Miasteczko, z którego nie da się uciec, potwory czające się w ciemności i zasady, których złamanie może kosztować życie. Nic dziwnego, że seria „Miejsce styku” Catherine Reiss, polskiej autorki publikującej pod pseudonimem, bywa porównywana do serialu „Stamtąd”. To jednak coś więcej niż kolejna historia o miejscu rządzącym się własnymi prawami – to wciągająca opowieść o winie, odpowiedzialności i konsekwencjach wyborów, od której trudno się oderwać.
Wyobraź sobie, że trafiasz do niewielkiego miasteczka, w którym granice między jawą, snem a śmiercią zaczynają się niepokojąco rozmywać. Są tu opuszczona stacja benzynowa, stary pensjonat i… zasady, których nie wolno lekceważyć. Po północy lepiej nie opuszczaj pokoju – przynajmniej jeśli nie chcesz stanąć oko w oko z tym, co czai się w ciemności. Potworami. Nie wolno ci na nie patrzeć, nie wolno odpowiadać na ich szepty i śpiewy, a przede wszystkim – nie wolno ci ich dotknąć, choć będą cię kusiły na najrozmaitsze sposoby. A jeśli zastanawiasz się, dlaczego po prostu stąd nie wyjechać… Cóż, nie da się. W tym miejscu zostaniesz na zawsze.
Witaj w „Miejscu styku”. Choć jeśli po przeczytaniu powyższych zdań twoje myśli powędrowały raczej w stronę serialu „Stamtąd” – nie jesteś sama. Gdy po raz pierwszy natknęłam się na opis „W tym miejscu śpiewają potwory” – przepadłam. Czułam, że to książka dla mnie, ale… szybko zrezygnowałam z lektury zrażona licznymi opiniami czytelników, że powieść jest zbyt zbliżona do wspomnianego serialu. W końcu jednak dałam jej szansę i… bardzo się z tego cieszę. Owszem, czuć tu ducha Fromville, zwłaszcza w pierwszym tomie, ale to tylko subtelna inspiracja. Catherine Reiss prowadzi nas przez zupełnie inną historię, która może przypaść do gustu miłośnikom serialu, ale zdecydowanie nie jest jego kopią.
Sama autorka – a zarazem fanka serialu, dodajmy – to porównanie traktuje przede wszystkim jako komplement i tłumaczy: – Zarówno „Miejsce styku”, jak i „Stamtąd” wykorzystują motywy izolacji, tajemnicy oraz przestrzeni rządzącej się własnymi zasadami, dlatego rozumiem, skąd biorą się te porównania. Od zawsze fascynował mnie motyw zamkniętych społeczności oraz miejsc, z których nie da się wydostać. To niezwykle ciekawy punkt wyjścia do opowiadania historii, ponieważ pozwala badać ludzką naturę w sytuacjach granicznych – mówi Catherine Reiss.
– Jednocześnie „Miejsce styku” od początku było moją własną opowieścią. Choć oba światy opierają się na podobnym motywie, moja seria skupia się przede wszystkim na konsekwencjach ludzkich wyborów, winie, odpowiedzialności i rozliczeniu z przeszłością. Cieszę się jednak, że czytelnicy odnajdują w niej klimat, który przypomina im historie, które już pokochali – dodaje.
Czytaj także: 6 seriali zagmatwanych bardziej niż „Stamtąd”. Na tych zagadkach polegną najtęższe głowy
Catherine Reiss zdradza, że pomysł na „Miejsce styku” narodził się w 2024 roku podczas podróży po Islandii, kiedy to wraz z chłopakiem (obecnie już narzeczonym) trafiła do Héraðsskólinn Historic Guesthouse, miejsca, które – jak wspomina – „z zewnątrz wydawało się zwyczajne, ale po przekroczeniu progu budziło trudne do wyjaśnienia poczucie niepokoju”.
– To była jedna z najdziwniejszych nocy w moim życiu. Stare szkolne fotografie, skrzypiące podłogi, porcelanowa lalka stojąca na korytarzu i niezwykle realistyczne sny sprawiły, że długo nie byłam pewna, gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna wyobraźnia. Kiedy opuszczałam ten budynek, wiedziałam już, że muszę o tym napisać – zdradza pisarka.
Dziś „Miejsce styku” liczy cztery tomy – najnowszy (i ostatni) ukazał się pod koniec maja, dopełniając cykl, na który składają się: „W tym miejscu śpiewają potwory”, „W tym miejscu martwi wyglądają najlepiej”, „W tym miejscu cienie nigdy nie zasypiają” oraz „W tym miejscu zostaniesz na zawsze”. O czym są książki, które czytelnicy pochłaniają z wypiekami na twarzy?
„Miejsce styku” – fabuła i symbolika
Fabularnie „Miejsce styku” to historia rodziny Kellerów, która trafia do miejsca wyjętego spod praw znanej im rzeczywistości. By przetrwać, muszą odkryć zasady rządzące otaczającym ich światem i znaleźć odpowiedzi na pytania, które z każdym kolejnym odkryciem stają się coraz bardziej niepokojące.
Ale jest też druga warstwa. – Na poziomie symbolicznym jest to jednak opowieść o ludzkiej naturze, konsekwencjach wyborów i o tym, że od pewnych rzeczy nie da się uciec. Chciałam pokazać, że każde działanie pozostawia ślad, nawet jeśli przez lata wydaje nam się, że uniknęliśmy odpowiedzialności. W świecie „Miejsca styku” na każdą krzywdę, każde kłamstwo i każdą zbrodnię prędzej czy później przychodzi odpowiedź – tłumaczy Catherine Reiss, która z wykształcenia jest psycholożką.
W tej serii nawet istoty pośmiertne wykraczają poza potwory mające jedynie wywoływać strach – każda z nich symbolizuje określone ludzkie słabości, lęki lub mechanizmy psychologiczne. – Lalkarze, zwani także Śpiewakami, kuszą swoje ofiary pozornie niewinną zabawą i rozmową. Symbolizują fascynację mrokiem oraz pokusę przekroczenia granicy, której nie powinniśmy przekraczać. Uwodziciele przybierają postać idealnego piękna i reprezentują iluzję pragnień, które mogą prowadzić do autodestrukcji. Są przypomnieniem, że nie wszystko, co wydaje się piękne i pożądane, jest dla nas dobre. Obserwatorzy natomiast symbolizują ukryte traumy, obsesje i myśli, przed którymi próbujemy uciekać. Im dłużej je ignorujemy, tym większą władzę mogą nad nami przejąć – wyjaśnia autorka.
Czytaj także: Literatura grozy dla miłośników mocnych emocji. 5 książek, po których nie zaśniesz spokojnie
Catherine Reiss wykreowała świat, od którego trudno się oderwać. Im dłużej czytasz, tym bardziej wsiąkasz w mroczną, wylewającą się niemal z każdej strony atmosferę tego miejsca. Do tego ciągłe poczucie zagrożenia, szybkie tempo narracji i umiejętność budowania napięcia sprawiają, że książki trudno odłożyć choć na chwilę (mnie szczególnie wciągnęły tomy drugi i trzeci, które czytałam z wypiekami na twarzy nawet po nocach…). Ale jest coś jeszcze.
Jak mówi Catherine Reiss: – Myślę, że tym, co wyróżnia „Miejsce styku”, jest połączenie wielowarstwowej grozy z refleksją nad człowiekiem. To nie jest historia wyłącznie o potworach czy tajemniczym miejscu. To opowieść o winie, pamięci, odpowiedzialności i o tym, że czasami największe zagrożenie nie kryje się w ciemności wokół nas, lecz w tym, co nosimy w sobie.
– Każdy czytelnik może odnaleźć w tej historii coś innego – zagadkę, horror, historię o przetrwaniu albo metaforę ludzkich wyborów i ich konsekwencji – podsumowuje.
Jeśli chcesz się przekonać, czy „Miejsce styku” wciągnie także ciebie, jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać…