Babski chillout

Uciekła z korporacji, założyła własny biznes. Dziś wydaje gazetę bezpłatną gazetę dla korpoludków „Korpo Voice”, samodzielnie wychowuje syna i uczy się wypoczywać. Do tego ostatniego zachęca też koleżanki, które jak ona kiedyś, uważają, że bez nich świat na pewno się zawali.

Sądzisz, że naprawdę kobiety dziś muszą uczyć się wypoczywać?

Justyna Szawłowska: Jestem o tym przekonana. Sama zresztą stanowię tego najlepszy przykład. Jeśli przez parę czy nawet paręnaście lat działasz na najwyższych obrotach, a tak dziś funkcjonują kobiety, które starają się połączyć wiele obowiązków naraz: pracę w korporacji, wychowywanie dzieci, dbanie o siebie, o dom, bycie dobrą żoną, kochanką, córką. To później bardzo trudno zwolnić, złapać równowagę. Do tego dochodzą też rozmaite przekonania, wyniesione z domu, które później, w konfrontacji z rzeczywistością, robią kobietom mętlik w głowach. Ostatnio właśnie tłumaczyłam mojej znajomej dlaczego nie jest grzechem wynajęcie raz w tygodniu pani do sprzątania.

A uważa, że to grzech?

W jej przekonaniu urasta to do takiej skali. Dziewczyna pochodzi ze wsi. Udało jej się wybić, pracuje w międzynarodowej korporacji, dobrze zarabia. Z pewnością stać ją na pomoc domową. Ale to nie kwestia pieniędzy, tylko przekonania właśnie, że nie powinna. Jej matka całe życie sama prowadziła dom i nigdy w życiu nie „skalałaby się” oddaniem części obowiązków komuś obcemu. Tyle, że jej matka nie wychowywała samotnie dzieci, nie dojeżdżała codziennie 1,5 godziny w jedną stronę do pracy, nie pracowała piątek, świątek i niedziela w permanentnym stresie, w ciągłej gotowości, z wielkimi finansowymi zobowiązaniami na głowie, nie musiała spłacać kredytu, itd. Tymczasem ta moja koleżanka, przy takim nawale spraw, jakie codziennie ma na głowie, kryguje się przed poproszeniem o pomoc, choć przecież pada na nos i widać, że ciągnie resztką sił.

Dlaczego kobiety tak się „zarzynają”?

Tak jak mówiłam trochę to wina stereotypów, od których nie potrafią się odciąć, a trochę efekt równouprawnienia. Wywalczanie sobie swoich praw, jest mozolną i ciężką pracą. Doświadcza tego wiele kobiet, które muszą wybijać sobie na różne sposoby dziurę w szklanych sufitach. Jeśli już uda im się coś wywalczyć, okazuje się, że owszem daje im równość w pewnych sferach, ale i przysparza nowych obowiązków, a starych nikt im z głów nie zdejmuje. Dziś więc kobiety jak mężczyźni pracują zawodowo, ale także nadal to na nich głównie spoczywa wychowanie dzieci czy prace domowe. Równouprawnienie nie przyniosło jeszcze na razie równego podziału ról między płciami. Przybyło zatyranych kobiet i zagubionych facetów, którzy nie wiedzą kim są i do czego właściwie zostali stworzeni, siedzą więc na kanapie i czekając na odpowiedź, grając w play station.

Jesteś przeciwniczką równouprawnienia?

Absolutnie nie, ale widzę jak to teraz nierówno wygląda. Niestety obawiam się, że jeżeli kobiety znów same nie wywalczą sobie, choćby właśnie czasu dla siebie, nie spasują trochę z ambicji, to za chwilę będą ustawiać się w kolejkach do psychiatry, z nerwicami, depresjami, rozstrojem nerwowym i chronicznym zmęczeniem. Zresztą pomału już tak się dzieje.

To stąd twój pomysł na imprezę „Korpowoman na chilloucie” ?

Kiedy rzuciłam pracę w korporacji, myślałam, że zwolnię, że w końcu będę miała więcej czasu dla siebie, dla dziecka. Ale rozkręcanie własnego biznesu to nie lada przedsięwzięcie, zwłaszcza jak postanowisz wziąć się za wydawanie ogólnopolskiej gazety dla korpoludków, więc znów był pęd i praca, praca, praca. Problem w tym, że ja mam strukturalnie gdzieś wbudowaną w siebie potrzebę częstej zmiany miejsca. Jak za długo siedzę w jednym, to mnie nosi. Muszę wyjechać choćby na dobę, odetchnąć innym powietrzem, zobaczyć inny krajobraz, przespać się w hotelu i wtedy mogę wracać na stare śmieci. Tak się resetuję. Pomyślałam więc, że może innym kobietom dałoby to równie duże wytchnienie jak mnie. Dlatego postanowiłam organizować takie wspólne babskie wyjazdy dla czytelniczek Kopro Voice. Tym bardziej, że moje dawne koleżanki z korpo non stop skarżyły mi się, że mają już wszystkiego dość, że w ogóle nie mają czasu dla siebie, że od 5 lat nie były na urlopie. Pomyślałam , że zrobię coś dla siebie i dla innych

Jak więc udaje Ci się namówić je na taki dwu, trzydniowy wypad?

Gdy znajdę jakieś fajne miejsce na taki krótki pobyt, a w Polsce jest naprawdę masę świetnych miejsc, wrzucam posta na FB i informuję o imprezie w mailingu. I wtedy zwykle… cisza. Żadna się nie odzywa. Robię to więc parę razy, czasem dzwonię. I wtedy słyszę: „nie mam z kim zostawić dziecka”, „muszę posprzątać”, „mam ważny raport do zrobienia na poniedziałek”, „zapomnij, mam kocioł w pracy”. Zwykle trzeba im więc przypomnieć, że po pierwsze, mają prawo odsapnąć, mają prawo zrobić coś dla siebie. Poza tym uświadomić im, że w ciągu dwóch czy trzech dni bez nich świat nie zginie: dziecko nie dostanie choroby sierocej, mąż nie umrze z głodu, a korporacja nie splajtuje. Niestety większość kobiet żyje w przekonaniu, że muszą wszystko zrobić same i do końca, bo inaczej będzie tragedia. To oczywiście iluzja.

W zasadzie weekendy mogłyby przecież wykorzystywać dla siebie. Dlaczego tego nie robią?

Weekendy są dla rodziny. W weekendy rodzice wariują, starając się za wszelką cenę wynagrodzić dzieciom to, że tak mało ich było dla nich w ciągu tygodnia. Jest więc bieg przez płotki z przeszkodami: zoo, papugarnia, lego, lody, hula-kula i inne atrakcje. Kończą weekend z wywieszonymi ze zmęczenia językami, a tu już poniedziałek i znów pęd. Chodzi o to, by zatrzymać ten maraton, by skupić się na sobie.