„Łatwiej otworzyć drzwi do lodówki niż do własnego życia”” – mówi psycholożka Elżbieta Lange w podcaście „Ciało obce”, który prowadzi Anna Augustyn-Protas. Za kompulsywnym podjadaniem, wieczornymi wizytami w lodówce i nieustanną walką o szczupłą sylwetkę może kryć się coś więcej niż brak silnej woli. Niewypowiedziany gniew, samotność, niezaspokojona potrzeba bliskości, a nawet lęk przed własną radością. Co się dzieje, kiedy jedzenie staje się sposobem na radzenie sobie z życiem, a ciało zaczyna opowiadać historię, której nie potrafimy wypowiedzieć na głos?
Od dziewczynek wciąż oczekuje się, że będą miłe, opanowane i bezproblemowe. Nie wypada podnosić głosu, trzaskać drzwiami ani otwarcie protestować. Lepiej ustąpić, przemilczeć, nie robić kłopotu. Złość? Najlepiej schować ją głęboko, żeby nikogo nie urazić. Problem w tym, że emocje nie znikają tylko dlatego, że nauczyłyśmy się ich nie pokazywać. W rozmowie z Anną Augustyn-Protas psycholożka Elżbieta Lange zwraca uwagę, że szczególnie kobiety mają trudność z przeżywaniem trudnych stanów, ponieważ od najmłodszych lat uczone są, by być grzeczne, a nie „histeryczne”.
Emocje nie są czymś, czym można dowolnie sterować za pomocą racjonalnych postanowień. Stanowią fizjologiczną reakcję na sytuację, w której się znajdujemy, i pomagają nam rozpoznać, czy nasze potrzeby oraz granice są respektowane. Złość może informować, że ktoś nas krzywdzi, ignoruje albo oczekuje od nas więcej, niż jesteśmy gotowe dać. Jeżeli jednak od dzieciństwa nie dostajemy przyzwolenia na jej wyrażanie, uczymy się odcinać od własnych sygnałów.
Lange nazywa taki stan „zapieczonym gniewem”. To złość, której nie rozpoznajemy albo której nie pozwalamy sobie przeżyć. Zdaniem psycholożki może ona znajdować ujście w relacji z jedzeniem. Pojawia się wtedy pytanie, czy za niektórymi nawykami żywieniowymi nie stoi wcale głód, lecz emocje, których nie umiemy nazwać.
Kiedy Anna Augustyn-Protas pyta, czy można przytyć ze złości, Lange odpowiada przewrotnie, że problemem może być właśnie złość nieprzeżyta. Nie chodzi o prostą zależność, w której gniew automatycznie przekłada się na dodatkowe kilogramy. Psycholożka zwraca uwagę na mechanizm tłumienia emocji i szukania sposobów, by poradzić sobie z napięciem, którego nie potrafimy rozładować w inny sposób.
Złość mobilizuje organizm do działania. Często odczuwamy ją w rękach, nogach czy okolicach miednicy, ponieważ wiąże się z impulsem, by tupnąć, uderzyć w stół, krzyknąć albo odejść. Kiedy nie możemy zareagować, napięcie pozostaje. Zamiast powiedzieć „nie zgadzam się”, zaciskamy zęby, uśmiechamy się i robimy swoje. Czasem kończy się to wybuchem, czasem skierowaniem agresji przeciwko sobie.
Lange opisuje dwa sposoby, w jakie może przejawiać się niewyrażona złość. Pierwszym jest autoagresja, która może wiązać się z zachowaniami szkodliwymi dla nas samych. Drugim – nadmiar gniewu, przez który łatwo tracimy panowanie nad reakcjami i zyskujemy opinię osób z krótkim lontem. Żaden z tych wariantów nie oznacza, że wystarczy wyrazić złość, by rozwiązać wszystkie problemy. Pokazuje jednak, jak ważne jest rozpoznawanie emocji, zanim przejmą kontrolę nad naszym zachowaniem.
Jedzenie ma nad nami pewną przewagę: jest dostępne niemal od ręki. Nie wymaga trudnej rozmowy, konfrontacji ani ryzyka, że ktoś nas odrzuci. Wystarczy otworzyć szafkę, sięgnąć po przekąskę i na chwilę poczuć ulgę. Jak wyjaśnia Lange, jedzenie może regulować emocje, ponieważ wiąże się z odczuwaniem przyjemności i pomaga na moment odsunąć od siebie nieprzyjemne stany.
Kłopot zaczyna się wtedy, gdy ten sposób radzenia sobie staje się podstawowym narzędziem regulacji napięcia. Początkowo wystarcza kostka czekolady, później potrzebujemy kilku, a w końcu cała tabliczka przestaje robić wrażenie. Mózg przyzwyczaja się do powtarzanego bodźca, a my coraz częściej szukamy szybkiej ulgi. W ten sposób jedzenie może stać się utrwalonym nawykiem, choć przyczyny, dla których w ogóle po nie sięgamy, bywają bardzo różne.
Psycholożka zwraca też uwagę na znaczenie samego żucia i chrupania. Jedzenie angażuje ciało, a intensywne doznania w obrębie jamy ustnej mogą dawać subiektywne poczucie rozładowania napięcia. Nie bez powodu w stresie zaciskamy szczęki, a niektórzy zgrzytają zębami. Chrupiemy chipsy, orzeszki czy krakersy i na chwilę robi nam się lżej. To jednak nie rozwiązuje problemu, który wywołał napięcie.
Zajadanie emocji nie jest zatem wyłącznie kwestią dyscypliny. Lange podkreśla, że jedzenie może uzależniać behawioralnie i nawykowo, ale czym innym jest sam utrwalony mechanizm, a czym innym historia, która do niego doprowadziła. Dla jednej osoby będzie to sposób na samotność, dla innej – na stres, tłumioną złość lub poczucie, że nie ma prawa odmówić innym pomocy.
Współczesność nie sprzyja wyciszeniu. Nieustanny strumień informacji, presja produktywności, nadmiar bodźców i konieczność pozostawania w gotowości sprawiają, że coraz trudniej znaleźć przestrzeń na odpoczynek. W zamian szukamy szybkich przyjemności, które pozwalają nam na moment zapomnieć o przeciążeniu.
Lange zauważa, że brakuje nam równowagi, regeneracji i relacji, które naprawdę nas karmią. Zamiast kolejnych impulsów stresowych potrzebujemy bezpieczeństwa, bliskości i kontaktu z drugim człowiekiem. W jej ujęciu współczesny problem z jedzeniem jest więc również problemem z tym, jak żyjemy i jak próbujemy radzić sobie z własnymi potrzebami.
Szczególnie wyraźnie widać to w podejściu do głodu. Zamiast wsłuchiwać się w sygnały ciała, zaczynamy nim zarządzać za pomocą zasad, zegarka i kolejnych poradników. Nie zjem teraz, bo jestem zajęta. Nie mogę, bo od poprzedniego posiłku nie minęły cztery godziny. Nie powinnam, bo przecież dopiero co jadłam. W ciągu dnia ignorujemy zmęczenie, napięcie i głód, a wieczorem trudno nam przestać podjadać.
Psycholożka zwraca uwagę, że relacja z jedzeniem nie zawsze dotyczy dziś fizycznego głodu. Często chodzi o smutek, przeciążenie i potrzebę ukojenia. Jeśli przez cały dzień nie mamy czasu, by rozpoznać własne potrzeby, trudno oczekiwać, że wieczorem nagle zaczniemy je rozumieć. Jedzenie staje się łatwo dostępnym sposobem na odzyskanie choćby namiastki komfortu.
Nie bez znaczenia jest samotność. Jak zauważa Lange, zamiast budować relacje z ludźmi, możemy próbować zastępować je relacją z jedzeniem. W końcu, jak głosi popularne powiedzenie, „czekolada nie pyta, czekolada rozumie”. Łatwiej otworzyć drzwi do lodówki niż do własnego życia, przyznać się do słabości czy poprosić kogoś o wsparcie. Talerz staje się wówczas zwierciadłem naszych czasów: pokazuje nie tylko to, co jemy, ale również to, czego nam brakuje.
Relacja z jedzeniem nie zaczyna się w dorosłości. Jej fundamenty powstają często wtedy, gdy jesteśmy dziećmi i dopiero uczymy się rozumieć własne potrzeby. Jedzenie może być wówczas wyrazem troski, bliskości i bezpieczeństwa. Może też stać się odpowiedzią na niemal każdy dyskomfort, niezależnie od tego, czy dziecko jest głodne, smutne, przestraszone, czy po prostu potrzebuje uwagi.
Lange zwraca uwagę na sytuacje, w których rodzice utożsamiają najedzenie z zaspokojeniem wszystkich potrzeb. Dziecko dostaje posiłek, choć tak naprawdę potrzebuje przytulenia, wysłuchania albo pomocy w poradzeniu sobie z emocjami. Jeśli taki wzorzec powtarza się przez lata, jedzenie może zacząć oznaczać coś więcej niż odżywianie. Staje się uniwersalną odpowiedzią na potrzeby, których nie potrafimy rozpoznać ani zakomunikować.
Psycholożka porusza również trudny temat tkanki tłuszczowej, która w niektórych indywidualnych historiach może być przeżywana jako nieuświadomiony „skafander bezpieczeństwa”. Tak może się dziać między innymi u osób, które doświadczyły przemocy seksualnej lub naruszenia własnych granic. Ciało i jego wygląd mogą wtedy nabierać znaczeń związanych z ochroną, dystansem i próbą odzyskania kontroli.
Nie oznacza to oczywiście, że nadmierna masa ciała zawsze ma takie podłoże ani że można odczytać czyjąś historię na podstawie sylwetki. Na wagę wpływa wiele czynników, a każda osoba ma własne doświadczenia. Warto jednak pamiętać, że próba zrozumienia relacji z jedzeniem wymaga czegoś więcej niż oceniania zawartości talerza. Potrzebna jest ciekawość wobec własnej historii, a nie kolejna porcja wstydu.
Jedzenie jest doświadczeniem bardzo intymnym. W rozmowie z Anną Augustyn-Protas Lange podkreśla, że wiąże się ono z przyjemnością, a spożywany pokarm pozostaje w ciele. W niektórych przypadkach jedzenie może również pełnić funkcję kompensacyjną, gdy brakuje nam bliskości lub satysfakcji w innych obszarach życia, także w sferze seksualnej.
Nie chodzi o to, by każde sięgnięcie po deser interpretować jako oznakę niezaspokojenia. Przyjemność z jedzenia jest naturalna, a wspólny posiłek może być ważnym elementem budowania więzi. Problem pojawia się wtedy, gdy jedzenie staje się jedynym dostępnym źródłem pocieszenia albo zastępuje nam kontakt, którego potrzebujemy, ale którego jednocześnie się obawiamy.
Co ciekawe, zajadać możemy nie tylko smutek, gniew czy lęk, lecz także radość. Lange przypomina, że jeśli w dzieciństwie słyszeliśmy, by nie cieszyć się zbyt głośno, nie przesadzać z entuzjazmem czy nie zachowywać się jak „głupi do sera”, mogliśmy nauczyć się hamować również pozytywne emocje. W dorosłości nawet przyjemne doświadczenia potrafią wtedy wywoływać napięcie. Nie umiemy swobodnie odczuwać radości, więc szukamy sposobu, by ją wyregulować.
To ważna perspektywa, bo pokazuje, że praca nad relacją z jedzeniem nie polega wyłącznie na ograniczaniu słodyczy czy pilnowaniu wielkości porcji. Czasem wymaga nauczenia się przeżywania całego spektrum emocji, również tych przyjemnych, bez potrzeby natychmiastowego ich tłumienia.
Jak rozpoznać, że sięganie po jedzenie jest sposobem radzenia sobie z emocjami, który wymknął się spod kontroli? Dlaczego czasem łatwiej zajrzeć do lodówki, niż zmierzyć się z własnymi emocjami? W nowym podcaście „Ciało obce” Anna Augustyn-Protas rozmawia z psycholożką Elżbietą Lange o jedzeniu, które staje się sposobem na radzenie sobie ze stresem, samotnością i niewyrażoną złością. Czy można przytyć z gniewu? Jak rozpoznać, że sięgamy po jedzenie nie z głodu, lecz z potrzeby ukojenia? I jak nauczyć się słuchać emocji, zamiast je zagłuszać? To rozmowa o relacji z ciałem, jedzeniem i samymi sobą, a także o odwadze stawiania granic i wyrażania tego, co naprawdę czujemy.