Alina Gutek - Psycholog Paweł Droździak: „Wzrost jest niesamowicie fetyszyzowany przez kobiety, niski mężczyzna ma naprawdę ciężkie życie”
00:00
17:48
Panowie coraz śmielej zajmują się swoim wyglądem, a z drugiej strony nadal całkiem dobrze ma się stereotyp, że to nie za bardzo im przystoi. Jak mężczyźni pojmują dzisiaj swoją atrakcyjność, wyjaśnia psycholog Paweł Droździak.
- Czy mężczyźni coraz bardziej przejmują się swoim wyglądem? Psycholog Paweł Droździak wyjaśnia, czym męskie podejście do atrakcyjności różni się od kobiecego.
- Kobiety mogą przeceniać znaczenie własnych niedoskonałości, a mężczyźni – rolę statusu i pieniędzy w przyciąganiu partnerek.
- Dlaczego wzrost, muskulatura i sprawność fizyczna bywają dla mężczyzn tak ważne? I kiedy troska o ciało przeradza się w obsesję?
- „Mężczyzna oczekuje od swojego ciała, żeby było skuteczne. Duże, silne i sprawne” – mówi psycholog, tłumacząc, dlaczego panowie częściej traktują ciało jako narzędzie niż obiekt do podziwiania.
Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 10/2026.
Alina Gutek: Presja na kobiety, jeśli chodzi o wygląd, była od zawsze. Teraz doświadczają jej też panowie?
Paweł Droździak: Są rzeczy, które w tym aspekcie mogą się zmienić i zmieniają, i takie, które zmienić się nie mogą. U kobiet zmienił się obszar dostępny do oceny. Dawniej porównywano to, co odkryte, czyli niewiele. Dziś wszystko jest odkryte, więc presja na wygląd rozciągnęła się na całe ciało i stąd subiektywne odczucie, że ta presja wzrosła.
U mężczyzn ocena atrakcyjności nigdy nie będzie wiązać się tak bardzo z ciałem jak u kobiet, ale im bardziej stosunek do ciała ogólnie staje się bezpośredni i otwarty, tym więcej uwagi zwraca się także na fizyczność mężczyzn. Choć rządzą tym inne reguły, nie ma tu symetrii.
Co dla nich znaczy bycie atrakcyjnym?
Mężczyzna rzadko próbuje stać się atrakcyjnym poprzez ciało, bo w ogóle rzadko myśli o sobie w kategoriach „obiektu do pragnienia”. Raczej sam pragnie i stara się dotrzeć do kobiety. A jeśli używa strategii „będę obiektem, który zwróci jej uwagę”, to sięga raczej po atrybuty, niż przekształca celowo samo ciało pod kątem kobiecych preferencji. Bo dla kobiet co innego jest ważne.
Co mianowicie?
Pani wie, bo jest kobietą.
Zapytam więc o to, co mężczyźni uważają za atrakcyjne u siebie.
Generalnie mężczyźni przywiązują u kobiety większą wagę do wyglądu, a kobiety u mężczyzn większą wagę do innych czynników. Między innymi do statusu, ale nie tylko. Jednak obie płcie przeceniają tę różnicę u drugiej strony.
Czyli kobiety słusznie sądzą, że mężczyźni patrzą na wygląd, ale przeceniają męską wybredność w tym zakresie. Stąd wiele kobiet wpada w panikę, widząc jakąkolwiek fizyczną niedoskonałość, tymczasem mężczyzna w ogóle tego nie widzi albo go to nie obchodzi.
I analogicznie mężczyźni słusznie myślą, że status i jego atrybuty mają dla kobiet znaczenie, ale przeceniają ten fakt, przez co czasem zachowują się groteskowo, próbując status podkreślać albo imitować. I uzyskują efekt odwrotny do zamierzonego. Jednocześnie potrafią bardzo mocno nie doceniać znaczenia wyglądu, co czasem przybiera postać skrajnego zaniedbania.
I do pewnego stopnia to jest oczywiste, bo jeśli mężczyzna miałby być skupiony tylko na wyglądzie i myśleć, że będzie wybierany przez kobiety w takim wzorcu, w jakim kobieta jest wybierana przez mężczyznę, to być może mamy do czynienia z nieświadomą identyfikacją żeńską tego mężczyzny.
Może chce być po prostu atrakcyjny dla kobiet?
W niektórych badaniach nad atrakcyjnością, bo te są wielopoziomowe, typuje się pewne męskie sylwetki i twarze, z których potem kobiety wybierają te ich zdaniem atrakcyjne. Co ciekawe – w zależności od fazy cyklu stosują różne klucze wyboru: w fazie płodnej wybierają wygląd atletyczny, w pozostałych – łagodniejszy. Stąd niektórzy badacze zastanawiają się, czy stosowanie pigułek antykoncepcyjnych nie wytworzyło u mężczyzn mimikry.
No bo w związku z tym, że kobiety nie przechodzą fazy płodności, znika różnica w ich reakcji na typy sylwetki i stereotypowo męskie zachowania. Mężczyźni więc, w odpowiedzi na to, że dotychczasowy ich wygląd się nie „sprzedaje”, wytworzyli łagodne wersje, czyli dostosowali się de facto do pigułek.
(Ilustracja: Aleksandra Zaborowska)
Na pewne aspekty atrakcyjności, jak wzrost, nie mamy wpływu. A dla mężczyzn wzrost jest ważnym atutem. Czy ten brak jakoś sobie kompensują?
Wzrost jest niesamowicie fetyszyzowany przez kobiety, niski mężczyzna ma naprawdę ciężkie życie. Wylicza się nawet, ile dolarów rocznego dochodu musi mieć więcej, żeby skompensować sobie każdy centymetr braku wzrostu. Są takie badania, które pokazują, jaki roczny dochód kompensuje brak wzrostu, a powyżej którego wzrost przestaje mieć znaczenie, ale to musi być duży dochód.
Jeśli on nie ma ani dochodu, ani wzrostu, ma zwykle pewne kłopoty na rynku matrymonialnym. Wiemy przecież, że – przynajmniej na początku kariery – wzrost pomaga też w uzyskiwaniu dochodu, wyżsi mężczyźni uzyskują wyższe ceny za oferowane towary i lepiej wypadają na rozmowach o pracę.
A co oni sami myślą o wzroście jako atrybucie męskości?
Wśród samych mężczyzn wzrost nie jest fetyszyzowany. Patrzą też na inne rzeczy, na przykład na to, czy są sprawni, silni. Bo sprawność fizyczna to jest coś takiego, co wszyscy cenią u wszystkich. Ale okazuje się, że różnica, na ile to jest istotne u mężczyzny i dla mężczyzny, a na ile dla kobiety i u kobiety, jest miażdżąca, szczególnie w młodszym wieku. Sprawność jest ważnym czynnikiem doboru i hierarchii pomiędzy chłopcami, potem to kryterium spada. Ale nie do końca chodzi o wygląd, może trochę, ale bardziej o to, jak ciało działa. Widząc atletycznego mężczyznę, możemy, co prawda, wnioskować, że ma dużo siły…
…ale dla wielu kobiet napakowany wcale nie jest sexy.
No właśnie o to chodzi. Klasyczna kulturystyka polega na rzeźbieniu ciała i ma fetyszystyczny charakter. Ale w pewnym momencie pojawia się zakochanie we własnym ciele.
Czyli do głosu dochodzi narcyz.
Fizyczne doznawanie tego, jak pakują się mięśnie, to specyficzne doznanie granicy obciążeniowej. Taki mężczyzna żyje trochę we własnym świecie. Eksperymentuje z granicą i zaprasza do tego kobietę. Ona jest zdezorientowana – czy to się jej jeszcze podoba, czy już jest jakby obsceniczne? Taki facet może mieć skłonność do pewnego rodzaju skrajności – grać z własnym limitem wytrzymałościowym, estetycznym. To charakterystyczne dla pewnego typu psychiki, kiedy człowiek balansuje z granicą.
Czy słyszy pan w gabinecie o męskich kompleksach dotyczących ciała?
Tak, zwłaszcza dotyczących wielkości członka, to się często pojawia, jako taki trochę fetysz.
Z jednej strony mamy potężny nurt zapewniania przez psychologię popularną, że rozmiar nie ma znaczenia, z drugiej – jak popatrzymy na wyniki badań empirycznych, to zapewnienia, że rozmiar nie ma znaczenia, też są trochę zbyt optymistyczne.
Są takie badania, które polegają na tym, że pokazuje się kobietom manekiny w bokserkach, pod którymi widać trochę mniej lub więcej. Kobiety są proszone o oceny tych manekinów. Badania statystyczne w sposób oczywisty pokazują, że kobiety preferują manekiny z większymi walorami.
Czy to ma jednak realnie znaczenie?
Czyli w jakim stopniu te badania przekładają się na praktykę życia?
Tak.
Niespecjalnie. Ale wielu mężczyzn znacznie przeceni ten wpływ. Albo skupi się na tym jednym czynniku trochę właśnie jak na fetyszu czy takiej uniwersalnej odpowiedzi na każde trudne pytanie. Całe skomplikowanie ludzkich relacji sprowadza się do jednego wymiernego elementu. To kuszące dla tych mężczyzn, którzy słabiej radzą sobie z niejednoznacznością i złożonością.
Czym innym jest atrakcyjność mężczyzny w momencie pierwszego spotkania, czym innym w dłuższej relacji. Tak samo jest z kobietami. Jeśli kobieta jest bardzo ładna, jej uroda działa w pierwszym momencie, ale jeśli nie mogę się z nią potem porozumieć, to uroda przestanie się liczyć.
Człowiek jest na ogół w konflikcie pomiędzy impulsowym, krótkoterminowym wyborem atrakcyjności a długoterminowym. To zresztą jeden z ważnych mechanizmów zdrad.
Wróćmy jeszcze do męskich kompleksów.
Mężczyzna oczekuje od swojego ciała, żeby było skuteczne. Duże, silne i sprawne. Istnieje na przykład udowodniony związek wielokierunkowy między dochodami a masą ciała. Jeśli w parze mężczyzna dużo zarabia, kobieta (statystycznie) chudnie, a on tyje. Jeśli ona zaczyna zarabiać więcej, tyją oboje. Jeśli on zaczyna mieć kłopoty finansowe, ona tyje, a on chudnie. Jak wspomniałem, to jest wielokierunkowe. Czyli waga wpływa też na dochody, ale inaczej w zależności od płci.
U mężczyzny wzrost wagi nie szkodzi karierze, ale może pomagać, zaś drobna budowa ciała w karierze szkodzi, choć może też motywować do kompensacji. U kobiety wzrost wagi szkodzi karierze. A regres kariery powoduje wzrost wagi, choć silniejszy związek wagi kobiety mamy z karierą partnera. Dokładniej – z proporcją między jego karierą a jej.
Znam mężczyznę obsesyjnie kontrolującego wagę. Takie zachowania raczej przypisuje się kobietom.
Typowa anoreksja jest charakterystyczna raczej dla kobiet. Jeżeli natomiast mamy tego typu objawy u mężczyzny, to najczęściej, bo nie w 100 procentach, u panów może dochodzić do zaburzeń o charakterze psychozy, jakichś komplikacji z identyfikacją płciową albo do zaburzeń krzyżowych. W typowej anoreksji facet dba o to, żeby za dużo nie ważyć, głodzi się, ale to nie jest klinicznie to samo, co typowa anoreksja u kobiety, chociaż na poziomie zachowania można zauważyć pewne podobieństwa.
Mężczyźni bardzo rzadko chorują na anoreksję, jednak mogą mieć zaburzenia bulimiczne, czyli niekontrolowane impulsywne zaspokajanie pustki. Może to wiązać się – i u mężczyzn, i u kobiet – z uzależnieniami od używek, w ogóle z wszelkiego rodzaju zachowaniami impulsywnymi, związanymi z regulowaniem emocjonalnym poprzez szybkie zaspokajanie się czymkolwiek: rozrywką, używką, zjedzeniem czegoś, przypadkowym seksem, zakupami.
U mężczyzny obsesyjne kontrolowanie wagi, zakładając, że nie wynika z uprawiania jakiegoś sportu wymagającego „zbijania wagi” przed zawodami, by nie trafić do „zbyt ciężkiej kategorii”, jak w boksie, może też występować w przebiegu hipochondrii.
Dla wielu mężczyzn wygląd w ogóle nie ma znaczenia, noszą dwie koszulki na krzyż, nie widzą potrzeby, żeby „wyglądać”.
Bo skupiają się na zadaniu. Między mężczyznami i kobietami różnice istnieją w każdym obszarze. Czytałem ostatnio świetną książkę „Miliard lat różnic płciowych”, w której przedstawia się różne na ten temat hipotezy. Na przykład, czy można te różnice wyrównać. Otóż nie można. W pewnych obszarach występują one bardziej intensywnie. Już chłopcy dążą do tego, żeby mieć sferę, w której są kompetentni, i ta sfera wcale nie musi być praktyczna.
Przykładowo: chłopak będzie rzucał piłką kilka godzin, żeby trafić ileś razy do kosza. Albo będzie, jadąc na hulajnodze, obracał kierownicę w specyficzny sposób, żeby jechała dalej, i będzie to powtarzał, aż uzyska efekt, a ten efekt jest absurdalny, do niczego niepotrzebny, ale dla niego to ważne.
Mężczyźni dążą do tego, żeby zobaczyć, jak działa świat, nie chodzi o wyżycie się, tylko zdobycie kompetencji w danej dziedzinie. Może tak się zdarzyć, że tą sferą kompetencji będzie dbanie o wygląd albo robienie najlepszego wina. I jeśli już facet wybrał dziedzinę, w której jest ekspertem, to wszystkie inne dziedziny stają się mało ważne. Ten, który chodzi w tym samym swetrze, po prostu zajmuje się dużym biznesem i nie ma głowy do ubierania się.
Niedawno czytałem wspomnienia pierwszej żony Elona Muska, który zaprosił ją na pierwszą randkę do domu i całą noc pokazywał jej rakiety, mimo że ona sugerowała słuchanie płyt. To trochę pokazuje, jak facet może być na coś zafiksowany, poniekąd każdy coś takiego ma. Kobiety raczej dążą do perfekcji użytecznej, do bezużytecznej rzadko. Sfera kompetencji, perfekcji niejako konstytuuje faceta. Natomiast jego stosunek do ciała jest raczej instrumentalny, on wykorzystuje ciało do konkretnych celów.
Mniej go nadużywa niż kobieta?
Trzeba podkreślić tu ważną rzecz: perfekcyjne rzeźbienie ciała w celu uzyskania kontroli nad popędem męskim jest często mylone z zaburzeniami odżywiania u kobiet, typu anoreksja, całkowicie niesłusznie, bo w anoreksji czynnik popędowy w ogóle nie występuje. W anoreksji nie ma znaczenia, co obserwator myśli o ciele, chodzi o to, żeby przejąć pełną kontrolę nad impulsem dążenia do jedzenia, są teorie mówiące o tym, że to próba oddzielenia się od postaci matki karmiącej. Ale nie jest to jednak to samo, co pragnienie uzyskania atrakcyjnego wyglądu, anorektyczka ma własne kategorie atrakcyjności, i nawet jeśli przyjdzie 100 facetów i powie, że im się to nie podoba, ona i tak będzie to robić.
Mężczyźni dążą przede wszystkim do uzyskania kompetencji. Gdybyśmy zbadali wiedzę kulturysty na temat biochemii, trawienia, to byłaby ona na poziomie doktoratu.
Dlatego dla mężczyzn tak ważny jest sport?
Tak. Mężczyźni są generalnie bardziej agresywni i sport jest zastępczą agresywną formą rywalizacyjną. Ale sport pozwala im też nabywać kompetencje, ćwiczyć perfekcję, być w grupie. Nawet kibicowanie nie polega tylko na oglądaniu meczu, ale na dzieleniu się z kumplami wiedzą na temat tej dziedziny. Mężczyzna ma w jednym palcu wiedzę o sporcie, jeśli go naprawdę uprawia – co się liczy, jakie gadżety, jakiej marki sprzęt. Słucha podcastów, dyskutuje, czyta w internecie, co jest ważne.
Uprawia sport dla przyjemności czy dla wyniku?
Dla przyjemności pogra w kometkę z dzieckiem, jeśli natomiast wchodzi w coś, to chce być w tym dobry, mieć dobrego trenera, chce wygrywać. A jeżeli nie może wygrywać, bo późno zaczął trenować, to stawia sobie jakiś cel i próbuje go osiągnąć. Zauważmy, że hatha jogę, która generalnie jest nieporównywalna, niemierzalna, uprawia mało facetów, jest w niej natomiast dużo instruktorów. Dlaczego? Bo nie mają za bardzo o czym opowiadać, a jeśli już ktoś wszedł w to, to po to, żeby założyć szkołę.
Czasem panowie przekraczają granicę obsesyjności na punkcie sportu.
Obsesyjne myślenie o tym, żeby być w czymś dobrym, jest statystycznie raczej charakterystyczne dla mężczyzn. Kobieta częściej dąży obsesyjnie do tego, żeby „być w porządku wobec jakiegoś obiektu”. To nie to samo. Mówię o różnicy statystycznej, nie absolutnej. Kłopot zaczyna się wtedy, kiedy to myślenie całkowicie dominuje nad życiem psychicznym, kiedy on staje się w tym nudny, monotematyczny, kiedy poza swoją obsesją nie ma kompletnie nic innego, nie ma o czym rozmawiać.
Jeśli stara się być w czymś dobry, a jednocześnie komunikuje się ze światem – to jest okej. Niektórzy faceci jeżdżą na ryby, inni uprawiają sport, a większości chodzi o to, żeby mieć coś takiego, w czym są dobrzy, znają reguły tej rzeczywistości. I jak się cokolwiek sypie, idą do sali i tam im się wszystko układa.
Z tego, co pan mówi, wynika, że mężczyzna ma ze swoim ciałem mniejszy problem niż kobieta ze swoim.
Stosunek mężczyzn do swojego ciała nie jest stricte cielesny. W dyskusjach psychologicznych używamy takiej frazy: „poznawanie własnego ciała”. Można spokojnie założyć, że mówi to kobieta albo mężczyzna homoseksualny, dla heteroseksualnego to brzmi absurdalnie. Bo on ciała używa, a nie je poznaje. Poznawać może coś, w co się wgłębia do wewnątrz, a on działa na zewnątrz.
Może by mu się jednak przydała wiedza o własnym ciele?
Mężczyzna po prostu tak nie funkcjonuje. I na przykład jeśli uczy się sportów równowagowych, to nie powie, że ćwiczy ułożenie ciała, tylko: „uczę się łapać równowagę”. To jest ta subtelna, ale zarazem fundamentalna różnica między kobietą i mężczyzną.
Paweł Droździak, psycholog. Pracuje z dorosłymi mającymi trudności w kontroli zachowań impulsywnych i będącymi w kryzysie życiowym. Współautor książki „Blisko, nie za blisko” oraz autor książki „Zdrada. (Nie)wierna towarzyszka związków”.