Zero Waste: jak zmniejszyć ilość produkowanych śmieci w domu?

Zero Waste: jak zmniejszyć ilość produkowanych śmieci w domu?
fot. iStock

Bea Johnson postawiła na swoim. koszty życia jej rodziny spadły o 40 procent, a śmieci Johnsonów z całego roku mieszczą się w jednym słoiku. Łatwo nie było.

Po miesiącach mycia włosów sodą i octem Bea wyglądała jak miotła, a jej mąż nie mógł już znieść wszechobecnego w domu zapachu winegretu. Klapą zakończyła się próba zastąpienia papieru toaletowego mchem.

Barbie zostaje ascetką

Z zewnątrz dom rodziny Johnsonów w kalifornijskim miasteczku Mill Valley wygląda jak wszystkie inne w okolicy. Po wejściu do środka wydaje się jednak, że został on opuszczony. Wszędzie jest biało i – biorąc pod uwagę, że mieszka tam małżeństwo z dwoma nastoletnimi synami i psem – niepokojąco czysto. Kuchenne blaty są puste, a pod zlewem, zamiast przepełnionego śmietnika, stoi samotna butelka octu. To tylko pozornie smutny widok, bo dzięki zionącemu pustką mieszkaniu Johnsonowie cieszą się pełnią życia. Mają tylko to, co potrzeba, a swoje szczęście mierzą ilością generowanych przez siebie odpadów. Im jest ich mniej, tym lepiej im się żyje.

„Zanim zmieniłam swoje życie, robiłam sobie botoks, nosiłam tipsy i farbowałam włosy” – wyznaje pochodząca z Francji Bea Johnson. Do USA przyjechała w wieku 18 lat, parę lat później wyszła za mąż za Scotta. Zamieszkali w olbrzymim domu na przedmieściach, który Bea bezustannie zaopatrywała w „niezbędne” produkty. „Byłam po uszy pod wpływem reklam. Wierzyłam, że potrzebuję tych wszystkich rzeczy. W rezultacie miałam więc na przykład pełną szafę środków do czyszczenia – jeden do luster, drugi do podłóg, trzeci do zlewów i jeszcze kilka do Bóg wie czego. Na dodatek wszystkie były chemiczne i toksyczne” – wspomina Bea.

Zmiany zapoczątkowała w 2006 roku rodzinna decyzja o przeprowadzce. Mieszkając na przedmieściach, Johnsonowie stale musieli jeździć samochodem – do sklepu, do szkoły, do kina. Postanowili zamieszkać w miejscu, z którego będą mogli wszędzie dojść na piechotę. Na czas poszukiwań nowego domu wynajęli mniejsze mieszkanie, do którego wprowadzili się z podstawowymi rzeczami, resztę zdeponowali w magazynie. „Mieszkając tam przez rok, zorientowaliśmy się, że niczego nam nie brakuje. Na dodatek w magiczny sposób zyskaliśmy przestrzeń i czas na to, co najważniejsze, czyli na wspólne spędzanie czasu – na pikniki w parku i wycieczki za miasto” – opowiada Bea. Chcieli, żeby tak zostało, dlatego do nowego domu wprowadzili się z jedną piątą dobytku. 80 procent swoich rzeczy oddali lub sprzedali, zostawili sobie niezbędne minimum. Bea zrezygnowała z prenumerat magazynów, bez mrugnięcia okiem sprzedała swój pierścionek zaręczynowy i rodzinne pamiątki. Wtedy okazało się, że to, co w większości zagraca ich dom, to śmieci, czyli przede wszystkim opakowania. I te znalazły się więc na czarnej liście, co zmusiło Bea do szukania nieopakowanych i biodegradowalnych zamienników… praktycznie wszystkiego. I tu zaczęły się schody.

Zobacz też: Pierścionki srebrne

Wyboiste początki sprawiły, że Scott nastawił się do całej koncepcji dość sceptycznie. Zmienił stanowisko, kiedy okazało się, że już w pierwszym roku nowego życia ich domowe wydatki zmniejszyły się o 40 procent. „Wtedy miałam go już na pokładzie” – wyznaje z dumą Bea.

Nie patrzeć sprzedawcom w oczy

Po ośmiu latach Johnsonowie dopracowali swój styl życia do perfekcji, stając się ucieleśnieniem filozofii zero waste, która zachęca do bardziej racjonalnego podejścia do zasobów. Do jej głównych założeń zalicza się stawianie na ponowne wykorzystywanie produktów i traktowanie wysypisk i spalarni jako ostateczności. Można pomyśleć, że to jak nurkowanie w oceanie znoju i wyrzeczeń. Nic podobnego!

„Nasze życie stało się o wiele łatwiejsze – przekonuje Bea. – Najtrudniejsze są początki, bo trzeba zacząć od przejrzenia każdej szuflady w domu i od szczerej refleksji nad tym, co tak naprawdę jest nam potrzebne”.

Bea zdradza, że zachowaniu pustego śmietnika sprzyja przestrzeganie trzech zasad. Po pierwsze, trzeba wyeliminować z użycia wszelkie produkty jednorazowego użytku.

„Są one wymysłem żądnych zysku producentów” – grzmi. „Nie tęsknię za jednorazówkami! Nie muszę ich kupować, taszczyć do domu, rozpakowywać, a potem wyrzucać. Co za wspaniała oszczędność czasu, energii i pieniędzy! Zastępników jednorazówek nie brakuje ” – dodaje Bea.

Druga zasada zakłada kupowanie tylko tych produktów, które nie mają opakowań. Bo te ostatnie trafiają na śmietnik najszybciej. Bea przyznaje, że kiedy dziś wchodzi do supermarketu, widzi już tylko to, co jest nieopakowane. Zachęca do bojkotowania opakowań poprzez kupowanie używanych rzeczy, kupowanie hurtowe i chodzenie do sklepów ze słoikami i torebkami z tkaniny.

„Przyznaję, że trzeba mieć jaja, żeby pójść do sklepu z własnym słoikiem na ser. Cała sztuczka polega na tym, żeby nie patrzeć sprzedawcom w oczy” – śmieje się Bea i pociesza, że w ślad za jej nowymi nawykami zmieniają się też zwykle przyzwyczajenia sklepowego personelu.

Ostatnia z trzech zasad dotyczy umiejętności mówienia „nie” – nie dla wizytówek, nie dla reklamowych długopisów i ulotek, nie dla darmowych upominków w promocji. „Musieliśmy wytrenować nawet naszych najbliższych. Dziś nikt nie przynosi nam prezentów. Wiedzą, że wystarczy nam butelka wina, bo sami wciąż pijemy tylko jeden gatunek, który przywozimy sobie z pobliskiej rozlewni” – przyznaje Bea.

Bez opakowań

Wino z kanistrów, woda do picia z kranu i jeden dzień w roku przeznaczony na robienie przetworów – to tylko trzy z wielu pomysłów Johnsonów na odcięcie się od śmieci. Bea wciąż wymyśla nowe rozwiązania. Jedzenie w lodówce trzyma w przezroczystych pojemnikach, dzięki czemu od razu widzi, co ma, a czego jej brakuje. Mrozi kości i resztki warzyw na wywary, mrozi też świeczki, bo dzięki temu dłużej się palą. Ma nawet autorskie patenty na make-up i pielęgnację urody. Oczy maluje sproszkowanymi spalonymi migdałami, jako różu na policzki używa kakao, usta podkreśla sokiem z buraka, a zamiast klasycznej nici dentystycznej używa nici jedwabiu.

„Oprócz ewidentnego pobudzenia kreatywności dobrowolne zmniejszenie ilości generowanych przez nas śmieci przynosi wiele innych korzyści. Wychodzi nam przede wszystkim na zdrowie, bo przetworzone produkty zastępujemy naturalnymi, mamy mniej sprzątania i więcej czasu” – uważa Bea.

Zredukowanie ilości śmieci to przede wszystkim oczywisty ukłon w stronę środowiska, które cierpi na naszej rozrzutności. W 2015 roku w Polsce przypadało 280 kg śmieci na osobę (o 5 proc. więcej niż w roku 2014), z czego około 60 proc. wylądowało na wysypiskach.

W obliczu przepełnienia tych ostatnich zero waste powoli staje się światową koniecznością, dlatego nowe trendy w podejściu do odpadów widać już dziś na poziomie przedsiębiorców, gmin, miast, a nawet państw. Na całym świecie rozkwita handel hurtowy i powstają sklepy oferujące produkty bez opakowań. San Francisco do 2020 roku zamierza stać się w pełni bezodpadowym miastem, a w Szwecji, gdzie część odpadów przerabia się na biogaz, ostatnie wysypisko zamknięto w 2005 roku. Widać też zmiany w myśleniu zwykłych konsumentów, które w dużym stopniu są zasługą rodziny Johnsonów. Za sprawą prowadzonego przez siebie bloga i przetłumaczonej na 12 języków książki „Zero Waste Home” Bea dociera bowiem ze swoimi pomysłami do ludzi na całym świecie. Położenie większego nacisku na bycie i doświadczanie zamiast na posiadanie wciąż bywa jednak postrzegane jako ekstrawagancja. To pewnie dlatego Bea spotyka się też z opiniami, że swoim skrajnym minimalizmem krzywdzi własne dzieci. Niejeden dałby się jednak za taką krzywdę pokroić – Johnsonów stać dziś bowiem na wakacje i atrakcje, o jakich wcześniej nawet nie marzyli. Stało się to możliwe dzięki przeciwstawieniu się schematom i pójściu pod prąd. Bo z prądem, jak głosił poeta, płyną tylko śmieci.

Zasada 5R

Bea proponuje, żeby recykling traktować jako ostateczność. Jej wzór postępowania opiera się na pięciu punktach z zachowaniem następującej kolejności:

REFUSE odmawiaj tego, czego nie potrzebujesz.

REDUCE ograniczaj to, czego używasz.

REUSE ponownie wykorzystuj używane rzeczy.

RECYCLE przeznaczaj na recykling
to, czego nie możesz sobie odmówić, czego nie możesz ograniczyć albo nie możesz użyć ponownie.

ROT to, co zostanie, kompostuj.

Jak zmniejszyć ilość domowych śmieci?

KUCHNIA

  • Zrezygnuj z jednorazówek – papierowe ręczniki zastąp szmatkami, kanapki pakuj w kuchenne ręczniki albo wkładaj do stalowych pojemników, zrezygnuj z toreb na śmieci.
  • Kupuj hurtowo, zaopatruj się w sklepach bezodpadowych, na zakupy zabieraj torby wielokrotnego użytku, słoiki (np. na sery), butelki (np. na oliwę), poszewkę na poduszkę (na chleb).
  • Rób jak najwięcej sam (np. musztardę, majonez, sos do sałaty, dżem, humus, ciastka, sos pomidorowy).
  • Kupuj na bazarach – tamtejsze owoce i warzywa nie mają na sobie naklejek, możesz tam też oddać sprzedawcom pojemniki na jajka.
  • Pokochaj wodę z kranu.
  • Zmień przeznaczenie koszy na odpady– większy przeznacz na kompost, a mniejszy na zwykłe śmieci.

ŁAZIENKA

  • Używaj pakowanego w papier, w 100 procentach recyklingowanego papieru toaletowego.
  • Używaj kamienia ałun jako dezodorantu.
  • Używaj niepakowanego mydła w kostce do mycia ciała i twarzy.
  • Zamień tradycyjną szczoteczkę do zębów na biodegradowalną (np. bambusową).

GARDEROBA

  • Ogranicz liczbę rzeczy w szafie.
  • Kupuj rzeczy używane.
  • Po kupieniu butów zostaw pudełko w sklepie.
  • Ubrania, których nie nosisz, zużyj na szmaty albo oddaj potrzebującym.
  • Naucz się podstawowych trików, takich jak łatanie dziur, zszywanie czy skracanie.

CZYSZCZENIE

  • Wybieraj naturalne środki czyszczące: mydło kastylijskie świetnie nadaje się do mycia podłóg i zlewów, soda oczyszczona do usuwania wszelkiego rodzaju zabrudzeń, a ocet do usuwania pleśni.
  • Zamiast chemicznych odplamiaczy wypróbuj mydło marsylskie, płyn do mycia naczyń, kredę, cytrynę albo ocet.

 

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze