fbpx

Novika: muzyka jest najważniejsza

Novika
Fot. Filip Żołyński, materiały prasowe

Nie szaleję z podniecenia, kiedy widzę swoją płytę w Empiku. Ten etap jest za mną, teraz oczekuję czegoś więcej – o swojej muzycznej drodze i nowej płycie opowiada Novika.
Kaśka, jak w Twoim wieku żyje się z muzyki?

Moje zdanie na ten temat zmieniło się radykalnie w ostatnich miesiącach. Wcześniej wydawało mi się, że wszystko mam zaplanowane. Jestem przecież taka sprytna, pracuję w radio, mam występy klubowe i nagrywam płytę. Nie mam żadnego ciśnienia, by wszystko zrobić błyskawicznie. Do tego nie wpadłam w jakieś drastyczne problemy finansowe. Ale kiedy porwałam się na nagrywanie płyty i wydanie jej całkowicie własnym sumptem, okazało się to nie takie łatwe, jak myślałam .

Na czym polega ta trudność?

Wierzymy w to, że kryzys, o którym tyle się trąbi, to tylko chwilowe niedogodności. Zresztą, w momencie, w którym mówiło się o nim najwięcej, u nas nie był on wcale odczuwalny. Dopiero teraz zaczęły się problemy. Zewsząd dowiaduję się, że jest fatalnie i na jakiekolwiek finansowanie czegokolwiek nie ma szans. Wcześniej wszyscy o tym mówili, ale nie wierzyli w to do końca. Dziś widać to na każdym kroku. Pieniędzy po prostu nie ma. Tu zaczyna się spirala zależności. Na przykład, klub nie ma kasy, więc nie zapłaci za koncert. Nawet bilety słabo się sprzedają, choć wciąż powtarza się, że Polacy chętnie chodzą na koncerty i wydają na nie pieniądze. Ale jest grupa artystów, którym wiedzie się świetnie.

Byłaś kiedykolwiek w tej grupie?

Nie. Zresztą, nigdy do niej nie aspirowałam.

Nie chciałaś kompromisu w zamian za kontrakt na trzy płyty?

Nie chodzi tylko o kompromis. Pamiętaj, że wiekowo dosyć późno zaczęłam. Na tyle późno, że wiedziałam już, że nie chcę rzucać wszystkiego, by załatwić sobie trasę po USA. Od początku nie interesowało mnie takie funkcjonowanie w muzyce .

Może, jakbyś pojechała w tę trasę, Twój status w Polsce by się polepszył?

Wątpię. Historia wielu zespołów pokazuje, że te zagraniczne trasy na nic się później nie przekładają.

A komu się udało?

Monice Brodce. Udało się jej fenomenalnie. Cała sytuacja z jej karierą jest zjawiskowa. Kibicuję jej z całego serca. Choć to trochę irytujące, kiedy organizatorzy koncertów idą na łatwiznę i zapraszają ciągle dwóch tych samych artystów. Taka schematyczność nie jest za mądra.

Ty też byłaś swego czasu rozchwytywana, gdy triumfowała muzyka elektroniczna.

Jeśli mówisz o pieniądzach, bywało znakomicie. Ale w kontekście popularności nie byłam tak prominentna. Długo kojarzono mnie jako DJ-kę, a nie wokalistkę.

Kto jeszcze, oprócz Brodki, radzi sobie nieźle na polskiej muzycznej scenie według ciebie?

Oczywiście Kamp! Oni są przykładem czegoś fajnego. Nie bywają wśród celebrytów i nie stroją się w piórka. Ale to ich pokochały dzieciaki, choć spory wpływ na ich popularność miał remiks Brodki. Zazębiło się to znakomicie i obie strony z tego skorzystały.

Frustrujesz się?

Nigdy nie należałam do tego, było nie było, licznego grona. Nie męczyło mnie poczucie, że coś mi się nie udało albo że nie będę gdzieś zaproszona.

Może dlatego, że muzyka w Twojej pracy nie jest najważniejsza?

Jest najważniejsza.

Gdyby była, wszystko byłoby temu podporządkowane, a tak nie jest.

Bałabym się, jaki miałoby to wpływ na moją sferę prywatną. Rodzinnie jest mi tak dobrze, że nie chcę niczego zmieniać. A wiadomo, jak zaburza to tzw. „kariera”. Wkraczając na jej ścieżkę, dom zostawia się z tyłu.

Jesteś marginesem naszego rynku?

Dotychczas żyło mi się na nim bardzo dobrze. Teraz, pierwszy raz od wielu lat, mam moment wielkiego niepokoju właśnie o kwestie finansowe.

Myślisz już o emeryturze?

(śmiech) Powinnam. Jednak tak daleko nie wyprzedzam czasu. Wydaje mi się, że jeszcze coś będę robić w przyszłości. Myślę tu o działaniach, którymi można się zająć bez względu na wiek.

Pewnie w radio będziesz częściej.

Fajnie by było. Bardzo lubię rozmawiać z artystami i się nimi zajmować, pomagać im, doradzać. Zawsze robiłam to bezinteresownie i miałam z tego wielką frajdę. W przyszłości o tym pomyślę, wcześniej jednak chcę zająć się sobą.

Co z kompilacjami, jakie wypuszczałaś?

Chciałabym wrócić do „Polskich Leniwych”, może nie tylko wydać kolejną część kompilacji, ale potraktować ją jako szerszy projekt. To wszystko jednak musi być rozplanowane w czasie, moja solowa płyta nie może pokrywać się ze składanką. W każde wydawnictwo trzeba włożyć maksimum wysiłku, bo na tym rynku wszystko dzieje się szybko i po chwilowym szumie przychodzi zapomnienie. Nie przypominam sobie, żebym miała ostatnio jakiś wolny dzień, taki na relaks i leżenie. Ale nie żałuję, że postanowiłam wydać płytę sama, niezależnie.

Sąd taka decyzja?

Bo wydawało mi się, że wiem coś na ten temat. Poza tym, wszystkie działanie, które robi ktoś na pół gwizdka, od 9 do 15, mogę wykonać sama z lepszym efektem. Mam na szczęście sztab ludzi do pomocy, dlatego wspólnie dajemy radę.

Jak to się stało, że wreszcie Ci się udało?

Może dojrzałam. To kwestia tego, że pewnym wieku człowiek bardziej uczy się na błędach i chce wszystkiego spróbować samemu.

Mówisz o komponowaniu?

Zdecydowanie. Wreszcie się odważyłam. Najpierw dużo czasu spędziłam sama ze sobą, przygotowując tę płytę.

Jak to wyglądało?

Część melodii przychodziła do mnie gdzieś na ulicy i nagrywałam je sobie na telefonie. Część przychodziła także wtedy, kiedy siedziałam przy klawiszach. Wreszcie kupiłam sobie porządny instrument.

Jesteś po szkole muzycznej. Który stopień?

Pierwszy. Bardzo mi się przydaje wszystko, czego nauczyłam się na Miodowej. Czytam nuty, ale nie napiszę utworu na pięciolinii. Są pewne rzeczy, których nie przeskoczę, zdaję sobie całkowicie z tego sprawę. Nie przeszkadza mi to jednak wcale, bo mogę sobie coś tworzyć. Część utworów powstawała w taki sposób, że najpierw pojawiały się akordy, a dopiero później melodie z tekstem. Nikomu nie mówiłam, że robię tę płytę, dlatego mogłam uniknąć telefonów co dwa dni i pytań jak mi idzie, albo kiedy premiera.

Jak przy „Lovefinder”?

Raczej nie. Tę płytę szybko skończyłam. Mam zastrzeżenia do „Tricks Of Life”. Byłam wtedy nie do końca dojrzała muzycznie.

Za mało płyt przesłuchałaś?

Być może, choć dodałabym doświadczenie. Można widzieć to tak, że jeżdżę do klubów i coś tam krzyczę do mikrofonu. Jednak, jeżdżąc często z po Polsce, widzę, jak dobrze wpływa na mnie improwizacja. Te występy, plus kombinowanie z muzyką samemu i słuchanie produkcji innych artystów, sprawiły, że poczułam się dojrzalsza. Kolega, z którym gram, Agim Dzeljilji, zaczął mnie namawiać, żebym nagrywała melodie, które improwizuję podczas imprez. Sprawił, że uwierzyłam w swoje pomysły na melodie i dostrzegłam w tym jakąś siłę.

Często zapraszasz innych muzyków do wspólnych nagrań.

Nie ma ich aż tak wielu. Na tej płycie nie ma nawet napisu featuring… Chciałam, żeby wszyscy skupili się na muzyce i przekazie. Często jestem pytana o to, czemu nie nagrałam jeszcze płyty z zagranicznymi producentami. Oczywiście, że można zrobić taką produkcję, ale to banał. Trzeba zebrać podkłady, potem usiąść i napisać słowa. Kompletnie nie czuję, że to byłabym ja.

Goście, których zaprosiłam do projektu, zgodzili się na udział z przyjemnością. Bratek Chmara jest obdarzony niezwykłym głosem. Lepiej słychać go na nowej płycie „Oszibarack”. Był odważny, bo pierwszy raz zaśpiewał po polsku. Jest także projekt Enchanted Hunters. Całkowicie niesamowici ludzie, grający na najwyższym światowym poziomie. Na sesję do Bogdana Kondrackiego przyjechały dwie niepozorne dziewczynki, nagle zaczęły śpiewać i wszystkim szczęki opadły. Nagrałyśmy chórki do dwóch utworów. Dalej Marsija. Nie mogę się od niej uwolnić. Niektórzy mogą się zżymać, że znowu zaprosiłam dziewczynę z duetu Loco Star. Ale oni są genialni. Myślę, że ludzie wciąż nie do końca się na nich poznali. Są zjawiskowi. Na płycie w rolę producentów wcielają się też Agim Dzeljilji i Kasia Piszek, czyli członkowie mojego zespołu. Stwierdziłam, że oni także powinni móc popracować twórczo przy tej płycie, bo widziałam, że nie chcą być tylko muzykami na scenie.

Jesteś szczęśliwa?

Boję się cieszyć na zapas. Jest oczywiście miło, ale nie jest to już moja pierwsza płyta. Nie szaleję z podniecenia, kiedy widzę swoją płytę w Empiku. Ten etap jest za mną, teraz oczekuję czegoś więcej.

Masz już to „więcej”. Jesteś doceniana jak nigdy. Nowa faktura dźwięków, własne kompozycje, teksty które są zrozumiałe!

Masz chyba rację. Ale zrozum, że jestem tak pochłonięta działaniami wokół tej płyty, że jeszcze nie miałam czasu, by spokojnie spojrzeć na te recenzje i trochę się tym ucieszyć.

Jak to dzisiaj jest z najbardziej przecenionym zjawiskiem, czyli kulturą klubową?

Trudno mówić o kulturze, kiedy ludzie idą się nachlać i zabawić. Jest to czysty hedonizm.

Myślę tu bardziej o określeniu, które powstało w skutek syntetyzowania opini w środowisku artystycznym. Chodziło o bycie oryginalnym i wpisanie się w drogi szpanerski life styl.

Z jednej strony wiele się pozmieniało, ale część tzw. kultury klubowej zatoczyła koło. Muzycznie jestem już na tyle dojrzała, że widzę, jak pewne gatunki powracają. Na przykład deep house – bawiliśmy się przy tej muzyce w Piekarni 10 lat temu. Dziś też jest popularna. Tymczasem sposób, w jaki ludzie się bawią, bardzo się zmienia. Był taki moment, kiedy pojawiła się nowa forma clubbingu, dla mnie niestrawna i fałszywa.

Co masz na myśli?

Wszyscy ubierali się jak hipsterzy i szli do klubu nie po to, by zatopić się w dźwiękach, tylko żeby pozować do zdjęć na bloga. Czasem miałam wrażenie, że tylko o to chodzi w tych imprezach. Plus pozycja DJ-a. Za moich czasów DJ był bogiem, bo miał dostęp do muzyki, do której nikt inny dostępu nie miał.

Dziś wszyscy mają wszystko.

Wówczas ten DJ naprawdę potrafił miksować. Obecnie jest to kompletnie nieistotne. Czasami widzę laski grające z youtube. Dla mnie jest to koszmar. Poza tym DJ był jednak gwiazdą. Teraz te relacje są zupełnie inne. Nie jest to już odrywanie się od rzeczywistości na zasadzie zatapiania w muzie, tylko bycie hard core’owym. Najwięcej piję, mam najbardziej odblaskowe paznokcie, znam najwięcej ludzi itd. Oto nowa forma ekspresji. Nie neguję jej, bo w pewnym momencie to mnie zainspirowało. Wielu moich znajomych to ludzie bardzo młodzi. Dzięki temu, że występuję w klubach, nie weszłam do grona krytyków zmian, jakie zaszły.

Na szczęście mamy sporo fajnych miejsc, dla różnych kategorii wiekowych.

Warszawa rozwinęła się tu wspaniale. Jak mam perspektywę spędzenia nocy w Warszawie, przebieram nogami. Chłonę atmosferę i możliwość spotkania fajnych znajomych, których chcesz widzieć i nie zmuszać się do rozmowy z nimi.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>