Dzień mam wypełniony. Rano chodzę do biura – pracuję w dużej firmie energetycznej jako stażystka, choć mój staż właśnie się kończy. To praca biurowa. Do tego studiuję – raz w tygodniu chodzę na uczelnię na seminarium, zrobiłam licencjat na dziennikarstwie, a teraz jeszcze kończę komunikację promocyjną i kryzysową. W pozostałe dni popołudnia i wieczory mam wolne, więc pomyślałam, że dodatkowa aktywność zarobkowa w charakterze kurierki będzie dobrym pomysłem.
Zazwyczaj od 16 jestem już wolna, jeżdżę więc prawie codziennie. Kiedy mam więcej zajęć czy pracy na uczelni, to sobie odpuszczam. To podstawowa zaleta bycia kurierką – nie muszę się martwić, że coś zawalę, nie zdążę, mam komfort i swobodę. Praca,studia i dowozy to może wydawać się sporo, ale jeśli jedno ze źródeł dochodu jest elastyczne czasowo, to da się wszystko pogodzić. Poza tym ja lubię mieć dużo obowiązków!
Czasem jeżdżę wieczorami, zwykle przez cztery, może pięć godzin. Ostatnio wracałam nieco później, nawet przed północą. Przy dowozach czuję się komfortowo - Katowice znam dobrze, mieszkam tu już od czterech lat, czuję się tu bezpiecznie.
Szukałam możliwości, która pozwoli mi dorobić. No i wiedziałam, że mój dziewięciomiesięczny staż niedługo się skończy, a nie lubię sytuacji, kiedy nagle znajduję się bez zarobku. Ponieważ studia też już mnie nie obciążają tak jak wcześniej, uznałam, że fajnie będzie znaleźć sobie elastyczne zajęcie, które pozwoli mi dorobić, a jednocześnie zachować swobodę decydowania, co, gdzie i kiedy robię.
Myślę, że byłaby to właśnie wolność. I nie chodzi mi tu tylko o wielkie, poważne wybory i decyzje, także te zwykłe, drobne, codzienne. Źle się czuję – zostaję po południu w domu. I tyle. Oczywiście jak trzeba, to dam radę funkcjonować ze sztywnym planem dnia: od tej do tej godziny robię to, potem co innego. Ale wolę sytuację, kiedy mogę sobie powiedzieć: dziś więcej nie dam rady, koniec, idę do domu.
Ale kiedy wiem, że muszę nawiązać kontakt z kimś nieznanym, od razu się na to otwieram. Samą mnie dziwi, że przychodzi mi to tak łatwo i naturalnie. To cenne doświadczenie. Czasem zwykła krótka rozmowa przy dostawie zamówienia poprawia mi dzień. I na ogół to są fajne kontakty. Oczywiście bywa różnie, niektórzy nie wychodzą, proszą, by zostawić zamówienie na zewnątrz i w sumie nawet nie wiem, komu dostarczam, ale inni wychodzą, odbierają sami, można chwilę porozmawiać. Czasem zdarzają się problemy, ludzie też różnie na nie reagują, niektórzy irytacją, ale wielu jest miłych i wyrozumiałych.
Wcześniej nie myślałam o byciu kurierką. Mój chłopak mnie namówił, on też zajmuje się dostawami, kiedyś miał nawet własną firmę taksówkarsko-dowozową. Spodobał mi się ten pomysł, chciałam się sprawdzić w innej dziedzinie niż dotychczas, więc posłuchałam sugestii i nie żałuję. Jasne, to nie jest plan na całe życie, ale na razie nie zamierzam rezygnować.
Wydaje mi się, że pieniądze byłabym w stanie zarobić także w innych miejscach, ale w tym momencie to zajęciema dla mnie sporo zalet. Poza wolnością jeśli chodzi o godziny wykonywanie zadań jest coś jeszcze. Uwielbiam chodzić do kawiarni, do restauracji, przyznam, że po paru pierwszych dniach, kiedy odbierałam kolejne zamówienia, zdałam sobie sprawę, że większość restauracji w Katowicach znam, że w nich byłam i, szczerze mówiąc, cieszę się, że jeżdżę w miejsca, z których sama lubię zamawiać albo do których lubię chodzić. Ekscytuje mnie, że poznaję je z innej strony, że mogę obserwować, co ludzie najczęściej zamawiają, a też czasem odkrywam coś dla siebie. Ostatnio pojechałam do restauracji, która ma dobre burgery, a ponieważ właśnie mam fazę na burgery, postanowiłam, że na pewno się tam wybiorę z chłopakiem.
Lubię podchodzić do życia kreatywnie, nie ograniczam się do jednej konkretnej ścieżki. Ale, przyznam, jestem też chaotyczna. Choć w sumie zawsze doprowadzam wszystko do końca, nigdy nie zdarzyło się, żebym coś przez to zawaliła czy czegoś nie zrobiła. Jestem też osobą, która lubi mieć dużo obowiązków, kocham poczucie, że „coś się dzieje”. Zanim więc zakończę jeden etap, to wcześniej otwieram nowy, „na zakładkę”. Nie przepadam za pustką, poczuciem, że czas płynie, a ja go nie wykorzystuję. Teraz codziennie mam naprawdę sporo do zrobienia, ale czuję się z tym komfortowo.
Kiedy skończę pracę w biurze, pewnie będę więcej jeździć z zamówieniami, myślę, że dołożę sobie poranki.

Podróże. To moja pasja. Chciałabym jeździć po świecie, mieć poczucie, że mogę zmieniać miejsca zamieszkania, nie wiązać się z żadnym na stałe. Prace dorywcze da się wykonywać wszędzie. Pewność, że zawsze coś takiego znajdę i że sobie poradzę, daje mi poczucie komfortu i wolności. Nie muszę zarabiać dużych pieniędzy, bo nie mam wielkich potrzeb czy wymagań, chodzi o to, żebym mogła realizować moje pasje. Nie wyobrażam sobie, że będę spędzać całe życie w jednym miejscu. Chciałabym być dziennikarką, pisać reportaże. Lubię pisać, robię to, odkąd skończyłam 12 lat, to dla mnie naturalna forma wyrażania siebie. Lubię też rozmawiać z ludźmi, słuchać ich, jestem ciekawa, jak żyją, jak myślą. Nie planowałam studiów dziennikarskich, to była spontaniczna decyzja, ale okazało się, że dobra. Zgodna ze mną.
Czytaj także: Chcę spełniać marzenia - rozmowa z Olą kurierką partnerską Wolt