczyny nie chce rozmawiać o żonie, nie udziela córce informacji, o które prosi, nie chce wspominać, zamyka się w sobie. Z kolei Marcinek, mąż Tuli, chce mówić o tragedii, proponuje terapię małżeńską – cierpi i szuka rozwiązania, podchodzi zadaniowo do sprawy. Także to on próbuje wyrwać całe miasteczko z żałoby – chce odremontować dworek, w którym niegdyś dokonano mordu, a następnie przerobić go na dom weselny i dać tym samym całemu Sorge drugie życie. To spotyka się jednak z oburzeniem kobiet, według których to brak szacunku dla zmarłych, szarganie świętości. Poza tym dworek stanowi ich tajemną kryjówkę, gdzie oddają się przeżywaniu swoich traum. W tym podejściu kobiet jest też strach przed zemstą siły wyższej – to taki wyraz magicznego myślenia, że za naruszenie tradycji na pewno nas lub nasze dzieci spotka kara. Generalnie jednak ten element powieści wiąże się z moim zaciekawieniem pamięcią miejsca, tym, jak się z miejscami wraz z upływem czasu obchodzić.

To z kolei nasuwa mi pytanie o to, jak długo powinna trwać żałoba czy też spostrzeżenie, że jej czas bywa limitowany przez innych.
Społecznie są pewne normy, ale przecież każdy z nas przeżywa żałobę inaczej, niektórzy nigdy nie godzą się ze stratą. Ale często w małej społeczności jesteśmy pod obstrzałem, nasze cierpienie jest oceniane – czy nie za szybko się otrząsnęliśmy po tragedii, a może za długo się po niej zbieramy. Praca nad tą książką nauczyła mnie większej empatii do ludzi. Czasem w miejscu publicznym ktoś reaguje złością, jest nieuważny – nie warto wtedy odpowiadać agresją, negatywnymi emocjami, bo nie wiemy, czy taki ktoś nie boryka się z osobistym dramatem, wszyscy mamy prawo do gorszych dni. Więc nie ma mu co dokładać, a lepiej przyłożyć się do tego, aby jak najmniej oceniać innych, nie porównywać ich ze sobą i być empatycznym.