Uma Thurman: „Jestem szczęśliwa sama ze sobą”

Uma Thurman podczas 64. Festiwalu Filmowego w Cannes (fot. BEW PHOTO)

Uma Thurman robi wrażenie osoby, która nie boi się niczego. Wiele się na to składa – posągowa, chłodna uroda, wzrost i wyraziste role silnych kobiet, jak w „Pulp Fiction” czy „Kill Billu”.

Nowy Jork. Czerwony dywan przed premierą spektaklu „The Parisian Woman” w The Hudson Theatre. Broadwayowski debiut Umy Thurman. Wchodzą kolejne gwiazdy. Do bohaterki wieczoru podchodzi dziennikarka i pyta o opinię w sprawie coraz większej liczby kobiet mówiących o molestowaniu seksualnym w Hollywood. Uma wciąga powietrze. Odpowiada powoli i wyraźnie:

„Nie jestem dzieckiem. Nauczyłam się, że kiedy wypowiadam się w gniewie, zazwyczaj tego żałuję. Dlatego poczekam, aż będę mniej wściekła. Kiedy będę gotowa, powiem to, co mam do powiedzenia”

Thurman robi wrażenie osoby, która nie boi się niczego. Wiele się na to składa. Posągowa, chłodna uroda, dzięki której jest porównywana do Grety Garbo i Lauren Bacall. Wzrost, który sprawia, że niemal na wszystkich patrzy z góry. I wyraziste role silnych kobiet, jak w „Pulp Fiction” czy „Kill Billu”. Ale aktorka przyzwyczaiła wszystkich do swojego olimpijskiego spokoju, niemal chłodu. Nie traciła panowania nad sobą, nie zwierzała się, nie mówiła o szczegółach swojego życia osobistego. Zazwyczaj interpretowano to jako wpływ obecnej w jej życiu dzięki ojcu filozofii buddyjskiej. Tamtego wieczoru coś w niej pękło. Nie było w niej rezerwy, mówiła przez ściśnięte gardło, ledwie opanowując emocje. Później przyznała, że w rzeczywistości usiłowała ze wszystkich sił się nie rozpłakać.

Uma Thurman i John Travolta w niezapomnianej scenie z „Pulp Fiction’ (reż. Quentin Tarantino, 1994), fot. BEW PHOTO

Jestem ofiarą i zasłoną dymną

Pytanie właśnie ją o oskarżenia o molestowanie seksualne, szczególnie te kierowane pod adresem hollywoodzkiego producenta Harveya Weinsteina, nie było bezpodstawne. O jego zachowaniach opowiedziało wcześniej wiele kobiet, wśród nich: Gwyneth Paltrow, Angelina Jolie, Cara Delevingne, Mira Sorvino. A Weinstein był przez lata producentem filmów, w których grała Thurman. Jej zdanie było ważne i wszyscy chcieli je usłyszeć. Tak jakby miała decydujący głos. Im dłużej milczała, tym bardziej wydawało się, że za tym milczeniem kryje się tajemnica. Tylko że nikt nie może nikogo zmusić do opowiadania o własnych bolesnych doświadczeniach.

Niedługo potem, w lutym 2018 roku, w „The New York Times” ukazał się artykuł zatytułowany „This Is Why Uma Thurman Is Angry” (Oto dlaczego Uma Thurman czuje gniew). Tam po raz pierwszy opowiedziała o swoich doświadczeniach związanych z przemocą seksualną. Opowiedziała o gwałcie. Jako 16-latka mieszkała sama na Manhattanie. Pewnego zimowego dnia weszła do baru. Spotkała tam starszego o 20 lat aktora. Jego nazwiska nie ujawniła. Tego samego wieczoru zmusił ją do uprawiania seksu.

„Próbowałam mówić »nie«, płakałam, robiłam wszystko, co mogłam. Jednak kiedy powiedział mi, że drzwi są zamknięte, nie pobiegłam tego sprawdzić. A kiedy wróciłam do domu i popatrzyłam na siebie w lustrze, byłam zrozpaczona, że nie mam na rękach żadnych zadrapań i krwi. Zastanawiałam się, czy broniłam się wystarczająco”

Nie po raz ostatni będzie widziała winę w sobie.

Potwierdziła też to, czego można było się domyślać. Spotkanie z Weinsteinem. Rozmowa o wspólnych projektach. Nagle on się rozbiera i każe jej iść za sobą. Przez cały czas mówi o jakimś filmie. Półnagi wchodzi do sauny, zaprasza także ją. Thurman w butach, skórzanych spodniach i kurtce. Wychodzi. Wtedy jeszcze nie czuła zagrożenia. Nadal traktowała jego zachowania jak dziwactwa podstarzałego wujka ekscentryka. Dlatego atak podczas kolejnego spotkania w londyńskim hotelu był dla niej kompletnym zaskoczeniem.

„Popchnął mnie. Napierał na mnie. Próbował się obnażyć. Robił wiele nieprzyjemnych rzeczy”

Mimo że następnego dnia producent przysłał jej bukiet żółtych róż, pozostała nieufna. Słusznie, bo kiedy spotkali się po raz kolejny, zagroził, że zniszczy jej karierę. Thurman wspomina też o asystentkach Weinsteina – jej zdaniem doskonale wiedziały, co dzieje się podczas spotkań z aktorkami.

O wszystkim powiedziała Quentinowi Tarantino. Reżyser najpierw zbagatelizował sprawę, ale kiedy zorientował się, że Uma zachowuje się w obecności producenta nieswojo, postanowił z nim porozmawiać. Weinstein przeprosił za swoje zachowanie. Ale silne emocje pozostały w Umie do dzisiaj.

„Bardzo źle czuję się na myśl o tych wszystkich kobietach, które zaatakował po mnie. Jestem jednym z powodów, dla których każda kolejna młoda dziewczyna czuła się pewnie, wchodząc sama do jego pokoju, zupełnie tak jak ja kiedyś. Występuję w podwójnej roli: ofiary i zasłony dymnej dla sprawcy”

Uma Thurman brawurowo zagrała postać i przydomku „Trujący Bluszcz” – „Batman i Robin” (reż. Joel Schumacher, 1997), fot. BEW PHOTO

Mój przyjaciel Quentin

Tarantino o Umie Thurman w 2004 roku: „Von Sternberg miał Marlenę Dietrich, Hitchcock – Ingrid Bergman, André Téchiné – Catherine Deneuve. A ja Umę. Łączy nas specjalna więź, z której jestem dumny”. W obliczu tej deklaracji opowieść o wypadku, który zdarzył się podczas kręcenia filmu „Kill Bill”, brzmi poruszająco. Thurman miała przejechać przez pustynię kabrioletem. Żeby wiatr efektownie rozwiewał jej włosy, musiała się rozpędzić do 70 km/h. Bała się. Tym bardziej że jeden z techników ostrzegał ją, że samochód przerabiany na planie może nie być w pełni sprawny. Sugerowała kaskaderkę. Ale Tarantino nie chciał tracić czasu – przekonał ją, że droga jest prosta, a samochód sprawny.

W trakcie kręcenia sceny Thurman straciła panowanie nad kierownicą i uderzyła w drzewo. „Siedzenie nie było odpowiednio przytwierdzone. A droga była piaszczysta i wcale nie prosta. Samochód stał się pułapką. Miałam unieruchomione nogi, czułam ból i pomyślałam: »O Boże, już nigdy nie będę chodzić«”. W konsekwencji wypadku aktorka do dzisiaj ma problemy z kręgosłupem szyjnym i kolanami. W „The New York Times” ujawniła, że producenci nie chcieli jej udostępnić nagrania z wydarzenia, dopóki nie podpisze deklaracji, że nie będzie się domagać odszkodowania. Nie podpisała.

Podczas kręcenia obu części filmu „Kill Bill” Thurman musiała znieść naprawdę sporo.

„Strzelano mi w głowę, gwałcono mnie, bito i siekano na kawałki samurajskim mieczem. Ten film powinien się nazywać »Kill Uma«”.

Tarantino w wywiadach, których udzielił po publikacji w „The New York Times”, przyznał, że aktorka podczas kręcenia sceny na pustyni bała się wsiąść za kierownicę. „Powiedziałem jej, że to bezpieczne. Nie było. Myliłem się. Nie zmusiłem jej, by wsiadła do samochodu. Zrobiła to, bo mi ufała”. Wypadek nazwał jedną z rzeczy, których żałuje w życiu najbardziej. Potwierdził też, że wiedział, iż producenci nie chcą udostępnić Thurman nagrania z wypadku. Z poczucia winy zdobył je i oddał Umie.

Aktorka umieściła film na Instagramie. W komentarzu dodała, że choć do wypadku doprowadziły „graniczące z przestępstwem zaniedbania”, to nie uważa, by wynikały one ze złej woli reżysera. Odpowiedzialnością za „niewybaczalną” próbę tuszowania sprawy obciążyła wyłącznie producentów filmu „Kill Bill”.

„Quentin żałował i żałuje, że doszło do tego przykrego wydarzenia, i po latach dał mi nagranie, bym mogła je upublicznić. Zrobił to z pełną świadomością, że osobiście może na tym ucierpieć. Jestem bardzo dumna, że wykazał się odwagą i postąpił jak trzeba”, napisała.

Można zrozumieć, że zachowanie Tarantino przyniosło jej ulgę. Okazało się, że opowiedzenie o tłumionych emocjach miało działanie oczyszczające i doprowadziło do naprawienia ich relacji. W końcu byli przyjaciółmi i razem osiągnęli coś niezwykłego. Nie ma listy najważniejszych dokonań w kinie bez „Pulp Fiction”, które trafiło do narodowych zbiorów Biblioteki Kongresu USA. A obie części „Kill Billa” są tak naprawdę opowieściami o odzyskiwaniu siły i pozycji przez kobiety.

„Nie pamiętam już, ilu ludzi zabija w tych filmach moja bohaterka. Z drugiej strony – kiedy liczby robią się dwucyfrowe, nie robi to zbyt wielkiej różnicy. To była ciężka praca i jedno z najtrudniejszych doświadczeń w moim życiu – nigdy tego nie ukrywałam. Po jakimś czasie odkryłam jednak, że młode kobiety uwielbiają postać, którą zagrałam. Kiedy je spotykałam, zamiast mówić, że film bardzo im się podobał – albo i nie, bo tak się też czasem zdarza – opowiadały, że »Kill Bill« pomógł im w życiu osobistym. Miały poczucie, że są wykorzystywane, tkwiły w złych związkach, nie czuły się ze sobą dobrze. Ten film dał im siłę, żeby coś zmienić. Zawsze uważałam, że warto się pomęczyć, żeby usłyszeć takie słowa”.

Krwawa Uma w doskonałej roli płatnej zabójczyni – „Kill Bill” (reż. Quentin Tarantino, 2003), fot. BEW PHOTO

Nie chce słyszeć o małżeństwie

Uma nie ma szczęścia do związków. Jej pierwszą wielką miłością był aktor Gary Oldman, którego poznała na planie filmu „Henry i June”. Wzięli ślub niedługo potem. „Miałam zaledwie 20 lat. Nic nie wiedziałam o życiu. Gary był moim przewodnikiem”. Niestety, był także alkoholikiem. Odeszła od niego po dwóch latach.

Kilka lat później na planie filmu „Gattaca. Szok przyszłości” zakochała się w Ethanie Hawke’u. Ślub wzięli w niewielkiej kaplicy na Manhattanie. Uma była w ciąży. Kiedy urodziła się ich córka Maya Ray, na jakiś czas zamknęli się w swoim nowojorskim domu jak w twierdzy. Cztery lata później na świat przyszedł Levon. Uma miała to, o czym marzyła całe życie: szczęśliwą rodzinę. Kiedy po latach wspominała siebie z tamtych czasów, mówiła: „Byłam zakochana i nic więcej się dla mnie nie liczyło. Mogłam nie grać, z nikim się nie spotykać, nigdzie nie bywać. Liczył się dla mnie tylko mężczyzna, którego kochałam. W związek wtapiałam się zupełnie”.

Wtedy przyjęła rolę w filmie „Kill Bill” i skupiła się na wyczerpujących fizycznie przygotowaniach do roli, a jej szczęśliwe życie zaczęło się psuć. W końcu okazało się, że jej mąż ma romans z 22-letnią kanadyjską modelką Jen Perzow. Doniesienia o tym pojawiły się w prasie w tym samym momencie, w którym promowała film. „Mogłam zostać w domu i zrobić z tego jeszcze większy dramat. Wiedziałam jednak, że kiedyś i tak będę musiała odpowiedzieć na te wszystkie pytania dotyczące mojego małżeństwa”. Tylko raz opowiedziała o swoim stanie otwarcie – w programie Oprah Winfrey. Ze łzami w oczach mówiła o lęku przed samotnością, tęsknocie za mężem i niepokoju, jak rozstanie wpłynie na ich dzieci.

Rozwód zmienił jej stosunek do małżeństwa. „Przestałam ufać tej instytucji. Nie zamierzam być niczyją żoną. Jestem szczęśliwa sama ze sobą”. Co nie znaczy, że nie wiązała się przez ostatnie lata z mężczyznami. Jednym z nich był hotelarz André Balazs, właściciel m.in. słynnego Chateau Marmont w Los Angeles. Jeździli razem na wakacje, pokazywali się na oscarowych galach, aktorka spędzała czas w jego hotelowych apartamentach, ale nazywała go jedynie „dżentelmenem, z którym się widuje”. Kolejny związek, z francuskim finansistą i multimilionerem Arpadem Bussonem, z którym ma córkę Lunę, okazał się wyjątkowo burzliwy. Dwa razy ogłaszali zaręczyny i za każdym razem Uma je odwoływała. Ostatecznie dopiero w zeszłym roku, po długiej batalii, doszli do porozumienia w sprawie opieki nad córką. Uma mieszka teraz w Nowym Jorku, ma blisko trójkę swoich dzieci i, jak twierdzi, niczego więcej nie potrzeba jej do szczęścia.

Uma Thurman w ekranizacji słynnej powieści Victora Hugo – „Nędznicy” (reż. Bille August, 1998), fot. BEW PHOTO

Zmieniam zasady gry

Marzyła o teatrze. „W życiu można dostać dwie, trzy naprawdę znaczące role kinowe – i to wszystko. Może niektórym zdarza się to częściej, ale na pewno nie wszystkim. Kino przestaje się interesować aktorkami po 35. roku życia, a co dopiero tymi przed pięćdziesiątką. Prawdę mówiąc, nawet dla tych młodszych nie ma zbyt wielu ciekawych ról”. Dlatego kiedy w jej ręce trafił tekst „The Parisian Woman” o kulisach polityki w Waszyngtonie, od razu zobaczyła się w roli Chloe. „Podobały mi się jej pewność siebie, poczucie siły, niezależności i seksualna swoboda”. Przedstawienie okazało się sukcesem, a Uma zwyciężyła w plebiscycie organizowanym przez serwis broadway.com w kategorii najlepsza aktorka w spektaklu dramatycznym.

To nie był jej pierwszy kontakt ze sceną teatralną. Już po sukcesie „Pulp Fiction” próbowała zaistnieć w teatrze – zagrała w adaptacji Molierowskiego „Mizantropa” na scenie Off Broadway, ale krytycy nie zostawili na niej suchej nitki. Na długo zwątpiła w szansę na teatralną karierę. Chociaż jej zamiłowanie do aktorstwa zaczęło się od ról w szkolnych przedstawieniach. Uma jako wyjątkowo wysoka nastolatka o dużych stopach, tyczkowatej figurze, dużym nosie i dziwnym imieniu nie czuła się dobrze ze sobą w czasach szkolnych. A przez rówieśników była uznawana za dziwaczkę. Szansa, by stawać się kimś innym, okazała się dla niej wyzwoleniem i działała terapeutycznie. A kiedy w liceum zagrała główną rolę w „Czarownicach z Salem”, zainteresowali się nią agenci poszukujący młodych talentów. To przekonało jej rodziców, Roberta Thurmana, profesora studiów buddyjskich na Uniwersytecie Columbia, i „Nenę” von Schlebrügge, wcześniej modelkę, a potem psychoterapeutkę, by przenieść utalentowaną córkę do szkoły aktorskiej w Nowym Jorku. Jako 17-latka dostała pierwsze role filmowe: Venus w „Przygodach Barona Munchausena” i Cecylii de Volanges w „Niebezpiecznych związkach” Stephena Frearsa.

W ubiegłym roku zagrała w filmie Larsa von Triera „Dom, który zbudował Jack”, pełnej przemocy historii o seryjnym mordercy. Decyzja ryzykowna i zaskakująca. Ze względu na osobowość twórcy, a także doświadczenia podczas kręcenia z nim „Nimfomanki”. Von Trier podczas zdjęć usiłował wydobyć z niej „zwierzęcy ryk”. Uma grała zdradzoną żonę, załamującą się na oczach własnych dzieci. Musiała tę scenę powtarzać wiele razy, żeby krzyk był właśnie taki, jakiego oczekiwał reżyser. Można się tylko domyślać, z jakich emocjonalnych pokładów musiała skorzystać, żeby stanąć na wysokości zadania. Mimo to zdecydowała się pracować z nim po raz kolejny.

„Okazało się, że poprzednim razem jednak nie rozczarowałam go tak bardzo. Rola w »Nimfomance«, którą dla mnie napisał, była wyjątkowo wymagająca. Kiedy przeczytałam scenariusz nowego filmu, nie miałam wątpliwości, że chcę w nim zagrać”

Na konferencji z okazji premiery duński reżyser przyznał, że niemal wszyscy aktorzy, którym wysłał scenariusz, odmówili udziału w filmie. Poza Mattem Dillonem i właśnie Umą Thurman. „Mam wątpliwości, czy rzeczywiście potrafią czytać”, dowcipkował o obojgu. Von Trier znany jest z dziwacznego poczucia humoru. Kiedy siedem lat temu podczas festiwalu w Cannes „zażartował” na temat swojego zrozumienia dla Hitlera, na kilka lat stał się persona non grata. „Dom, który zbudował Jack” to dla niego powrót z wygnania – Uma postanowiła mu w tym towarzyszyć.

„Lubię pracę nad trudnymi filmami, więc rzadko zdarza mi się odrzucić rolę dlatego, że może się okazać zbyt dużym wyzwaniem. Myślę, że właśnie tego się ode mnie oczekuje”

„Lubię pracę nad trudnymi filmami” – wyznaje Uma Thurman, fot. BEW PHOTO

Moja europejska ojczyzna

Ostatnio Uma ma jeszcze jedną idée fixe. Myśli o powrocie do swoich europejskich korzeni. Jej dziadek Friedrich Karl Johannes von Schlebrügge urodził się na Śląsku, ale w latach 30. wyjechał do Szwecji. Jego córka, matka Umy, „Nena” Birgitte Caroline von Schlebrügge, wyjechała ze Szwecji do USA i stała się w latach 60. znaną modelką. Jej pierwszym mężem był apostoł LSD i ruchu hipisowskiego, Timothy Leary. Drugim – Robert Thurman.

Z myślą o przeniesieniu się do ojczyzny matki – na tę decyzję miała wpływ sytuacja polityczna w USA – aktorka uczy się szwedzkiego i w ubiegłym roku rozpoczęła starania o szwedzkie obywatelstwo.

„Jestem przygotowana do takiej zmiany. Wychowywali mnie socjaliści. A poza tym ciekawi mnie przeszłość mojej rodziny”

Można przypuszczać, że na przeprowadzkę na północ Europy nie będzie miała na razie ochoty starsza córka Umy. 20-letnia Maya Hawke stawia właśnie pierwsze kroki w świecie kina.

Maya zagrała już w serialu „Stranger Things” i nowym filmie Quentina Tarantino „Once Upon a Time in Hollywood”, opowiadającym o tragicznych wydarzeniach w domu Romana Polańskiego zaatakowanym w 1969 roku przez Rodzinę Mansona. To w pewien sposób zamyka historię związku Umy Thurman i Quentina Tarantino, a jednocześnie otwiera w nim zupełnie nowy etap.