1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Dom Beaty Sadowskiej - opowieści ognia i gór

Dom Beaty Sadowskiej - opowieści ognia i gór

Mimi, suczka Beaty Sadowskiej, podobnie jak domownicy, uwielbia się wygrzewać przed kominkiem. (Fot. Celestyna Król)
Mimi, suczka Beaty Sadowskiej, podobnie jak domownicy, uwielbia się wygrzewać przed kominkiem. (Fot. Celestyna Król)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
U podnóży Alp, z kominkiem, krowimi dzwonkami i widokiem na Mont Blanc. W tym klimatycznym górskim wnętrzu Beata Sadowska znajduje schronienie i spokój, nie tylko w czasie pandemii.

Dom jest położony na wysokości 1250 metrów nad poziomem morza, nie jest więc typowo górskim domem. To stara, prawie 300-letnia stodoła, przerobiona na mieszkania. Jak to się mówi, dom z duszą. Idealnie wkomponowany w otoczenie, zrobiony z kamienia i drewna. Kiedy pierwszy raz przyjechałam go obejrzeć, Paweł, mój partner, bał się, że mi się nie spodoba. Było wtedy strasznie zimno, a do tego lało. Pomyślałam sobie: „Boże, gdzie ja jestem?!”. Ale kiedy weszłam do środka i zobaczyłam ogień w kominku, poczułam, że tu jest właśnie moje miejsce. Od razu skradł mi serce.

(Fot. Celestyna Król) (Fot. Celestyna Król)

Ciepłolubna

Lubię przestrzenie, które są prawdziwe, nie z katalogu, nie wygładzone i nieskazitelne, ale które pokazują historię ludzi w nich mieszkających. Lubię też inteligentną architekturę, która się wpisuje w krajobraz. A ten dom tak właśnie ma. Salon połączony z kuchnią, z wielkim oknem i widokiem na Mont Blanc, jest jednocześnie kuchnią, jadalnią, pokojem dzieci, biurem moim, Pawła i jeszcze legowiskiem naszej suczki Mimi. Jest stale bijącym sercem domu. Paweł się czasem denerwuje, że szybko robi się tu bajzel, ale mu tłumaczę, że jak dom żyje, to musi być to widać.

(Fot. Celestyna Król) (Fot. Celestyna Król)

Nie lubię, jak dom jest muzeum, i nie lubię, jak jest katalogiem sztuki współczesnej. Żadna z tych historii nie jest moja. Wolę łączyć te dwa światy. Mamy tu mnóstwo starych sprzętów, ale takich naprawdę starych, jak drewniane narty, stare łyżki, zdjęcia i obrazy na ścianach. A do tego bardzo wygodne łóżko z porządnym materacem, zupełnie współczesne lampy, przy których mogę prowadzić warsztaty czy nagrywać wykłady, i sprzęt grający, bo oboje bardzo lubimy muzykę.

Wygodne łóżko to podstawa. (Fot. Celestyna Król) Wygodne łóżko to podstawa. (Fot. Celestyna Król)

Mamy też kominek. Jestem z natury ciepłolubna, a w ogień mogę się gapić godzinami. Uważam, że ma w sobie niesamowitą magię. Uwielbiam taki obrazek: dzieci siadają przed nim wieczorem na wielkich pufach i zasypiają kołysane rytmem naszych głosów, a my je tylko przenosimy potem do łóżeczek.

Nowoczesność miesza się tu z tradycją. (Fot. Celestyna Król) Nowoczesność miesza się tu z tradycją. (Fot. Celestyna Król)

Dom ma dwa tarasy, na jednym jest słońce rano, na drugim – po południu. Latem podążamy za nim, przenosząc się tam, gdzie akurat świeci. No i ta natura wokół... Wchodzi oknami, drzwiami i każdą wolną przestrzenią. Góry to kolejny żywioł, który mogłabym podziwiać bez przerwy. Z jednej strony piękne, z drugiej – budzące szacunek i uczące pokory. Oczywiście każdego, kto jest rozsądny. Nasi goście po dwóch dniach pobytu mówią, że tak odpoczęli, jakby byli tu co najmniej tydzień. Nie ma nic bardziej kojącego, a jednocześnie dodającego energii niż te dwa widoki: ogień i góry.

Drewniane drzwi w łazience prowadzą do prysznica i sauny, idealnego zakończenia górskich wycieczek. (Fot. Celestyna Król) Drewniane drzwi w łazience prowadzą do prysznica i sauny, idealnego zakończenia górskich wycieczek. (Fot. Celestyna Król)

Wspólnie z Pawłem postanowiliśmy, że odkąd pojawiły się dzieci, nie będę ekstremalnie chodzić po górach. Praca Pawła – a jest przewodnikiem wysokogórskim – jest już wystarczająco wymagająca i niebezpieczna, żebyśmy oboje się narażali. Ale nadal spaceruję i biegam po górach. To nie są żadne sporty wyczynowe, robię to wyłącznie dla siebie i odpoczynku, dla większej przestrzeni i ciszy w głowie.

'Ten obraz, podobnie jak cały dom,skradł mi serce. Nie wiem, co w nim takiego jest, ale napełnia mnie radością' - mówi Beata Sadowska. (Fot. Celestyna Król) "Ten obraz, podobnie jak cały dom,skradł mi serce. Nie wiem, co w nim takiego jest, ale napełnia mnie radością" - mówi Beata Sadowska. (Fot. Celestyna Król)

Podarowany czas

Pandemia zastała nas właśnie tutaj. Na początku, zgodnie z rozporządzeniami, mogliśmy wychodzić dwa kilometry od domu, potem na godzinę w ciągu dnia. Cieszyliśmy się zatem każdą chwilą na łonie natury. Dla wielu osób ten czas był okazją do zatrzymania się, skupienia na sobie i swoich potrzebach. Wyobrażam sobie, że tam, gdzie są patologia i przemoc, zamknięcie w domu mogło być wielkim dramatem. Z pewnością trudno było też ludziom, którzy nie lubią i nie potrafią być razem albo są przestymulowani do tego stopnia, że cisza, bezruch i spokój ich męczą. Dla mnie to był czas podarowany.

Oryginalne krowie dzwonki nad łóżkiem. Alpejskie krowy, pasąc się na pastwiskach, przemieszczając się, bez przerwy nimi dzwonią. Latem Beata uwielbia zasypiać przy tym dźwięku. (Fot. Celestyna Król) Oryginalne krowie dzwonki nad łóżkiem. Alpejskie krowy, pasąc się na pastwiskach, przemieszczając się, bez przerwy nimi dzwonią. Latem Beata uwielbia zasypiać przy tym dźwięku. (Fot. Celestyna Król)

Na co dzień kursuję zwykle między Warszawą a Chamonix, Paweł ma pracę w górach, więc często jest w terenie. Dawno się więc nie zdarzyło, żebyśmy spędzili jako rodzina tyle czasu razem. W dodatku razem z przyjaciółką właśnie na ten moment zaplanowałyśmy start naszego wspólnego dzieła – platformy poświęconej rozwojowi osobistemu Mentalist.pl. Nie przypuszczałyśmy, że tak idealnie wstrzelimy się w moment i w potrzeby ludzi. Bo nagle wszyscy zaczęli bardzo dużo czasu spędzać przed ekranami komputerów i smartfonów. Ale też zagłębiać się w siebie, stawiać sobie podstawowe, jakże ważne pytania: Kim jestem? Gdzie jestem? Z kim jestem? Chciałabym, żeby Mentalist.pl stał się przestrzenią, która będzie inspirowała do znajdywania na nie właściwych odpowiedzi. Nasi eksperci i wykładowcy mówią dużo o zarządzaniu stresem i budowaniu odporności, ale też o intuicji, szukaniu swojej drogi, zmianie. Sama w tym czasie nagrywałam dużo live’ów z psychologami i socjologami, ale też z moimi ćwiczeniami oddechowymi i rytuałami tybetańskimi. Nadal to robię.

Idealnie wkomponowany w otoczenie, surowy i prosty, a jednocześnie ciepły i przytulny – taki właśnie jest ten dom. (Fot. Celestyna Król) Idealnie wkomponowany w otoczenie, surowy i prosty, a jednocześnie ciepły i przytulny – taki właśnie jest ten dom. (Fot. Celestyna Król)

To nie tak, że nagle doceniłam ciepło domowego ogniska, bo ja je doceniam od dawna. I tak jak kocham podróże, tak uwielbiam z nich wracać. Zawsze uwielbiałam. Dom był i jest moją oazą. Ja z niego nigdy nie uciekam i wciąż z wielką przyjemnością do niego wracam. I to się nie zmieniło. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

W sercu miasta

(Fot. Celestyna Król)
(Fot. Celestyna Król)
Choć to ścisłe centrum, wokół jest dużo zieleni, a samo mieszkanie jasne, pełne słońca. Agnieszka i Marek znaleźli tu swoje miejsce. Ale, jak mówią, kochają zmiany. Nie wykluczają więc kiedyś przeprowadzki… na Azory.

Zależało nam na tym, żeby przestrzeń dzienna była jak największa. Tu spędzamy większość czasu. Zwłaszcza teraz, kiedy praca przeniosła się z biur do domu – mówią Agnieszka i Marek.

Szukali tego mieszkania długo. Bo, jak mówią, poprzeczkę mają zawieszoną wysoko. Musiało być w konkretnym miejscu. Ścisłe centrum Warszawy, dokładnie kwadrat ulic Hoża, Poznańska, Wilcza. W końcu znaleźli. W kamienicy z 1934 roku. Agnieszka i Marek są pasjonatami starych kamienic. W okolicy pojawiają się luksusowe plomby z apartamentami, podziemnym garażem, wielkim holem i konsjerżem, oni wolą jednak inny klimat. Mieszkają tu już cztery lata.

Agnieszka i Marek przy wielofunkcyjnym stole w salonie.(Fot. Celestyna Król)Agnieszka i Marek przy wielofunkcyjnym stole w salonie.(Fot. Celestyna Król)

– Miejsce jest idealne. Bo z jednej strony – tłumaczy Marek – samo centrum, restauracje, kluby, życie miejskie, co sobie wysoko cenimy, a jednocześnie cisza, nie ma sąsiadów zaglądających nam w okna, co cenimy sobie jeszcze bardziej.
Sąsiedzi nie zaglądają, za to zagląda słońce. Mieszkanie jest jasne, wręcz świetliste. To trzecie piętro, ekspozycja południowa. Widać wschód słońca z jednej strony, a jak się dobrze wychylić, to i zachód z drugiej. I wspaniała perspektywa, zieleń.

Fotel „z odzysku” z nową tapicerką w ulubionym kolorze Agnieszki plus stolik do gier z ukrytą tajemniczą skrytką.(Fot. Celestyna Król)Fotel „z odzysku” z nową tapicerką w ulubionym kolorze Agnieszki plus stolik do gier z ukrytą tajemniczą skrytką.(Fot. Celestyna Król)


Marek: – Wychodzę z założenia, że wewnątrz mieszkania można zmienić właściwie wszystko, łącznie z układem pomieszczeń, ale nic nie zrobimy z tym, co za oknem. A my za oknem mamy przestrzeń. W takim miejscu to unikatowe.
Mieszkania to teren Markowi dobrze znany, tym zajmuje się zawodowo. – Nie jest to praca zgodna z moim wykształceniem, to efekt przypadku, pasji i zakrętu życiowego. Zacząłem robić to, co lubię, innym się spodobało, i tak to już trwa od dziesięciu lat. Czyli kupuję w śródmieściu Warszawy mieszkania do remontu, remontuję i sprzedaję. Pierwsze kupiłem dla siebie – żeby zacząć nowe życie. Sam je odnawiałem, remontowałem, urządzałem. Kiedy skończyłem, przyszedł do mnie przyjaciel ze swoją znajomą. I jej się to mieszkanie tak spodobało, że namówiła mnie, żebym jej je sprzedał. Musiałem więc szukać nowego dla siebie, tak się to zaczęło. Zawsze mam uczuciowy związek z każdym mieszkaniem, którym się zajmuję. Nie chodzi mi o to, żeby jak najszybciej zarobić jak najwięcej.

Otwarta przestrzeń od samego wejścia do mieszkania, lampa z targu na Kole, z odnowionym abażurem. Wszechobecne książki i albumy są nieodłączną częścią życia mieszkańców.(Fot. Celestyna Król)Otwarta przestrzeń od samego wejścia do mieszkania, lampa z targu na Kole, z odnowionym abażurem. Wszechobecne książki i albumy są nieodłączną częścią życia mieszkańców.(Fot. Celestyna Król)

W swoim mieszkaniu Agnieszka i Marek dużo nie zmieniali. Nie było to konieczne. – Zachowaliśmy to wszystko, co się dało zachować – opowiada Marek. – Pewnie dziewięć osób na dziesięć zerwałoby starą skrzypiącą podłogę i położyło nowy parkiet, ale dla nas ta podłoga to walor. Choć był dylemat – przekładać czy ma skrzypieć? Ja byłem orędownikiem skrzypiącej. Teraz, kiedy skrzypi, Agnieszka się budzi, ale coś za coś.

– Za to można śmiało chodzić po deskach w szpilkach i nie przejmować się, jeśli się wyleje wino – dodaje Agnieszka. – Tylko na bosaka się nie da, bo drzazgi wchodzą w stopy.
Zostawili też stare okna i kaflowe piece, które robią olbrzymie wrażenie. Tak naprawdę cały zakres remontu to była łazienka i kuchnia.
Pomieszczenia są trzy. Duży salon z rozkładanymi drzwiami do sypialni i jeszcze jedna dodatkowa sypialnia. Agnieszka: – Zawsze zależy nam na tym, żeby przestrzeń dzienna była jak największa. Do sypialni można wejść z dwóch stron – z salonu i z holu.

Sypialnia – tu też, jak w całym mieszkaniu, miks starego z nowym. Stare meble Agnieszka i Marek często zdobywają na targach, targowiskach, aukcjach, niektóre pochodzą z remontowanych przez Marka mieszkań. Zdjęcie nad łóżkiem to praca własna, żartobliwie nazywana „Niebo za euro” – z jednej z licznych podróży Agnieszki i Marka.(Fot. Celestyna Król)Sypialnia – tu też, jak w całym mieszkaniu, miks starego z nowym. Stare meble Agnieszka i Marek często zdobywają na targach, targowiskach, aukcjach, niektóre pochodzą z remontowanych przez Marka mieszkań. Zdjęcie nad łóżkiem to praca własna, żartobliwie nazywana „Niebo za euro” – z jednej z licznych podróży Agnieszki i Marka.(Fot. Celestyna Król)

Zasada, którą się kierują przy urządzaniu, to: „mieszamy stare z nowoczesnym”. – Lubimy rzeczy, które gdzieś u kogoś stały, mają za sobą jakąś historię – opowiada Marek. – A ponieważ często kupujemy mieszkania urządzone, zdarza się, że coś z mebli nam zostaje. W garażu mojego ojca zamiast samochodu stoją tacy „ocaleńcy” i czekają na swój moment. Oczywiście wiadomo, że współczesne meble też są i ładne, i często bardziej funkcjonalne, więc mieszamy.

Stare meble często kupują na starociach – nawet jak rzecz jest zaniedbana, wystarczy sobie wyobrazić, jak może wyglądać po renowacji. Zresztą hasło „stare” nie oznacza tylko międzywojnia czy secesji. To także późnogomułkowska szafka z Czechosłowacji pod sprzęt RTV w salonie. – Podobają się nam różne rzeczy z różnych epok – mówią zgodnie.

Kolejny fotel „z odzysku”, w tle jedna z ulubionych prac właścicieli pod znamiennym tytułem „Rekultywacja” Janusza Orzechowskiego. Głównym bohaterem wnętrza jest jednak zabytkowy kaflowy piec.(Fot. Celestyna Król)Kolejny fotel „z odzysku”, w tle jedna z ulubionych prac właścicieli pod znamiennym tytułem „Rekultywacja” Janusza Orzechowskiego. Głównym bohaterem wnętrza jest jednak zabytkowy kaflowy piec.(Fot. Celestyna Król)

Wspólna pasja to sztuka. Zwłaszcza młoda sztuka. – Kupujemy na aukcjach, ale też w kameralnych galeriach, dużo jest takich miejsc na mapie Warszawy – mówi Agnieszka. – Lubimy adrenalinę. Ale jeśli się nie uda zdobyć wymarzonej rzeczy na aukcji, dzięki galeriom kontaktujemy się z artystami i kupujemy bezpośrednio od nich. Lubiliśmy bardzo Targowiska Sztuki, które odbywały się w Arkadach Kubickiego. Tam wystawiali się studenci ASP. Tęsknimy za tymi imprezami, oby szybko wróciły!

Kuchnia – serce mieszkania. To jedyne pomieszczenie, którego okna wychodzą na dziedziniec, gdzie pory roku wyznacza ogromny stary kasztanowiec w centrum podwórka.(Fot. Celestyna Król)Kuchnia – serce mieszkania. To jedyne pomieszczenie, którego okna wychodzą na dziedziniec, gdzie pory roku wyznacza ogromny stary kasztanowiec w centrum podwórka.(Fot. Celestyna Król)

Teraz, w czasie pandemii, mieszkanie to także miejsce pracy. – Na szczęście mamy w salonie wielofunkcyjny stół. To nasz wspólny gabinet – śmieją się. – Myśleliśmy, żeby jedno z nas przeniosło się z robotą do drugiej sypialni, ale jednak lepiej nam tu, razem. Cieplej i milej.
Mieszkanie jest wspaniałe, ale czy to oznacza, że jest „na zawsze”? – Lubimy zmiany. Gdzieś w marzeniach była kiedyś przeprowadzka na Azory – mała kamienica z kilkoma pokojami na wynajem, dla turystów. Pandemia takie pomysły zatrzymała, ale kto wie, co będzie. Jeśli coś ciekawego pojawi się na horyzoncie, będziemy myśleć – zapewniają. 

  1. Styl Życia

Sprzedaż mieszkania w 2021 roku krok po kroku. O czym pamiętać?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Przeprowadzka, budowa domu, zakup większego mieszkania – powodów dla których postanawiamy sprzedać mieszkanie, którego jesteśmy właścicielem, jest dużo. Jeżeli do sprzedaży nieruchomości podchodzimy pierwszy raz, to możemy czuć się przytłoczeni ilością informacji na temat całego procesu. Eksperci mFinanse zebrali kilka najważniejszych wskazówek dla sprzedających mieszkanie.

Zdecyduj, co jest dla Ciebie ważne

Podobnie jak przy kupnie mieszkania, także przy sprzedaży musimy określić, co jest dla nas ważne. Oczywiście celem jest sprzedaż nieruchomości, ale możemy do tego celu dotrzeć na różne sposoby:

  • Zastanów się, czy zależy Ci na szybkiej sprzedaży.

Jeżeli wyjeżdżasz, lub potrzebujesz szybko środków ze sprzedaży, powinieneś szukać kupujących, którzy np. nie korzystają z kredytu hipotecznego przy zakupie. Otrzymanie środków z banku może bowiem trwać nieco dłużej niż otrzymanie ich od kupującego, który już ma zgromadzone środki i płaci gotówką.

  • Przemyśl, za ile chcesz sprzedać.

Oczywiście im atrakcyjniejsza cena, tym szybciej znajdzie się kupiec. Jeśli zależy Ci na szybkim sfinalizowaniu transakcji, atrakcyjna cena szybko przyciągnie wielu potencjalnych kupców. Jeśli jednak nie zależy Ci na czasie, a dodatkowo zwrócisz uwagę na odpowiednie przygotowanie mieszkania do sprzedaży, finalna kwota może być dla Ciebie bardziej korzystna.

Przygotuj dokumenty dotyczące mieszkania

Kupującemu mieszkanie zależy na tym, żeby stan prawny nieruchomości był uregulowany i nie budził żadnych wątpliwości. Dlatego przygotowując się do sprzedaży zbierz wszystkie dokumenty dotyczące mieszkania: akt własności, akt notarialny, księgę wieczystą nieruchomości oraz dokumentację techniczną np. rzut mieszkania. Przygotuj także informację o tym, kto jest zameldowany w mieszkaniu oraz zaświadczenia o niezaleganiu z czynszem.

Jak wskazują eksperci mFinanse, przy ustalaniu ceny mieszkania warto również je wycenić korzystając z usług rzeczoznawcy. Taki dokument pozwoli Ci na ustalenie ceny sprzedaży w oparciu o rzeczywistą wartość nieruchomości.

Stwórz ogłoszenie sprzedaży

Ogłoszenie sprzedaży możemy przygotować samodzielnie, jeśli nie chcemy korzystać z usług pośredników nieruchomości. Jak to zrobić, żeby ogłoszenie przyciągało uwagę potencjalnych kupców?

Zacznij od zrobienia zdjęć mieszkania. Fotografie każdego pomieszczenia pozwolą potencjalnym kupcom na określenie, czy mieszkanie faktycznie spełnia ich wymagania i oczekiwania. Rozkład pokoi, to jak urządzona jest kuchnia i łazienka, będą dla nich ważne przy podejmowaniu decyzji o kontakcie z Tobą. Zanim zaczniesz robić zdjęcia uporządkuj też przestrzeń – puste kuchenne blaty i poukładane rzeczy w salonie sprawią, że mieszkanie będzie na zdjęciach wyglądało atrakcyjniej. Warto dodać także zdjęcia np. samego bloku i klatki schodowej.

Przygotowując opis mieszkania zwróć uwagę na dodanie informacji o powierzchni każdego z pomieszczeń. Jeśli kuchnia jest otwarta na salon lub w łazience jest okno, to także dopisz taką informację w ogłoszeniu, bo to może być właśnie to, czego poszukuje przyszły nabywca.

Przygotuj się na formalności

Kiedy znajdziesz już kupca na swoje mieszkanie przygotuj się do finalizacji transakcji, przede wszystkim od strony formalnej. Co to znaczy? Eksperci mFinanse wskazują kilka ważnych punktów:

  • Umowa przedwstępna – zawierasz ją z przyszłym kupującym. To dokument, który potwierdza, że w określonym czasie zawrzecie umowę przyrzeczoną kupna-sprzedaży. Umowa przedwstępna jest zabezpieczeniem dla obu stron transakcji – w przypadku sprzedającego daje potwierdzenie, że kupujący nie zrezygnuje z dnia na dzień. Umowa zawiera również informację o kwocie zaliczki, która jest potwierdzeniem intencji kupującego.
  • Umowa przyrzeczona kupna-sprzedaży – finalna umowa w której przenosisz na kupującego prawo własności do nieruchomości. Umowę przyrzeczoną powinieneś zawrzeć w formie aktu notarialnego w obecności notariusza.
  • Formalności podatkowe – jeżeli już sprzedałeś mieszkanie, pamiętaj o dopełnieniu formalności związanych z podatkiem. Zgodnie z prawem zbywca nieruchomości ma obowiązek zapłaty podatku od jej sprzedaży. Wysokość podatku jest stała i wynosi 19% od dochodu. Co ważne, samodzielnie powinieneś ten podatek wyliczyć i zgłosić na odpowiednim druku PIT do urzędu skarbowego. Istnieje możliwość skorzystania z ulgi podatkowej np. jeśli środki pozyskane ze sprzedaży przeznaczysz na zakup innego mieszkania. Warto jednak pamiętać, że o takim fakcie także należy poinformować urząd.
  1. Styl Życia

Jakie rośliny warto mieć w mieszkaniu?

Skrzydłokwiat (Spathiphyllum) – usuwa benzen, aceton. (fot. iStock)
Skrzydłokwiat (Spathiphyllum) – usuwa benzen, aceton. (fot. iStock)
Zobacz galerię 15 Zdjęć
Do domu warto zakupić kwiaty doniczkowe, które potrafią oczyszczać powietrze. Kwiaty produkują tlen, jonizują powietrze, pozytywnie wpływają na pole elektromagnetyczne człowieka. Niektóre z nich usuwają smog, inne – wydzieliny pobudowlane, a jeszcze kolejne – codzienne zanieczyszczenia.

Jakie kwiaty i rośliny będą korzystnie wpływały na nasze zdrowie? Sprawdź w galerii, które z nich poleca Iwona Wierzbicka, autorka książki „Jak wzmocnić odporność”. Każda z wymienionych roślin pomaga w usuwaniu z powietrza toksycznych substancji. I chociaż niektóre kojarzą nam się tylko z roślinami ogrodowymi, jak np. begonia czy chryzantema, będziemy mieć dużą korzyść dla zdrowia trzymając je w domu.

  1. Styl Życia

Najlepsze polskie wzornictwo – plebiscyt Must have 2021 rozstrzygnięty

W plebiscycie must have organizowanym przez Łódź Design Festival nagrodzono ponad 70 projektów. Jednym z nich jest projekt Aleksandry Kujawskiej - Zabawki, seria rzeźb wykonanych ręcznie, techniką hutniczą. Przyciski do myśli.(Fot. materiały Prasowe ŁDF)
W plebiscycie must have organizowanym przez Łódź Design Festival nagrodzono ponad 70 projektów. Jednym z nich jest projekt Aleksandry Kujawskiej - Zabawki, seria rzeźb wykonanych ręcznie, techniką hutniczą. Przyciski do myśli.(Fot. materiały Prasowe ŁDF)
Must have to plebiscyt w ramach Łódź Design Festival, wyróżniający najlepsze projekty polskich projektantów i producentów. Organizowany jest już po raz jedenasty. W tym roku spośród ponad 300 zgłoszeń nagrodzono 75 projektów. Zobaczcie te, które nam spodobały się najbardziej.

  1. Styl Życia

Wielkanoc na Podlasiu - powrót do korzeni

Jadalnia to serce Nadbużańskiego Domu. Krzesła „odziedziczone” po szkole, na ścianie stary bijący zegar, oryginalne godło z byłej szkoły, portret gospodarza wyszywany ściegiem krzyżykowym przez lokalną artystkę. A na stole – wielkanocne śniadanie. Gotowe. Można siadać! (Fot. Celestyna Król)
Jadalnia to serce Nadbużańskiego Domu. Krzesła „odziedziczone” po szkole, na ścianie stary bijący zegar, oryginalne godło z byłej szkoły, portret gospodarza wyszywany ściegiem krzyżykowym przez lokalną artystkę. A na stole – wielkanocne śniadanie. Gotowe. Można siadać! (Fot. Celestyna Król)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Nadbużański Dom niedługo będzie obchodzić setne urodziny. Dla drewnianego budynku to moment przełomowy. Jeśli się o niego troskliwie nie zadba, zacznie się sypać. Ten dom miał szczęście. Trafił na Wojtka. A właściwie trafili na siebie nawzajem. Wpadliśmy do nich z wizytą tuż przed Wielkanocą…

Niedaleko, jakieś dziesięć kilometrów stąd, jest wieś Mierzwice – mówi Wojtek Błaszczyk. – 25 lat temu kupiłem tam rodzicom domek letniskowy. Nad Bugiem. Zaczęliśmy tu przyjeżdżać. Potem pojawił się syn, pies, a że domek mały, zaczęło brakować miejsca. Wyczułem w kościach, że dobrze byłoby mieć coś swojego. A ponieważ dobrze się w tej okolicy czułem, rozesłałem wici, może ktoś o czymś słyszał. Mały domek w środku lasu najchętniej. W pewnym momencie znajomy napisał, że gmina Sarnaki organizuje przetarg na sprzedaż dawnej szkoły ludowej. Ani to mały domek, bo prawie 300 metrów, ani w środku lasu, bo we wsi, ale fajne miejsce, urokliwe, obok rezerwatu przyrody. Wsiadłem w samochód, pojechałem obejrzeć. Tyle że z drogi przez gęstwinę drzew nic właściwie nie zobaczyłem. I następnego dnia na przetargu kupiłem kota w worku, czyli mój Nadbużański Dom. Było to 11 lat temu. Po jakimś czasie Wojtek przypomniał sobie, że rodzina taty pochodzi z Kosowa Lackiego, niecałe 60 kilometrów w linii prostej – może dlatego tak dobrze wszyscy się w tym rejonie czują? Lepiej niż w Szczecinie czy w Zakopanem – bo to powrót do korzeni. Na początku był w rozkroku między tym miejscem a Warszawą. Traktował dom nad Bugiem jak daczę. Wpadał na przedłużone weekendy, nic nie przerabiał, nie remontował. Ale stopniowo zaczęło się to zmieniać. Przyjeżdżali znajomi, przekonywali, że to wspaniałe miejsce, że trzeba je inaczej wykorzystać, może agroturystyka? – Zacząłem więc małymi kroczkami tę przestrzeń przekształcać, adaptować – opowiada Wojtek. – Z pomocą miejscowych majstrów, z roku na rok, bez pośpiechu. Najpierw zrobiłem wszystkie drzwi. Potem odmalowałem i odświeżyłem pokoje. Przełomowym momentem była śmierć mojego ojca. Wcześniej rodzice tu przyjeżdżali, pomagali mi, mama uprawiała ogródek, sadziła kwiaty, warzywa. A po śmierci ojca chciałem dać mamie więcej zajęć, aby miała mniej czasu na rozmyślania o stracie. Ona świetnie gotuje. Gotowała zawsze, kiedy byli goście, wszyscy się zachwycali, chwalili, ona się cieszyła. A że zawsze chwalili, to zawsze się cieszyła. Zaczęli przyjeżdżać różni goście, już nie tylko znajomi, ale znajomi znajomych. Zrobił się taki dom gościnny z domową, nieformalną atmosferą. Wojtek zostawiał tu czasem mamę samą z tym całym zamieszaniem. A zawsze jest co robić: nakarmić gości, ogarnąć, posprzątać… Pandemia spowodowała, że rok temu przeniósł się tu właściwie na stałe.

Wielkanoc na Podlasiu - powrót do korzeni Wielkanoc na Podlasiu - powrót do korzeni

Minimalistyczny miszmasz

Pokoje gościnne są trzy. Jeden wielki, z kominkiem, kiedyś była tu świetlica, a rano – przedszkole. Znajomi radzili: podziel to ściankami, będziesz mieć więcej pod wynajem. Ale Wojtek pomyślał, że to zmieni jednak charakter domu, odbierze mu autentyczność i zachowany klimat starej szkoły. Kiedy gmina zabierała rzeczy, Wojtek odkupił, co mógł, za niewielkie pieniądze. Na przykład większość krzeseł to stare krzesła szkolne. Teraz zresztą bardzo modne. Wystrój wnętrza to, jak określa to właściciel, minimalistyczny miszmasz. Są stare kanapy z targu staroci, ale są też kanapy z Ikei. I są takie, które Wojtek wypatrzył w ogłoszeniach. Sporo mebli pochodzi z okolicy. Różnorodnie, ale jednocześnie spójnie. – W Białej Podlaskiej – mówi Wojtek – jest moja ulubiona galeria z antykami, gdzie sprzedają regionalne starocie. Sporo rzeczy tam kupiłem. Kilimy, wyszywane obrusy oraz makatki. Chcę w miarę możliwości mieć oryginalne rzeczy z tego rejonu. W dwóch pokojach są narzutokilimy z Ukrainy, są dwie narzuty od mojej babci spod Kosowa Lackiego, sporo rzeczy zza wschodniej granicy.

Kiedyś szkolna klasa, dziś duży pokój z kominkiem. (Fot. Celestyna Król) Kiedyś szkolna klasa, dziś duży pokój z kominkiem. (Fot. Celestyna Król)

Kiedy dom był już urządzony, Wojtek zastanawiał się, czy jeszcze bardziej nie otworzyć się na gości. – Znajomi powiedzieli mi o serwisie Slowhop – ogłaszają się tam sprawdzone, fajne pensjonaty agroturystyczne. Twierdzili, że mój dom to miejsce, które idealnie wpisuje się w ten klimat. I faktycznie – zgłosiłem się, zaakceptowali mnie od razu.

Główny hol dawnej szkoły. (Fot. Celestyna Król) Główny hol dawnej szkoły. (Fot. Celestyna Król)

Mam dziennie po kilka zapytań o możliwość przyjazdu. Chcę, żeby pobyt tu był doświadczeniem wielowymiarowym. Kiedy ktoś do mnie pisze, staram się dowiedzieć, kim jest, jaki jest, czy będzie pasować do tego miejsca, do innych gości. No i do mnie. Trochę wymusza to przestrzeń, jest specyficzna, ja tych ludzi przyjmuję dosłownie u siebie. Tak naprawdę jesteśmy razem prawie przez cały czas. Struktura funkcjonalności domu jest taka, jaka była w szkole. Goście mieszkają w byłych klasach, reszta pomieszczeń to część wspólna. Muszą to więc być osoby, które potrafią i lubią być z innymi. I nie mają takich oczekiwań, jakie miałyby w pięciogwiazdkowym hotelu. Na ogół jest super, choć raz trafili się goście, którzy nie rozumieli, dlaczego nie ma kiełbasy i disco polo.

Od lewej: Toaletka ze sklepu z antykami w Białej Podlaskiej. Tablica ortograficzna z zasadami pisowni, „spadek” po byłej szkole; Harmonia, prezent od przyjaciela gospodarza; Stary obraz, wyszywany ściegiem krzyżykowym. (fot. Celestyna Król) Od lewej: Toaletka ze sklepu z antykami w Białej Podlaskiej. Tablica ortograficzna z zasadami pisowni, „spadek” po byłej szkole; Harmonia, prezent od przyjaciela gospodarza; Stary obraz, wyszywany ściegiem krzyżykowym. (fot. Celestyna Król)

Regionalne smaki

A kiełbasy nie ma, bo Wojtek od 24 lat nie je mięsa. I taką właśnie wegetariańską kuchnię prowadzi w swoim domu, także dla gości. – Jestem w tym konsekwentny i pewnie to też kolejna zaleta tego miejsca – bo w okolicy wielu takich nie ma – mówi. – Goście mogą zgłaszać swoje potrzeby – czy kuchnia wegańska, czy bez laktozy. Musimy tylko wcześniej o tym wiedzieć. Takie gotowanie to w tym regionie rzadkość, choć to oczywiście kolejny paradoks – kiedyś przecież mięso było kilka razy w roku. Na co dzień, zwłaszcza na wsiach, jedzono jarsko: kasze, ziemniaki, warzywa. Potem ludzie zachłysnęli się „lepszym życiem” i zarzucili starą, tradycyjną kuchnię – dodaje. Wojtek od jakiegoś czasu organizuje w Nadbużańskim Domu kulinarne festiwale – sezonowe i jarskie. Były dwa festiwale szparagów – sąsiedzi mają obok plantację. Był festiwal truskawek, grzybów, ziemniaków. – Przyjeżdżają często szefowie kuchni nie tylko z Polski, lecz także z zagranicy. Siedzimy pod drzewami, mamy menu degustacyjne. A jeśli pada, ustawiamy w holu szkolnym długi stół festiwalowy. Ważną rolę gra wtedy rodzinny duet: wnuczek, czyli syn Wojtka, Donald, z babcią Teresą. Są gotującą festiwalową parą. Tworzą potrawy tradycyjnej polskiej kuchni (wersja wegetariańska) – ale w nowoczesnym, autorskim wydaniu. Donald zresztą jest profesjonalistą, na co dzień pracuje jako kucharz w Berlinie. Ale urlopy i wolne dni spędza w Nadbużańskim Domu, gdzie – rzecz jasna – gotuje. Skąd pomysł na festiwale? Wojtek: – Pomyślałem, że czasem nie chce mi się stać przy kuchni, pojechałbym gdzieś coś zjeść, ale nie ma gdzie. To zrobię festiwal, niech ludzie posmakują, zobaczą, jakie cuda można robić choćby z ziemniaków, czyli z tego, z czego przecież na co dzień korzystają. Chciałem zainspirować innych – i siebie przy okazji.

Wojtek jest też mistrzem w robieniu nalewek. Ciekawych, nietypowych, bo niesłodkich. Goście Nadbużańskiego Domu mają okazję ich spróbować. I bardzo to sobie chwalą. (Fot. Celestyna Król) Wojtek jest też mistrzem w robieniu nalewek. Ciekawych, nietypowych, bo niesłodkich. Goście Nadbużańskiego Domu mają okazję ich spróbować. I bardzo to sobie chwalą. (Fot. Celestyna Król)

Przepisy na wielkanocne przepisy z Nadbużańskiego Domu znajdziecie tutaj: