Hanna Samson: Lek na zgorzknienie

Podział obowiązków w domu źródłem stresu
123rf.com

Obowiązki domowe? Są nudne same w sobie, więc po co jeszcze o nich pisać? A jednak powieść Marii Sveland, która dotyczy funkcjonowania kobiet i mężczyzn w domu, stała się międzynarodowym bestsellerem.
Kilka lat temu krążył w Internecie zabawny tekst opisujący wieczór w domu z perspektywy dziecka:

„Rodzice oglądali telewizję i mama powiedziała: – Skończę prasować i pójdę spać. Jestem strasznie zmęczona. Gdy skończyła, przyszyła urwany guzik do koszuli i pochowała uprasowane rzeczy do szafy. Potem poszła do kuchni, wyjęła naczynia ze zmywarki i powkładała do szafek, zrobiła dla nas kanapki do szkoły, wyjęła mięso z zamrażarki, żeby było na jutrzejszy obiad, nasypała cukru do cukierniczki, rozłożyła łyżki i miseczki na stole i przygotowała ekspres do zaparzenia kawy na jutro rano. Potem powiesiła pranie, załadowała nową partię brudów do pralki, rozwiesiła ręczniki, w które wytarliśmy się po kąpieli, sprzątnęła ze stołu pozostawioną grę i gazety, postawiła telefon na ładowarkę i podlała kwiaty. Zamiotła podłogę w przedpokoju i opróżniła kosze na śmieci. Potem ziewnęła, przeciągnęła się i podeszła do biurka. Podpisała uwagę w dzienniczku, przygotowała pieniądze na moją wycieczkę do muzeum i wyciągnęła podręcznik schowany pod krzesłem. Napisała kartkę urodzinową do przyjaciółki, zaadresowała ją i nakleiła znaczek oraz zapisała, co jutro musi kupić do jedzenia. Obie kartki położyła obok torebki. Potem wzięła prysznic, zmyła twarz mleczkiem »trzy w jednym«, wklepała krem przeciw zmarszczkom, umyła zęby i opiłowała paznokcie. W końcu wyszła z łazienki, a ojciec zawołał:

– Myślałem, że już poszłaś do łóżka, a ty jak zwykle się guzdrzesz.

– Właśnie idę – odpowiedziała mama, po czym wlała wodę do miski dla kota i sprawdziła, czy drzwi są zamknięte. Zajrzała do pokoju dziecięcego, ucałowała nas delikatnie, wyłączyła lampki i komputer, podniosła nasze koszulki z podłogi, sprawdziła, czy spakowaliśmy stroje na basen, przygotowała nam ubranie na jutro. W sypialni nastawiła budzik, przygotowała sobie ubranie, dopisała trzy rzeczy do listy czynności, które musi jutro wykonać. Pościeliła łóżko, pomodliła się i w końcu się położyła. W tym czasie tata wyłączył telewizor i oznajmił głośno:

– Idę spać. I jak powiedział, tak zrobił”.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Historyjka byłaby zabawna, gdyby nie to, że wciąż jest prawdziwa. W Polsce odbywają się Kongresy Kobiet, trwa walka o parytety, w sferze publicznej dyskryminacja kobiet traktowana jest coraz częściej jako problem, który należy rozwiązać, ale w domu? W domu można odpocząć od walki. Tutaj wszystko przebiega po staremu. Kobiety wykonują 80 proc. prac domowych.

Kładą się o godzinę później spać i wstają o godzinę wcześniej niż pozostali domownicy. Co kilka lat sprawdzam te statystyki i wciąż są aktualne. A co na to mężczyźni? Chyba nic. Nawet ci, którzy stoją po stronie równości, głośno o tym nie mówią.

„Gdybym jako biała kobieta żyła w Afryce Południowej w czasach apartheidu i związała się z czarnym mężczyzną, nie dawałoby mi spokoju, że w tej kulturze nie uważa się nas za równych. Gdybym nadal, wbrew przeszkodom, go kochała, poświęciłabym życie na walkę z apartheidem” – pisze Maria Sveland w powieści „Zgorzkniała pizda”. Tytuł bulwersujący, ale książkę warto przeczytać, choć opowiada o rzeczach oczywistych. O tym, że kobiety rezygnują ze swojego życia na rzecz rodziny, bo świat tego od nich oczekuje. Jeśli kobieta chce czegoś dla siebie, co nie dotyczy jej dzieci i męża, jest egoistką. Mężczyzna w tej samej sytuacji jest po prostu mężczyzną. Bez poczucia winy zajmuje się swoimi sprawami. „Jak to możliwe, że mężczyźni w imię miłości nie robią wszystkiego, co w ich mocy, by walczyć z niesprawiedliwością, z apartheidem patriarchatu? A jeśli uważają, że władza i tysiące lat patriarchalnego ucisku to coś, co zbyt trudno zmienić, dlaczego przynajmniej nie walczą z niesprawiedliwością we własnych związkach?” – pyta Sveland. A rzecz w tym, żeby w końcu mężczyźni zadali sobie to pytanie.

W książce „Zabić twardziela” mój rozmówca stwierdza, że zna wiele domów, w których rządzi kobieta. Pewnie są takie domy, ale jest ich niewiele. W innych na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to kobieta sprawuje władzę. Mówi: „a teraz dzieci do lekcji” albo „siadajmy do stołu”. Może powiedzieć mężowi: „wynieś śmieci”. A on je wyniesie albo nie. Kto tak naprawdę ma władzę? Ten, kto dysponuje swoim wolnym czasem, decyduje o swoim sposobie życia. Ona niby zarządza, ale to on robi, co chce, i nie bierze odpowiedzialności za ich wspólne sprawy.

Jest wiele rzeczy, które codziennie muszą być zrobione, żeby dom dobrze funkcjonował, i kobieta zwykle się do nich poczuwa, zależy jej, żeby wszystko grało, mąż też tego od niej oczekuje. Zresztą nie tylko mąż. Oczekuje tego cała kultura. Jeśli wchodzimy do czyjegoś domu i jest bałagan, to myślimy, że on jest bałaganiarzem? Nie. Zwykle przychodzi nam do głowy, że to z niej jest kiepska gospodyni. Kobiece rządy w domu często polegają na tym, że ona nie ma czasu, żeby usiąść. Ale kto by się tym przejmował? Przecież wiadomo, że kobiety takie są! W naszej kulturze wynoszona jest pod niebiosa zdolność kobiety do poświęceń i rezygnacji z własnych potrzeb. Matka Polka to wzorzec kulturowy bardzo wygodny dla mężczyzn i tak oczywisty, że wiele kobiet nie ma odwagi się z niego wyłamać. A z czasem zamieniają się w zgorzkniałe p…, które są rozgoryczone i mają za złe.

Bohaterka powieści Marii Sveland na tydzień opuszcza swoją rodzinę i daje sobie prawo do własnego życia. Tworzy przestrzeń na własne wybory. To najlepsze lekarstwo na zgorzknienie. Zadbać o to, by w naszym życiu było miejsce dla nas samych. A mężczyźni? W końcu mogliby nam w tym pomóc.

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>