fbpx

Alina i Ryszard: „Kroją mi się piękne sprawy. Listy Aliny Szapocznikow i Ryszarda Stanisławskiego”

"Kroją mi się piękne sprawy"
wydawnictwo Karakter

Poznali się w Paryżu w 1948 roku. 14 lipca rocznicę rewolucji świętowali jako swoje święto. Lubiła do niego pisać, dzieliła się z nim radościami i smutkami. On skrupulatnie zbierał te listy.

"Kroją mi się piękne sprawy"
wydawnictwo Karakter

Jeszcze przez dwa miesiące goście Museum of Modern Art w Nowym Jorku mogą oglądać wystawę prac Aliny Szapocznikow „Sculpture Undone, 1955–1972”. „Czterdzieści lat później kruche rzeźby Szapocznikow, oscylujące gdzieś między radością i odrazą, wciąż pozostają trudne do odczytania. Formy napełnione są znaczeniami, których nigdy nie jesteśmy w stanie do końca uchwycić, a jej ciężkie życiowe przejścia – od obozów po chorobę – przenikające jej prace, nigdy nie wyjaśniają ich do końca” – napisał krytyk Jason Farago w „Guardianie” (źródło www.culture.pl).

Dzięki korespondencji Szapocznikow z krytykiem sztuki Ryszardem Stanisławski, wieloletnim dyrektorem Muzeum sztuki w Łodzi, możemy poznać ją lepiej. Niestety listów męża do niej jest o wiele mniej. Artystka ich nie segregowała, cześć z nich zachowała się chyba przypadkiem.

Tuż przed otwarciem wystawy w MoMA, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie wydało książkę ”Kroją mi się piękne sprawy. Listy Aliny Szapocznikow i Ryszarda Stanisławskiego 1948–1971”. Dzięki niej możemy uczestniczyć w wymianie myśli dwóch kochających się osób, które odczarowały dla nas kawałek ze swojego życia i dały nam sporą dawkę historii. Para pielęgnowała swoją miłość, często na odległość – Ryszard długo mieszkał w Paryżu, do Polski wrócił w 1951 roku. Nawet potem często wyjeżdżali oddzielnie do pracy, na wystawy, wakacje. Poznali się w 1948, w stolicy Francji. Ona studiowała w École Nationale Supérieure des Beaux-Arts, on uczęszczał na kurs francuskiego na Sorbonie.

Szapocznikow pisała piękne listy, bardzo czułe i szczere, szczególnie na początku ich znajomości. Z relacji jej przyjaciółki z lat szczenięcych, Rity, wynika, że lubiła uwodzić. W wyznaniach Aliny czuć tę nutę. Pisze, że coś czuje, ale czy już kocha? Jest przy tym bardzo zalotna, obcałowałaby go całego.

„A wzbiera się we mnie tyle pocałunków, że nie wiem, czy to wytrzymasz?!??”

On również nie pozostawał jej dłużny:

„Nie mogę sobie miejsca znaleźć i nawet ucząc się ciągle myśl odbiega do Ciebie. Wiem, Alina, że jestem z Tobą złączony zupełnie. Poza pieszczotami, za którymi tęsknię jak dziecko – czekam na Ciebie, właśnie na Ciebie, bo sam sobie rady dać nie potrafię. Jest to zapewne rodzaj maladie, lecz nie mogę na to nic zaradzić i jestem bardzo szczęśliwy, że tak jest, że mogę tak szalenie kochać.”

Czasami pisał również do niej niemiłe rzeczy, np. pouczał ją jak pensjonariuszkę, że matkę trzeba szanować. Potem żałował, że był zbyt szczery i że wysłał list napisany ołówkiem. Alina, też od czasu do czasu pisała coś niemiłego, coś co może powiedzieć tylko bliska osoba, bo innym na tym nie zależy, np. o ubraniu, które niby jest ładne, ale on zbyt dobrze w nim nie wygląda. Poza tym z korespondencji wynika, że miała trudne relacje z matką. Kochała ją, ale denerwowała ją zbytnia drobiazgowość, troska i mieszczański styl rodzicielki.

Plusy i minusy

Ich listy są nasycone przemyśleniami na temat sztuki, literatury, kultury. Można się z nich wiele nauczyć, poznać również historię, stosunek pary do otaczającej ich rzeczywistości. Alina ceniła entuzjazm Polaków, którzy odbudowywali po wojnie zniszczone państwo. Ważna dla niej była estetyka, zauważała, że ludzie noszą porządne ubrania. Porywał ją zapał otoczenia. Ryszard studził ją, napominał, żeby uważała z ocenami. Na pewno nie mogli pisać o wszystkim i do ich listów mogła docierać cenzura. Skarżyli się, że wiele z nich nie dochodziło. Utyskiwali na te luki w czasie, gdy nie mogą dzielić się tym, co w ich życiu się zdarzyło z ukochaną osobą. To był minus, a jednocześnie plus. Gdzie ten czar listownej korespondencji, którego coraz rzadziej zaznajemy, gdy myśl tysiąc mil pokonuje w sekundę? Nie ma już tego bicia serca, gdy przez dziurki w skrzynce widzimy białą kopertę.

„Kochany Rysiu,

Mam wrażenie, że list ten dostaniesz jeszcze przed telefonem niedzielnym, bo oddaję go jutro p. Nieciuńskiemu, który w piątek rano wyjeżdża do Polski. Jest strasznie denerwujący fakt, że listy idą do mnie ok. 10 dni, a z tego co piszesz wynika, że i z moimi do Ciebie nie lepiej. Wobec czego wszelka korespondencja natury wrażeniowej-uczuciowej nie ma sensu, wrażenia tu zmieniają się ogromnie szybko, uczucia zachwytu i zniechęcenia następują po sobie i listowne reakcje wypadają wręcz odwrotnie niż należałoby. Aż mi głupio za poprzedni list, a wszystkie takie rzeczy opowiem Ci dokładnie jak będziemy razem.”

Wiele możemy się dowiedzieć dzięki komentarzom Agaty Jakubowskiej, autorki monografii twórczości Szapocznikow, umieszczanym na kartkach z lewej strony, często pod zdjęciami. Jakubowska uzupełnia to co w listach niedopowiedziane, podaje fakty z historii, przedstawia kontekst. Ta część książki, łącznie z pięknymi fotografiami odpowiednio zredagowana mogłaby stworzyć piękny album.

Miłość przeistacza się w przyjaźń

12 lipca 1952 roku wzięli ślub, świadkami byli Karol Ferster i Wojciech Fangor. W pewnym momencie w ich korespondencji pojawia się Piotruś. W 1952 roku małżeństwo adoptowało kilkumiesięcznego chłopca, który rodził się 22 lipca tegoż roku. Widać,że bardzo go kochają, jak się o niego troszczą. Szapocznikow z żalem wspomina czas rozłąki. Czasami na końcu listów ich synek dodaje jakieś napisane nieporadnie słowo.

Podczas swoich zagranicznych eskapad artystycznych Ryszard załatwiał codzienne sprawy, kupował rzeczy trudne do zdobycia w PRL-u:

„Kupiłem ci między innymi 5 par najlepszych nylonów. Piotrusiowi sandałki, skarpetki (3 pary), spodenki krótkie na szelkach, ¾ też na szelkach. Dla Ciebie jeszcze trochę drobnostek.

Rozwiedli się 21 sierpnia 1958 roku. Alina związała się z grafikiem Romanem Cieślewiczem, przedstawicielem polskiej szkoły plakatu (był między innymi dyrektorem artystycznym francuskiego „Elle”). Ryszard ożenił się z krytyczką sztuki i historyczką fotografii Urszulą Czartoryską. Nie przestali pisać. Listy i kartki do Ryszarda artystka często podpisywała w imieniu Romana i syna:

„Z lotniska zaraz zadzwoń. Pozdrawiam A+R+P.”

A on odpisywał, kończąc:

„Drodzy moi, Ja Wam napiszę niedługo obszerny list, na razie całuję mocno Troje. Ryszard”

Ostatni zachowany – 142 list – napisała 28 września 1971 r. Był czysto informacyjny, zapraszała go na wernisaż do Genewy.

„A dałoby to nam okazję do wypicia kielicha za wszystkie wernisaże”.

Zmarła 2 marca 1973 roku w Praz-Coutant we Francji. Zostawiła po sobie charakterystyczne dzieła sztuki, w których utrwaliła swoją kobiecość i ból związany z chorobą nowotworową. Jej ukochany zebrał listy, dzięki, którym możemy poznać czasy w których żyli, ich myśli, wrażenia i miłość, jakich mało.

Ryszard Stanisławki zmarł w 2000 r. w Warszawie.