1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Im bardziej rozwijaliśmy rozum, tym bardziej traciliśmy kontakt z naturą? Psychoanalityk: „Doszliśmy do punktu granicznego”

Im bardziej rozwijaliśmy rozum, tym bardziej traciliśmy kontakt z naturą? Psychoanalityk: „Doszliśmy do punktu granicznego”

(Fot. Igor Ustynskyy/Getty Images)
(Fot. Igor Ustynskyy/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Aleksandra Nowakowska - Im bardziej rozwijaliśmy rozum, tym bardziej traciliśmy kontakt z naturą? Psychoanalityk: „Doszliśmy do punktu granicznego”

00:00 16:26
15s
0,5 x
15s
W tym, że postrzegamy siły natury jako coś wstecznego, jungista Jerome S. Bernstein, widzi brak szacunku, który doprowadził do globalnego kryzysu klimatycznego. Psychoanalityk jungowski i tłumacz Tomasz J. Jasiński zwraca uwagę, jak wiele straciliśmy, negując poczucie tożsamości z przyrodą charakterystyczne dla kultur plemiennych.

Spis treści:

  1. Czym jest natura? Słowo o wielu znaczeniach
  2. Bernstein o tym, jak człowiek oddzielił się od natury
  3. Psychoanalityk: „Bernstein dobitnie pokazuje, jak nasza rzeczywistość przesunęła się w kierunku głowy”
  4. Człowiek zachodni i oderwanie od korzeni
  5. Magia natury kontra racjonalność Zachodu
  • Współczesny człowiek Zachodu siły natury postrzega jako coś wstecznego. Coś, co dawno zostawił za sobą – zauważa Tomasz J. Jasiński, psychoanalityk jungowski.
  • Dlaczego utrata więzi z naturą może mieć dla ludzkości poważne konsekwencje? Czy racjonalne ego doprowadziło człowieka do psychicznego, a świat – ekologicznego – kryzysu?
  • Tomasz J. Jasiński przybliża koncepcję Jerome'a S. Bernsteina dotyczącą tego, jak człowiek Zachodu oddzielił się od swoich naturalnych korzeni.
  • Psychoanalityk jungowski wspomina nie tylko o konsekwencjach dla ludzi, ale i przyrody.

Artykuł ukazał się w magazynie „Sens” 01/2026.

Czym jest natura? Słowo o wielu znaczeniach

Aleksandra Nowakowska: Opłakany stan naszej planety – patrząc z perspektywy ekologicznej – skłania do zastanowienia się nad tym, jak długo nasz gatunek przetrwa. Pisze o tym w książce „Życie na pograniczu” Jerome S. Bernstein, wskazując jako przyczynę kryzysu rozwój wyspecjalizowanego zachodniego ego, które wynosi rozum ponad wszystko inne. Z jednej strony dało to rozwój nauki, technologii, demokracji czy kapitalizmu, ale z drugiej – spowodowało oderwanie od natury. Czym w tym rozumieniu ona jest? Czy tylko przyrodą?

Tomasz J. Jasiński: Procesy cywilizacyjne okazały się tak ekspansywne, że wraz z końcem XX wieku spowodowały, iż ego zapanowało praktycznie nad wszystkim, co chodzi po powierzchni ziemi; jak na ironię wraz z człowiekiem, który – można powiedzieć – wpadł we własne sidła i płaci wysoką cenę za oddzielenie się od natury.

Słowo „natura” jest wieloznaczne. Przede wszystkim kojarzy się z przyrodą. Jednocześnie, gdy się nad nim zastanowić, punktem zaczepienia jest coś, co mnie kojarzy się z cielesnością – ale nie tylko z fizycznością, lecz z organicznością, czymś przyrodzonym.

Jest to bliskie naturalności w znaczeniu pierwotnym – w takim, że to, co naturalne, nie jest wytworem technologii. Jerome S. Bernstein pisze o naturze w sposób, który można porównać z koncepcją animistyczną. Według niej właściwie każdy element świata jest ożywiony – nie tylko fauna czy flora, ale także minerały, w ogóle ziemia. Każda cząstka ziemi jest obdarzona rodzajem energii, którą my byśmy nazwali energią życiową, a przykładowo członkowie plemienia Nawahów powiedzieliby, że wszystko, co nas otacza, ma swój aspekt duchowy, ducha natury.

Bernstein o tym, jak człowiek oddzielił się od natury

Bernstein pisze też o oderwaniu od natury w kontekście psychiki, mającej swój element świadomy, który jest realizowany i rozwija się poprzez nas jako jednostki, ale ma też poziom, na którym nie ma rozróżnienia na pojedyncze osoby, i psychika jest całością. W rozumieniu jungowskim tak rozumiana psychika to natura. Sam Jung pisał, że psychika jest częścią natury, zresztą tak samo jak rzeczywistość fizyczna. Oddzielenie się od natury możemy zatem rozumieć również jako oddzielenie się od części nieświadomej naszej psychiki?

Jako oddzielenie się od psychiki jako całości. Ego i świadomość, specjalizując się coraz bardziej i rozwijając się w kierunku poszerzenia siebie – co jest procesem nieuniknionym – zostawia za sobą wszystko to, co się w nim nie mieści, czyli cały ogromny obszar psychiki: ponadindywidualny i transracjonalny.

Ponieważ psychika jest częścią natury, nie jest ona jedynie pochodną aktywności mózgu i jego zdolności poznawczych. Zauważając, że pewne nurty psychologii czy psychiatrii utożsamiają psychikę z mózgiem i układem nerwowym, Jerome S. Bernstein pisze, że mózg można postrzegać jak odbiornik radiowy, zaś psychikę jako wszystko, co się przez ten odbiornik transmituje. Można zatem powiedzieć, że mózg jest narzędziem dla psychiki, która przez niego przepływa. Bez kontaktu z całością psychiki transmitowane audycje będą jak gdyby nienaturalne.

Bernstein odwołuje się do tego, że mająca długą historię zagadka związku między ciałem a psychiką pozostaje na gruncie naukowym nierozwiązana.

Wciąż mówimy więc o wzajemnych powiązaniach, lecz nie możemy z całą pewnością stwierdzić, że jedno jest pochodną drugiego. Dlatego używamy pojęcia „psychosomatyka”.

Psychoanalityk: „Bernstein dobitnie pokazuje, jak nasza rzeczywistość przesunęła się w kierunku głowy”

W kontekście naszej obecnej relacji z naturą Bernstein odwołuje się do Księgi Rodzaju, w której zostało napisane, żeby człowiek „zapanował nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi”. Uważa, że wciąż znajdujemy się pod wpływem tej „archaicznej biblijnej dyrektywy”, która odseparowała nas od natury.

Alegorią oddzielenia się od natury jest też starotestamentowa historia o wygnaniu z raju, rozumianego jako świat naturalny. Oddalenie się od niego jest konsekwencją zerwania owocu z drzewa poznania, czyli rozwoju świadomości.

Bernstein, odwołując się do Starego Testamentu, nie uprawia teologii, tylko zaprasza, żeby popatrzeć na te opowieści jak na mity, bez zastanawiania się, czy to prawda, czy to nieprawda, cokolwiek miałoby to znaczyć. Według niego, i jest to perspektywa psychologiczna, Księgę Rodzaju warto rozpatrywać jako określoną narrację opowiadającą o rozwoju świadomości, która dotyczy gatunku ludzkiego i ma konkretne konsekwencje. Bernstein za Jungiem wnioskował, że jeśli człowiek, jak czytamy w Starym Testamencie, został stworzony na podobieństwo Boga, to ten ostatni nie może już być „utożsamiany z krowami, wężami, krokodylami czy też z ogniem, drzewami albo innymi aspektami przyrody”.

Bóg doświadczany w sposób antropomorficzny oraz podobny mu człowiek stali się odrębni od natury. Idąc za tym myśleniem – odtąd Bóg do własnego istnienia potrzebuje miejsca w ludzkim umyśle. Człowiek mógł w niego wierzyć lub nie, Bóg stał się poglądem, nie faktem.

Pojawił się koncept, który wiąże się bardziej z intelektem niż z tym rodzajem czucia, które jest czymś cielesnym i zmysłowym. Można by to porównać do różnicy między sytuacją pójścia do lasu i obcowania z drzewem a czytaniem rozprawy dendrologa na temat tego, jak to drzewo jest sklasyfikowane wobec innych drzew i gatunku ludzkiego. Bernstein dobitnie pokazuje, jak nasza rzeczywistość przesunęła się w kierunku głowy.

Pisze, że nowe ego poświęciło stan jedności z naturą na rzecz refleksyjnej, zmentalizowanej, oddzielonej od natury świadomości.

Mentalizacja jest nieprzypadkowym słowem, jest to termin z psychologii rozwojowej. Mówi się o zdolności do mentalizacji jako jednym ze wskaźników dojrzałości struktury psychicznej. Co ciekawe, używa się tego terminu, szacując dojrzałość psychiki. Bernstein natomiast pokazał inną stronę mentalizacji – związaną z utratą.

Podobnie szwajcarski psychoanalityk i naukowiec Daniel Stern pisał, że zanim dziecko zacznie mówić, doświadcza świata jako pierwotnej totalności, jedności wszystkich zmysłów i władz poznawczych, będąc jakby w jednym wielkim konglomeracie percepcji.

A potem pojawia się język, który – niosąc niesamowite możliwości komunikacji i rozwoju – jest jednocześnie, jak powiada Stern, mieczem obosiecznym, ponieważ rozcina różne fragmenty poznania, pozostawiając oddzielone to, co nie mieści się w sferze nazywania.

Człowiek zachodni i oderwanie od korzeni

Cechą zachodniego ego jest świadomość skoncentrowana, umysłowa, kategoryczna, oddana linearnej koncepcji czasu. Po drodze jej bardziej ze słyszeniem niż słuchaniem, przedkłada abstrakcję nad bezpośredniość oraz złożoność nad prostotę. Zupełnie inne są prawa natury.

Jung twierdził, że z perspektywy całej historii rozwoju naszego gatunku osiągnięcie świadomości jest wciąż bardzo nowe. Między innymi dlatego w naturze ego leży niepewność co do własnej trwałości. Łatwo ulega ono przytłoczeniu przez coś, co pochodzi spoza ego, z obszaru pozaindywidualnego, nieświadomego, nienazwanego. Pojawia się lęk przed pochłonięciem. Swoista odraza wobec tych sił rozumianych jako natura, według Bernsteina, zaowocowała kompleksem fragmentacji. To uczucie dezintegracji wobec sił, których nie da się wyjaśnić i zracjonalizować. Stąd w historii mamy takie wydarzenia jak palenie heretyków i czarownic na stosach, a nawet – według Bernsteina – kolonializm.

Siły, z którymi nie radzi sobie ego, były niszczone, bo ono samo boi się zniszczenia. Przyrodzone jakości i cechy natury, jako niezrozumiałe, są dla niego tak bardzo przerażające, że dąży do ich unicestwienia.

Trzeba dodać, że mówimy tu o mechanizmach nieświadomych, a więc operujących poza poziomem świadomej refleksji. Z punktu widzenia codziennej rzeczywistości są one, by tak rzec – niewidoczne. Ego doświadcza jednak ich skutków na poziomie emocjonalnym. Wiemy zaś, że emocje są ściśle powiązane z motywacją i sposobem, w jaki działamy. Jednym ze znaczeń tego kompleksu fragmentacji jest strach przed rozpadem, nieustannie towarzyszący ego, które z tego powodu ma zewnętrzną orientację – pozycjonuje się wobec tego, co nie jest nim i czego nie rozumie – i stara się to zwalczać.

Bernstein sporo miejsca poświęca tematowi oddzielania się człowieka zachodniego od plemiennych korzeni, który następował wraz z rozwojem racjonalizmu. W trakcie tego procesu dla rozrastającego się ego natura stała się wrogiem, którego należy pokonać, czyli wyeksploatować. Według jungisty „żywa, magiczna, święta natura” nie mogła zostać uznana jako rzeczywistość równie potężna jak ego, dlatego zachodnia cywilizacja niszczyła rdzenną ludność i jej kulturę.

Bernstein pokazuje, że w wyniku rozrostu ego doszło do przerostu specjalizacji – termin ten został zaczerpnięty od Darwina. Innymi słowy, z miejsca, w którym racjonalizm był niezbędny i korzystny dla nas jako ludzi, doszliśmy do miejsca, w którym sami dla siebie i dla naszej planety staliśmy się zagrożeniem. Ten przerost jest więc pewnego rodzaju wynaturzeniem. Pierwotna funkcja obraca się we własne przeciwieństwo, co na gruncie „mechaniki psychicznej” określa się terminem „enancjodromia”, który oznacza przechodzenie rzeczy skrajnych we własne przeciwieństwo.

Ciekawe jest u Bernsteina porównanie do kultur rodzimych, odnoszących się do żywego wszechświata, do zachodnich naukowców, redukujących obiekty ożywione czy nieożywione do przedmiotów, którymi można sterować, kontrolować je i niszczyć. Dla nas świat przyrody jest martwy, skoro nie ma umiejętności odczuwania i komunikowania. My jedynie obserwujemy naturę, nie uczestniczymy w niej, cywilizacyjnie nie szanujemy innych form życia poza własną.

Jednocześnie Bernstein pisze, że to uprzedmiotowienie jest zabiegiem, który pozwala nam mieć poczucie panowania nad naturą. Inny jungista, James Hillman, kiedyś powiedział, że zdefiniowaliśmy świadomość według własnego rozumienia, w związku z czym możemy sobie z całą resztą świata zrobić, co nam się podoba, bo według nas nie jest świadoma. Przypomina mi to sławetną anegdotę o akademickiej definicji inteligencji. Otóż według psychologii akademickiej inteligencja jest tym, co mierzą testy inteligencji – jest to w istocie rodzaj błędnego koła.

Według Bernsteina razem z odejściem od takiej obecności w świecie, jaka charakteryzowała kultury rodzime, wiele straciliśmy.

Na przykład określone techniki i sposoby leczenia oparte na magii, a wraz z nimi pewien rodzaj psychicznych i mentalnych procesów oraz sposobów istnienia. Dziś większość z nas nie zna różnych form intuicji, nie potrafi wykorzystywać świadomości ciała do ujmowania informacji ze środowiska, żeby komunikować się pomiędzy jednostkami i grupami oraz zwierzętami i innymi istotami.

Magia natury kontra racjonalność Zachodu

Z książki „Życie na pograniczu” dowiadujemy się, że magia jest umiejętnością zawieszenia rozumu i odwołania się do przyrodzonej siły natury w celu jej użycia w określonym kontekście. Widać to w działaniu każdego plemiennego uzdrowiciela.

Pytanie, co się stanie, jeśli zarówno rozum, jak i natura zostaną wykorzystane wspólnie tak, by się wzmacniały, zamiast ze sobą kolidować. I czy można sobie wyobrazić tego rodzaju sytuację, w której zachodnie ego także wnosi coś niezastąpionego w świat natury. My siły natury postrzegamy jako coś wstecznego, coś, co należy do jakiegoś etapu, który już zostawiliśmy za sobą.

Według Bernsteina ten brak szacunku do natury jest powodem kryzysu klimatycznego w globalnym znaczeniu.

Przy czym nie chodzi o to, żebym na przykład pracując w swoim gabinecie, śpiewał pacjentom pieśni Nawahów. Nie ma ani potrzeby, ani możliwości odrzucenia całej zdobyczy cywilizacyjnej, ponieważ nawet gdybyśmy chcieli, to nie unikniemy tego, kim jesteśmy jako ludzie cywilizacji zachodniej. Chodzi bardziej o to, żeby otworzyć się na ten wymiar doświadczenia, który jest dostępny dla rodzimych kultur – partycypacyjnego, mistycznego – zamiast jednoznacznie kategoryzować je przy użyciu naszych racjonalnych standardów.

Bernstein pisze, że potrzebujemy wrócić do przeżywania tożsamości ze światem, otworzyć się na te wymiary doświadczenia natury, od których odcięliśmy się w tym naszym jednostronnym rozwoju świadomości.

Cały czas, tak jak Darwin, przeżywamy świat zgodnie z XIX-wiecznym materialistyczno-pozytywistycznym mitem. Nasze życie organizuje wciąż fantazja o wiecznym rozwoju. Doszliśmy jednocześnie do jakiegoś punktu granicznego. Wydaje się, że zmiana kierunku jest niezbędna. Sygnatariuszami tej zmiany są ludzie o określonym rodzaju wrażliwości, których Bernstein nazywa pogranicznikami, mającymi dostęp do jakiegoś rodzaju nowej świadomości, która mogłaby prowadzić do integracji wszystkich osiągnięć, jakie nam daje współczesna świadomość.

Tomasz J. Jasiński – psychoanalityk jungowski, tłumacz. Jest członkiem zarządu Studiów Kulturowych „Raven” i Polskiego Stowarzyszenia Psychoanalizy Jungowskiej zrzeszonego w International Association for Analitycal Psychology oraz analitykiem i superwizorem szkoleniowym

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE