fbpx

Bajka o krainie bez kobiet

Bajka o krainie bez kobiet
materiały prasowe

Brudna nędza pastelowych ścian prosektorium w małym miasteczku gdzieś w Anatolii. Nad odsłoniętym ciałem denata stoi kilku mężczyzn i jedna kobieta.
– Czy to pani mąż? – pyta prokurator.
Kobieta pochyla głowę, po jej twarzy płynie łza.
– Czy to pani mąż?
Kobieta kiwa głową. Ale nikt na nią nie patrzy i nikt nie dostrzega tego gestu.
– Pytam, czy to pani mąż?
– Tak – mówi cicho kobieta.
– Jest pani pewna?
Na twarzy kobiety odmalowuje się beznadzieja – to pytanie niczego nie zmieni. Ale kobieta kiwa głową i wydaje z siebie stłumiony dźwięk. Prokurator jest w końcu usatysfakcjonowany.

Rozpacz kobiety nie ma znaczenia; liczą się tylko procedury i protokołowanie faktów. Jest denat. Który miał matkę, ojca, żonę. Zamordowany. Wdowa została sama z małym synem i z obrazem martwego męża jako ostatnim wspomnieniem po nim. Ale jakie to ma znaczenie?

Jeszcze na pamiątkę dostanie porwane i zakrwawione ubranie, i te parę rzeczy, które należały do niego: zegarek, pierścionek, bransoletkę. Podczas sekcji zwłok lekarz zatai informację o tym, że denat miał w płucach piach. To znaczy: został pogrzebany żywcem. Dlaczego?

„Pewnego razu w Anatolii” Nuri Bilge Ceylana to jeden z tych filmów pełnych niedopowiedzeń i tajemnic, które widz sam musi rozwikłać. Wszystko na pozór zamyka się w całość i zyskuje sens, ale widz pozostaje sam z pytaniami-szczelinami.Wraca do filmu po tygodniu, dwóch, miesiącu, i film dopełnia się znaczeniem. Każdy ma swoją szczelinę w pamięci i przeczucie, że coś udało się zrozumieć.

Lubię filmy ze szczelinami i książki ze szczelinami, nad którymi główkuję tak długo, że wracają do mnie jak wspomnienia. Jedną z takich książek jest „Lato polarne” Anne Sward, w której pojawia się wątek chłopca krążącego po okolicy z psem. Mały nagle znika i nigdy nie dowiadujemy się, co się z nim stało. Albo film „Ludzkość” Bruno Dumonta, wspaniałe behawioralne studium tego, jak niezrozumiałą istotą jest człowiek, zwierzę zdolne do głębokiej empatii i zwyrodniałych morderstw.
Jak zrozumieć „Pewnego razu w Anatolii”, ten antykryminał o prokuratorze, lekarzu i szefie policji, w którym morderca i ofiara są od początku znani, ale wszystko inne pozostaje tajemnicą? Film Ceylana to jednocześnie osobliwe kino drogi, niespieszne, znakomicie napisane, pełne absurdalnych sytuacji i dialogów, które w swojej estetyce i bezkompromisowości przypomina mi najbardziej udane produkcje nowej kinematografii rumuńskiej. Chociaż głównymi bohaterami są mężczyźni, samotni i opuszczeni, to ich historie mają rewers: opowieść o tłamszonych kobietach, próbujących walczyć o wolność. W Anatolii kobiecość funkcjonuje jak wyidealizowany mit, co widać w scenie, gdy mężczyźni dostają filiżankę herbaty z rąk młodziutkiej córki gospodarzy, u którego nocują – dziewczynka, piękna, dobra i nietknięta, jest niczym zjawa, istota z innego świata, z rzeczywistości męskich wyobrażeń. I drżą mężczyźni na jej wzruszający widok – jednemu zatrzęsie się powieka, innemu ręka, trzeci zapłacze z tęsknoty za doskonałością, którą wyobraża dziewczyna.
Ale gdy ta niebiańska istota stanie się żoną, zaraz będzie musiała założyć kaganiec, prezent ślubny od męża, i stanie się jego własnością.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Pamiętam to absurdalne wrażenie, jakie spadło na mnie w Istambule: oto trafiłam do świata mężczyzn, zadbanych i uśmiechniętych, zawsze w parach albo w grupie, przy partyjce szachów, przy filiżance herbaty, całujących się w policzki, szepczących sobie do ucha, spacerujących po ulicach w czułych objęciach. Oto mężczyźni sami dla siebie, bez kobiet.

Gdzie one są? Zastanawiałam się, pod jaką podłogą, w jakiej szafie mężczyźni ukryli swoje kobiety, nawet jeśli powiązali je sznurem po dziesięć i ustawili jedna przy drugiej, to gdzieś jednak muszą je trzymać pochowane. Kilka dni później poznaję odpowiedź, gdy przepływam statkiem przez Bosfor, na azjatycką część Istambułu, zaplecze turystycznych dzielnic Beyoglu i Sultanahmedu – tu właśnie toczy się życie kobiet, które żyją na ulicach, w grupach, bez mężczyzn.

W książce „Słodko-gorzka ojczyzna. Raport z serca Turcji” socjolożka i dziennikarka Necla Kelek opowiada, jak wygląda zarządzanie kobietami w Anatolii, azjatyckiej części Turcji, gdzie sędzia, który nie wyraża zgody na rozwód ciężarnej kobiety, bitej przez męża, uzasadnia wyrok: „Plecy kobiety niech nie pozostaną bez kija, a jej brzuch bez dziecka”. Kelek przedstawia schemat kobiecych losów: wczesne małżeństwo, porzucenie szkoły, rodzenie dzieci, służenie teściom i krótka smycz w rękach męża. Za nieposłuszeństwo lub posłuszeństwo – bicie.
A jeśli kobieta „hańbi honor rodziny”? Według ankiet przeprowadzonych przez z uniwersytetu w Diyabakirze 37% tureckich mężczyzn uważa, że w takim przypadku odpowiednią karą jest zabicie kobiety.

Najważniejszą sceną filmu Ceylana jest ta, w której prokurator uświadamia sobie, że jego młoda żona nie umarła dlatego, bo przestało bić jej serce, ale dlatego, bo popełniła samobójstwo. To jedyny sposób, w jaki mogła ukarać go za to, że ją zdradził.
– Czy większość samobójstw nie jest po to, by kogoś ukarać? – pyta lekarz.
Twarz prokuratora spływa potem, i w jednej chwili osuwa się pod ciężarem, który ledwo można unieść.
– Kobiety bywają czasami naprawdę bezwzględne – komentuje.

Pewnego razu w Anatolii, reż. Nuri Bilge Ceylan, 2011, Stowarzyszenie Nowe Horyzonty.
Słodko-gorzka ojczyzna. Raport z serca Turcji, Necla Kelek, 2011, wydawnictwo Czarne.

ZAMÓW

E-WYDANIE
?>