Twoja dusza jest tancerką, ruch jest lekiem. Metoda Pięciu Rytmów

Pięć rytmów to technika terapeutyczna, która pomaga m.in. wyrazić nagromadzone emocje. (Fot. iStock)
Pięć rytmów to technika terapeutyczna, która pomaga m.in. wyrazić nagromadzone emocje. (Fot. Getty Images)

Metoda Pięciu Rytmów łączy taniec z szamanizmem, mistycyzmem i filozofiami Wschodu. Bywa nazywana transformującą medytacją w ruchu. O tym, na czym polega i co może dać jej regularna praktyka, opowiada nauczyciel Tomasz Szymocha.

Zmierzch. W sali jest kilka osób. Prowadzący włącza muzykę. Prosi, byśmy nie zamykali oczu, nie rozmawiali ze sobą i pamiętali o oddechu. Zaczynamy tańczyć. Każdy w zgodzie z własną energią, bez narzuconej choreografii. Nikt nikogo nie ocenia. Przed nami pierwsza, trzygodzinna fala – tak w technice Pięciu Rytmów nazywa się przejście przez kolejne rytmy. Tańczącym cały czas towarzyszy muzyka i instrukcje prowadzącego, który zapowiada nadejście kolejnego rytmu, sugeruje skupienie się na określonej części ciała, a przede wszystkim poszukiwanie własnego, indywidualnego głosu. Nie chodzi o to, by tańczyć jakoś, nie chodzi o wyszukane ruchy, o popisywanie się, zaimponowanie komukolwiek. Pięć Rytmów to głęboka technika terapeutyczna, która pomaga nie tylko wyrazić nagromadzone emocje, ale też skontaktować się z uniwersalną prawdą.

Na fali – odzyskać duszę poprzez ciało

„Moją ścieżką jest taniec. Moją biblią jest ciało, ponieważ ciało nie potrafi kłamać. Moim panem jest rytm. Jeśli pozwalasz swemu ciału tańczyć, natychmiast zrywasz kłamstwa i dogmaty, aż zostaniesz z samym duchem życia. Taniec jest lekarstwem i ufam, że jeżeli wprowadzisz duszę w ruch, to sama się uzdrowi” – mówi Gabrielle Roth, twórczyni techniki Pięciu Rytmów i autorka książki „Uwolnij ciało, ucieleśnij duszę”. Ta amerykańska tancerka i muzyczka swoją metodę rozwijała od lat 60. Na początku, zafascynowana ruchem New Age, praktykowała w słynnym kalifornijskim ośrodku Esalen. Podczas własnej terapii oraz doświadczania różnych technik pracy z ciałem zauważyła, że największy wpływ na ludzi w grupie ma taniec, zwłaszcza jeśli jest związany ze swobodną ekspresją. Podkreślała, że trzeba się solidnie przygotować, by dać się ponieść fali ruchu i dać się poruszać, ponieważ ego nienawidzi się poddawać. Pięć Rytmów stanowi zagrożenie dla ego, gdyż ono nie daje się opanować ani kontrolować.

Jej metodę mogą stosować wszyscy bez względu na wiek, umiejętności taneczne, doświadczenie czy kondycję fizyczną. „Ruch jest moim lekarstwem, moją medytacją, moją praktyką” – twierdziła. „Wszyscy urodziliśmy się, by być w ruchu. Aby oddać się bitowi rytmu. Twoja dusza jest tancerką. Bez wysiłku, bez osądu. Czystą energią w chwili. Moją formę ekstatycznego tańca nazywam falą. Jest to medytacja w ruchu i wspaniały trening, używający pięciu podstawowych rytmów, które tworzą mapę do twojego najgłębszego istnienia. Poruszanie się poprzez falę jest moją duchową praktyką”.

Ta fala może trwać kilka minut, kilka godzin albo nawet kilka dni. Towarzyszy jej muzyka, która jest drogowskazem. Fala zawsze następuje w konkretnej kolejności:

Przepływ. To czas na skontaktowanie się z własnymi doświadczeniami i ugruntowanie się na parkiecie oraz w obecnej chwili. Ciało podąża za stopami. Przepływ utożsamiany jest z kobiecą energią, relaksującą, miękką, ale głęboką, pomagającą łączyć się ze swoim kobiecym pierwiastkiem – bez względu na płeć. Ruchy są delikatne, płynne i mogą pomóc spotkać się z matką Ziemią.

Staccato. To moment zarządzania energią, celem jest skupianie energii i kierowanie jej w określoną stronę. Ruchy powinny być klarowne, wyraźne, zarysowane, takie, które przypominają zdecydowane mówienie w życiu „tak” i „nie”. Staccato utożsamiane jest z męską energią, stawianiem granic, słuchaniem własnego serca i uszanowaniem własnych potrzeb. Z każdą chwilą rytm narasta, stając się coraz wyraźniejszy, a w końcu ognisty. Pomaga wsłuchanie się w miednicę, która powinna na parkiecie prowadzić.

Chaos. Czas odpuścić ograniczenia, przekonania, pomysły, intelektualizowanie i racjonalizowanie. Celem tańczenia w chaosie jest spotkanie z własną intuicją, kreatywnością. Roth powtarzała, że tańczymy aż do zniknięcia… tylko po to, aby odkryć się na nowo. Muzyka i energia powinna swobodnie przepływać przez ciało, które porusza się w każdym, a przede wszystkim nieznanym kierunku. Ruchy są dowolne, zamaszyste, spontaniczne. Natężenie tego rytmu pozwala się zatracić, niekiedy wpaść w trans. Pomocą może być podążanie za głową – ale nie umysłem. Chaos łączy w sobie to, co męskie, i to, co kobiece.

Liryczność. Po intensywnym i pełnym drżenia chaosie przychodzi czas na rozkosz, zabawę, delikatne i lekkie ruchy. Może w tym pomóc energia oddana dłoniom. Po przejściu przez to, co żeńskie i męskie, oraz po spotkaniu z całym chaotycznym światem przychodzi czas na pląsanie. To nie jest moment na wybieranie lub tkwienie w jakiejkolwiek decyzji czy energii. Liryczność pozwala płynąć, niektórzy mówią nawet, że frunąć.

Cisza. Nazywana matką wszystkich rytmów. To z ciszy i w ciszy wszystko się rodzi oraz umiera. Kluczowy jest oddech, zatrzymanie, medytacja, ale również intymność i bliskość ze sobą oraz innymi – jeśli ktoś ma na to ochotę. W ciszy zostaje tylko naga prawda, niekiedy bolesna, ale zawsze przepełniona miłością. Ruchy są coraz wolniejsze, aż do zupełnego zatrzymania. To, co nieważne, znika, pozostaje ciało i spokojny duch połączony ze wszystkimi i wszystkim. W ciszy przychodzą odpowiedzi na pytania.

Roth nazywa falę „odzyskiwaniem duszy poprzez ciało”. Po jej zakończeniu uczestnicy zazwyczaj siadają w kręgu i dzielą się swoimi doświadczeniami. Celem nie jest interpretacja czy terapeutyzowanie. To, co najważniejsze, ma się wydarzyć bez słów, na parkiecie. W Polsce wciąż jest niewielu certyfikowanych trenerów Pięciu Rytmów (informacje o tym, gdzie i kiedy prowadzą zajęcia, można znaleźć na stronie www.5rhythms.pl)

Poprzez taniec wyrażamy wszystkie emocje i jakości, jakie się pojawiają w naszym wnętrzu. Raz daje to nam oczyszczenie, innym razem samopoznanie. (Fot. iStock)
Poprzez taniec wyrażamy wszystkie emocje i jakości, jakie się pojawiają w naszym wnętrzu. Raz daje to nam oczyszczenie, innym razem samopoznanie. (Fot. iStock)

Rozmowa z trenerem Tomaszem Szymochą – certyfikowanym trenerem Pięciu Rytmów

Co byś poradził osobie nieśmiałej, która ma ochotę przyjść na warsztat Pięciu Rytmów, ale się boi?
Powiedziałbym jej, że praktyka Pięciu Rytmów jest dziecinnie prosta i wystarczy, że potrafi się ruszać i oddychać. Powiedziałbym, że praktyka ta pomoże jej nawet przełamać nieśmiałość. A jeżeli uda się to zrobić na zajęciach, to będzie łatwiej przełamać ją w życiu codziennym. Na naszych warsztatach nie ma żadnych ustalonych kroków ani form tańca. Każdy uczestnik tańczy czy też rusza się, tak jakby tańczył pierwszy raz. Na moich warsztatach nie ma ludzi, którzy są doskonałymi tancerzami. W tym nurcie nie ma w ogóle czegoś takiego jak lepszy czy gorszy tancerz. Ciało tańczy jak chce, jak mu się podoba, jak potrzebuje. Pięć Rytmów jako metoda aktywnej medytacji jest również idealną ścieżką obserwacji naszego umysłu i jego wewnętrznego dialogu, jego opinii, jego krytyk. Gdy uda nam się wyłączyć głowę, wszystko staje się autentyczne, prawdziwe, obecne w tu i teraz. Słowem: wyjątkowe, jednorazowe. Wtedy gadatliwy umysł milknie, znika nieśmiałość i lęk przed opinią.

Co jest najistotniejsze podczas tańczenia Pięciu Rytmów?
Najistotniejsze jest, aby zaufać swojemu ciału i procesowi, który się pojawia. Wyłączyć głowę i skierować uwagę na ciało i oddech. Dopiero wtedy pojawia się magia tej praktyki! Wchodzimy na nieznane umysłowi poziomy i głębie. Mamy kontakt z naszym wewnętrznym źródłem i naszym czystym „ja”. To doznanie i doświadczenie przychodzi krok po kroku podczas regularnej praktyki, lecz osiągnięcie tego stanu nie może być celem praktykowania Pięciu Rytmów, ponieważ oczekiwanie jest domeną umysłu, a tu chodzi o to, aby ten umysł wyłączyć. Celem jest bycie w tu i teraz, bycie obecnością, świadomością.

A jeśli ktoś kompletnie nie potrafi tańczyć? Czy to w ogóle możliwe?
To nawet lepiej, ale oczywiście nie ma czegoś takiego. Tak długo, jak potrafimy się ruszać, wsłuchać się w nasze ciało i być w tym, co akurat w nas jest – potrafimy tańczyć. Jeżeli jest w nas strach, to tańczymy strach, jeżeli jest złość, to tańczymy złość… i tak dalej. Poprzez taniec wyrażamy wszystkie emocje i jakości, jakie się pojawiają w naszym wnętrzu. Raz daje to nam oczyszczenie, innym razem samopoznanie.

W praktyce Pięciu Rytmów nikt nikogo nie ocenia, nawet sami siebie nie oceniamy. Oczywiście krytyka wobec nas samych może się pojawić i często się pojawia, ale to właśnie jest moment na dostrzeżenie, że to tylko myśl w głowie, nic więcej. Myśl, która nie ma żadnego potwierdzenia w faktach. Wszystko jest dozwolone, nie ma podziału na piękne ani brzydkie. Po prostu jest ruch, niczym ruch liści tańczących na wietrze. Przecież wszystkie tańczące liście są prawdziwie piękne.

Co musiałeś zrobić, by zostać certyfikowanym nauczycielem Pięciu Rytmów?
Jeżeli ktoś pragnie zostać nauczycielem, to wyrusza w podróż dogłębnej praktyki oraz wiedzy. Tutaj najcenniejsze jest doświadczenie i czucie tańca, muzyki oraz samego siebie – przychodzi ono również z praktyką. To przepiękny okres edukacji, technicznie składający się z minimum trzech lat nauki, po których można się zapisać do jedynej szkoły w Nowym Jorku i zdać egzamin.

Na czym polega nauka Pięciu Rytmów?
Na słuchaniu siebie poprzez ciało i oddech. Wszyscy razem tworzą tę praktykę na parkiecie, każdy coś wnosi, a prowadzący tylko – a może aż – trzyma przestrzeń. Choć to pozornie prosty proces, praktyka umożliwia głębokie i niekończące się eksploracje, przenoszące tancerza poza narzucone sobie, przez własny umysł, ograniczenia. Za każdym razem jest inaczej, ponieważ grana jest inna muzyka, uczestniczą inni ludzie, inne sytuacje poprzedzają praktykę, a więc i w nas są inne emocje. To wszystko sprawia, że i my jesteśmy nieco inni w tym nowym tu i teraz, dlatego praktyka powinna być regularna, aby bardziej poznawać siebie i swoje ciało.

Co się zmieniło w twoim życiu, odkąd tańczysz?
Poprzez taniec poznaję siebie, co pozwala mi podążać za moim prawdziwym „ja”. Mam więcej akceptacji. Zyskałem odwagę, by robić to, co naprawdę czuję i co jest dla mnie dobre. Pokochałem siebie i życie! Jestem autentyczny i prawdziwy. Dobrze czuję się ze sobą. Chcę się tym dzielić z innymi i tworzyć dla nich przestrzeń, grać, tańczyć z nimi, tak aby to wytańczyli. Wszystko, co w ludziach siedzi – bo w środku nas jest radość, dzikość, lekkość, delikatność, namiętność, czułość, spokój i szczęście – to wszystko, o czym z reguły marzymy.

Gabrielle Roth twórczyni techniki Pięciu Rytmów:

Wszyscy urodziliśmy się, aby być w ruchu. Aby oddać się bitowi rytmu. Taniec jest lekarstwem i ufam, że jeżeli wprowadzisz duszę w ruch, to sama się uzdrowi