Magnetyczna siła tej książki tkwi w niepewności – czy to wszystko wydarzyło się naprawdę? Sam Jozef Karika nie jest przekonany, gdzie kończy się fikcja, a zaczyna rzeczywistość. I właśnie to wszechobecne napięcie sprawia, że po odłożeniu „Szczeliny” nie możesz przestać o niej myśleć. O czym jest ten hipnotyzujący horror?
Jozef Karika to jeden z najpopularniejszych słowackich pisarzy, laureat nagrody literackiej Anasoft Litera i autor powieści, w których góry są nie tyle tłem, ile pełnoprawnym bohaterem. Tak było w „Strachu”, tak było w „Samotności” i tak jest w „Szczelinie”. W tej ostatniej autor mierzy się z mroczną legendą pasma Trybecz, dziś nazywanym słowackim Trójkątem Bermudzkim. Sam przyznaje, że to „zdecydowanie najbardziej przerażająca książka, jaką do tej pory napisał”. Nie chodzi jednak o epatowanie efektami grozy – „Szczelina” to tzw. horror Lovecraftowski, który kładzie nacisk na kwestie psychologiczne i suspens. Przez całą lekturę zastanawiasz się bowiem, co jest prawdą, a co zmyśleniem. Jozef Karika wyznaje, że nie wie tego do dziś – granica między fikcją a rzeczywistością pozostaje tu niepokojąco płynna.
Czytaj także: 3 thrillery psychologiczne, których zakończenia wbijają w fotel. Plot twistów w tych książkach nie sposób przewidzieć
Wszystko zaczęło się od jednego spotkania. Igor N. skontaktował się z Jozefem Kariką po przeczytaniu jego książki „Strach”, w której bohaterowie błąkają się po lesie, doświadczając zaburzeń czasu i przestrzeni. Igor twierdził, że jemu przydarzyło się coś bardzo podobnego i chce opowiedzieć swoją historię ku przestrodze.
Po zdobyciu tytułu magistra Igor w poszukiwaniu szybkiego zarobku podjął pracę na budowie przy rozbiórce starego szpitala psychiatrycznego. Tam odnalazł tajemniczy sejf, a w nim – dokumentację medyczną i stare płyty gramofonowe z zarejestrowanymi spotkaniami lekarza z jednym z pacjentów. Walter Fisher w 1939 roku wyszedł z domu i zaginął w słowackich górach Trybecz. Mężczyzna odnalazł się trzy miesiące później – nieprzytomny, z licznymi ranami ciętymi i oparzeniami. Jego stan psychiczny był w tak złym stanie, że trafił do zakładu. Co go tak przeraziło, że oszalał ze strachu?
Igor zaczął drążyć temat i odkrył, że przypadek Fishera nie jest odosobniony. Na przestrzeni kilkudziesięciu lat w paśmie Trybecz doszło do wielu tajemniczych zniknięć. W końcu mężczyzna – wraz z dziewczyną i dwójką znajomych – postanawia wyruszyć w góry owiane mroczną legendą i odkryć prawdę.
(Fot. materiały prasowe)
Czytaj także: „To książka mojego życia. Absolutne arcydzieło”. O czym jest „Atlas chmur”, powieść uznana za najlepszą książkę XXI wieku?
Nie ma tu wartkiej akcji, a narracja przypomina zapis relacji mówionej – wypowiedzi często są chaotyczne i pełne dygresji. Książka nie daje też jednoznacznych odpowiedzi, a jej finał może pozostawić część czytelników z poczuciem niedosytu. Dlaczego więc warto po nią sięgnąć?
Bo „Szczelinę” czyta się znakomicie i trudno się od niej oderwać. Główna w tym zasługa mistrzowsko wykreowanego mrocznego klimatu. Powieść została podzielona na trzy części, a z każdą kolejną niepokój tylko wzrasta. Tu lęk rodzi się nie z tego, co widać, lecz z tego, czego nie można zrozumieć. Autor skupia się na badaniu granic ludzkiej psychiki w obliczu niewyjaśnionego – pokazuje, co strach potrafi uczynić z umysłem. Dlatego właśnie „Szczelina” to jedna z tych pozycji, o których myślisz jeszcze przez wiele godzin po zamknięciu okładki. Historia wgryza się pod skórę, zasiewa masę wątpliwości i powoduje, że chcesz wiedzieć więcej… A potem zaczynasz googlować – i odkrywasz, że faktycznie mężczyzna imieniem Walter Fisher istniał naprawdę, a w Trybeczu doszło do licznych zaginięć. A reszta? Tego nie wie nikt. I to jest dokładnie ta szczelina, w którą wciąga nas autor – szczelina między tym, co możemy racjonalnie wyjaśnić, a tym, co woli pozostać w mroku.