fbpx

Ludzie jak drzewa

Ludzie jak drzewa
123RF.com

Jeśli w porę nie powiemy sobie „stop” umrzemy ścięci własną piłą – tak jak drzewa, które nie potrafią się obronić, kiedy my, ludzie, wydamy na nie wyrok. Warto zastanowić się nad tym, co mówią wyniki eksperymentu przeprowadzonego przez socjologów z Duke University…

Mazury. Wczesny poranek w lesie. Gdzieś około piątej. Zamiast ciszy – ryk mechanicznych pił, odgłos osuwających się ściętych pni i gałęzi. Praca wre na całego. Przed dziesiątą jest już po wszystkim. Drzewny urobek wyjeżdża ciągniony przez traktory. Dlaczego wyrąb lasów odbywa się głównie rano? – Bo drzewa są wtedy najsłabsze – uświadamia mnie drwal. – Nie bronią się tak jak po południu. Pytam znajomego dendrologa, czy za opinią mazurskiego drwala stoi jakieś racjonalne wytłumaczenie. A on mi mówi, że tak.

Drzewa potrafią się bronić

I tak, jak ludzie, mają swój system odpornościowy. Dlaczego w czasie świtu drzewa są najsłabsze? Bo one też śpią, a ich odporność ulega osłabieniu. Receptory, które są w stanie z odpowiednim wyprzedzeniem wykryć na powierzchni kory lub liści obecność niebezpiecznego patogenu, żeby zamknąć przed nim drogę do swego wnętrza, tracą część swojej czujności. A wtedy właśnie najlepsze warunki dla rozwoju mają grzyby i ich zarodniki. Sprzyjają im odpowiednia wilgotność, zawsze większa nad ranem, i temperatura gleby i powietrza. Nie da się być czujnym przez całą dobę. Chociaż regenerują się szybko zaraz po „przebudzeniu”.

„Drzewa są wtedy najsłabsze?” Tak. Zaatakowane piłą elektryczną przez człowieka nie są w stanie w żadnych warunkach obronić się przed nią. Ale też – bardziej zagrożone wewnętrznie – łatwiej się jej poddają, ścinka idzie sprawniej. Intuicja drwali mówi prawdę.

Drzewa, które nie są przeznaczone do przetwórstwa, te najdorodniejsze, mające utrzymywać równowagę ekosystemów, a więc nie narażone na ścięcie, są w stanie skutecznie bronić się przed swymi naturalnymi wrogami, tzw. patogenami, praktycznie przez całe swoje długie życie. Jak dowiedli tego naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego, tą obroną zarządzają bowiem odpowiednie „geny odpornościowe”, które włączają się zawsze we właściwym do tego momencie. I drzewo się ratuje… Skutecznie! A sen drzew – zwłaszcza nad ranem – sprzyja regeneracji ich systemu odpornościowego.

Człowiek i Ziemia

Człowiek też ma swój system odpornościowy, lecz go nie szanuje. Niszczy swoje ciało systematycznie wszelkimi możliwymi truciznami, nieracjonalnym jedzeniem, niehigienicznym trybem życia, nadmiarem pracy ponad siły. Ba, żeby ta wolna jednostkowa wola nie przekładała się na system Ziemi. Ale ona się przekłada. Bo Ziemia nie ma już sprawnego własnego systemu odpornościowego. Został zniszczony przez człowieka. Po prostu suma (Ogromna Suma) ludzkich destrukcyjnych zachowań indywidualnych w stosunku do samych siebie doprowadziła do zniszczenia naturalnych barier ochronnych. Tony plastiku, hektolitry niepotrzebnie zużywanej wody, miliardy wypalanych papierosów, tumany spalin… I co?

Ekologia? Ten termin jest już w społeczeństwie dość mocno zakorzeniony,  ale rozumiany niestety bardzo powierzchownie. Ba, czasami wręcz budzi irytację… Dziura ozonowa? Zatrute wody gruntowe? Nadmierne ocieplenie? My się przez to za swego życia prześliźniemy! To nie nasze zmartwienie. Niestety, takie jest powszechne myślenie. To jest typowy, znany w psychologii mechanizm. „W tej kwestii panuje powszechna zmowa milczenia. – mówi prof. Wojciech Eichelberger – W skali globalnej ludzkość czyni mnóstwo rzeczy, które każdy z nas z osobna w głębi duszy uznaje za złe i szkodliwe. Ze zbiorowej świadomości jednak to wszystko wypieramy”.

Drzewo nie ma wyboru, my mamy

Za drzewa wyboru dokonuje człowiek. Za ludzi? Oni sami. Socjologowie z Duke University zrobili eksperyment, w którym dwie grupy miały żyć przez rok w zamkniętym ekosystemie o podobnych parametrach bytowych. Tylko że w jednej nic się nie psuło: WC działały sprawnie, śmieci były opróżniane w terminie, woda lała się według potrzeb, dostawy żywności były regularne. W drugiej grupie działo się wprost przeciwnie: wszystko ciągle się psuło, śmieciarki przestały przyjeżdżać, wody nieustająco brakowało, a dostawy żywności ustały. Co było dalej?

Którejś nocy, po pół roku, w pierwszej grupie wysiadło wszystko. Eksperyment trzeba było przerwać, bo grupa stanęła tak bezradna wobec bezmiaru cywilizacyjnych niedogodności, że groziła jej po prostu fizyczna zagłada. A w grupie drugiej? Od dawna już – wymuszony okolicznościami – funkcjonował system wczesnego ostrzegania, zapobiegania, oczyszczania, alternatywnego wytwarzania energii, produkowania żywności, jednym słowem – zdrowego bytu! Parametry zdrowotne obu grup różniły się zdecydowanie – na korzyść tej drugiej. Jaki z tego wniosek? Banalny: katastrofie na Ziemi zapobiec może sam człowiek, jeśli postawi się w sytuacji drzewa, które chroni – drzewa mającego wyobraźnię, które może spokojnie spać nad ranem. Boję się jednak, że zbiorowe wyparcie, o którym mówił prof. Eichelberger, spowoduje, że znajdziemy się w sytuacji grupy pierwszej i drzewa skazanego na wycięcie. Własną piłą.