1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Kobieta nie musi być opiekuńcza, a mężczyzna nie musi być wojownikiem. Jungowska teoria mówi o nas coś znacznie ciekawszego

Kobieta nie musi być opiekuńcza, a mężczyzna nie musi być wojownikiem. Jungowska teoria mówi o nas coś znacznie ciekawszego

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(Fot. traveler1116/Getty Images)
(Fot. traveler1116/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Aleksandra Nowakowska - Kobieta nie musi być opiekuńcza, a mężczyzna nie musi być wojownikiem. Jungowska teoria mówi o nas coś znacznie ciekawszego

00:00 20:14
15s
0,5 x
15s
Postacie animy oraz animusa mają źródło w psychice. Spotkać się z nimi, by odnaleźć własną tożsamość, możemy jedynie w plątaninie kłócących się ze sobą części, co oznacza zstępowanie w głębokie, nieświadome przestrzenie, a tam nic nie jest oczywiste – piszą Ann i Barry Ulanov, psychoanalityczka jungowska i literaturoznawca.

Spis treści:

  1. Anima i animus według Junga. Czym są archetypy kobiecości i męskości?
  2. Kobiecość i męskość a stereotypy płciowe. Co mówi psychologia jungowska?
  3. Dlaczego nie warto przypisywać kobietom i mężczyznom określonych cech?
  4. Jak anima i animus wpływają na nasze zachowania i relacje?
  5. Tożsamość płciowa i samopoznanie. Dlaczego nie jesteśmy niezmienni?
  6. Jak odkryć własną tożsamość? Anima, animus i droga do jaźni

Tekst pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 09/2026.

Dość to zaskakujące – nawet w kręgach psychologicznych nadal można usłyszeć, że kobieta ma mężczyźnie jasno komunikować i swoje uczucia, i że ma wyrzucić śmieci, bo on jest – zdaje się – skoncentrowany na czymś innym, na działaniu, genetycznie zaprogramowany, żeby upolować bizona, więc dość „prosto zbudowany”. A my, kobiety, jesteśmy tymi czującymi, wyposażonymi przez naturę w opiekuńczość i wysoce relacyjnymi. Odnoszę wrażenie, że doświadczanie kobiecości i męskości na przestrzeni czasu jednak się przetasowuje, a w swojej istocie zawsze było i jest niedookreślone.

Anima i animus według Junga. Czym są archetypy kobiecości i męskości?

Stereotypy oraz uproszczenia prowadzą do powierzchowności i rażą błędami poznawczymi, a za jednostronność – jak mówią jungiści – płacimy nerwicą. Również oni są zdania, że to w głębi mieszka uzdrawiająca boskość (duchowość), a to, co organizuje życie, skrywa się w nieświadomości, razem z archetypami, między innymi animą i animusem – odnoszącymi się do kobiecości i męskości.

Sam Jung pisał, że każda, nawet najlepiej argumentowana teoria z dziedziny psychologii, zakorzeniona jest w niepewnym gruncie. Opisywana przez nią bowiem teza zmienia się z czasem, podobnie jak osoba, która stara się wyciągnąć z niej wnioski.

Pojęcia i oddziaływanie animy i animusa przekształciły się nie tylko na poziomie indywidualnym, ale też zbiorowym, bo – jako archetypy – wykraczają poza ego, stawiając nam coraz to nowe wyzwania na szerszych płaszczyznach. To, co wydaje się zamknięte w czterech ścianach, jest równie prywatne, co należące do innych. „Nie możemy zwyczajnie oddalić od siebie obrazów animy i animusa, które pływają w podwodnych prądach życia społecznego i kulturowego lub wynurzają się, by stanąć z nami twarzą w twarz w prywatnym świecie naszych snów czy w intymnych spotkaniach natury seksualnej” – piszą psychoanalityczka jungowska i psychiatrka Ann Ulanov oraz profesor angielskiej literatury Barry Ulanov w książce „Transformująca seksualność. Archetypowy świat animy i animusa”. Na jej kartach podkreślają, że kobiecość i męskość w przeciwieństwie do stereotypów są płynne.

autopromocja
750x300_srodtekst_artykul.webp

„Cały nasz niepokój zbiera się w lęk związany z płcią. Czujemy się zdezorientowani, podekscytowani, wyzwoleni, wściekli, uwolnieni i swobodni dzięki odejściu dawnych stereotypów dotyczących płci i seksualności, ale też poważnie zmartwieni wyłanianiem się nowych. Ponownie obwieszcza się nam złożoność istoty ludzkiej, która nie pozwala zamrozić się w anatomicznych definicjach”.

Transformujące się wciąż anima i animus z warstw nieświadomych, jak zza kotary, pociągają za sznurki. Jesteśmy podatni na ich upodobania, zmagania, objawienia; przesycają naszą kreatywność i nadają energię patologiom. Panoszą się w związkach, mogą zakłócać i ułatwiać relacje z dziećmi, sąsiadami, postaciami ze snu, nawet instytucjami. Są stałymi motywami, które według Junga przemawiają do nas z wewnętrznej głębi oraz zewnętrznej oddali.

Kobiecość i męskość a stereotypy płciowe. Co mówi psychologia jungowska?

Ann i Barry Ulanov zauważają, że pomimo skłonności Junga do typologicznego redukcjonizmu teoria animy i animusa nigdy nie oznaczała list męskich oraz kobiecych cech. Co prawda językiem tych archetypów rozmawiamy o sposobach bycia obu płci, jednak żaden z nich nie jest wyłączną własnością mężczyzn czy kobiet. Niezaprzeczalnie kobiety mają dostęp do męskich cech i działania, jak również istnieje podobna kontrseksualność w mężczyznach, w których kobiecość, nieważne, jak skrupulatnie wypierana czy odrzucana, pojawia się wyraźnie. Dwoistość ta nie tworzy jednak z nas istot androgynicznych. Im więcej udaje się nam zrozumieć z obszaru animy i animusa, tym mężczyźni są bardziej męscy, a kobiety bardziej kobiece, bo nie tylko akceptują złożoność kontrastujących ze sobą tożsamości płciowych, ale też czerpią z niej przyjemność.

Z twórczości Junga możemy wnioskować, że animę łączył z eros, żyli z głębokim czuciem, instynktem i życiową energią, która łączy ludzi nie tylko w prokreacyjnym uścisku, a animusa – z logosem, czyli myśleniem, słowem, rozumem, ładem i sensem. Z wyizolowanych fragmentów jego tekstów może wyłonić się przekonanie, że kobiety miały potrzebować męskiego ducha jako przeciwwagi dla swojej receptywnej mentalności, a racjonalni, stojący po stronie świadomości i aktywności mężczyźni – zrównoważenia emocjonalnej, biernej animy.

Jung jednak przewidywał dynamizm archetypów i jego współcześni następcy dostrzegają, jak łatwo można animę i animusa postrzegać stereotypowo.

Archetypy te, jak każde inne, nie są z góry ustanowionym zestawem treści niezależnych od tego, gdzie, czy i w kim się pojawiają. Treści te są całkowicie indywidualne i – na co zwracają uwagę Ann i Barry Ulanov – nie pozwalają zredukować się do uprzedzeń kulturowych ani niczego, co przypominałoby seksizm. Każdy z nas nosi wewnętrzne zespolenie przeciwieństw, które nie ma nic wspólnego z uogólnieniami dotyczącymi mężczyzn i kobiet.

Dlaczego nie warto przypisywać kobietom i mężczyznom określonych cech?

Amerykańscy autorzy tłumaczą, że archetypy często są nośnikami wartości, lecz chodzi tu o wartości wyrastające z prawdy istnienia lub do niej dążące. Nie wypływają z tego, co uważa się za poprawne, powszechnie obowiązujące czy zdeterminowane biologią. Ann i Barry Ulanov odrzucają pozornie logiczne interpretacje archetypowych pozostałości widocznych w ludzkim zachowaniu – mężczyzna nie zapomni o rocznicy ślubu czy odgrzaniu obiadu dlatego, że jest mężczyzną, a kobieta nie rozpłacze się z bezsilności z racji tego, że jest kobietą. Takie uproszczenia wynikają z postrzegania pewnych ról, w którym archetypowe prawdy zostały zastąpione przez ekonomiczne, społeczne oraz seksistowskie powierzchowności.

Tymczasem – jak tłumaczą – jeżeli w świecie animy i animusa istnieje jakakolwiek typologia, jest ona oparta na zdrowym rozsądku: podziale na ojca, matkę, córkę, syna, brata, siostrę, męża, żonę. W tej przestrzeni odnajdujemy postaci z naszych snów: bohatera, bohaterkę, kochanka, przeciwnika, wcieloną boginię.

Są oni niczym postaci ze sztuki, a role, które zostały im przypisane, nie powinny zastąpić rozpoznania rzeczywistych osób, a jedynie połączyć nas z milionami ludzi, którzy odkrywali w przeszłości te role i pozostawili nam na ich temat wskazówki.

Autorzy namawiają, żeby wystrzegać się wszelkich seksualnych oraz płciowych opozycji, sprowadzających mężczyzn oraz kobiety do jednowymiarowych kategorii. Podają przykład irytującej tendencji do przypisywania kobietom intuicji czy przekonania, jakoby agresja przychodziła mężczyznom naturalnie w kontraście do kobiecych umiejętności mediatorskich. Według nich takie interpretacje są „równie nieakceptowalne, co przestarzałe”. Żadnego mężczyzny ani żadnej kobiety nigdy nie da się ująć w pojedynczej definicji. Nawet jeżeli staramy się określić istotę ludzką jako zbiór aspektów, nie będzie to zbiór stereotypowych ról płciowych.

Anima i animus istnieją zawsze we własnych mocno zindywidualizowanych strukturach. Przecież – czytamy w „Transformującej seksualności” – historia ludzkości dowodzi, że były w niej wojowniczki i łowczynie, bywali też karmiciele. Istnieli wystrojeni, łagodni, intuicyjni, pasywni mężczyźni, jak również brutalne, intelektualne, pewne siebie kobiety.

Uświadamiają, że „od zawsze wszyscy jesteśmy czasami mniej, a czasami bardziej, niż może się wydawać, zarówno mężczyznami, jak i kobietami, o wiele bardziej interesującymi w naszych złożonych archetypowych tożsamościach niż w uproszczonych stereotypowych redukcjach”.

W rozumieniu jungowskim anima i animus, kobiecość i męskość, wpływają na naszą tożsamość w sposób fundamentalny dla istnienia. Animę Ann i Barry Ulanov definiują trochę na nowo, nie odbiegając jednak daleko od Junga – postrzegają ją jako relację z życiem, życie niesione przez miłość oraz obdarzoną nim istotę. Animus, według autorów, opisuje racjonalną duszę istot ludzkich będącą kontrastem dla ciała, współdzieli znaczenia takich słów, jak: umysł, intelekt, siła woli, sumienie, świadomość, ale też wyobraźnia i czucie. Animus pozwala poznać prawdę, zgodnie z którą żyjemy, która przyspiesza nasze tętno i porusza serce. Anima jest seksualnością ożywioną przez połączenie z istnieniem.

Jak anima i animus wpływają na nasze zachowania i relacje?

Autorzy mają świadomość, że „dogadanie się” z własnymi animą i animusem jest wyzwaniem. Każdy z nas bowiem doświadczył chwil, gdy poczuł się wezwany do odpowiedzi na drugiego człowieka i był optymistycznie gotów na wszystko, ale powtórzył zgrany, często nieuświadomiony schemat. W toku życia przekopujemy się przez uzbieraną górę postaw – przykładowo kompulsywne przywiązanie do innych czy różne taktyki bierno-agresywne. Niby dążymy do realizacji tego, co oryginalne i świeże, jednak zbyt szybko odrzucamy to, z czym nie potrafimy sobie poradzić lub czego nie rozumiemy.

Chwytamy się emocji i zachowań, które odtwarzamy z marszu, i popadamy w schematy oraz reguły rządzące życiem społecznym czy seksualnym. To, co początkowo było zbiorem doświadczeń, staje się określonym sposobem bycia, jedynym słusznym, a związane z nim symbole męskości i kobiecości zastygają w sztywnych pozach.

Ann i Barry Ulanov piszą, że anima i animus są archetypami, z których możemy wyczytać wiele informacji o naszej przeszłości, ale i zobaczyć okruchy możliwości, które dopiero nadejdą: rozmaitych otwarć, zamknięć, dążeń, odłączeń. Odwoływanie się do animy i animusa nie ma na celu udzielenia rozstrzygających wyjaśnień, lecz ma doprowadzić do uchwycenia czegoś, co pachnie i smakuje domem – jak w swoim, nostalgicznym chwilami stylu pisał Jung. Jeśli struktura naszego ego jest wystarczająco stabilna, nasza autentyczność z kontakcie osobą, z którą wchodzimy w relację, staje się drogowskazem, jak mamy czuć się wolnymi, ale i zakorzenieniem. Pomagają w tym zintegrowane anima i animus.

Z książki dowiadujemy się, że archetypy te „są pomostem między ego, centrum naszej świadomej tożsamości, a jaźnią, będącą jądrem całej psychiki, zarówno świadomej, jak i nieświadomej. Anima i animus […] wciągają nas głębiej w życie, umożliwiają nam zmierzenie się z rzeczywistością. Pracują nad budową pomostu, za pośrednictwem którego treści jaźni mogą przemówić do ego, postawić przed nami pytania dotyczące samej egzystencji. […] Unoszą nas ku doświadczeniu jaźni, dzięki którym czujemy, że życie naprawdę warte jest przeżywania. […] Łączy nas wyzwanie, by połączyć te części siebie tak, aby stworzyć z nich rozpoznawalną dla nas osobę, która ma przed sobą pozytywne możliwości, jak i doświadczenie nieuniknionych trosk”.

Życie codziennie i praktyka kliniczna dostarczyły Ann i Barry’emu Ulanov przykładów interakcji animy z animusem, zarówno pomiędzy dwiema osobami, jak i we wnętrzu jednostki. Pewna kobieta wybucha gniewem, gdy mężczyzna, który chciał się z nią spotkać, zachowuje się, jak gdyby wymusiła na nim termin randki. Mężczyzna ten boi się wymagających kobiet, a ona właśnie taka się staje w jego oczach. Kiedy się spotykają, on wciąż narzeka na zmęczenie, na pracę, a później oskarża ją o zatwardziałość serca, gdy nie okazuje mu współczucia. Ostatecznie kobiecie udaje się zaakceptować własny gniew oraz fakt, że jego źródłem było nie zachowanie mężczyzny, ale jej własne postępowanie. „Moglibyśmy mnożyć takie przykłady w każdym gabinecie psychoanalizy, nie tylko jungowskiej” – pisze para Ulanov i przytacza historię archetypowego snu klientki:

„Spójrzmy na zdumiewający przykład kobiety, której przyśniła się męska postać wyłaniająca się z głębokiej wody po połowie ryb, niosąca lek na nieuleczalną dotąd chorobę. […] Mężczyzna pocałował śniącą, obiecując, że będzie ją kochał po wsze czasy. Postać ta symbolizowała animusa, otwierającego kobietę na samo uleczenie. To właśnie poprzez wewnętrzne połączenie z tym, co nas leczy i kocha, uzdrowienie może wyłonić się w świecie zewnętrznym”.

Tożsamość płciowa i samopoznanie. Dlaczego nie jesteśmy niezmienni?

Jednak – ostrzegają amerykańscy autorzy – teoria animy i animusa może być wykorzystywana niezgodnie z jej przeznaczeniem. Może sprawić, że zapragniemy przeobrażać kobiety w boginie, a mężczyzn w bogów, zakleszczając się w stereotypowe ograniczenia.

W książce „Transformująca seksualność” czytamy, że potrzebujemy wykroczyć poza wspomnienia własne i opowieści oraz doświadczenia bliskich, by dotknąć obiektywnej psyche leżącej u korzeni ludzkiego życia. Warto przyjąć jako fakt, że nasza tożsamość nie jest stałym tworem, ale nie jest też dziełem przypadku, chociaż nie można przewidzieć jej rozwoju. Pewne jej fragmenty niezaprzeczalnie istnieją: ciało, wrodzone talenty, tacy, a nie inni rodzice, światy osiedlowych budynków, jeziora, w których się kąpaliśmy jako dzieci, wystroje pomieszczeń. Budujemy z tych puzzli to, kim się stajemy, składamy je w jedno, a potem pozwalamy, by się rozpadły.

Dla większości z nas tożsamość oznacza to, co wiemy – lub wydaje nam się, że wiemy na temat naszej pozornie stabilnej osoby. Trzymamy się pewnego zespołu cech utrzymujących się od początku naszej świadomości, który odwiecznie jest powiązany z kobiecością i męskością. Po drodze pomagamy sobie i wzajemnie się ranimy, bo współdzielimy rzeczywistość zewnętrzną i wewnętrzną.

Poszukujemy w sobie i w innych jakichś elementów, które umożliwią nam rozpoznanie znanego kawałka: konkretnego gestu, tembru głosu, nietypowej budowy ciała. Rzecz w tym – uświadamiają Ann i Barry Ulanov – że postępujemy z tymi aspektami jak z tatuażem czy kartoteką dentystyczną, naiwnie zakładając, że są obiektywną prawdą i że się nie zmienią.

Rdzenną tożsamość często identyfikujemy z tożsamością płciową. Jest ona naszą stałością, aparatem oceny, dowodem istnienia. Dobrze, jeśli w toku życia zorientujemy się, że nie jest to tak oczywiste, jak się wydaje. Przemiany, które atakują tę centralną stałość – wynikające z ciągłych spotkań, sojuszy i walk, a odbywające się przy wstawiennictwie animy i animusa – wyłaniają pełnię bycia mężczyzną lub kobietą. Jako nacechowane seksualnie istoty rejestrujemy odczucia, całe ich wachlarze, odnotowujemy reakcje, przypuszczenia i przemyślenia, jakie wypływają z naszych związków, snów, fantazji, frustracji, poczucia satysfakcji – i to nas kształtuje wciąż od nowa i pozwala rozpoznawać siebie jako unikalną osobę.

Jak odkryć własną tożsamość? Anima, animus i droga do jaźni

Tożsamość – jak obrazowo wyjaśniają Ann i Barry Ulanov – jest niczym centrum sortownicze, gdzie nawarstwia się ego i gdzie ma szansę rozwijać się jaźń. W tej podróży czeka nas cierpienie ego, by dotrzeć do jaźni, czyli miejsca odznaczającego się własnymi wymogami i celami, dalekimi od ról i innych usztywnień i ułatwień. Słowo „jaźń” dla Junga było uhonorowaniem tajemnicy, którą jesteśmy. Określał tę przestrzeń jako nieświadomy świat psychiki, miejsce, w którym objawia się żywy duch, będący czymś więcej niż człowiekiem. Anima i animus prowadzą, wręcz wloką nas na spotkanie twarzą twarz z tym duchem. Ego widzi te archetypy jako postacie znajome i obce jednocześnie. Tak też widzimy człowieka, do którego się zbliżamy.

Ann i Barry Ulanov z naciskiem powtarzają, że nasze starania na drodze samopoznania nie są wyizolowaną, indywidualną podróżą. Jesteśmy intymnie powiązani z innymi ludźmi, również poprzez archetypy.

Kobieta może odczuwać połączenie z innymi kobietami oraz doświadczeniem kobiecości, lecz także identyfikować się z męskim punktem widzenia, niemal zakładać męską skórę. W jungowskim rozumieniu relacji duchowość może poszerzać nasze spojrzenie na seksualność, jeśli będziemy spoglądać na wszelkie rodzaje związków w sposób szeroki, elastyczny oraz kontemplacyjny.

Według autorów książki najlepsze tłumaczenie słowa „arche” i – co za tym idzie – słowa „archetyp”, wywodzi się od pojęcia apeiron autorstwa Anaksymandra z Miletu. Filozof ten uważał, że apeiron jest główną zasadą i źródłem wszechrzeczy, nie jest możliwe zredukowanie go do któregokolwiek z żywiołów. Jest początkiem i końcem wszystkiego, jest zatem tym, co nieograniczone. Według takiego światopoglądu pochodzimy z bezgraniczności, z nieskończoności. Taka jest również struktura archetypów metafizyki jungowskiej; i do tego odwołujemy się, podróżując po moście animy i animusa.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE