Z ręką w plastiku

Milion plastikowych butelek sprzedaje się co minutę, a ich liczba do roku 2021 ma wzrosnąć o 20 proc. (Fot. iStock)

Z roku na rok jest go coraz więcej. W sklepach i domach, lasach i oceanach, kosmetykach i jedzeniu. O tym, co możemy zrobić, żeby uchronić świat przed plastikowym potopem, siebie przed plastikiem we krwi, a dzieci przed życiem na wysypisku śmieci, mówi Will McCallum, autor książki „Jak zerwać z plastikiem. Zmień świat na lepsze, rezygnując z plastiku krok po kroku”.

Zacznijmy od liczb: w Polsce produkujemy milion ton plastikowych śmieci rocznie. A jak to wygląda w Wielkiej Brytanii?
Szacuje się, że rocznie mamy blisko pięć milionów ton plastikowych odpadów. Co gorsza, w ciągu następnych dziesięciu lat produkcja plastiku na całym świecie – tak więc i w Anglii, i w Polsce – ma się podwoić. Milion plastikowych butelek sprzedaje się co minutę, a ich liczba do roku 2021 ma wzrosnąć o 20 proc. Mówimy więc o olbrzymich ilościach plastiku i plastikowych śmieci. Analizy Greenpeace pokazują, że Coca-Cola produkuje ponad 120 miliardów plastikowych butelek rocznie. Nie znamy dokładnej liczby, bo firmy bronią się przed ujawnianiem informacji. Wiemy jednak, że w butelkach największych producentów napojów: Coca-Coli, Pepsi, Danone’a, Nestlé i Red Bulla, tylko 6,6 proc. plastiku nadaje się do przetworzenia. Reszta idzie na wysypiska, gdzie butelce po wodzie mineralnej zajmie około 450 lat, żeby rozłożyć się i zniknąć. Choć butelki można wytwarzać z plastiku, który w stu procentach nadaje się do recyklingu, żadna z tych korporacji nie zamierza przestawić się na taką produkcję.

Przypomina mi się tutaj dialog z kultowej polskiej komedii „Rejs”: „No i panie, no i kto za to płaci? Pan płaci… Pani płaci… My płacimy… Społeczeństwo płaci”. Za rosnące zyski właścicieli i dyrektorów korporacji, ich luksusowe posiadłości i jachty. Osobiście wolę zapłacić za dzbanek z filtrem i pić wodę z kranu. Tym bardziej że – jak pokazują między-narodowe badania – wraz z butelkowaną wodą wypijamy też mikrocząsteczki plastiku.
Odstawienie wody w plastikowych butelkach to bardzo dobry wybór. W ograniczaniu plastiku najlepiej kierować się regułą zwaną wielką czwórką, czyli używać wielokrotnego użytku (1) butelek, (2) toreb i (3) kubków do kawy, a także (4) zawsze mówić „nie” plastikowym słomkom do picia. W mojej książce jest sporo konkretnych rad, jak zmniejszyć zużycie plastiku, ale myślę, że wystarczy, jeśli przejdziesz się po domu i zrobisz listę plastikowych rzeczy, które łatwo zastąpić takimi z naturalnych materiałów. Następnym razem, kiedy pójdziesz do sklepu, po prostu kupuj pozycje z listy. Jedną z najgorszych plastikowych rzeczy w domu są mokre chusteczki. Lepiej w ogóle z nich zrezygnować, ale jeśli ich używasz, pilnuj, żeby nie wyrzucać ich do sedesu. Zawierają włókna plastikowe, które przedostają się do rzek i mórz. Tam rozpadają się na małe kawałeczki, które wpływają na ekosystem, stają się pożywieniem ryb i skorupiaków. Poza tym dobrze się trochę wysilić i zorganizować, jeśli chodzi o zakupy i posiłki. Jeżeli do pracy weźmiesz butelkę z domowym napojem lub wodą z kranu oraz pudełko lunchowe…

…wielokrotnego użytku i na dłuższą metę tańsze niż jednorazowe torebki śniadaniowe…
…wtedy nie musisz kupować wody w butelce czy kanapki owiniętej w folię. Istotne jest też rozmawianie z ludźmi – przyjaciółmi, rodziną, sąsiadami – o tym, jak plastik zanieczyszcza nasze środowisko i co można z tym zrobić. Zawsze lepiej, jeśli pięć osób, a nie tylko jedna, zacznie ograniczać kupowanie plastiku. Warto rozmawiać nie tylko o plastikowym biznesie wielkich korporacji, ale też o tym, że zaledwie 10 proc. plastikowych śmieci nadaje się do przerobienia. Resztę gromadzimy na wysypiskach. Poza tym mnóstwo plastikowych śmieci rozwiewa wiatr i trafiają do rzek, mórz i oceanów.

A tam tworzą coś tak niewiarygodnego jak Wielka Pacyficzna Plama Śmieci – pływające wysypisko niemal pięć razy większe niż terytorium Polski, złożone z sieci rybackich, butelek i innych plastikowych odpadów.
Obawiam się, że to niejedyna plama śmieci na oceanach. Teraz na przykład tworzy się nowa plama śmieci na Morzu Barentsa, niedaleko Arktyki, złożona z europejskich odpadów, które prądy oceaniczne przenoszą właśnie w to miejsce. Segregujemy śmieci i wierzymy, że są palone lub przetwarzane na miejscu, ale w rzeczywistości eksportujemy je do Azji Wschodniej i Południowej, a nawet do Polski. Bo odkąd Chiny powiedziały stop importowi zachodnich odpadów, brytyjskie firmy zaczęły pozbywać się problemu w ten sposób, że wysyłają je do waszego kraju.

Rzeczywiście dane gospodarcze pokazują, że w ostatnich latach Polska stała się śmietnikowym tygrysem Europy. Trafia do nas nie tylko coraz więcej śmieci z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Szwecji i Włoch, ale także z Australii, Nowej Zelandii i Nigerii. To przecież chore! Dlaczego to jest legalne?
Zgadzam się, że to kompletny skandal! Myślę, że ludzie nie zdają sobie sprawy, jak to działa. Dlatego musimy o tym rozmawiać i pisać. Naszym sojusznikiem są media społecznościowe. Na Twitterze czy Facebooku można zadać politykom pytania dotyczące np. importu śmieci, opodatkowania producentów plastiku czy zakazu dla jednorazowych plastikowych kubków. Lokalnych polityków warto pytać o jakość wody w kranie i o to, co robią, żeby ją poprawić. Możemy wysłać list na ich oficjalną stronę internetową, a odpowiedź wrzucić na Facebooka. W ten sposób ma szansę dotrzeć do tysięcy odbiorców i… wyborców. Możemy wreszcie głosować na tych, którzy proponują sensowne rozwiązania.

Jak znam życie, politycy będą się zasłaniać opowieściami, że ograniczenie plastikowej swawoli ogromnie dużo kosztuje i nasze firmy mogą zbankrutować.
Dlatego ważne jest zaangażowanie lokalnego biznesu. Każdy z nas ma swój osiedlowy sklep czy ulubioną kawiarnię, zna ich właścicieli lub kierowników. Dlaczego nie porozmawiać z nimi o plastiku? Często ludzie nie zdają sobie sprawy z zasięgu problemu. Często też są jak najbardziej za wycofaniem lub co najmniej ograniczeniem plastikowych torebek i słomek, za wlewaniem kawy do kubków wielokrotnego użytku. To nie tylko służy środowisku, ale też oszczędzaniu pieniędzy, bo to, co jednorazowe, jest na dłuższą metę droższe od czegoś, co możesz umyć i użyć tego po raz kolejny. Zaangażowanie przedsiębiorców ma sens też z tego powodu, że politycy często konsultują z nimi swoje decyzje. Jeśli więc mały biznes będzie pozytywnie nastawiony do zredukowania plastiku, politykom będzie łatwiej przeforsować zmiany w prawie.

Dobrze byłoby też włączyć lekarzy i naukowców. Tym bardziej że pojawia się coraz więcej alarmujących danych dotyczących obecności drobin plastiku we wdychanym przez nas powietrzu, w soli, piwie i miodzie. Badania prowadzone na Uniwersytecie Exeter wykazały obecność bisfenolu – związku chemicznego używanego do produkcji plastikowych opakowań i butelek – w ciałach prawie 90 proc. brytyjskich nastolatków. Ile jest plastiku w naszym jedzeniu i jak on wpływa na nasze zdrowie?
Żeby to stwierdzić, potrzebujemy więcej badań. Plastik na pewno ma wpływ na nasze zdrowie, ale nie wiemy dokładnie jaki. To, co wiemy na pewno: drobiny plastiku w oceanach działają jak magnes i przyciągają metale ciężkie, m.in. rtęć i kadm. To oznacza, że są potencjalnie groźne dla naszego zdrowia. Badania brytyjskie pokazują, że wszystkie skorupiaki zawierają drobiny takiego plastiku, czyli jedząc owoce morza, zjadasz też plastik. Jeśli chodzi o ryby, nie jesteśmy pewni, do jakiego stopnia absorbują plastik w tkankach. Greenpeace wystosował pismo do brytyjskiego rządu w sprawie badań nad obecnością plastiku w naszym jedzeniu i nad jej wpływem na nasze zdrowie. Rząd się do tego zobowiązał, ale jak na razie nic w tej sprawie nie zrobił.

Co w takim razie możemy zrobić, kiedy rządy umywają ręce?
Musimy pamiętać, że mamy wpływ jako konsumenci i wyborcy. Zanim mikroplastik – zwykle niewidoczne gołym okiem drobiny plastiku, które zanieczyszczają rzeki, jeziora i oceany – zostanie zakazany przez Unię Europejską (jest to w planach), unikajmy kupowania kosmetyków, które mają w składzie nylon, polietylen lub polistyren. Najczęściej dodaje się je do produktów złuszczających i higienicznych, takich jak np. pilingi, skruby, mydła i pasty do zębów. Inna prosta rzecz: jeśli w sklepie lub supermarkecie zobaczysz coś tak bezsensownego, jak np. papryka lub jabłka owinięte w folię, zrób zdjęcie, po czym wrzuć na portal społecznościowy jako przykład absurdu i wyślij do menedżera sklepu. Mamy sporo dowodów, że taka akcja działa. Firmy są bardzo czułe na czarny PR i szybko reagują.

Reagowałyby jeszcze szybciej, gdyby musiały płacić nie tylko za jednorazowy plastik, w którym sprzedają swoje produkty, ale też za plastikowe śmieci, które nie nadają się do przetworzenia i będą zalegać na wysypiskach przez kolejne kilkaset lat. Czy jest szansa na wprowadzenie takiego prawa?
Niestety, żaden europejski rząd nie zajmuje się na poważnie zalewającymi nas tonami plastikowych śmieci. A to, niestety, prawda – jedynie prawo zakazujące produkowania i sprzedawania plastiku jednorazowego użytku byłoby w stanie rozwiązać problem. W tej sytuacji – chcę to podkreślić po raz kolejny – realny wpływ, jaki ma każdy z nas, to siła, jaką mamy jako konsumenci i wyborcy.

Czy jako konsument zerwałeś z plastikiem na dobre?
Nie, chociaż robię wszystko, co w mojej mocy, żeby unikać jednorazowych opakowań. Ale kiedy długo siedzę w pracy, czasami do późna w nocy i w weekendy, bywa, że zapominam o przyniesieniu lunchu. Wtedy idę do najbliższego sklepu, żeby kupić kanapkę zawiniętą w plastik. Bo innych nie ma. W naszych czasach niełatwo całkowicie odstawić plastik. Ale trzeba robić, co się da.