Joseph Fiennes: Otwórz oczy

FOT: JOE PUGLIESE/AUGUST/EAST NEWS

Dobiega pięćdziesiątki, a wciąż ma to samo łobuzerskie spojrzenie, które pamiętamy z „Zakochanego Szekspira”. Kino nie było dla niego ostatnio łaskawe. Powrócił w chwale dopiero dzięki serialowi – wzbudzającej wiele emocji „Opowieści podręcznej”. Jak sam mówi, po tej roli stał się feministą.

Drugi sezon „Opowieści podręcznej” to jedna z najbardziej oczekiwanych premier tego roku. Wizja niedalekiej przyszłości, w której władzę przejmuje ultraprawica, a kobiety zostają całkowicie ubezwłasnowolnione, przemówiła do rzeszy widzów. A jednak mężczyznom podobno trudniej oglądać wasz serial niż kobietom. Ktoś zrobił nawet badania, które to potwierdzają.

Szczerze mówiąc, wcale mnie to nie dziwi. Podobnie jak w książce Margaret Atwood, na której opierał się scenariusz pierwszego sezonu, narratorem jest kobieta walcząca o przetrwanie w brutalnym, niebezpiecznym świecie. Być może jako mężczyźni nie dostrzegamy swoich licznych przywilejów, dopiero kiedy skonfrontujemy się bezpośrednio z sytuacją bohaterki, dociera do nas, jak ślepi jesteśmy.

Wiele osób twierdzi, że urzeczywistnienie ponurej wizji z „Opowieści podręcznej” to tylko kwestia czasu. Że nasz świat podąża właśnie w tym kierunku.

Myślę, że nie ma na to szans, bo kobiety nie pozwolą się utemperować. Przecież to nie jest tak, że ich prawa są ograniczane dopiero teraz, że wcześniej wszystko było w porządku. Tak naprawdę bycie kobietą oznacza ciągłą walkę: o prawa, o pozycję, o zarobki. To proces, który trwa od narodzin po śmierć. Kobiety mierzyły się z niesprzyjającym im światem od zawsze i nagle, kiedy jest o ich trudach trochę głośniej, nie zwiną żagli i nie oddadzą mężczyznom tego, co sobie już wywalczyły.

Więcej w majowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 05/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.