A star is born. Polski tenis zyskuje na naszych oczach kolejną bohaterkę. Choć uwaga kibiców jak zawsze skupiona była na Idze Świątek, okazuje się, że to Maja Chwalińska stała się jedną z największych rewelacji tegorocznego Roland Garros. Przebijając się z samego „ogona” kwalifikacji, 24-letnia Dąbrowianka nie tylko odprawiła z kwitkiem wyżej notowane rywalki, ale przede wszystkim wywalczyła upragniony, historyczny awans do elitarnego grona top 100 rankingu WTA. I właśnie gra o ćwierćfinał turnieju.
Maja Chwalińska urodzona 11 października 2001 w Dąbrowie Górniczej jest równolatką Igi Świątek. Trenerzy i kibice mają ją za jedną z najbardziej utalentowanych i nieszablonowych polskich tenisistek młodego pokolenia. Do sportu trafiła dzięki szkolnemu naborowi. Jej pierwszym szkoleniowcem był Paweł Kałuża, dziś od kilku lat pracują z nią czeski trener Jaroslav Machovsky i Maciej Ryszczuk znany ze współpracy ze Świątek. Chwalińska reprezentuje barwy BKT Advantage Bielsko-Biała. W juniorskiej karierze odnosiła znaczące sukcesy, grając lewą ręką (z oburęcznym backhandem). Mierząca 164 cm zawodniczka szybko zwróciła na siebie uwagę środowiska tenisowego. Z Igą, jak podkreślają polskie media, łączy ją bliska znajomość i wspólna historia juniorskich startów.
Droga na szczyt nie była prosta. Chwalińska przez lata zmagała się z nawracającymi kontuzjami i przeciążeniem. Kortowe życie stało się dla niej źródłem bólu i lęku. Jak sama mówiła w wywiadach: „Nie miałam radości z gry w tenisa, na każdym meczu walczyłam sama ze sobą. Były takie momenty, że nawet nie wiedziałam, z kim ja gram". W 2021 roku Chwalińska podjęła niezwykle trudną decyzję i poinformowała o zawieszeniu kariery. W poruszającym wpisie w mediach społecznościowych przyznała, że jej decyzja była podyktowana problemami ze zdrowiem psychicznym. „Od półtora roku cierpię na depresję” – wyznała wówczas publicznie. Poświęciła kilka następnych miesięcy wyłącznie na powrót do zdrowia, wyciszenie i niezbędną terapię. Powrót do gry, po wymuszonej pauzie, zakłóciła dodatkowo kontuzja nadgarstka, która pokrzyżowała plany startowe na ponad cztery miesiące.
Po przerwie i leczeniu Chwalińska wróciła do rywalizacji i w wielkim stylu zakwalifikowała się do turnieju głównego Wimbledonu w 2022 roku. Od tamtego czasu regularnie podkreśla wagę zdrowia psychicznego w tenisie. W 2022 roku dotarła do drugiej rundy Wimbledonu, co było wówczas jej najlepszym wynikiem w Wielkim Szlemie. Kolejne sezony przyniosły stopniowy progres: tytuły na kortach rangi ITF i WTA Challengers, a z czasem coraz śmielsze występy w głównych drabinkach turniejów WTA. We wrześniu 2025 roku wygrała turniej WTA 125 w Montreux, pokonując w finale Darię Semenistają. Na początku 2026 roku sięgnęła po kolejny tytuł – w Oeiras, gdzie pokonała w finale Sinję Kraus 6:1, 6:3.
Maja Chwalińska na turnieju Roland Garros ot. Zwierciadlo.plRobert Prange/Getty Images
Majowy turniej w Paryżu okazał się punktem zwrotnym całej kariery Chwalińskiej. 24-latka przedarła się do głównej drabinki dzięki pokonaniu trzech rywalek w kwalifikacjach - po raz pierwszy w karierze znalazła się w głównej drabince Roland Garrosa. W pierwszej rundzie gładko pokonała Qinwen Zheng 6:4, 6:0 - aktualną mistrzynię olimpijską z Paryża, zajmującą 56. miejsce w rankingu WTA. Mecz trwał zaledwie godzinę i 26 minut. Kluczem do sukcesu była niezwykła precyzja i spokój Polki.
Kolejną zawodniczką, która uległa Chwalińskiej była Belgijka Elise Mertens, notowana na 21. miejscu w rankingu WTA. Następnie Polka pokonała Greczynkę Marię Sakkari 1:6, 6:3, 6:2 w trzeciej rundzie. Było to tym bardziej imponujące, że po przegraniu pierwszego seta do jednego gema zdołała całkowicie odwrócić losy meczu. Awans do czwartej rundy Roland Garros 2026 jest największym osiągnięciem w zawodowej karierze Chwalińskiej. Dziś, 1 czerwca, walczy o ćwierćfinał z Diane Parry.