Małgorzata Major - Między rozpaczą a śmiechem. Jak seriale opowiadają o żałobie?
00:00
12:41
Jesienna melancholia, której finał stanowi Halloween, a dla innych Zaduszki znajduje swoje odbicie w propozycjach serialowych. W ostatnich latach coraz więcej tytułów eksploruje temat żałoby, radzenia sobie po stracie bliskiej osoby, albo zwierzęcia. Flagowym przykładem jest „Sześć stóp pod ziemią”, w tym roku obchodzące ćwierćwiecze premiery, ale takich produkcji znajdziemy znacznie więcej.
„Sześć stóp pod ziemią” to serial, który w 2001 roku zawojował serca widzów HBO swoim nietuzinkowym podejściem do śmierci. Oswojenie tematu odchodzenia i żałoby z czasem ułatwiła bohaterom ich praca, czyli rodzinny zakład pogrzebowy. Fisherowie przejęli firmę po nagłej śmierci ojca (w roli Nathaniela wystąpił Richard Jenkins) i z dnia na dzień musieli nauczyć się codziennych spotkań z ludźmi w żałobie. Rozmowy z klientami, to zadanie ekstremalne dla osoby stawiającej pierwsze kroki w branży funeralnej. Dwójka braci miała zupełnie inne podejście do tematu.
Nate (Peter Krause) wraca do Los Angeles na pogrzeb ojca, ale zostaje na stałe i dopiero wkracza w codzienność zakładu pogrzebowego. Z kolei David (Michael C. Hall) towarzyszył seniorowi w pracy i teraz musi wprowadzić w tę rzeczywistość brata. Każdy odcinek (poza finałowym) zaczyna się od czyjejś śmierci. Jest w tym coś naturalnego, ale i nieodmiennie bolesnego. Oglądamy śmierci tragiczne, niefortunne wypadki, efekt ciężkiej choroby, albo niefrasobliwości. Twórca serialu, Alan Ball, zaskakuje nas pomysłowością na przestrzeni sześćdziesięciu trzech odcinków.
Fakt, że dom rodzinny znajduje się w tym samym miejscu, co firma pogrzebowa sprawia, że dla Fisherów codzienność łączy się ze śmiercią. Staje się ich naturalnym ekosystemem. I co najważniejsze, nie powoduje to, że Fisherowie przypominają upiorną rodzinkę Addamsów. Wręcz przeciwnie. Są bardzo ludzcy, empatyczni i spragnieni życia.
fot. materiały prasowe
Czytaj także: Budzisz się w 2006 roku. Jakie seriale oglądasz?
Losy bohaterów powiązane z zakładem pogrzebowym stanowiącym część ich domu rodzinnego, zainteresowały widzów dlatego, że oswajały niewygodne tematy. Te, które najczęściej odpychamy. Nagła śmierć, albo ta wyczekiwana jako ulga dla chorego i rodziny, to tylko niektóre z poruszanych wątków. Do historii telewizji przeszedł finał „Sześciu stóp pod ziemią”, gdzie poznajemy dalsze losy ulubionych postaci. Informacja o ich śmierci wstrząsa, ponieważ przyzwyczailiśmy się do tego, że seriale – niczym bajki – zostawiają nas z poczuciem, że wszyscy „żyli długo i szczęśliwie”. A gdy ten mit zostaje rozmontowany, nie mamy czego się uchwycić. W końcu nasza wiara w „żyli długo i szczęśliwie” zostaje nam odebrana, a tym samym poczucie, że i my tego doświadczymy.
Seriale ostatnich lat, nauczone przykładem produkcji Balla, nie boją się mówić, że jesteśmy tutaj na chwilę. Najnowszą produkcją, która w niezwykle prosty, ale empatyczny sposób pokazuje cierpienie bohatera jest brytyjski serial „Malutkie cuda” Mackenziego Crooka. Sześcioodcinkowy serial opowiada losy Michaela Sleepa (w tej roli Pearce Quigley), mężczyzny straumatyzowanego zaginięciem partnerki.
fot. materiały prasowe
Czytaj także: Lista 100 najlepszych seriali XXI wieku według „The New York Times”. Numer jeden obejrzysz na Netflixie
Akcja serialu toczy się w Manchesterze. Siedem lat temu Clea zniknęła, a jej samochód znaleziono niedaleko okolicznego mostu. Michael był nawet podejrzany o zamordowanie kobiety, ale policja nie znalazła na to dowodów. Przekopano ogródek i przeszukano dom, ale śledczy nic nie znaleźli.
W rzeczywistości bohater po zaginięciu ukochanej przestał żyć. Co prawda codziennie chodzi do pracy i odwiedza ojca w domu opieki, ale w żadne zdarzenie, czy czynność nie angażuje się emocjonalnie. Wykonuje swoje obowiązki i to dosyć wybiórczo, z ojcem prowadzi krótkie rozmowy, chociaż te bywają interesujące, a poza tym spędza czas w domu i żyje przeszłością.
Gdy sąsiad zwraca uwagę na zarośnięty ogród (swoją drogą to ciekawe, że otoczenie wywiera presję, aby Michael okiełznał swój chaotyczny, ale urokliwy i wyróżniający się w okolicy ogród tylko dlatego, że nie pasuje do schematu), bohater przyjmuje tę informację wiedząc, że i tak nic z tym nie zrobi. Podobnie ignoruje wrednego i socjopatycznego pracownika, który codziennie zaczepia go czując w Michaelu słabego przeciwnika. Twórca świetnie uchwycił te z pozoru nieistotne, małe zdarzenia dnia codziennego, dla jednych bolesne, innych zmusząjące do konfrontacji, a jeszcze innych zmuszające do zaplanowania dotkliwej zemsty.
fot. materiały prasowe
Czytaj także: 8 serialowych ekranizacji Stephena Kinga, które warto obejrzeć, jeśli lubisz mocne historie. Spodobają się nie tylko fanom horrorów
Michael unika relacji społecznych i wszelkiego zaangażowania. Sprawia wrażenie zamrożonego i wyłączonego z codzienności. Pracuje byle jak i byle jak żyje. Wydaje się, że na niczym mu już nie zależy. Zaginięcie partnerki było momentem zwrotnym w jego życiu. Bohater chce wierzyć, że Clea wróci. Nie zmienia nic w jej domu, który teraz zamieszkuje samotnie. Rzeczywistość jednak nie chce czekać, a otoczenie ma własne plany.
Twórca serialu, jak to Brytyjczycy szczególnie potrafią, uchwycił ból człowieka nie czyniąc przy tym wielkich gestów. Cierpienie bohatera pokazuje poprzez drobiazgi – wnętrze pokoju, gdzie cały czas panują święta Bożego Narodzenia, czas spędzany w domu, żelazną rutynę dnia podporządkowaną niezbędnym obowiązkom. Michael sprawia wrażenie oderwanego od tu i teraz, czas zatrzymał się dla niego siedem lat temu.
Brytyjczycy mają talent do opowiadania lekko o najtrudniejszych tematach. Innym serialem doskonale obrazującym proces żałoby jest „After Life” Ricky’ego Gervaisa. Gervais wciela się w głównego bohatera, Tony’ego Johnsona, dziennikarza pracującego w brytyjskim miasteczku gdzie życie płynie niespiesznie. Mimo że Michael z „Malutkich cudów” mieszka w Manchestrze, można porównać te postaci i ich otoczenie.
Tony jest wdowcem i podobnie jak Michael, nie potrafi pogodzić się ze stratą partnerki. Próbuje nawet targnąć się na własne życie. Nie może jak Michael mieć nadziei, że żona nagle stanie w progu ich wspólnego domu. Tony pracuje w lokalnej gazecie i właśnie praca oraz pies trzymają go w pionie przez większość czasu.
fot. materiały prasowe
Do jego codziennych rutyn, poza wizytą w redakcji i u chorego ojca, dołączają codzienne wizyty na cmentarzu gdzie poznaje inną wdowę, z którą rozmawia o tym, czego nie rozumie otoczenie. O dojmującym braku obecności najważniejszej dla niego osoby.
Żałoba po zmarłej żonie i po zaginięciu partnerki ma ten sam wymiar. Tony i Michael szukają ucieczki od bólu i usiłują odciąć się od świata zewnętrznego. Wszelkie aktywności społeczne ograniczają do minimum. Zarówno bohater „After Life”, jak i „Malutkich cudów” mają schorowanych ojców w domach opieki. Nie muszą zajmować się nimi całodobowo, ale codziennie ich odwiedzają i widzą jak z dnia na dzień seniorzy tracą kontakt z rzeczywistością. Doskonale odnajdują się w swojej przeszłości, ale często zapominają o bieżących wydarzeniach.
Starość i powolne wygaszania życiowych aktywności, to drugi duży temat wspominanych seriali. Zgromadzenie całego życiowego dorobku w pokoju domu opieki ma swój symboliczny wymiar. Zabieramy to, co dla nas najważniejsze. Najlepsze wspomnienia i symbole przeszłego życia. Listy, nagrody, odznaczenia, albo dowody miłości, życiowej satysfakcji.
Konkluzje brytyjskich twórców są podobne – nie ma cudownego środka na wyleczenie tęsknoty. Możemy jedynie oswoić ją w codzienności. Nie znaczy to, że z dnia na dzień przestaniemy ją odczuwać. Nikt nie może obiecać nam wyczekiwanego happy endu, ani że będziemy żyli długo i szczęśliwie.
fot. materiały prasowe
Zupełnie inaczej o śmierci i drodze bez wyjścia opowiada tegoroczny debiutant AppleTv, czyli komedia „Wdowia Zatoka”. Matthew Rhys (znany z serialu „Zawód: Amerykanin”) wcielił się w głównego bohatera, burmistrza z Nowej Anglii, Toma Loftisa. Tom desperacko walczy o to, żeby wyspę, gdzie rządzi, zaczęli odwiedzać turyści. Marzy, aby turystyka stała się głównym źródłem dochodu dla mieszkańców. Udaje mu się zaprosić dziennikarza z „New York Timesa”, którego artykuły sprawiały w przeszłości, że małe miejscowości zyskiwały ogromne zainteresowanie przyjezdnych.
Tom teoretycznie jest lokalsem, a trochę jednak obcym. Urodził się poza wyspą, ale miesza na niej od lat. Jednak lokalny przesąd mówi, że ten kto się na wyspie urodził, nigdy jej nie opuści. Bohater podskórnie czuje, że może to dotyczyć jego syna Evana, ale oficjalnie nie przyznaje się, że mógłby uwierzyć w miejscowe zabobony. Jest pragmatyczny, widzi potencjał w miasteczku, marzy aby zyskało drugie życie pod jego kierunkiem. Z czasem jednak okazuje się, że lokalne wierzenia to coś więcej niż tylko zwietrzały przesąd.
Loftis mierzy się z dwiema traumami. Przed laty stracił żonę, ale o powodach jej śmierci nie mówi synowi prawdy. Nastolatek z czasem sam zaczyna szukać informacji na temat matki.
Tom usiłuje chronić go przed brutalną prawdą, ale jak zwykle w takich sytuacjach bywa, tylko pogarsza sprawę. Śmierć żony odcisnęła na nim piętno, ale drugim lękiem, który narasta z roku na rok jest obawa o przyszłość syna. Czy rzeczywiście Evan nigdy nie będzie mógł opuścić wyspy chociaż bardzo tego pragnie?
„Wdowia Zatoka” w przewrotny sposób opowiada o lokalnej klątwie, ale między wierszami pokazuje, jak różne są oblicza żałoby i strachu o najbliższych. Tom może opuścić wyspę i zacząć nowe życie na lądzie. Być może dawno by to zrobił gdyby nie syn. Evan myśli już o swojej przyszłości i spragniony jest podróży, poznawania świata, ale być może podskórnie wie już, że to nie jest możliwe?
fot. materiały prasowe
Ostatni serial w naszym zestawieniu, opowiada o wielkiej podróży. I momencie, gdy wiesz, że nie wyruszysz już nigdzie więcej. „Kwestia seksu i śmierci” z Michelle Williams w roli głównej, to serial o odchodzeniu, ale i przyjaźni do grobowej deski. Zainspirowany losami Molly Kochan i jej przyjaciółki Nikki Boyer jest piękny w swojej prostocie i dosłowności.
Molly dowiaduje się, że jest w czwartym stadium raka. Wie, że nie zostało jej zbyt wiele czasu. Postanawia rozstać się z mężem i paradoksalnie, odzyskać kontrolę nad życiem. Rzuca się w wir seksualnych przygód, na które nigdy nie miała czasu, ani okazji. Chce eksplorować swoją cielesność póki może. Bohaterka czuje, że konwenanse nie mają teraz znaczenia. W końcu chce żyć prawdziwie, robić to na co ma ochotę. Wspiera ją w tym przyjaciółka Nikki (Jenny Slate).
Serial w niezwykle prawdziwy sposób opowiada o sile przyjaźni i determinacji oraz pragnieniu życia. Molly pragnie doświadczać, czuć, poznawać swoje ciało. Mimo że słabnie i z czasem ogranicza bohaterkę coraz bardziej, jest mu wdzięczna, że znosi jej kolejne pomysły i dzielnie towarzyszy w doli i niedoli.
To piękna opowieść o sile kobiecego ciała i wsparciu najbliższej osoby. Nie jest nią mąż, ani rodzice, tylko przyjaciółka. Nikki zawiesza swoje życie, plany i potrzeby, żeby towarzyszyć Molly w ostatnim okresie, tym lepszym i gorszym. „Kwestia seksu i śmierci” rozprawia się z wieloma mitami na temat śmierci człowieka. Dosłownie opowiada o każdym etapie odchodzenia i daje wgląd w sam proces fizjologiczny. To duża lekcja pokory wobec życia, ale także informacja dla widzów, żeby oswoili się i poznali każdy etap tak, aby towarzysząc w odchodzeniu kogoś bliskiego wiedzieli jak postępować.
Wszystkie omówiony wyżej tytuły w mądry i zniuansowany sposób opowiadają o kwestii dotyczącej każdego z nas.
fot. materiały prasowe