Joanna Moro – wywiad

fot. Rafał Masłow

Dużo marzę! Bo jeśli czegoś się pragnie, to w końcu się spełni! – wyznaje Joanna Moro. Wydaje się stać u progu nowych wyzwań, szuka, pyta. Lubi samotne wędrówki i bezkres Bałtyku.
Kocha szaleństwo na parkiecie… jak to tańcząca Eurydyka. Jaka właściwie jest? – docieka Robert Rient.

Joanna_Moro
for.Rafał Masłow

Jakie to uczucie – zostać nagle rozpoznawalną, popularną?

Lżej się myśli i żyje, bo ktoś mnie w końcu docenił. Ale nie czuję się sławna, po prostu teraz więcej ludzi chce wiedzieć, kim jestem. Nawet jeśli nie dostanę w przyszłości dużej, ciekawej roli, to jestem spełniona jako aktorka. Poczułam, że to, co zrobiłam, jest czymś wielkim, chce mi się o tym mówić. Tak naprawdę przed rolą Anny German w niczym istotnym nie zagrałam. Miałam kilka epizodów w polskich serialach. Dopiero teraz zrozumiałam, że po coś ten zawód wykonuję, bo ludziom to się podoba, czegoś się dowiadują, wzruszają, chcą się kształcić, odwiedzać Polskę. W tym sensie to była rola moich marzeń.

Co w niej było niezwykłego?

Bardzo mocno czułam moją bohaterkę. Jesteśmy do siebie podobne, nawet wzrostem: ona miała 184 cm wzrostu, ja mam 178 cm… To było wielkie wyzwanie i ogromna przyjemność, zagrać taką artystkę. Sceny kręciliśmy latem, kończyliśmy zimą, w Rosji, Polsce, Chorwacji… Musiałam panować nad czasem, w którym znajduje się moja bohaterka, co już przeszła, a co ją dopiero czeka. Od samego początku, od pierwszej sceny, wiedziałam, jak się skończy ta historia, przeszłam z Anną German wszystkie ważne momenty w jej życiu.

Jak to jest umierać ze swoją bohaterką?

To nie była klasyczna śmierć, bardziej przejście do innego świata, pogodzenie się z odchodzeniem kogoś, kto nie znika, ale czeka gdzieś tam, patrzy, słucha, jest obecny przez cały czas. Pan Zbyszek Tucholski, były mąż Anny German, powiedział mi, że ciągle czeka na to spotkanie.

W jaki sposób dostałaś tę rolę?

Aleksandra Prykowska, moja koleżanka, też aktorka, dała mi cynk, że odbywa się casting. I jestem jej za to wdzięczna. Bardzo mi się podoba, gdy ludzie w tym samym środowisku wspierają się, dzielą informacjami. Lista castingowa była już zamknięta, zadzwoniłam i wyprosiłam, by mnie jeszcze przesłuchano. Byłam ostatnia w kolejce, nie miałam na początku partnera, grałam z „duchem”. Później przyszedł Szymon Sędrowski, grający w serialu męża Anny German, i od razu znaleźliśmy więź, energię. Miałam wrażenie, że to nie casting, że wszystko dzieje się naprawdę. Bardzo mocno poczuliśmy swoje postacie i zgraliśmy się od razu.