1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. „To nie moje śmieci, ale moja planeta” – rozmowa z Anną Jaklewicz, organizatorką akcji „Książka za worek śmieci”

„To nie moje śmieci, ale moja planeta” – rozmowa z Anną Jaklewicz, organizatorką akcji „Książka za worek śmieci”

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Od półtora roku sprząta Polskę w ramach wymyślonej przez siebie akcji, a do kolejnych edycji angażuje coraz większą liczbę uczestników. Anna Jaklewicz, podróżniczka, eko-aktywistka, autorka dwóch książek, w najbliższy weekend września znów zachęci nas do wstania z kanapy i wspólnego posprzątania lasów, miejskich parków i brzegów rzek.

To już piętnasta edycja akcji „Książka za worek śmieci”, którą wymyśliłaś w trakcie Gryfińskiego Festiwalu Miejsc i Podróży „Włóczykij” w 2019 roku. Co było głównym katalizatorem zainicjowania wielkiej akcji sprzątania? Moje zainteresowanie problemem zaśmiecenia świata pojawiło się dużo wcześniej, w czasie podróży do Indonezji. Widziałam jak bardzo zanieczyszczone są plaże i oceany, jak ogromnym problemem są śmieci w tamtych rejonach świata. I kiedy wróciłam do Polski, nie dawała mi spokoju myśl, że u nas też nie jest najlepiej. W tamtym czasie zbierałam też materiały do książki i trafiałam na różne dane, które mówiły, że np. każdego roku do mórz i oceanów wyrzuca się do 13 mln ton plastiku, albo, że do 2050 roku będzie w wodach więcej śmieci niż ryb.

To wszystko bardzo podziałało na moją wyobraźnię. Na festiwalu podróżniczym w Gryfinie, gdzie promowałam swoją książkę o Indonezji, miałam też prowadzić warsztaty podróżniczo-ekologiczne „Lokalnie – globalnie”, na których chciałam uświadamiać, że nasze wybory konsumenckie mają wpływ na cały świat. Ale okazało się, ku mojemu zaskoczeniu i zaskoczeniu organizatorów, że na moje warsztaty nie zapisał się nikt, chociaż na innych był komplet.

Byłaś zdziwiona, że nie ma zainteresowania? Zastanawiałam się z czego może to wynikać. Spotykałam się z różnymi głosami, ale głownie z takimi, że ciężko nam się utożsamiać z problemami azjatyckimi. Wtedy wymyśliłam, że posprzątamy Gryfino. Pomyślałam, że może działania lokalne przekonają do zainteresowania stanem środowiska.

Trzeba nas nagradzać za sprzątanie? Musimy dostać coś w zamian, żeby nas zmotywować? Ponieważ sama jestem autorką dwóch książek, stwierdziłam, że może dodatkową zachętą dla uczestników będą książki. Wymyśliliśmy z organizatorem festiwalu, Przemkiem Lewandowskim, że nazwiemy akcje „Książka za worek śmieci”. Dzwoniłam po zaprzyjaźnionych wydawnictwach, kontaktowałam się z innymi autorami. I udało się.

Sprzątaliśmy Gryfino niecałe trzy godziny i zebraliśmy prawie dwie tony śmieci. Nawet na mnie zrobiło to ogromne wrażenie i stwierdziłam, że będę tę akcję kontynuować. Zaczęłam organizować ją przy okazji innych festiwali podróżniczych, literackich i lokalnych wydarzeń kulturalnych. W 2019 akcja towarzyszyła na przykład „Świętu Herbaty” w Cieszynie czy Dniom Gorzowa Wielkopolskiego.

Na kolejnych wydarzeniach pojawiało się więcej osób? Zauważyłam, że samo zainteresowanie akcją jest duże. Edukacją i warsztatami - znacznie mniejsze. Na sprzątanie przychodziło kilkadziesiąt osób. Na warsztaty - garstka osób.

Nie lubimy się uczyć. Wydaje nam się, że wszystko wiemy. Nie do końca umiem to wyjaśnić. Może wolimy widzieć szybki efekt naszej pracy? A taki osiągamy podczas wspólnego sprzątania. Postanowił więc przygotować duże wydarzenie, które zasięgiem objęłoby kilka miast. Stwierdziła, że doskonałym pretekstem będzie trzeci weekend września, kiedy co roku odbywa się globalna akcja Sprzątanie Świata. W ubiegłym roku, razem z Empikiem, przeprowadziliśmy akcję w ośmiu miastach. Tegoroczne, wiosenne plany nie doszły do skutku z powodu pandemii. A zaplanowanych było kilka akcji, jedna we współpracy z National Geographic Traveler. Nic z tych rzeczy się nie odbyło, ale postanowiłam się nie poddawać i czasie lockdownu wykorzystać na przygotowania kolejnych wydarzeń.

Gdy w zeszłym roku razem z koleżanką posprzątałyśmy śmieci leżące za naszym blokiem i wrzuciłam zdjęcia naszej mini akcji na Facebooka, niektórzy znajomi komentowali, że nie powinniśmy wyręczać miasta w sprzątaniu. Czy spotkałaś się z podobnymi zarzutami? Ostatnio nawet przeczytałam, że takie akcje są szkodliwe. Nie zgadzam się z tą opinią. Szkodliwe są śmieci, zwłaszcza dla zwierząt. W Azji cierpią żółwie, wieloryby, albo ptaki morskie, które zamiast pożywienia mają w żołądkach plastik. W Polsce śmieci stanowią zagrożenie dla zwierzyny letniej. Nasz odpady bywają dla zwierząt śmiertelną pułapką. .

Jest takie hasło, które towarzyszy wielu akcjom sprzątania „To nie moje śmieci, ale moja planeta”. Zgadzam się z nim całkowicie.

Jak wybierasz miejsca, które wspólnie sprzątacie? Za każdym razem, kiedy przygotowuję akcję, współpracują z lokalnymi władzami. W pierwszej kolejności sprawdzam własność terenu. Nie organizuję akcji na prywatnych działkach, tylko w miejscach trudnych, należących często do wielu właścicieli. Część terenu może znajdować się w rękach prywatnych, część do PKP, albo danej gminy. W Krakowie, w części Zalewu Bagry, który będziemy sprzątać w tym roku, jest aż pięćdziesiąt różnych działek i różnych właścicieli. I nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za cały teren. Dlatego z pomocą przychodzę ja z moją akcją.

I nikt nie przyznaje się pewnie do tych śmieci? To są tereny otwarte dla mieszkańców, więc nawet ciężko ustalić, do kogo te śmieci należą. Rozumiem, że poszczególnym instytucjom trudno uzasadnić sprzątanie całości terenu. Na szczęście coraz częściej włączają się w działania społeczników. Krakowskie MPO w swój budżet wpisało odbiór śmieci po społecznych akcjach sprzątania. Zauważono, że działań oddolnych jest coraz więcej.

Staram się nie słuchać głosów krytyki i osób, które mówią, że śmieci zalegające w terenie to nie ich problem, że wyręczam lokalne władze. Jeśli chcemy coś zmienić, zamiast krytykować musimy działać. Albo społecznie, albo angażując się w politykę. Mówienie: to nie moje śmieci, nie moja odpowiedzialność - nic nie zmieni. Mam alergię na puste słowa.

„Książka za worek śmieci” odbędzie się w 19 września w pięciu polskich miastach, ale nie trzeba mieszkać w którymś z nich, by wziąć udział w twojej akcji? Zachęcam zorganizować własną akcję sprzątania, żeby przekonać się, jaką niesamowitą energię daje działanie w grupie. Mnie takie spotkania z ludźmi zawsze dodają siły i wiem, że tym, którzy w nich uczestniczą, również. Zmuszają do refleksji i skłaniają do zmiany własnych nawyków i ograniczenia ilości wytwarzanych śmieci.

Już w najbliższą sobotę, 19 września, akcja „Książka za worek śmieci” zawita do pięciu polskich miast: Poznania, Wrocławia, Łodzi, Warszawy i Krakowa. Więcej szczegółów można znaleźć na facebookowej stronie wydarzenia. Wystarczy się zarejestrować, aby na początku akcji dostać książkę, rękawice i worek.

Akcja „Książka za worek śmieci” (Fot. materiały prasowe) Akcja „Książka za worek śmieci” (Fot. materiały prasowe)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Chaber i jego lecznicze właściwości

W płatkach chabrów ukrywają się cenne składniki zdrowotne. (Fot. iStock)
W płatkach chabrów ukrywają się cenne składniki zdrowotne. (Fot. iStock)
Kiedyś chaber bławatek traktowany był jako zbożowy chwast, dziś coraz częściej trafia na rabaty. I nic dziwnego, bo szafirowe, fioletowe albo różowe kwiaty są bardzo ozdobne. A przy tym to właśnie w płatkach ukrywają się cenne składniki zdrowotne.

Mnogość regionalnych nazw chabra bławatka przemawia za tym, że w Polsce od dawna występuje on powszechnie. Niektóre określenia, jak żytny kwiatek, odnoszą się do miejsca występowania, inne, np. kościan czy szczotkarz, wzięły się prawdopodobnie stąd, że łodyga jest dość szorstka w dotyku. W większości jednak honorują kolor płatków, jak modrak, modrzeniec, bławacz, a nawet niebo. I słusznie, gdyż surowcem zielarskim są kwiaty, bogate przede wszystkim w liczne antyoksydanty oraz flawonoidy. Oprócz nich w płatkach rośliny znajdują się również garbniki, sole mineralne (wysokie stężenie potasu, magnezu i manganu), związki gorzkie, śluzy oraz witamina C.

Płatki chabra zbiera się przy suchej i słonecznej pogodzie i suszy się krótko, ponieważ przy przedłużającym się suszeniu tracą swoją przepiękną barwę – bledną na skutek rozpadu niebieskiego barwika, cyjaniny. Wysuszony surowiec trzeba przechowywać w szczelnym opakowaniu, w suchym i zacienionym miejscu, co pozwala na długotrwałe utrzymanie dobroczynnych właściwości.

W starym zielniku i na aptecznej półce

Chaber jest rośliną leczniczą o długiej historii. W starych księgach zielarskich na temat jego właściwości czytamy m.in.: „Krew z nosa i ran tamuje, gdy się go wącha, korzeń chabrowy na szyi nosząc, a proszkiem z niego rany posypuje”. Używano go przy problemach z wątrobą, na ukąszenia żmij czy zapalenie dziąseł. Proszkiem z kwiatów posypywano z kolei trudno gojące się rany.

Chaber zasłużył się także w ludowej „okulistyce”, a dziś nadal można znaleźć go w składzie produktów do zwalczania zapalenia brzegów powiek oraz spojówek. Sprawdza się przy łagodzeniu skutków nadwrażliwości oczu na promieniowanie słoneczne czy – to informacja przydatna dla nas wszystkich – z monitorów komputerowych. Na bazie wyciągu wodnego z kwiatów chabra bławatka produkuje się ponadto krople oczne o działaniu ściągającym i usuwającym podrażnienia.

Naparu z kwiatów można również używać do płukania gardła, ponieważ chaber bławatek działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie na błony śluzowe jamy ustnej.

W twojej kosmetyczce

Dobroczynny wpływ wyciągu z chabra bławatka stawia go w rzędzie cenionych składników kosmetycznych. Można go znaleźć m.in. w:

  • kremach i tonikach do skóry trądzikowej i tłustej – działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie i zmiękczająco,
  • kremach pod oczy – łagodzi podrażnienia, zaczerwienienia oraz niweluje widoczne sińce pod oczami,
  • preparatach do cery naczynkowej – wzmacnia naczynia i łagodzi zaczerwienienia,
  • preparatach do cery suchej – zmniejsza łuszczenie oraz przywraca jędrność i elastyczność skóry,
  • szamponach – dzięki dużej zawartości antocyjanów ma właściwości łagodnie myjące oraz pomaga w walce z łupieżem,
  • płukankach do pielęgnacji włosów siwych – niweluje odcień żółci i nadaje włosom jasny, popielatoniebieski kolor,
  • hydrolatach bławatkowych – działa przeciwzapalnie i tonizująco,
  • olejkach eterycznych – są wykorzystywane w przemyśle perfumeryjnym.

Na upalne dni

Chaber to nie tylko roślina lecznicza i składnik używany w kosmetykach, ale także w kuchni. Oto przepis na domową lemoniadę orzeźwiającą z jego dodatkiem:

  • 1/2 l płatków kwiatu
  • 4 l wody
  • miód
  • 2 cytryny lub pomarańcze

Sposób przygotowania:

  • Wodę gotujemy, studzimy i dosładzamy miodem.
  • Płatki chabra wkładamy do słoika, zalewamy wodą i odstawiamy w słoneczne miejsce.
  • Po tygodniu przecedzamy, dodajemy świeżo wyciśnięty sok z cytryn lub pomarańczy. Przelewamy do butelek, wstawiamy do lodówki.
  • Można również dodać kilka kropli.
  1. Styl Życia

Dziś Światowy Dzień Oceanów

Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)
Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)
8 czerwca to doskonała okazja, by przypomnieć o konieczności ochrony mórz i oceanów, bo ich kondycja w dużej mierze zależy od działalności człowieka. Organizator akcji społecznej Naturalnie Bałtyckie podpowiada co każdy z nas może robić, byśmy mogli cieszyć się ich naturą i w pełni korzystać z dobrodziejstw ich zasobów.

Jak mogę chronić wody i zasoby mórz i oceanów?

Morza i oceany zajmują ponad 70% powierzchni naszej Planety. Produkują większość dostępnego tlenu, regulują klimat oraz stanowią ważne źródło pożywienia dla ponad 3 mld ludzi na Ziemi. Dziś z powodu nieodpowiedzialnej działalności człowieka ekosystemy morskie są zagrożone. Żeby zahamować i odwrócić ten proces potrzebne są zdecydowane działania, te odgórne, systemowe, ale także i nasze codzienne nawyki mogą wspierać i chronić wody mórz i oceanów.

Wszechobecny plastik

Jednym z największych, globalnych problemów mórz i oceanów są ogromne ilości plastikowych śmieci. Co roku blisko 10 milionów ton plastiku dostają się do wód. Z powodu plastikowych odpadów rocznie ginie ponad milion morskich ptaków i sto tysięcy morskich ssaków, a mikroplastik staje się wszechobecny także w naszym pożywieniu. Dla dobra środowiska i nas samych musimy ograniczyć zużycie plastiku na rzecz tworzyw biodegradowalnych. Dlatego nie kupujmy wody w plastikowych butelkach, tylko pijmy tę z kranu, korzystajmy z bardziej ekologicznych wielorazowych opakowań, a na zakupy zabierajmy ze sobą woreczki wielorazowe na warzywa i owoce, czy torbę bawełnianą zamiast plastikowej reklamówki. Segregujmy także odpady – w szczególności te, które mogą być poddane recyklingowi.

Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)

Ocieplenie klimatu

Olbrzymim zagrożeniem dla ekosystemów morskich są zmieniający się klimat i rosnące temperatury, wynikające z działalności człowieka. Cieplejsze wody oceanów to coraz mniej tlenu, mniej składników odżywczych i zmieniający się skład chemiczny wody. To powoduje, że wiele organizmów morskich zmuszonych jest do migracji, porzuca swoje dotychczasowe siedliska, co zaburza funkcjonowanie łańcuchów pokarmowych. Zmieniają się typowe rozmieszczenia populacji dzikich ryb, co także pogarsza warunki życia lokalnych społeczności związanych z rybołówstwem. Każdy stopień wyżej średniej temperatury atmosferycznej to blisko 3 mln ton ryb mniej. Według ekspertów z powodu zmian klimatycznych roczne połowy mogą zmniejszyć się nawet o 50 %. Dlatego jednym z podstawowych zadań współczesnego człowieka jest zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. Każdy z nas może zmniejszyć jego emisję wybierając komunikację miejską lub rower, zamiast samochodu, czy zmniejszając spożycie mięsa, bo przemysłowa produkcja mięsa jest odpowiedzialna za emisję 18% gazów cieplarnianych, to więcej niż wszystkie środki transportu (statki, samochody, samoloty itp.)

Chrońmy Morze Bałtyckie

Przy okazji Światowego Dnia Oceanów warto także pochylić się nad problemami naszego dobra narodowego, jakim jest Morze Bałtyckie. Bałtyk jest zbiornikiem półzamkniętym. Wymiana jego wód zachodzi jedynie z Morzem Północnym, za pośrednictwem wąskich i płytkich Cieśnin Duńskich. Pełna wymiana wód trwa do 30 lat. Dlatego wszelkie zanieczyszczenia będą zalegały w nim przez lata.

Jednym z najpoważniejszych negatywnych zjawisk Bałtyku jest eutrofizacja oznaczająca przeżyźnienie środowiska wodnego, które zachodzi na skutek zbyt dużych ilości związków azotu i fosforu (biogeny) w wodzie powodujących masowy zakwit glonów i sinic. Obumierające glony opadają na dno zbiornika, gdzie ulegają rozkładowi tworząc pustynie beztlenowe tzw. martwe strefy, w których zamiera życie. Biogeny pochodzą ze ścieków, z przemysłu, ale aż w 50% z rolnictwa. Rolnictwo masowo wykorzystuje w swojej działalności nawozy sztuczne, które wodami gruntowymi, wpływają do rzek, a następnie do Bałtyku. Dlatego kupując warzywa i owoce wybierajmy te uprawiane naturalnie, bez użycia nawozów sztucznych, co będzie zdrowsze nie tylko dla nas samych, ale także korzystniejsze dla wód Morza Bałtyckiego.

Morza i oceany możemy chronić także podejmując właściwe decyzje przy zakupie ryb do konsumpcji. Kupując ryby, wybierajmy te, które wyławiane są w naszym kraju. Wspieramy w ten sposób rodzime rybołówstwo, ale także przyczyniamy się do zmniejszenia śladu węglowego. Ryby łowione poza Bałtykiem, muszą być transportowane tysiące kilometrów, a to wiąże się ze znacznie większym zużyciem paliwa.

Aby mieć pewność, iż sposób połowu ryb nie ma wpływu na stan dzikich populacji stawiajmy na mniej popularne gatunki. Wysoki popyt na niektóre ryby może prowadzić do przetrzebienia stad. Dlatego spróbujmy mniej popularnych ryb bałtyckich i do tego takich, których populacja nie jest zagrożona np.: storni (popularnie zwanej flądrą), czy szprota.

9 nawyków, które chronią morza i oceany

  1. używaj mniej plastiku
  2. pij wodę z kranu
  3. segreguj śmieci
  4. nie śmieć na ziemię, bo każdy odpad kanalizacją, a potem rzekami może trafić do morza
  5. przesiądź się na rower lub korzystaj z transportu publicznego,
  6. jedz mniej mięsa
  7. kupuj naturalne warzywa i owoce
  8. używaj naturalnych środków czyszczących, detergentów i kosmetyków
  9. kupując ryby wybieraj te ze zrównoważonych łowisk
  1. Styl Życia

Las na receptę

Wszyscy pochodzimy z lasu. Dlatego często, niejako automatycznie, zaczynamy się odprężać, kiedy tylko wchodzimy między drzewa. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)
Wszyscy pochodzimy z lasu. Dlatego często, niejako automatycznie, zaczynamy się odprężać, kiedy tylko wchodzimy między drzewa. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)
Dawniej podczas zarazy królowie polscy mieli zwyczaj zjeżdżać do Puszczy Białowieskiej. Teraz znów to robimy, wracamy do lasu – mówi Katarzyna Simonienko, doktor psychiatrii, przewodniczka kąpieli leśnych, autorka książki „Lasoterapia”.

Co pani czuje, gdy wchodzi do lasu?
To zależy, z jaką głową tam wchodzę. Kiedy jestem bardzo zapracowana, idę do lasu, by na chwilę się zresetować, odpocząć. Wnoszę więc do niego mnóstwo splątanych myśli, stopniowo robi się ich coraz mniej, aż pojawia się spokój. Innym razem już od początku czuję energię i zaciekawienie, bo mam wolny dzień, dobry humor i wchodzę do lasu z nastawieniem: co mnie dziś zaskoczy? Czasem przepełnia mnie radość, czasem – refleksyjność. Las też się zmienia... Parafrazując – nie można wejść dwa razy do tego samego lasu. Mam wrażenie, że nawet ten sam las i ta sama w nim ścieżka, którą idę, nigdy nie są takie same.

Obręb Ochronny Rezerwat Białowieskiego Parku Narodowego. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)Obręb Ochronny Rezerwat Białowieskiego Parku Narodowego. (Fot. Katarzyna i Kamil Simonienko)

Wiele osób boi się lasu. W literaturze i kinie las jawi się jako złowrogi, można się tu zgubić. Z jakimi reakcjami spotyka się pani najczęściej?
Na szczęście wśród osób, z którymi wybieram się na leśne wyprawy w ramach lasoterapii, strach pojawia się najrzadziej, ale się pojawia. Przychodzą na przykład osoby, które mają niewiele wspólnego z lasem, a chciałyby się przełamać i go lepiej poznać. Takie podejście zwykle wiąże się z tym, co nam się wpaja na temat lasu w dzieciństwie lub późniejszym życiu – że to miejsce niebezpieczne i że może nas tam spotkać wiele złego zarówno ze strony przyrody, jak i ludzi. Jeśli najbliższe środowisko nasiąka taką niechęcią do przyrody – że to tylko kleszcze, komary i inne choroby – w dziecku pojawia się opór lub niechęć. Choć niekiedy dzieje się też odwrotnie – na zasadzie buntu i tego, że zakazane pociąga.


Jeżeli las jest czymś, czego nie znamy i nie rozumiemy, to rzeczywiście może przerażać. Nie tylko dzieci. Kiedy byłam na zjeździe International Forrest Therapy Days w Finlandii, pojawił się nawet pomysł, by relaksować się w lesie, rozstawiając namiot z wydrukiem drzew od środka. Wielu uczestników w ogóle nie miało doświadczenia kontaktu z lasem naturalnym, dzikim, jakim jest nasza Puszcza Białowieska. Było dla nich nie do pojęcia, że u nas są żubry i wilki. Moja koleżanka Basia Bańka, też przewodniczka po Białowieskim Parku Narodowym, powiedziała wtedy: „Ale nie da się nauczyć pływać, jeśli człowiek się nie zamoczy”. To nic, że las jest dziki, on ma swoje zasady. Wystarczy je poznać – mam tu na myśli choćby zwyczaje mieszkających w nim zwierząt – i nie ma co bać się ataku wilka czy żubra, przy zachowaniu odpowiedniego dystansu i szacunku są to fantastyczne spotkania. Nie warto też rezygnować z bycia w przyrodzie z powodu obaw przed złapaniem kleszcza, którego spotkać można także w mieście. Lepiej zapoznać się z profilaktyką.

Bory Tucholskie i Zalew Koronowski z lotu ptaka. (Fot. iStock)Bory Tucholskie i Zalew Koronowski z lotu ptaka. (Fot. iStock)

Część z nas wchodzi do lasu jak do świątyni. Część wchodzi do niego jak do siebie, do domu. Dla pani las to dom czy świętość?
Osobiście łączę oba podejścia. Dziś czuję się tu bardzo swobodnie, choć doskonale pamiętam moment, kiedy jako już dorosła osoba po raz pierwszy weszłam do Puszczy Białowieskiej i miałam wrażenie, że nie jestem u siebie. Dobrze znałam lasy hodowlane, w których bioróżnorodność jest skromna i gdzie niewiele mnie mogło zaskoczyć, natomiast w puszczy poczułam ogromny respekt i szacunek do przyrody. Pojawiła się chęć, by zgłębiać ten ekosystem. Im więcej się dowiadywałam na temat puszczy, tym mniej się jej obawiałam i bardziej się zaprzyjaźniałyśmy.

Las iglasty, czyli bór. Wydziela więcej olejków eterycznych niż las liściasty. (Fot. iStock)Las iglasty, czyli bór. Wydziela więcej olejków eterycznych niż las liściasty. (Fot. iStock)

Las to dziś moje miejsce pracy i relaksu, ale też świątynia. Bywa, że nadal czuję się w niej jak mrówka. Dla nas, ludów praindoeuropejskich, symbol drzewa czy gaju zawsze był święty i pojawiał się w bardzo wielu kulturach. U Słowian wierzono w święte drzewo, wokół którego powstał świat. Tak samo było w kulturach nordyckich, gdzie czczono ogromny jesion Yggdrasil, który był osią świata i łączył różne rzeczywistości – ludzi, duchów i istot nadprzyrodzonych. Jest nawet termin axis mundi – „oś świata”, w wielu kulturach wyobrażana przez drzewo, które gałęziami wrasta w niebiosa, a korzeniami w świat podziemny, łącząc je ze sobą oraz z ziemią, czyli światem doczesnym.

Borsuk europejski, występuje w lasach liściastych w całej Polsce. (Fot. iStock)Borsuk europejski, występuje w lasach liściastych w całej Polsce. (Fot. iStock)


W kulturze chrześcijańskiej jest ogród rajski, a w nim drzewo poznania dobra i zła. Słowianie wierzyli, że wśród drzew, w świętych gajach, słuchają nas bogowie, chrześcijanie – że las jest dziełem Stwórcy, czyli jest doskonały taki, jaki jest. W naszym kręgu kulturowym, który jest nie tylko słowiański, lecz także chrześcijański, mamy więc możliwość obcowania z prawdziwym sacrum.

W książce „Lasoterapia” pisze pani, że już jako dziewczynka czuła pani więź z lasem, którą wzmagały opowieści o Robin Hoodzie. Dla niego las był schronieniem, ale i ucieczką. Dziś, w czasach pandemii, las znów pełni te funkcje. Nigdy nie bywałam tak często w lesie jak ostatnio.
Wielokrotnie w różnych kryzysowych sytuacjach uciekaliśmy do lasu. Robin Hood to piękna legenda z czasów średniowiecza, ale przypomnijmy sobie choćby naszych partyzantów w trakcie drugiej wojny światowej. W dawniejszych czasach, kiedy panowała zaraza, królowie polscy mieli zwyczaj zjeżdżać do Puszczy Białowieskiej, żeby nie zachorować. I teraz znów to robimy.

Pióropusznik strusi – tę paproć można spotkać w wielu polskich lasach, między innymi w Puszczy Augustowskiej i Boreckiej.(Fot. iStock)Pióropusznik strusi – tę paproć można spotkać w wielu polskich lasach, między innymi w Puszczy Augustowskiej i Boreckiej.(Fot. iStock)

Las nam daje poczucie bezpieczeństwa, i to są atawistyczne, czyli bardzo pierwotne reakcje, które przypływają do naszej świadomości z przyczyn ewolucyjnych. Jako gatunek wychowaliśmy się na sawannie, potem przenieśliśmy się do lasu i właściwie wyprowadziliśmy się z niego dopiero około 200 lat temu do dużych miast. My wszyscy pochodzimy z lasu. Dlatego kiedy tylko do niego wracamy, pojawiają się w nas sygnały, że nasze podstawowe potrzeby zostaną zaspokojone: od wyżywienia, przez to, że będzie woda, po drewno, które da nam schronienie i ciepło ogniska. Naturalnie gdyby ktoś z nas zmuszony był nagle, z godziny na godzinę, zacząć żyć w lesie, prawdopodobnie nie wiedziałby, jak się do tego zabrać, ale gdzieś głęboko w naszej podświadomości jest informacja, że to jest możliwe. Nic dziwnego, że niejako z automatu zaczynamy się odprężać, gdy tylko wchodzimy między drzewa.
A skoro jesteśmy przy temacie pandemii – las jest bezpiecznym miejscem także dlatego, że jest tu mniejsze ryzyko zakażenia się koronawirusem. Po pierwsze, swobodnie można zachować dystans, nawet mimo tego, że obecnie w lasach są tłumy. Po drugie, jest świeże powietrze, a po trzecie, drzewa i roślinność wydzielają substancje antywirusowe wzmacniające naszą odporność.

Paproć długosz królewski, roślina objęta w Polsce ochroną gatunkową, występuje między innymi w Puszczy Niepołomickiej. (Fot. iStock)Paproć długosz królewski, roślina objęta w Polsce ochroną gatunkową, występuje między innymi w Puszczy Niepołomickiej. (Fot. iStock)

Jest pani lekarzem psychiatrą, przyrodniczką i przewodniczką kąpieli leśnych. Co te perspektywy wnoszą do pani wiedzy na temat wpływu lasu na nasze samopoczucie?
Punktem stycznym tych profesji jest praca ze stresem. Jako psychiatra i jako przyrodnik mam tym większą świadomość tego, jak kojąco przyroda wpływa na nasz system nerwowy. Obecnie to ogólnie dostępna wiedza naukowa, nie tylko intuicyjna.
Dziś, jeśli z różnych przyczyn nie mogę wysłać pacjentów na zorganizowane treningi relaksacyjne, mogę po prostu wysłać ich do lasu, bo wiem, jak wiele dobrego kontakt z przyrodą robi dla odporności, psychiki oraz wielu innych systemów i układów w naszym ciele. Las nigdy nie zastąpi leków, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z kliniczną depresją. Nie wyleczy ze wszystkich chorób, ale może być świetną profilaktyką, uzupełnieniem klasycznego leczenia oraz narzędziem rehabilitacji. W dodatku jest za darmo i nie powoduje żadnych niekorzystnych interakcji. Jeśli traktujemy dziką przyrodę z odpowiednim szacunkiem i wiedzą.

Lasoterapia, Katarzyna Simonienko, doktor nauk medycznych, psychiatra, certyfikowany przewodnik kąpieli leśnych, związana z Puszczą Białowieską. Swoim pacjentom przepisuje las na receptę. (Fot. materiały prasowe)Lasoterapia, Katarzyna Simonienko, doktor nauk medycznych, psychiatra, certyfikowany przewodnik kąpieli leśnych, związana z Puszczą Białowieską. Swoim pacjentom przepisuje las na receptę. (Fot. materiały prasowe)

  1. Kultura

Nowy dokument z udziałem Davida Attenborougha już niedługo trafi na Netflix

Kadr z filmu dokumentalnego
Kadr z filmu dokumentalnego "Świat na granicy: Nasza planeta oczami naukowców". (Fot. materiały prasowe Netflix)
"To właśnie teraz jest dekada decydująca o przyszłości ludzkości na Ziemi" - słyszymy w zwiastunie filmu dokumentalnego "Świat na granicy: Nasza planeta oczami naukowców". David Attenborough i naukowiec Johan Rockström badają w nim degradację bioróżnorodności Ziemi i sprawdzają, czy możemy jeszcze zapobiec kryzysowi.

„Świat na granicy” opowiada o ustaleniach naukowych profesora Johana Rockströma, który cieszy się uznaniem na całym świecie. To historia o najważniejszym odkryciu naukowym naszych czasów — o tym, że ludzkość maksymalnie przesunęła granice zapewniające stabilność życia na Ziemi przez 10 000 lat, od zarania cywilizacji.

Podczas 75 minut filmu wybierzemy się w podróż, podczas której dowiemy się, jakich granic absolutnie nie wolno nam przekroczyć, nie tylko ze względu na stabilność naszej planety, ale przede wszystkich z uwagi na przyszłość ludzkości. Poznamy rozwiązania, które możemy i musimy wdrożyć już teraz, jeżeli chcemy chronić mechanizmy utrzymujące życie na Ziemi.

Narratorem filmu dokumentalnego „Świat na granicy: Nasza planeta oczami naukowców” jest sir David Attenborough. Za produkcję odpowiada uhonorowany wieloma nagrodami zespół z wytwórni Silverback Films, która stworzyła przełomowy serial „Nasza planeta” oraz dokument „David Attenborough: Życie na naszej planecie”. Film przedstawia podstawy naukowe obu tych wpływowych produkcji.

„Świat na granicy: Nasza planeta oczami naukowców” będzie można obejrzeć od 4. czerwca na platformie Netflix.

(Fot. materiały prasowe Netflix)(Fot. materiały prasowe Netflix)
  1. Psychologia

Jak wypoczywać, żeby wypocząć? W otoczeniu natury

Najbliżej natury jesteśmy wtedy, gdy nie interesuje nas podbijanie świata, tylko jesteśmy w stanie fascynacji nim. (Fot. iStock)
Najbliżej natury jesteśmy wtedy, gdy nie interesuje nas podbijanie świata, tylko jesteśmy w stanie fascynacji nim. (Fot. iStock)
Rezygnując z kontaktu z naturą, tracimy wolność – przestrzega filozof Marcin Fabjański. Podpowiada, jak rozwijać w sobie wrażliwość na przyrodę i jaki rodzaj bliskości z nią przynosi nam najwięcej pożytku.

Ostatnio słyszymy o wielu nowych trendach, w których natura gra główną rolę. Skąd wziął się ten dzisiejszy zwrot ku naturze?
Jesteśmy związani z naturą od początku istnienia człowieka jako gatunku. Na to, co się dzieje teraz, patrzę nie jak na coś nowego, jakieś odkrycie, tylko jak na powrót. Możemy się tylko dziwić, dlaczego musimy wracać do czegoś, co jest tak oczywiste.

Według naukowców w latach 50. XX wieku rozpoczął się antropocen, czyli nowa era geologiczna, którą charakteryzuje niszczycielski wpływ człowieka na Ziemię. Czy to wtedy odwróciliśmy się od natury?
To stało się dużo wcześniej. Kiedy spojrzymy na to, jak się toczyły nasze dzieje, zobaczymy, że zawsze było napięcie i konflikt między czymś, co można nazwać zbiorczo naturalizmem, a personalizmem, który stawia jednostki ponad naturę. Elementy odrywania się od natury widać już na początku naszej cywilizacji, np. w filozofii Platona. Potem było jeszcze kilka zdarzeń, które nas stopniowo od natury odsuwały. Jednym z nich są narodziny chrześcijaństwa, które, karmiąc się Platonem, stworzyło pojęcie niezależnej duszy. A dla niej rozgrywka o szczęście ma miejsce nie tylko w przyrodzie, ale też w pewnej opowieści toczącej się w innym świecie. Trudno oczekiwać od formacji kulturowej, która przyjęła taki pogląd za podstawowy, żeby żyła w harmonii z naturą. W obrębie filozofii chrześcijańskiej mamy też św. Franciszka, który dostrzegał jedność człowieka i natury, ale on jest wyjątkiem. Potem był Kartezjusz, który podzielił świat na substancję myślącą, czyli istotę ludzką, i substancję rozciągłą: drzewa, kwiaty, noc, dzień, słońce czy cień. Według zapoczątkowanej przez niego filozofii nowożytnej nie dość, że substancja myśląca nie styka się w ogóle z substancją rozciągłą, to nie styka się nawet z ciałem. I tak oto mamy współczesnego człowieka z technologią, która zupełnie odcięła go od naturalnych procesów. Na szczęście zreflektowaliśmy się, że ponieważ tak odeszliśmy od natury, to nie przetrwamy jako cywilizacja. I stąd pewnie ten powrót.

Wracamy ze strachu?
To najlepszy nauczyciel.

Mam wrażenie, że nasz stosunek do natury zależy też od tego, ile mamy lat. Wczesne dzieciństwo i późna dojrzałość to dwa okresy, w których jesteśmy chyba najbardziej otwarci na przyrodę.
Najbliżej natury jesteśmy wtedy, gdy nie interesuje nas podbijanie świata, tylko jesteśmy w stanie fascynacji nim. Dziecko może się w pełni jej oddać, bo ma ten komfort, że przez pierwsze lata życia jest chronione. Potem zostaje wessane przez system edukacji, który tę fascynację zabija. Zaczyna podbijać świat, serca rówieśników i rynek pracy. Do momentu, gdy orientuje się, że ta ekspansja nie jest źródłem szczęścia. Podboje przestają być atrakcyjne. Czasem dzieje się to w starszym wieku, ale niekoniecznie – na przykład ekolodzy rekrutują się głównie z młodych ludzi. I dobrze, bo młodzi mają więcej energii, żeby dajmy na to tygodniami blokować wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej.

Sądzi pan, że niektórzy z nas mają większą inteligencję przyrodniczą, zdolność dostrajania się do natury?
Ja nazywam to „inteligencją otwartego źródła”, która bierze się z pełnego połączenia ze środowiskiem. Jej wyrazem są na przykład tamy budowane przez bobry. Kiedyś zastanawiałem się, skąd one wiedzą, jak zrealizować tak skomplikowany projekt, jak potrafią przewidzieć, kiedy rzeka będzie wzbierać, a kiedy wysychać... Człowiek do tego celu musiałby stworzyć plan techniczny wielkości grubej książki. Ale jeśli te bobry poobserwujemy, to zrozumiemy, że ich inteligencja bierze się ze współistnienia ze środowiskiem. Pochodzi z zewnątrz, jest wynikiem interakcji z naturą. Jeśli wysłalibyśmy bobry na Marsa – załóżmy, że miałyby tam czym oddychać – to one stałyby się tam zupełnie głupie, bo Mars nie jest ich naturalnym środowiskiem. Po iluś pokoleniach pewnie rozwinęłyby w sobie inteligencję nowego środowiska, ale wtedy nie byłyby już bobrami.

Czy tę inteligencję otwartego źródła możemy w sobie wykształcić?
Oczywiście. Człowiek ma w sobie ogromny potencjał, tyle że jest trenowany w innym kierunku, dlatego tę inteligencję w sobie zatraca. Rozwijanie jej polega na nauce obdarzania natury uwagą w określony sposób. Chodzi o to, by zainteresować się przebiegiem różnych procesów, które w niej zachodzą, ale nie po to, by wykorzystać je do jakiegoś celu, tylko by być obecnym. Konieczna jest też zmiana hierarchii wartości. Teraz na jej szczycie u większości z nas są ludzie, zwłaszcza ci, którzy mogą nam coś dać. Zwierzęta, jeśli są gdzieś wyżej, to głównie w roli pieszczochów z Facebooka, a już rośliny znajdują się bardzo nisko. Są jakimś poślednim bytem. Nie chodzi o to, by postawić przyrodę na szczycie nowej hierarchii, ale by w ogóle ją dostrzegać. Zrozumieć, że życie na naszej planecie opiera się na współistnieniu.

Jak się przebudowuje taką hierarchię?
Za pomocą refleksji, introspekcji, lektury, wyeksponowania swojego ciała na przyrodę i obserwacji tego, co się potem stanie. W Apenińskiej Szkole Żywej Filozofii odnajdujemy różne perełki historyczne i próbujemy spojrzeć na świat w taki sposób jak wielcy myśliciele. Leonardo da Vinci uważał planetę za żywy organizm. Woda była jej krwią, ziemia – mięśniami, a łańcuchy górskie – kośćcem. Na podstawie średniowiecznych traktatów medytacyjnych zaprojektowałem serię ćwiczeń poświęconych czterem pierwiastkom, żywiołom: wodzie, ziemi, ogniowi i powietrzu. Najciekawsza z perspektywy pedagogicznej jest dla mnie woda – bardzo dobry pośrednik między nami a środowiskiem. Jej obserwacja jest w stanie sprawić, że będziemy spokojniejsi, cierpliwsi, łagodniejsi.

Mnie obserwowanie wody kojarzy się głównie z siedzeniem nad morzem i patrzeniem na fale.
Chodzi o coś zupełnie innego. Kiedy siedzimy nad morzem i obserwujemy fale rozbijające się o brzeg, to cały czas jesteśmy w świecie koncepcji: plaża, my, morze i poszczególne fale. Natomiast nasze ćwiczenia polegają na śledzeniu pierwiastka wody w ciele. Według wspomnianych traktatów ma ona różne cechy: płynność, wilgotność, łagodność, zdolność dostosowania się czy wiązania – na przykład piasku. Właśnie ich szukamy w ciele – płynności pod językiem czy wokół gałki ocznej. Chodzi o uwagę, uczymy się pewnego doznania. Skanujemy całe ciało i odkrywamy swoje hydroterytorium. To pozwala uzyskać wewnętrzny spokój już po dwóch minutach, jeśli wykona się ćwiczenie prawidłowo. W celu medytacji pierwiastków jedziemy też nad wodospad. Siadamy w miejscu, w którym unoszą się drobinki wody. Obserwujemy, jak to wilgotne powietrze oddziałuje na naszą skórę. W pewnym momencie dociera do nas, że woda na zewnątrz i wewnątrz nas jest tym samym. Pojawia się silne poczucie współistnienia z krajobrazem. Podobnie postępujemy z kolejnymi pierwiastkami. Na przykład z ogniem związane jest ciepło i zimno, z powietrzem – nacisk, ciśnienie, a z ziemią – miękkość i twardość…

Co tracimy, rezygnując z kontaktu z naturą?
Mówienie o tym, że „coś tracimy”, jest zdecydowanie zbyt delikatne.

To może „odcinamy kawałek siebie”?
Jeśli założę, że „ja” to jest ten, który siedzi za biurkiem 10 czy 12 godzin i tylko czasem ma kontakt z przyrodą, to z tej perspektywy można mówić o odcinaniu kawałka siebie. Ale moim zdaniem „ja” to ten, który jest częścią naturalnego procesu życia i z tego punktu widzenia nie tyle odcinamy kawałek siebie, co stajemy się patologią. Jesteśmy coraz głupsi. Tracimy wolność. Młodzi ludzie, którzy całe godziny spędzają wpatrzeni w ekran, zapędzają się w ślepą uliczkę. Wszystko zmierza do tego, by jednym przyciskiem sterować człowiekiem. Wyobraźmy sobie, że dajemy hasło „idź, zabijaj!” osobie, która jest osadzona w naturze i dzieciakowi, który godzinami wpatruje się w ekran. Kto będzie bardziej odporny na wpływ?

Mamy jakieś szanse na realny powrót do natury?
Wiem, że najlepiej by było powiedzieć: „Drodzy czytelnicy, medytujcie 10 minut dziennie i oddychajcie głęboko, a będziecie prowadzić szczęśliwe życie”, ale, niestety, tu nie ma prostych rozwiązań i łatwych wyborów. Zwykle potrzebny jest jakiś impuls, żeby się przebudzić, czasem tragedia, która odziera nas ze złudzenia, że można sobie szczęście skumulować, gromadząc przedmioty, będąc ponad innymi, zdobywając władzę. Warto zrobić taki eksperyment: zakwestionować znane prawdy, stwierdzić „nic nie wiem” i spojrzeć świeżym okiem na życie. Zastanowić się nad przyczynami swoich działań i wyborami, których dokonujemy mechanicznie. Pomyśleć o konsekwencjach dla nas, natury, innych ludzi, naszych dzieci. Zawsze też jest jakaś możliwość przeorganizowania życia. Można świadomie zwiększać kontakt z przyrodą: wyjeżdżać za miasto, wybierać drogę do pracy, która wiedzie przez park, nawet jeśli zabetonowaną ulicą byłoby szybciej.

Naukowcy zbadali, że natura ma na nas dobry wpływ, nie tylko kiedy jesteśmy w lesie, ale też gdy uprawiamy ogródek czy nawet patrzymy na namalowany pejzaż.
Ten wpływ jest jednak najbardziej korzystny, gdy jesteśmy w naturze i nie mamy do wykonania żadnych zadań. Gdy przyroda nie jest dla nas środkiem do żadnego celu. Tak wynika z badań nad flow, czyli stanem przepływu.

A hodowanie roślin? Możemy przecież dbać o roślinkę, obserwować, jak rozwija się, uczyć się jej.
Wszystko zależy od podejścia, bo mogę rośliny hodować, żeby je sprzedać, a mogę je uprawiać, żeby obserwować różne procesy i naszą wzajemną relację. Tak samo jak mogę iść do lasu, by pobiegać i budować Twoje ego albo by kontemplować przyrodę. Uważam, że im mniej ingerencji w naturę, tym lepiej. Las sadzony przez człowieka niewiele nauczy nas o procesie życia. Co innego puszcza. W niej jesteśmy świadkami ciągłej transformacji. Z gnijących drzew wyrastają pędy i nie da się określić, które ich części są młode, a które stare.

W jaki sposób pan stara się zbliżyć do natury?
Wyniosłem się z miasta, staram się wyjść na tyle, na ile się da z obrotu kapitalistycznego. Przestałem latać do Azji, bo wiem, jak transport lotniczy szkodzi naszej planecie. Próbuję nie pracować zbyt ciężko.

Widzi pan w sobie jakąś zmianę?
Zdecydowanie tak. Mam większą wrażliwość, widzę szczegóły, intensywniej odczuwam bodźce, mam lepszą intuicję. Kiedyś, gdy szedłem do lasu, w głowie kłębiły mi się różne myśli. Dziś jestem nastawiony na dostrzeganie.

Źródło deficytu natury

To termin stworzony przez dziennikarza i reportera Richarda Louva jako nazwa dla zaburzenia, które się pojawia, gdy ludzie, a przede wszystkim dzieci, spędzają zbyt mało czasu na świeżym powietrzu. Brak kontaktu z naturą powoduje problemy fizyczne i psychiczne, z lękami i dystrakcjami włącznie. Wśród najczęstszych konsekwencji wymienia się:

  • choroby cywilizacyjne wynikające z braku ruchu i nieodpowiedniej diety, pojawiające się na coraz wcześniejszych etapach życia;
  • trudności w koncentracji uwagi;
  • utratę umiejętności radzenia sobie w warunkach odbiegających od tych sztucznie wykreowanych przez cywilizację;
  • przewlekły stres, którego nie potrafimy w zdrowy sposób odreagować, popadając w pracoholizm, nałogi i zaburzenia psychiczne;
  • zmniejszenie kreatywności i produktywności.