Debiutowała późno i chwilę czekała na przełomową rolę. Doczekała się idealnej – silnej, niejednoznacznej postaci w produkcji, która bawi, ale i rezonuje społecznie. „Mój wewnętrzny Clark Kent musiał odnaleźć swojego Supermana” – mówi nam Skye P. Marshall, gwiazda nowego serialu prawniczego „Matlock”.
Viola Davis powiedziała kiedyś, że „jedynym, co odróżnia czarną kobietę od innych, są możliwości”…
Wow, wjechałaś z impetem!
Jak to?
Viola Davis to moja absolutna muza, gigantyczna inspiracja. Dzięki niej w ogóle zaczęłam myśleć o aktorstwie. Bałam się spróbować swoich sił w branży filmowej. Nie miałam przygotowania aktorskiego. Po pierwszym roku studiów zaciągnęłam się do armii, potem pracowałam w agencji marketingowej, która działała na ranku farmaceutyków… Uwaga, nie opowiedziałam jeszcze publicznie tej historii. Któregoś dnia wychodząc z nowojorskiego biura, zobaczyłam produkcję filmową blokującą chodnik. Zagadałam, zapytałam, co kręcą. „Jedz, módl się, kochaj” – to była odpowiedź. Zaraz, czekaj, czy ja dobrze widzę, że to Julia Roberts? A kim jest ta czarna kobieta obok? „To Viola Davis, aktorka” – powiedziano mi, a ja stałam oniemiała jeszcze przez trzy godziny i podglądałam, jak kręcą kolejne sceny. Zanim dotarłam do stacji metra, podjęłam decyzję, że mój wewnętrzny Clark Kent musi odnaleźć swojego Supermana. Pora porzucić korporacyjną wersję siebie. Następnego dnia obudziłam się jako inna osoba. Magnetyzm Violi Davis był tak silny. Widziałam, jak ta kobieta między scenami doprowadza Julię Roberts do śmiechu, a nikt w Ameryce nie śmieje się tak jak Julia Roberts. Od tamtej pory śledziłam karierę Davis. Oglądałam ją z nabożnym oddaniem. Patrzyłam, jak pokonywała kolejne stopnie, aż wreszcie dostała rolę Annalise Keating w serialu „Sposób na morderstwo”, o której sama mówi, że to najbardziej kompletna postać, jaką zagrała. A ja dziś gram Olympię Lawrence, prawniczkę w serialu kryminalnym emitowanym przez jedną z największych telewizji w Stanach Zjednoczonych. Podążam ścieżką wytyczoną właśnie przez Violę Davis czy Kerry Washington w serialu „Skandal”. To one stworzyły mi możliwości.
(Fot. Materiały prasowe)
Uświadomiłam sobie, że aby odnieść sukces w tej branży, trzeba osiągnąć stan absolutnego delulu. Dopuścić do głosu wewnętrzne dziecko i dać się prowadzić jego wyobraźni. Kiedy mój wewnętrzny krytyk przypominał mi, że nie mam wykształcenia aktorskiego, odpowiadałam mu, że przecież jestem naturalnie utalentowana. Gdy marudził, że jestem za stara, żeby zaczynać, bo mam 28 lat, kontrowałam, że znakomicie, bo przecież ja i tak nie chcę grać licealistek. Chcę zagrać szefową FBI. Do wszystkich ról, które sobie wymarzyłam, pasowała kobieta po trzydziestce. Uciszyłam negatywne głosy ze środka. Sukces w show-biznesie wymaga, żebyś potraktowała siebie jak markę. Sprzedajesz to, kim jesteś. A musisz wierzyć w to, co sprzedajesz, żeby chcieli cię kupić.
(Fot. Materiały prasowe)
Olympia Lawrence, którą grasz w serialu „Matlock”, dostała szansę. Jest prawniczką w topowej agencji. I chce się podzielić swoim przywilejem. Zrobić coś dobrego dla innych.
To teraz ja zacytuję Alicię Keys, którą powiedziała, że „Nie można przejść przez życie w rękawicach łapacza na obu dłoniach”. Musisz dawać, żeby dostać. To była myśl, która przyświecała mi, gdy budowałam postać Olympii Lawrence. Ma dużo pieniędzy, niech się nimi dzieli. Z intencją. Na rzecz społeczności, której nie stać na jej usługi. Zarobi pieniądze dla firmy z dużych pozwów zbiorowych, ale też komuś pomoże. Olympia Lawrence nie jest zwykłą zamożną prawniczką. Wie, jak zdobywać klientów, by zarząd był zadowolony, ale ma też misję. To balans niezwykle trudny do utrzymania w korporacjach prawniczych, gdzie decydujący głos ma dolar, a mało kto kieruje się podszeptami serca. Olympia ma w sobie sporo ze mnie. Każdy na planie powie ci, że z takim samym szacunkiem odnoszę się do gwiazd i do epizodystów. Sprawdzam, czy są dobrze traktowani. Czy dostali jedzenie. Czy zadbano o ich komfort. Jeśli się dowiem, że nie, zrobię raban, przysięgam! Im więcej udaje mi się osiągnąć, tym więcej staram się oddać. Jesteśmy odpowiedzialni za naszą społeczność. Mówię o czarnych artystach i artystkach, mówię o kobietach po czterdziestce…
Dla mnie „Matlock” jest serialem o kobietach. Tytułowa bohaterka, którą gra Kathy Bates, powtarza, że gdy kobieta zaczyna się starzeć, staje się niewidzialna dla wszystkich dookoła. Nikt nie dostrzega zagrożenia w sympatycznej babci, bo nikt nie traktuje jej poważnie. Świetnie pokazujecie, jak kolor skóry czy wiek dodatkowo wpływają na pozycję kobiety w świecie.
Z każdym kolejnym odcinkiem Olympia i Matlock widzą, jak wiele je łączy. Olympia siedzi w przeszklonym gabinecie i jest świadoma, że ludzie patrzą. Obserwują ją i zastanawiają się, jak zdobyła to stanowisko. Może dlatego, że wyszła za mąż za syna prezesa? Musi pracować dziesięć razy ciężej, żeby zasłużyć na szacunek i płacę, równe tym, którymi cieszą się mężczyźni w jej firmie. I nagle dorzucają jej do zespołu starszą panią, która wraca do praktyki adwokackiej po długiej przerwie. Żadnemu facetowi nie podrzuciliby takiego zgniłego jaja. Czasem się zastanawiam, czy to Skye gra Olympię, czy może Olympia gra Skye. Tak wielu z tych sytuacji doświadczyłam, tylko miałam na sobie inny kostium. Podobnie Kathy Bates. Obie przeglądamy się w naszych bohaterkach, dlatego mamy tak świetną chemię na planie, a wielu scen wręcz nie gramy – przeżywamy je.
(Fot. Materiały prasowe)
Dobra, to jaka jest Kathy Bates?
Wciąż się boję, że kiedyś wypłynie nagranie z castingu… Przyleciałam na wspólne przesłuchania. Wiedziałam, że będą sprawdzać kilka aktorek w duecie z gwiazdą produkcji, ale nie wiedziałam, kto gra główną rolę… Wchodzę, a tam ona. Co zrobiłam? Zapytałam, czy mogę ją przytulić! Kto tak robi?! Skrajnie nieprofesjonalne!
Jak zareagowała?
Podeszła i mnie uściskała! Wzięłyśmy po głębokim oddechu i to pozwoliło mi ją uczłowieczyć, przestać widzieć w Kathy tę wielką gwiazdę. Wiedziałam, że nawet jeśli nie dostanę roli, to i tak wygrałam, bo poleciałam sobie pierwszą klasą z Nowego Jorku do Los Angeles i spotkałam Kathy Bates. W myślach już otwierałam szampana (śmiech). Produkcja mnie wybrała, ale ostatnie słowo należało do Kathy i to ona do mnie zadzwoniła, gdy w amoku maszerowałam w tę i we w tę po mieszkaniu. Powiedziała, że nie może się doczekać, aż mnie lepiej pozna. Rozpłakałam się. Od tamtej pory z rozmysłem dbam o naszą przyjaźń. Z Kathy jestem zawsze szczera. Gadamy o wszystkim, nawet o sprawach niewygodnych. To równa, partnerska relacja. Obie jesteśmy trenerką i cheerleaderką. Uczennicą i nauczycielką. Ja wnoszę w nasze wymiany zdań żywioł, tempo, ruch. Jestem jak gepardzica. Wiesz, jak mnie nazywa Kathy? Wyścigówka! A ona ze swoim południowym akcentem przeciąga słowa i wprowadza do naszych dialogów mnóstwo intymności. Dobrze się uzupełniamy.
(Fot. Materiały prasowe)
Serial „Matlock” można oglądać od 8 kwietnia w kanale FX.