„Starość jest czasami traktowana jak choroba” – zauważa psycholożka Justyna Dąbrowska. W świecie, który gloryfikuje młodość, sprawność i nieustanną produktywność, ludzie starsi zbyt łatwo stają się niewidzialni. O tym, dlaczego boimy się starzenia, skąd bierze się społeczna niechęć do starości i co możemy dostrzec, gdy przestaniemy odwracać wzrok, rozmawiają w podcaście „Kultura i inne przyjemności” Zofii Fabjanowskiej Justyna Dąbrowska i Julia Rogowska, reżyserka filmu „Czas, który nie nadszedł”. Sponsorem odcinka jest Next Film jest dystrybutor filmu „Czas, który nie nadszedł".
Młodość stała się czymś więcej niż etapem życia. To dziś również obietnica atrakcyjności, niezależności i społecznej akceptacji. Z kolei starość, choć jest jednym z najbardziej naturalnych doświadczeń człowieka, wciąż bywa przedstawiana jako problem, któremu należy zaradzić. Wystarczy przyjrzeć się językowi, jakim o niej mówimy: staramy się ją opóźniać, ukrywać, zwalczać. Jakby upływ czasu był osobistą porażką, a nie wspólnym ludzkim losem.
W rozmowie z Zofią Fabjanowską, szefową działu Kultura Zwierciadła, psycholożka Justyna Dąbrowska zwraca uwagę, że niechęć do starości nie kończy się na deklaracjach czy estetycznych preferencjach. Może przekładać się na konkretne zachowania, wykluczenie i odbieranie starszym osobom prawa do zwyczajnego uczestniczenia w życiu społecznym. Dąbrowska przywołuje historię sprzed kilku lat, kiedy poszła z 90-letnią teściową do fryzjera. Na miejscu usłyszała od pracownicy salonu, że „takich, w domyśle, starych ludzi, nie obsługujemy”. Nie była to dyskretna uwaga wypowiedziana na osobności, ale komunikat przekazany publicznie, przy innych ludziach.
Ta sytuacja pokazuje, jak łatwo wiek może stać się podstawą wykluczenia. Starsza osoba przestaje być klientką, sąsiadką czy kobietą, która chce zadbać o siebie. Zostaje sprowadzona do kategorii, z którą ktoś nie chce mieć do czynienia. Dąbrowska zauważa, że w takim podejściu starość traktuje się jak coś, co należałoby wyeksportować – usunąć z pola widzenia, żeby nie zakłócało obrazu świata skoncentrowanego na młodości.
Właśnie takie mechanizmy interesują Julię Rogowską, reżyserkę filmu „Czas, który nie nadszedł”. Jak podkreśla twórczyni, nie jest to opowieść science fiction, lecz historia osadzona w rzeczywistości, tyle że pokazanej w krzywym zwierciadle. Ten zabieg pozwala przyjrzeć się znanym zjawiskom z innej perspektywy i zobaczyć wyraźniej to, co na co dzień łatwo zbagatelizować.
Nie trzeba futurystycznych technologii ani fantastycznych scenariuszy, żeby opowiedzieć o świecie, w którym wiek zaczyna wyznaczać granice społecznej akceptacji. Wystarczy przesunąć akcenty, wyostrzyć pewne tendencje i doprowadzić je do konsekwencji, o których zwykle nie chcemy myśleć. To, co w codziennym życiu uchodzi za niewinną uwagę, praktyczny wybór czy rozsądne rozwiązanie, w odpowiednim świetle może odsłonić znacznie bardziej niepokojący sens.
Rogowska zaznacza, że „Czas, który nie nadszedł” nie opowiada o odległej, abstrakcyjnej przyszłości. Jego punkt wyjścia tkwi w rzeczywistości, którą znamy. Dzięki temu film staje się nie tylko opowieścią o starzeniu, ale również zaproszeniem do przyjrzenia się własnym przekonaniom. Czy naprawdę akceptujemy starość, czy jedynie tolerujemy ją tak długo, jak nie wymaga od nas zmiany przyzwyczajeń? I co się dzieje, gdy człowiek przestaje pasować do wyobrażenia o tym, jak powinien wyglądać, funkcjonować i żyć?
Zdaniem Justyny Dąbrowskiej film pokazuje problem starości niczym szkło powiększające. Przyłożenie lupy do zjawisk obecnych wokół nas pozwala dostrzec ich skalę i konsekwencje. To ważne, bo ageizm, czyli dyskryminacja ze względu na wiek, nie zawsze przybiera postać otwartej wrogości. Często ukrywa się w pozornie neutralnych ocenach, protekcjonalnym tonie, wykluczających decyzjach albo przekonaniu, że starszy człowiek nie potrzebuje już tego samego co inni.
Problem zaczyna się wtedy, gdy wiek staje się ważniejszy niż osoba. Kiedy przestajemy pytać, czego ktoś chce, co lubi i jak zamierza spędzać czas, a zaczynamy decydować za niego, ponieważ uznajemy, że w pewnym wieku pewne rzeczy już nie przystoją, nie są potrzebne albo nie mają sensu. W takiej perspektywie starość nie jest kolejnym etapem życia, lecz społecznym wyrokiem, który ogranicza możliwość wyboru.
Szczególnie przewrotne jest to, że starsi ludzie bywają wykluczani w imię wygody młodszych. Ich obecność przypomina bowiem o przemijaniu, kruchości ciała i granicach kontroli. W kulturze, która zachęca do nieustannego poprawiania siebie, zarządzania własnym wizerunkiem i traktowania ciała jak projektu do realizacji, starość stawia niewygodne pytania. Czy wartość człowieka rzeczywiście zależy od jego sprawności? Czy godność można stracić wraz z samodzielnością? I dlaczego tak trudno uznać, że potrzebowanie pomocy nie odbiera nikomu prawa do szacunku?
Lęk przed starością nie bierze się wyłącznie z obawy przed zmarszczkami, utratą sił czy pogorszeniem zdrowia. Dotyczy także miejsca, jakie będziemy zajmować w świecie, kiedy przestaniemy spełniać jego wymagania. W społeczeństwie nastawionym na efektywność i tempo łatwo uwierzyć, że człowiek jest tyle wart, ile potrafi zrobić, osiągnąć, wyprodukować i zaoferować innym.
Starzenie się podważa tę logikę. Przypomina, że życie nie jest niekończącym się pasmem wzrostu, a człowieka nie da się sprowadzić do listy osiągnięć. Są etapy, w których zmieniają się możliwości, potrzeby i priorytety. Nie oznacza to jednak, że wraz z nimi znika ciekawość świata, potrzeba bliskości czy prawo do przyjemności.
W rozmowie pojawia się zatem pytanie o to, jaką pozycję przyznajemy starszym osobom i co właściwie oznacza dla nas dobre życie. Czy potrafimy myśleć o starości inaczej niż przez pryzmat strat? Czy dostrzegamy w niej także doświadczenie, relacje, wiedzę i możliwość dalszego uczestniczenia w kulturze? A może tak mocno przywiązaliśmy się do ideału wiecznej młodości, że trudno nam wyobrazić sobie siebie poza jego granicami?
Nie bez znaczenia jest również to, że starość często pozostaje abstrakcją, dopóki nie dotyczy kogoś bliskiego albo nas samych. Łatwiej mówić o niej w kategoriach kosztów, ograniczeń i problemów, niż zobaczyć konkretną osobę, która chce nadal decydować o sobie. Historia opowiedziana przez Dąbrowską pokazuje, jak szybko uprzedzenia mogą ujawnić się w zwyczajnej sytuacji, w miejscu, które powinno być dostępne dla każdego.
Film może zrobić coś, co nie zawsze udaje się publicystycznemu argumentowi: sprawić, że znany problem zaczyna uwierać. Zamiast podawać gotowe odpowiedzi, zmusza do konfrontacji z własnymi reakcjami. Krzywe zwierciadło, o którym mówi Julia Rogowska, nie musi przecież zniekształcać rzeczywistości tak bardzo, jak nam się wydaje. Niekiedy właśnie dzięki wyostrzeniu pewnych cech widzimy ją wyraźniej.
„Czas, który nie nadszedł”, dystrybuowany przez Next Film, staje się w tej rozmowie punktem wyjścia do szerszej refleksji o starzeniu, społecznych uprzedzeniach i granicach akceptacji. Nie chodzi jedynie o to, jak traktujemy osoby starsze, lecz także o to, jaką przyszłość wyobrażamy sobie dla siebie. Każdy z nas, jeśli będzie miał szczęście, kiedyś doświadczy starości. Tymczasem sposób, w jaki dziś urządzamy świat, może sprawić, że będziemy się jej obawiać nie tylko ze względu na zdrowie, ale również z powodu ryzyka odrzucenia.
Kultura ma szansę poszerzać perspektywę i przywracać widzialność tym, których zbyt łatwo pomijamy. Może pokazywać, że za kategorią wieku kryje się człowiek z własną historią, temperamentem, pragnieniami i prawem do obecności. Może też pomóc nam rozpoznać uprzedzenia, które w codziennym życiu uchodzą za oczywistość.
To pytanie brzmi prowokacyjnie, bo sugeruje, że starość powinna się z czegoś tłumaczyć. Jakby trzeba było uzasadnić jej miejsce w społeczeństwie, wykazać jej użyteczność albo udowodnić, że wciąż może coś wnieść. Tymczasem być może warto odwrócić perspektywę i zapytać, dlaczego tak trudno nam zaakceptować etap życia, który prędzej czy później stanie się udziałem wielu z nas.
Rozmowa Zofii Fabjanowskiej, Justyny Dąbrowskiej i Julii Rogowskiej dotyczy nie tylko ludzi starszych. Opowiada także o świecie, który tworzymy, o wartościach, jakie uznajemy za najważniejsze, i o tym, komu przyznajemy prawo do pełnego uczestnictwa w życiu społecznym. Jeśli godność zależy od wieku, urody czy sprawności, nikt nie może czuć się bezpiecznie na zawsze.
Może więc najważniejsza zmiana zaczyna się nie od wielkich deklaracji, ale od uważności na codzienność. Od tego, czy potrafimy dostrzec człowieka zamiast etykiety, nie zakładać z góry, czego potrzebuje, i nie traktować jego obecności jak kłopotu. Starość nie jest obcym elementem, który można usunąć z obrazu świata. Jest częścią życia, a sposób, w jaki ją przyjmujemy, mówi wiele o tym, jak rozumiemy człowieczeństwo.
O tych niewygodnych pytaniach, społecznych przyzwyczajeniach i znaczeniu kultury w przełamywaniu stereotypów rozmawiają w podcaście „Kultura i inne przyjemności” Zofia Fabjanowska, Justyna Dąbrowska i Julia Rogowska. Punktem wyjścia jest film „Czas, który nie nadszedł”, ale stawką tej rozmowy pozostaje coś znacznie większego: prawo do godnego życia w każdym wieku.
Sponsorem odcinka jest Next Film jest dystrybutor filmu „Czas, który nie nadszedł".