List z przyszłości, czyli wyobraź sobie, że dostałaś wiadomość od siebie samej starszej o 20 lat…

Ponieważ uroda bierze sie ze środka, dobre samopoczucie jest kluczową sprawą. Dlatego dbaj o nie. (fot. iStock)

Wyobraź sobie, że dostałaś wiadomość od siebie samej starszej o 20 lat. Jesteś bogatsza w mądrość życiową i doświadczenia. Za co się skarcisz i co sobie podpowiesz, by wyglądać i czuć się lepiej?

Kochana!
Być może jesteś zdziwiona, czytając ten dziwny list. Tak, wysyłam go z przyszłości. Tak, jestem Tobą za 20 lat, czyli niedawno przekroczyłam pięćdziesiątkę. Zapytasz, dlaczego do ciebie napisałam. Dwadzieścia lat to dużo. Wystarczająco, by zrozumieć, że nie warto tego czasu marnować na kompleksy i walkę ze swoim wyglądem. Piszę więc do Ciebie, bo chciałabym, żebyś uniknęła drogi, którą ja przeszłam, by w końcu zaakceptować siebie i dobrze czuć się we własnej skórze. Być może uznasz to za rodzicielskie ględzenie, ale naprawdę wierzę, że weźmiesz sobie do serca moje rady, albo chociaż je przeczytasz.

Po pierwsze, starzej się piękniej

Gdy przeglądam się w lustrze, widzę oczywiście zmarszczki. To nie jest tak, że pojawiły się jednego dnia i już nie zniknęły. W którymś momencie zaczęłam je po prostu zauważać. Dużo czasu zajęło mi zaakceptowanie tego, że moja skóra będzie się starzeć. Wydałam fortunę na kremy przeciwzmarszczkowe ze składnikami, których kosmiczne nazwy były niezłą gimnastyką dla języka. Czy mi pomogły? Chyba nie. Dziś posłuchałabym rady dermatologów i stosowała tylko to, co od lat sprawdzone. Rano – preparaty z witaminą C (przede wszystkim serum, bo takie działa najskuteczniej), wieczorem – z retinolem. Pierwsze dodają skórze blasku chronią przed wolnymi rodnikami. Drugie przyspieszają procesy regeneracji naskórka i poprawiają gęstość skóry. Nie sprawiłyby, że zachowałabym twarz dziecka, buzię nastoletniej modelki z plakatu w perfumerii. Ale nie o to chodzi! Dzięki tym składnikom skóra jest gładka i zdrowa, starzeje się wolniej… i piękniej. Zacznij stosować je już dziś, a w moim wieku Twoja cera będzie świetlista, jędrna, po prostu zadbana. Oprócz tego nie zapominaj o nawilżaniu – od niego zaczyna się odpowiednie napięcie skóry.

Po drugie, uważaj z opalaniem

Muszę przyznać, że to, co przeszkadza mi najbardziej, to przebarwienia. One naprawdę postarzają. Wiem, uwielbiasz się opalać, przecież Cię znam. W każde wakacje wylegujesz się beztrosko na plaży i z zadowoleniem obserwujesz coraz bardziej złocistą skórę, za nic mając sobie ostrzeżenia dermatologów. Słońce przyspiesza starzenie? Kiedy to będzie! Powoduje raka skóry? Ciebie to nie dotyczy! Widzisz, dziś co roku z drżącym sercem zgłaszam się na badanie znamion, a codziennie ukrywam posłoneczne plamki warstewką podkładu. Czy wyglądałabym młodziej, gdyby nie moja nieodwzajemniona miłość do promieniowania UV? Na pewno tak! Piszę to w 100 proc. przekonana – bądź ostrożna z opalaniem, a jeszcze przez wiele lat nikt nie będzie w stanie odgadnąć Twojej metryki. Zresztą czasy, w których żyjesz, dają Ci wspaniałe możliwości, jeśli chodzi o nadanie skórze wymarzonego odcienia. Samoopalacze są coraz doskonalsze (z perspektywy lat zdradzę Ci, że będą jeszcze lepsze, zupełnie pozbawione przykrego zapachu i nadające odcień niczym nieróżniący się od naturalnego), popularność zyskują zabiegi opalania natryskowego. Korzystaj z nich i ciesz się złocistobrązową karnacją bez konieczności szkodzenia swojej skórze.

Po trzecie, patrz co jesz

To dziwne, ale choć tyle razy słyszałam hasło „jesteś tym, co jesz”, dopiero po czterdziestce zaczęłam przykładać wagę do tego, co pojawia się na moim talerzu. Dziś zrobiłabym to dużo, dużo wcześniej. Miejska fastfoodowa dieta nie sprzyja ani figurze, ani młodemu wyglądowi. Już w Twoich czasach naukowcy potwierdzili, że cukier przyspiesza starzenie. Wszystko przez skomplikowany proces zwany glikacją, który powoduje degenerację włókien kolagenowych w skórze. Tymczasem można jeść tak, by znacząco spowolnić procesy związane z wiekiem. Zauważyłam, że od kiedy codziennie sięgam po produkty bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe (czyli np. łososia, awokado, oliwę czy orzechy), moja skóra zyskała lepsze napięcie i jędrność. Piję nakazane dwa litry dziennie, te pokarmy pozwalają mi ją zachować w każdej tkance ciała. Zredukowałam nabiał i dzięki temu uporałam się z wypryskami i niedoskonałościami. Słodycze? Tylko od święta, i to najwyższej jakości. Na początku było mi ciężko (bo przecież cukier potwornie uzależnia!), ale z czasem przestało być wyrzeczeniem. Dziś słodki makaronik czy kawałek brownie zjedzony raz na miesiąc to rozkosz a nie ratunek na chandrę. Nie piję już też tak dużo kawy, która odwadnia, oraz alkoholu, który powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych (znienawidzone naczynka!). Nie mówię, że masz zrezygnować z ulubionego latte i drinków z koleżankami, ale po prostu pić je raz na jakiś czas.

Po czwarte, nie skupiaj się na kompleksach

Prawda być może jest gorzka, ale nie mam, podobnie jak Ty, figury modelki ani gwiazdy filmowej. I nigdy nie miałam. Pamiętasz? Gdy byłaś młodsza, strasznie boksowałaś się ze swoim ciałem. Nic Ci się w nim nie podobało, nie lubiłaś go. Spędzałaś wieczność na siłowni, próbując wymodelować płaski brzuch czy wyrzeźbić ramiona, na przemian z okresami, gdy nie robiłaś absolutnie nic – oprócz kompulsywnego opróżniania zawartości lodówki. Efekt? Raz byłaś chudsza, raz grubsza, nigdy do końca zadowolona. Dużo czasu zajęło mi zaakceptowanie tego, jak wyglądam. Za dużo. Z dzisiejszej perspektywy myślę sobie, że zmarnowałam mnóstwo godzin i energii, które mogłam spożytkować dużo, dużo lepiej.

Mogłam spędzać więcej czasu z rodziną, uprawiać sporty, które naprawdę lubię, a nie wyłącznie takie, które rzeźbią, spalają, odchudzają. Mogłam więcej podróżować. Mogłam nosić minisukienki i głębokie dekolty, na które teraz już nie mam odwagi. Najśmieszniejsze jest to, że dopiero po czterdziestce jestem zaprzyjaźniona ze swoim ciałem. Paradoksalnie najgorzej czułam się wtedy, gdy wyglądałam najlepiej! Nie popełnij mojego błędu. Kompleksy są do niczego. Nie pozwalają cieszyć się życiem. Ale najważniejsze, co powinnaś zrozumieć to fakt, że tkwią wyłącznie w Twojej głowie. I w związku z tym tylko Ty możesz się z nimi uporać. Uwierz, nikt nie dostrzega masywnych ud czy krótkich nóg, za które biczujesz się w myślach. Wyłącz Wewnętrznego Krytyka, bo naprawdę nie warto marnować życia na zadręczanie się urojonymi defektami urody. Jesteś piękna, taka jaka jesteś! I ja też jestem!

Po piąte, odpoczywaj

Zauważyłam, że najlepiej wyglądam na wakacjach. Moja skóra ma piękny koloryt, zmarszczki nagle nie przeszkadzają, włosy układają się same, ciało jest wypoczęte i zrelaksowane. Wyciągnęłam wnioski z tych obserwacji. Na co dzień dbam o to, by się wysypiać i nie stresować. Stres, Moja Droga, jest jednym z głównych przyczyn przyspieszonego starzenia. Sen, minimum siedmiogodzinny, pozwala zniwelować jego bolesne skutki. Rozumiem, że tempo Twojego życia nie zawsze pozwala Ci zasnąć głęboko i spokojnie. Mam dla Ciebie podpowiedź – zadbaj o komfort w sypialni. Wyrzuć z niej komputer i telewizor. Spraw sobie piękną, przyjemną w dotyku pościel. Zainstaluj nawilżacz powietrza. Słuchaj pięknej, melancholijnej muzyki. Szybko docenisz, że to działa!

Na koniec chciałam udzielić Ci jeszcze jednej rady: dbaj o siebie, by dobrze czuć się ze sobą i swoją kobiecością, ale nie popadaj w przesadę. Zaakceptuj to, jaka jesteś, bo jesteś jedyna w swoim rodzaju.

Powodzenia!

Ty za dwadzieścia lat.