Marta Waszkiewicz - Ten niepozorny film Netflixa o rodzinie i walce z chorobą może złamać wam serce. Córka Adama Sandlera pokazuje w nim pełnię swojego talentu
00:00
04:31
Netflix znów trafił w czuły punkt widzów. Ten poruszający komediodramat o dorastaniu, rodzinie i chorobie z imponującym występem Sunny Sandler, najmłodszej córki aktora Adama Sandera, zajmuje obecnie 3. miejsce wśród najchętniej oglądanych filmów na platformie. I chociaż jest to historia pełna ciepła, czułości i humoru, przygotujcie się też na łzy, zwłaszcza w finale.
Sophie (Sunny Sandler) to pełna energii 16-latka, która marzy o zagraniu roli w szkolnym musicalu. Ku swojemu zaskoczeniu otrzymuje wymarzoną główną rolę, jednak w miarę przygotowań do premiery, okazuje się, że to w jej domu rozgrywa się dramat godny wielkiej sceny: matka dziewczyny (Melaine Lynskey) po raz kolejny musi zmierzyć się z nowotworem. Gdy ojciec nastolatki (Max Greenfield) próbuje pogodzić opiekę nad chorą żoną i dwoma młodszymi braćmi Sophie, w domu panuje coraz większy chaos.
(Fot. materiały prasowe)
Dodajmy do tego dziadków (Bebe Neuwirth, Steve Buscemi), którzy przybywają z pomocą, szkolne miłości, złamane serce, kłótnie z przyjaciółkami i rozdarcie Sophie między chęcią poświęcenia się produkcji a pragnieniem spędzenia jak największej ilości czasu z mamą. Pytanie brzmi: czy kobieta zdoła zobaczyć, jak jej córka śpiewa na scenie?
(Fot. materiały prasowe)
„Nie życzcie mi powodzenia” to nie pierwszy komediodramat, który opowiada o nastolatce zmagającej się z chorobą rodzica i licealnymi dramami. Nowość Netflixa nie zaskakuje więc oryginalnością, ale trzeba przyznać, że porusza się po tym utartym szlaku z ogromnym wdziękiem, niewymuszonym humorem i dużą dawką emocji.
(Fot. materiały prasowe)
Subtelna kreacja aktorska Sunny Sandler spodoba się przede wszystkim tym, którzy cenią teatr i musicale, ale nawet jeśli nie przepadasz za sztuką teatralną, jej rozdarty stan emocjonalny najpewniej doprowadzi cię do łez, zwłaszcza we wzruszającym, słodko-gorzkim finale. Sandler ma więc przed sobą świetlaną przyszłość (pomijając kwestie nepotyzmu, zachwyca wokalnie i świetnie odnajduje się zarówno w komedii, jak i dramacie), podobnie jak jej starsza siostra, Sadie, która kilka miesięcy temu wystąpiła w komedii „Współlokatorki”, która również okazała się wielkim hitem Netflixa.
(Fot. materiały prasowe)
Ciężar emocjonalny filmu dźwiga na swoich barkach również Melanie Lynskey, która daje porywający występ jako matka walcząca z poważną chorobą. Kiedy scenariusz kuleje, obie aktorki ratują go zresztą świetnym aktorstwem, podobnie jak Max Greenfield grający głowę rodziny i Steve Buscemi wcielający się w dziadka Sophie.
(Fot. materiały prasowe)
Wdzięczny komediodramat najbardziej zachwyca jednak, gdy zgłębia dynamikę rodzinnych relacji, stawia na czułe interakcje między córką i matką, a także pokazuje wewnętrzne rozdarcie Sophie między obowiązkami na scenie a chęcią wspierania matki i spędzania z nią czasu. Nie jest to jednak tandetny melodramat, chociaż trzeba przyznać, że nieco rozczarowuje wątkiem kłopotów z chłopakiem, który został dodany najpewniej po to, aby skontrastować życie rodzinne głównej bohaterki, nad którym wisi widmo poważnej choroby, z bardziej beztroską naturą licealnych randek. Twórcy jednak nie zdecydowali się na jego satysfakcjonujące rozwinięcie.
(Fot. materiały prasowe)
Mimo wszystko „Nie życzcie mi powodzenia” to zrealizowana z ogromnym sercem opowieść o dorastaniu, w której Sandler i Lynskey dają niezapomniane występy, budując na ekranie uroczą więź matki z córką, w którą łatwo się zaangażować. Nowość platformy nie wnosi co prawda zbyt wiele do dyskusji o życiu współczesnych nastolatków i śmiertelności, ale bez wątpienia stanowi jedną z najmocniejszych filmowych propozycji Netflixa w tym roku, którą zdecydowanie warto obejrzeć.
„Nie życzcie mi powodzenia” obejrzeć można na Netflixie.