fbpx

„Emily w Paryżu” – czasoumilacz

„Emily w Pryżu” - czasoumilacz
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Rolę Emily Cooper zagrała Lily Collins (Fot. Stephanie Branchu/Netflix)
„Emily w Pryżu” - czasoumilacz
„Emily w Pryżu” - czasoumilacz
„Emily w Pryżu” - czasoumilacz
„Emily w Pryżu” - czasoumilacz
„Emily w Pryżu” - czasoumilacz

Tytułowa bohaterka – trochę mimo woli – staje się influencerką na Instagramie. Jak przeglądanie tego serwisu jest też sam serial. Oglądamy dużo pięknych obrazków, może i nie dowiadujemy się niczego ważnego, ale za to błyskawicznie poprawia nam się humor.

Emily przybywa do Paryża z Chicago, żeby pokazać pracownikom reklamowej agencji Savoir potęgę mediów społecznościowych. To punkt wyjścia komediowego serialu o zderzeniu kultur. Przy czym Paryż wygląda tu jak z pocztówki, a paryżanie są trochę wredni, zawsze witają się całuskami, myślą tylko o seksie i udają, że nie rozumieją angielskiego. Tytułowa bohaterka nic sobie z tego nie robi, choć francuski nie jest jej najmocniejszą stroną. Za to codziennie ma na sobie inną stylizację jak z wybiegu, marzy o miłości, a jej jedynym zmartwieniem jest to, żeby wszyscy ją lubili. Nawet okropna francuska szefowa, duchowa siostra Mirandy Priestly z „Diabeł ubiera się u Prady”, i dziewczyna przystojnego sąsiada, do którego nasza bohaterka czuje miętę. Oczywiście można narzekać, że stereotyp goni tu stereotyp, a postaci są przerysowane, ale trudno dyskutować z tym, że „Emily w Pryżu” ogląda się świetnie. To doskonały sposób na poprawienie sobie nastroju i świetnie sprawdza się w czasach, gdy za oknami szaleje pandemia. Nic dziwnego, w końcu pomysłodawca serialu to Darren Star, specjalista od hitów w kategorii guilty pleasure, twórca przebojów z lat 90. takich jak „Beverly Hills 90210” czy „Sex w wielkim mieście”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze