Wielu rodziców najchętniej nie spuszczałoby swoich dzieci z oczu. Zamontowaliby monitoring w ich pokojach i przypięli do kostek elektroniczne opaski, by śledzić każdy ruch. Innymi słowy – wychowywaliby je pod kloszem. To oczywiście naturalne, że martwią się o swoich potomków i chcą dla nich jak najlepiej. Ale mały człowiek nie jest więźniem i nie powinien być inwigilowany 24/7. Zwłaszcza gdy przebywa w towarzystwie kolegów i koleżanek, a mama czy tata co chwila wchodzą im w paradę, by służyć za rozjemców i animatorów. Zabawa to – wbrew pozorom – sprawa najwyższej wagi, której nawet najbardziej kochający „intruz” nie powinien zakłócać.
Nie chodzi o to, by dzieci biegały całymi dniami samopas w zgodzie z podejściem „niech się dzieje wola nieba”. Oczywiście należy obserwować, czy dziecko odnajduje się w grupie rówieśniczej i czy nie doświadcza wykluczenia lub dręczenia. Jednak, jak przekonuje na łamach portalu „Big Think” profesor psychologii i neurologii Peter Gray z Boston College, dorośli muszą zostawić dzieciom przestrzeń do przebywania wyłącznie we własnym gronie. Bez ciągłego wtrącania się, komentowania i nadzorowania każdego kroku.
„Z dala od nadzoru dorosłych dzieci ćwiczą umiejętności, które umożliwiają nawiązywanie przyjaźni, budowanie pewności siebie i zdobywanie niezależności” – podkreśla psycholog.
Podobnie jak wszystkie ssaki rodzimy się całkowicie zależni od opieki innych, a z czasem stopniowo się od niej uniezależniamy. Pomaga nam w tym naturalna potrzeba zabawy. Intencje dorosłych są tu nieistotne. Gdy zabraniają dziecku biegania po kałużach, bo „może się pobrudzić lub przeziębić” albo kopania w piłkę z kolegami, bo lepiej byłoby poświęcić czas na coś „bardziej rozwijającego”, działają wbrew silnemu instynktowi zapisanemu w naszym DNA.
Nadrzędnym celem zabawy jest przecież ćwiczenie samodzielności, zdolności rozwiązywania problemów i uczenia się na własnych błędach. Większość codzienności dzieci zależy od dorosłych. To oni decydują, o której trzeba wstać i położyć się spać, co znajdzie się na talerzu i jakie obowiązki domowe należy wykonać. W zabawie to dzieci powinny przejmować inicjatywę. Właśnie wtedy zaspokajają bowiem potrzebę autonomii (poczucia, że czasem mogą same decydować o swoim działaniu), kompetencji (wiary we własne możliwości) oraz więzi społecznych (świadomości, że mogą liczyć na wsparcie przyjaciół i bliskich).
Oto trzy rzeczy, których nikt nie nauczy dziecka lepiej niż… inne dziecko:
Dorośli nigdy nie będą rozmawiać z dzieckiem na równych zasadach. Nawet jeśli jako starsze pokolenia poszliśmy po rozum do głowy i wiemy już, jakie raniące i szkodliwe słowa nigdy nie powinny paść z ust opiekuna. I nawet jeśli rozumiemy też, że czasem wypowiadane w dobrej wierze „troskliwe” zdania potrafią podcinać najmłodszym skrzydła. W kontakcie z dziećmi i tak często posługujemy się wyuczonymi formułkami o nieco dydaktycznym czy protekcjonalnym tonie. Zupełnie jakbyśmy wszyscy klepali nieustannie te same lekcje w Duolingo.
Jak zauważa Peter Gray, gdy rodzic pyta swoją pociechę: „Co to za zwierzę?”, tak naprawdę nie chce się dowiedzieć, czy stoi przed nim hipopotam, czy może żyrafa. Doskonale zna odpowiedź i jedynie „testuje” wiedzę młodszego rozmówcy. Z kolei gdyby takie pytanie padło z ust rówieśnika, ten naprawdę chciałby wiedzieć, jaki to gatunek. Podobnie jest z fałszywymi komplementami. Aby nie urazić uczuć dziecka, często aż nadto rozpływamy się nad przyniesionymi z przedszkola rysunkami, podczas gdy jego koleżanki i koledzy raczej wyraziliby szczerą opinię.
Dlatego warto pozwolić dzieciom prowadzić między sobą rozmowy i – jeśli sytuacja tego nie wymaga – powstrzymać się od dokładania swoich trzech groszy. W czasie zabawy mali ludzie nieustannie ze sobą dyskutują, omawiają reguły gier, wspólnie decydują, jakie rozwiązanie będzie sprawiedliwe, a jakie nie, oraz wyobrażają sobie różne scenariusze. To właśnie takie interakcje przygotowują ich do komunikacji w późniejszym życiu lepiej niż starannie ważone słowa dorosłych.
Jak bawią się dorośli, a jak dzieci? Ekspert zwraca uwagę na istotną różnicę. Ci pierwsi zazwyczaj uważnie studiują instrukcję i przestrzegają z góry ustalonych zasad. Mało który dorosły otworzyłby pudełko Scrabble albo wszedł na boisko piłkarskie i zasugerował reszcie grupy: „Zróbmy to dziś inaczej”. Dzieci natomiast chętniej samodzielnie wymyślają zabawę i ustalają własne reguły punktacji oraz przebiegu gry. Nawet jeśli sięgają po gotową planszówkę, pod nieobecność dorosłych swobodnie odbiegają od zasad przewidzianych przez twórców i dostosowują rozgrywkę do własnych potrzeb.
Właśnie takie podejście pozwala im lepiej zrozumieć, czym zasady właściwie są. Uczą się, że nie zawsze muszą być one sztywne i narzucone przez jakąś niewidzialną wyższą władzę. Mogą kwestionować zastany porządek, proponować nowe rozwiązania i negocjować z innymi uczestnikami wspólne ustalenia. Dzięki temu odkrywają, że zasady są ludzkim wynalazkiem i można nad nimi pracować tak, aby służyły wszystkim jak najlepiej.
W grupie międzypokoleniowej hierarchia jest z góry ustalona. Dorośli są wyżsi, silniejsi i mają kontrolę nad zasobami, dlatego w naturalny sposób sprawują władzę nad dziećmi. Jeżeli stwierdzą, że zachowanie ich podopiecznych jest niedopuszczalne, mogą udzielić reprymendy albo nałożyć szlaban na oglądania telewizji czy nocowanie u przyjaciół. Inaczej wygląda to w grupie rówieśniczej, gdzie nie ma tak wyraźnych oznak statusu i trzeba nauczyć się funkcjonować z innymi jak równy z równym.
Aby dobrze spędzać czas z rówieśnikami, dzieci muszą zwracać uwagę nie tylko na własne potrzeby, lecz także na potrzeby innych. Uczą się przezwyciężać egoizm, dzielić się i negocjować w sposób uwzględniający pomysły drugiej strony, bo kilkulatka z podwórka raczej nie wykaże się taką samą cierpliwością i wyrozumiałością co np. zapatrzeni w wnuka dziadkowie. Gdy nie uda im się dojść do porozumienia, mogą rzucić łopatką i wyjść obrażeni z piaskownicy. Jeżeli jednak będzie im zależało, by następnego dnia znów wspólnie budować zamek z piasku, będą musiały ustalić podział obowiązków, rozdzielić zasoby (czytaj: plastikowe foremki) i wypracować kompromis. Ta cenna umiejętność dogadywania się z innymi z pewnością zaprocentuje w przyszłości.
Artykuł opracowany na podstawie: Peter Gray, „What children learn when adults aren’t around”, bigthink.com [dostęp: 30.05.2026]