Moje marzenia o skutecznym „no make-up make-up” wreszcie się spełniły. Odkąd zostałam szczęśliwą posiadaczką najnowszego produktu marki MAC, czyli Studio Radiance Skin Tint Stick, nie przestaję słyszeć komplementów na temat mojej cery.
Nigdy nie sądziłam, że będę tą osobą. Tą, która – pytana ze zdumionym podziwem, czy robiła jakieś zabiegi kosmetologiczne – odrzuca nonszalancko włosy do tyłu i mówi: „No co ty! Po prostu piję dużo wody i dużo śpię”. I raczej nie będę, bo mówiąc szczerze, regularne wysypianie się to dla mnie rzecz nieosiągalna – ale nikt by tego nie zgadł, odkąd kilka tygodni temu do mojej ekspresowej rutyny makijażowej dodałam niepozorną hybrydę podkładu i serum w formie sztyftu.
MAC Studio Radiance Skin Tint Stick sprawił, że zrezygnowałam z podkładu
Według producenta Studio Radiance Skin Tint Stick to hybryda serum i lekkiego podkładu tonującego w sztyfcie. Formuła w 73 proc. składa się ze składników pielęgnacyjnych, wśród których MAC wymienia ekstrakty z nasion rzodkwi daikon i açaí, mające zmiękczać skórę. Marka obiecuje natychmiastowe nawilżenie oraz do 24 godzin komfortu i trwałości. Krycie jest delikatne i stopniowalne: sztyft wyrównuje koloryt, ale nie tworzy efektu maski, a skóra zyskuje naturalny, rozświetlony wygląd. Formuła ma być odporna na pot i wilgoć oraz nie osadzać się w załamaniach skóry, nie zbijać się i nie tworzyć „ciastka”.
Dla pełnej transparentności: dostałam ten kosmetyk na wydarzeniu z okazji jego premiery. Gdyby nie to, najprawdopodobniej nigdy bym się nie skusiła na samodzielny zakup – do tej pory byłam wierna klasycznym podkładom i sceptycznie traktowałam produkty, które mają zbyt wiele funkcji. Przetestowałam go któregoś dnia w dzień pracy zdalnej, nie wierząc, żeby realnie poprawił wygląd mojej skóry, ale lawina komplementów od mojej współlokatorki – a potem koleżanek napotkanych na pilatesie – sprawiła, że uważniej spojrzałam w lustro, i od tego momentu byłam już nawrócona.
Moja cera była promienna, koloryt wygładzony, a przy tym w ogóle nie było widać, że na twarzy mam jakikolwiek makijaż. Po prostu zdrowy „glow”, który sam z siebie zdarza się raz na trzy pełnie księżyca, kiedy kiedy akurat masz owulację i spałaś pełne osiem godzin.
(mat. prasowe)
Dla każdego, kto lubi efekt „twoja skóra, tylko lepsza” – czyli promiennej i wygładzonej cery, która zachowuje naturalną teksturę; dla fanek ekspresowego makijażu, który można wykonać palcami, i dla osób, które nie przepadają za uczuciem gęstego albo lepkiego makijażu na twarzy. Efekt można stopniować, ale trzeba się liczyć z tym, że krycie będzie szło w parze z rozświetleniem – jeśli masz bardzo tłustą cerę, radziłabym nałożyć cienką warstwę dla ogólnego wyrównania i w razie potrzeby punktowo użyć mocniej kryjącego korektora.
Tutaj muszę zaznaczyć, że wyjściowy stan mojej skóry jest całkiem niezły: nie licząc drobnych blizn potrądzikowych, delikatnych przebarwień i upartego zaczerwienienia pod nosem nie mam jej wiele do zarzucenia, ale zdecydowanie lepiej czuję się z lekkim makijażem, a skin tint zastąpił mi używany na co dzień podkład. Jeśli naprawdę mi się spieszy, używam go nawet pod oczami zamiast korektora – nie kamufluje cieni całkowicie, ale ładnie nawilża i rozświetla.
Jeśli szukasz czegoś o nieco innej formule – bardziej kryjącej czy matowej – albo po prostu budżetowego zamiennika, masz z czego wybierać.
SEPHORA COLLECTION Best Skin Ever, 79 zł
(mat. prasowe)
Sztyftowa wersja flagowego podkładu Sephory ma ultralekką kremową formułę, którą rozprowadzisz palcami albo pędzlem w ekspresowym tempie. Krycie jest od średniego do mocnego i budujesz je warstwami, a wykończenie pozostaje naturalne. Produkt nie zatyka porów i pasuje do każdego typu cery. Do wyboru jest 20 odcieni.
Milani Conceal + Perfect Foundation Stick, 85 zł w Douglas
(mat. prasowe)
Ten sztyft jest zdecydowanie mocniejszy niż skin tint od MAC. Kremowa formuła Milani daje pełne krycie i matowe wykończenie, które według producenta utrzymuje się nawet do 12 godzin. Podkład jest wodoodporny i dostępny w 20 odcieniach. Matowy finisz sprawdzi się raczej przy cerze mieszanej i tłustej, a sucha może woleć coś bardziej nawilżającego.
Gosh Copenhagen BB Stick, ok. 63 zł w Hebe
(mat. prasowe)
Wegański podkład BB w sztyfcie waży 9 g, więc bez trudu zmieści się w małej kosmetyczce. Krycie jest lekkie do średniego i możesz je budować. Kremowa formuła stapia się ze skórą, zostawia miękkie wykończenie „soft focus”, wyrównuje koloryt i nawilża, a do tego jest pozbawiona składników nadających zapach, więc wrażliwe nosy mogą być spokojne.
Artdeco Skin Perfecting Face Stick, ok. 50-80 zł
(mat. prasowe)
Jedwabisty sztyft z linii Your Skin Perfected działa jak podkład, korektor albo szybki „poprawiacz” w ciągu dnia. Wykończenie jest naturalnie matowe, z delikatnym blaskiem, a drobiny pudru wygładzają i rozmywają niedoskonałości. Krycie budujesz warstwami, a do wyboru jest sześć odcieni.