Gdzie kończy się tolerancja, a zaczyna przyzwolenie na naruszanie cudzych granic? Monika Sobień-Górska i Jacek Dubois rozmawiają o tym, dlaczego warto szanować odmienność, ale niekoniecznie godzić się na wszystko.
Felieton pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 09/2026. Lead pochodzi od redakcji.
Monika Sobień-Górska: Czy uważasz się za osobę tolerancyjną, Jacku?
Jacek Dubois: Tak, tolerancyjną dla inności, dla myślących inaczej. Wyobraź sobie, że idziesz na kolację, a tam wszyscy myślą tak samo – praktycznie nie ma dyskusji.
Wielokrotnie byłam w takiej sytuacji. Klasyczna bańka towarzyska. To znaczy jestem pewna, że są osoby, które w takich kręgach milczą, bo boją się wyrazić swoje prawdziwe zdanie, właśnie dlatego, żeby nie być uznanymi za nietolerancyjnych. Czyli w domyśle: zacofanych.
Dla mnie taka postawa to brak otwarcia na nowe. Zero poszerzania horyzontów. Oczywiście każda tolerancja ma granice i ta moja tolerancyjność zamyka się w zetknięciu z faszyzmem i innymi totalitarnymi doktrynami.
Ale kto te granice ustala? Każdy, kogo pytam, czy jest tolerancyjny, odpowiada: „Oczywiście!”. I zaraz dodaje, że tolerancja to wielka wartość dla ludzkości. Padają argumenty o różnorodności i ubogacaniu nią świata. Ale przejdźmy do życia. Dla jednego granica tolerancji kończy się tam, gdzie ktoś wierzy w innego boga, dla drugiego tam, gdzie sąsiad z bloku trzyma buty i ubrania na klatce schodowej.
To zróbmy sobie najprostszy test na tolerancję. Czy w swoim otoczeniu mamy ludzi myślących inaczej od nas? Czy potrafimy z nimi rozmawiać, czy jesteśmy w stanie uszanować ich odmienny punkt widzenia i nie obrażać się, gdy po rozmowie nie przyjmują naszego? Tylko że twoja inność nie powinna nikomu przeszkadzać. Nie będzie mi przeszkadzać, że sąsiedzi mówią w obcym języku ani że wyznają innych bogów, natomiast jeśli o szóstej rano będą używać megafonu do odprawiania jakichś rytuałów albo na balkonie będą trzymać meczącą kozę, to, sorry, nie ma to nic wspólnego z różnicami kulturowymi. To nieprzestrzeganie zasad obowiązujących dla danego miejsca.
Moja tolerancja kończy się tam, gdzie ktoś narusza prawo czy reguły, które są dla nas wspólne. Tylko znów pytanie, kto ma te nieprzekraczalne reguły ustalać? Każdy z nas myśli inaczej i dla każdego z nas te granice są w różnych punktach.
Dlatego w sytuacjach spornych rozstrzyga prawo, które jest realizowane wyrokami sądów. Wracając do twojego pytania – sądzę, że dużo zachowań ludzkich cię wkurza i próbujesz odnaleźć dla siebie owe granice tolerancji.
Ostatnio w samolocie, kiedy zwróciłam uwagę sześciolatkowi, który od kwadransa kopał w mój fotel, żeby tego nie robił, jego mama zapytała, czy próbowałam kiedyś być osobą tolerancyjną. Bo wtedy wiedziałabym, że „dzieci to po prostu dzieci” i mają prawo kopać dorosłym w fotel.
Przebywanie w trudnych warunkach to sytuacja, w której musimy z jednej strony dbać o to, by nie naruszać komfortu innych, a z drugiej strony być wyrozumiałym na zdarzenia, nad którymi nie można zapanować.
Dlatego mam zrozumienie dla płaczu dziecka, które się przestraszyło i nad którego strachem rodzice nie są w stanie zapanować, albo gdy dziecko biega po samolocie po kilku godzinach podróży. Ale złośliwe kopanie w fotel to sytuacja, w której nie mówimy o tolerancji tylko naruszeniu reguł.
Podobnie jest z imprezującym sąsiadem. Jeśli robi to raz w roku, zapowiadając, to po prostu kupujemy korki do uszu i dajemy się wybawić, bo w wyjątkowych wypadkach naruszanie naszej przestrzeni powinno być do zaakceptowania. Jeśli jednak taką imprezę robi co drugi dzień, to wzywamy policję. Znoszenie naruszania reguł nie ma nic wspólnego z tolerancją i jest zwykłą samoobroną przed agresorem.
Poza tym jeśli ktoś wie, że swoje potrzeby realizuje kosztem nas, to mamy tu przykład złej woli, której nie powinno się tolerować.
Właśnie. W tym incydencie w samolocie rodzice niewiele wiedzieli o zasadach savoir vivre’u, więc siłą rzeczy źle pojmowali zasady tolerancji. Dlatego warto poznać znaczenia pewnych słów, zanim zaczyna się ich używać.
Monika Sobień-Górska, dziennikarka, scenarzystka filmowa, autorka książek (najnowsza: „Rok, w którym szukałam sensu i ukojenia”). O życiu może rozmawiać godzinami. Na przykład z Jackiem Dubois.