1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Żałoba nie przebiega tak, jak myśleliśmy. Psycholog wyjaśnia, dlaczego 5 etapów to mit

Żałoba nie przebiega tak, jak myśleliśmy. Psycholog wyjaśnia, dlaczego 5 etapów to mit

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Fot. Mark Gibson/Getty Images
Fot. Mark Gibson/Getty Images

Odsłuchaj artykuł

Patrycja Klikowska - Żałoba nie przebiega tak, jak myśleliśmy. Psycholog wyjaśnia, dlaczego 5 etapów to mit

00:00 11:33
15s
0,5 x
15s
Zaprzeczenie, gniew, targowanie się, depresja i akceptacja – ten model żałoby zna niemal każdy. Nie oznacza to jednak, że każdy przeżywa stratę w ten sam sposób. Amerykański psycholog David B. Feldman wyjaśnia, skąd wzięła się ta koncepcja i dlaczego przekonanie o jednym właściwym sposobie przeżywania żałoby może prowadzić do niepotrzebnego poczucia winy.

Spis treści:

  1. Pięć etapów żałoby. Skąd wzięła się ta teoria?
  2. Dlaczego pięć etapów żałoby to mit?
  3. Żałoba nie musi boleć bez przerwy. Dlaczego zaprzeczenie bywa naturalne?
  4. Po stracie możemy stracić wiarę
  5. Ile trwa żałoba? Psycholog wyjaśnia, dlaczego nie warto porównywać się z innymi
  6. Akceptacja straty nie oznacza, że przestajemy tęsknić

Kiedy tracimy kogoś bliskiego, próbujemy odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości. Jednego dnia możemy z trudem powstrzymywać łzy, drugiego zająć się codziennymi obowiązkami, a chwilę później poczuć dotkliwą tęsknotę. Zdarza się też, że po okresie względnego spokoju smutek powraca z siłą, której się nie spodziewaliśmy. Czy oznacza to, że nie radzimy sobie ze stratą?

Nie musi tak być. Jak zauważa David B. Feldman, profesor psychologii na Uniwersytecie Santa Clara, żałoba nie przebiega według jednego, uniwersalnego scenariusza. Choć koncepcja pięciu etapów żałoby na dobre zakorzeniła się w powszechnej świadomości, rzeczywiste doświadczenie straty jest znacznie bardziej złożone. Próba dopasowania własnych emocji do ustalonego schematu może zaś przynieść więcej szkody niż pożytku.

Pięć etapów żałoby. Skąd wzięła się ta teoria?

Zaprzeczenie, gniew, targowanie się, depresja i akceptacja – to pięć etapów najczęściej kojarzonych z żałobą. Ich autorką jest Elisabeth Kübler-Ross, szwajcarsko-amerykańska psychiatrka, która odegrała istotną rolę w zmianie społecznego podejścia do śmierci i umierania. Dzięki jej pracy łatwiej zaczęto rozmawiać o odchodzeniu, emocjach towarzyszących chorobie terminalnej i potrzebie wsparcia osób, które mierzą się z perspektywą własnej śmierci.

Jak przypomina profesor Feldman, pierwotnie model Kübler-Ross nie miał jednak opisywać doświadczeń osób, które straciły bliskich. Badaczka opracowała go, by przedstawić reakcje pacjentów próbujących pogodzić się z diagnozą nieuleczalnej choroby. Dopiero później pięć etapów zaczęto odnosić również do żałoby przeżywanej przez rodzinę i przyjaciół zmarłego. Z czasem koncepcja stała się tak popularna, że wiele osób zaczęło traktować ją jak uniwersalną instrukcję przechodzenia przez stratę. Problem polega na tym, że żałoba nie jest procesem, w którym każda osoba musi zaliczyć kolejne punkty w tej samej kolejności.

autopromocja
750x300_srodtekst_artykul.webp

Dlaczego pięć etapów żałoby to mit?

Jak wyjaśnia profesor Feldman, badania pokazują, że żałoba nie przebiega według ustalonego schematu. Nie każdy przechodzi przez wszystkie pięć etapów, a te, których doświadcza, nie muszą pojawiać się w określonej kolejności. Niektórzy odczuwają poszczególne emocje niemal jednocześnie, inni przechodzą przez nie stopniowo. Zdarza się też, że uczucia, które wydawały się już oswojone, powracają po pewnym czasie. Dlatego Feldman porównuje żałobę raczej do emocjonalnej rollercoastera niż do uporządkowanego ciągu etapów.

„Sama Kübler-Ross podkreślała, że żałoba nie przebiega w sposób liniowy i przewidywalny. Pod koniec swojej kariery przyznawała, że żałoba, którą opisała, została błędnie zrozumiana” – zaznacza ekspert.

To nieporozumienie może mieć przykre konsekwencje. Jeśli uznamy, że żałobę można przeżywać tylko w jeden sposób, łatwo zacząć oceniać własne reakcje jako niewłaściwe. Możemy zastanawiać się, dlaczego wciąż czujemy gniew, choć wydaje nam się, że powinniśmy już pogodzić się ze stratą, albo dlaczego nie płaczemy tak często, jak – naszym zdaniem – powinniśmy. Tymczasem brak określonych emocji nie świadczy automatycznie o braku miłości wobec zmarłego, a powracający smutek nie oznacza, że cofamy się w procesie żałoby. Nie ma też powodu, by porównywać własne doświadczenie z tym, jak radzą sobie inni.

Żałoba nie musi boleć bez przerwy. Dlaczego zaprzeczenie bywa naturalne?

Jedną z ważnych lekcji, które można wyciągnąć z koncepcji Kübler-Ross, jest zrozumienie roli zaprzeczenia. Na pierwszy rzut oka może się ono wydawać niezdrową reakcją. Przecież prędzej czy później trzeba zmierzyć się z rzeczywistością. Jak jednak zauważa Feldman, chwilowe odsunięcie od siebie trudnych emocji wcale nie musi być czymś szkodliwym. Psycholożka Ronnie Janoff-Bulman, zajmująca się traumą, wskazywała, że zaprzeczenie w umiarkowanym nasileniu może pełnić ochronną funkcję. Feldman opisuje je jako sposób, w jaki psychika stopniuje kontakt z bólem. Podobnie jak zbyt duża dawka leku może wywołać niepożądane skutki, tak nagłe i nieustanne konfrontowanie się z całą intensywnością straty może być przytłaczające.

Dlatego osoba w żałobie może potrzebować przerwy od własnego cierpienia. Obejrzenie filmu, rozmowa z przyjaciółką, spacer czy skupienie się na zwykłych obowiązkach nie muszą oznaczać ucieczki od rzeczywistości. Mogą dawać przestrzeń, by na chwilę odzyskać siły i wrócić do trudnych emocji wtedy, gdy będzie to możliwe.

„Zaprzeczenie staje się niezdrowe dopiero wtedy, gdy całkowicie zamyka nas na konfrontację ze stratą. W takich sytuacjach możemy nie być w stanie zmierzyć się z własną żałobą” – zwraca uwagę psycholog.

Żałoba wymaga zarówno przestrzeni na smutek, jak i przyzwolenia na chwile wytchnienia. Jedno nie wyklucza drugiego.

Po stracie możemy stracić wiarę

Śmierć bliskiej osoby może zachwiać przekonaniami, które dotąd dawały nam poczucie bezpieczeństwa. Zaczynamy się zastanawiać, dlaczego akurat nas to spotkało, dlaczego odeszła tak dobra osoba i jak to możliwe, że świat toczy się dalej, choć nasza rzeczywistość wywróciła się do góry nogami. Jak zauważa Feldman, wielu z nas wierzy, że dobro powinno być nagradzane, a zło karane. Utrata bliskiej osoby może jednak podważyć to przekonanie. Obok smutku pojawiają się wówczas gniew, poczucie niesprawiedliwości, a niekiedy także poczucie winy.

Możemy zadawać sobie pytania: „Czy mogłam zrobić coś inaczej?”, „Czy czegoś nie dopilnowałem?” albo „Gdybym postąpiła inaczej, może wszystko potoczyłoby się inaczej”. Niektórzy próbują również targować się z losem lub Bogiem, obiecując, że zmienią swoje postępowanie, jeśli tylko uda się odwrócić to, co się stało. Takie myśli mogą być próbą odnalezienia sensu w doświadczeniu, które trudno zrozumieć. Nie oznaczają jednak, że rzeczywiście ponosimy odpowiedzialność za śmierć bliskiej osoby.

„To naturalne, że w obliczu straty kogoś bliskiego zadajemy sobie pytania o sprawiedliwość. Ostatecznie jednak śmierć nie jest ani sprawiedliwa, ani niesprawiedliwa. Jest po prostu bolesną rzeczywistością, z którą musimy się zmierzyć” – podkreśla ekspert.

Strata może zachwiać również poczuciem własnej tożsamości, zwłaszcza gdy przez wiele lat nasze życie było silnie związane z drugą osobą. Po śmierci partnera, rodzica, rodzeństwa czy przyjaciela możemy zacząć się zastanawiać: „Kim teraz jestem?” i „Jak mam odnaleźć się w świecie bez tej osoby?”. Nie tracimy przecież wyłącznie czyjejś obecności. Znika również ważna relacja, a wraz z nią rola, jaką odgrywaliśmy w życiu tej osoby, i część wyobrażeń o własnej przyszłości.

Odnalezienie się w nowej rzeczywistości wymaga czasu. Profesor Feldman zwraca uwagę, że w tym okresie warto szukać oparcia w tym, co pozostało niezmienne: relacjach z innymi bliskimi, przyjaźniach i codziennych elementach życia, które nadal dają nam poczucie stabilności. Nie wypełnią one od razu pustki po stracie, ale mogą pomóc stopniowo odzyskać poczucie bezpieczeństwa i odnaleźć się w rzeczywistości, która już nigdy nie będzie taka sama.

Ile trwa żałoba? Psycholog wyjaśnia, dlaczego nie warto porównywać się z innymi

Jednym z trudniejszych aspektów żałoby jest niepewność co do tego, jak długo potrwa i kiedy ból stanie się mniej dotkliwy. Bliscy, chcąc nas pocieszyć, czasem dzielą się własnymi wyobrażeniami na temat tego, ile czasu potrzeba, by dojść do siebie. Jedni mówią o kilku tygodniach, inni o miesiącach, a jeszcze inni o latach. Choć takie opinie często wynikają z osobistych doświadczeń i dobrych intencji, nie powinny wyznaczać tempa, w jakim sami przeżywamy żałobę.

Jak podkreśla Feldman, każdy przeżywa stratę na swój sposób. U wielu osób najsilniejsze emocje, określane jako ostra żałoba, zaczynają słabnąć w ciągu kilku miesięcy. Nie oznacza to jednak, że jest to reguła, do której wszyscy powinni się stosować. Smutek i tęsknota mogą powracać nawet po latach, na przykład w rocznicę śmierci lub w innych momentach przypominających o zmarłej osobie.

„Żałoba jest bardzo osobistym doświadczeniem i każdy ma prawo przeżywać ją we własnym tempie” – przypomina psycholog.

Stopniowe łagodnienie bólu nie oznacza, że zapominamy o kimś, kto odszedł. Możemy nadal za nim tęsknić, a jednocześnie na nowo czerpać radość z życia i snuć plany na przyszłość. Psycholog podkreśla, że nie warto przyspieszać żałoby ani obwiniać się o to, że przeżywamy ją inaczej niż inni. Nie jest to wyścig, w którym trzeba dotrzeć do mety w określonym czasie, ani sprawdzian, który można zdać lub oblać.

Akceptacja straty nie oznacza, że przestajemy tęsknić

Akceptacja, ostatni z pięciu etapów w koncepcji Kübler-Ross, bywa utożsamiana z pogodzeniem się ze śmiercią bliskiej osoby i końcem cierpienia. Takie rozumienie może jednak prowadzić do nierealistycznych oczekiwań wobec siebie i własnych emocji. Jak wyjaśnia profesor Feldman, z czasem u wielu osób najsilniejsze emocje związane ze stratą stopniowo słabną. Nie oznacza to jednak, że tęsknota znika, a wspomnienia tracą znaczenie. Można nauczyć się żyć z nieobecnością bliskiej osoby, nie przestając za nią tęsknić.

Warto pamiętać o tym zwłaszcza wtedy, gdy żałoba wydaje się nie mieć końca. Przekonanie, że cierpienie już nigdy nie minie, może dodatkowo je pogłębiać. Pomocna bywa świadomość, że intensywność emocji może się zmieniać, nawet jeśli trudno nam w to uwierzyć w najtrudniejszych chwilach.

Nie chodzi o to, by przyspieszać żałobę ani wyznaczać sobie termin, do którego powinniśmy poczuć się lepiej. Ważne jest raczej, by nie dokładać sobie cierpienia, uznając własne reakcje za niewłaściwe tylko dlatego, że nie odpowiadają wyobrażeniom o tym, jak powinniśmy przeżywać stratę.

Artykuł opracowany na podstawie: David B. Feldman, „Why the Five Stages of Grief Are Wrong”, psychologytoday.com [dostęp: 30.10.2026]

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE