fbpx

Ubieraj się tak, aby podobać się sobie, nie innym. Rozmowa ze stylistką Moniką Jurczyk

Ubierajmy się tak, aby podobać się sobie, nie innym. Rozmowa ze stylistką Moniką Jurczyk
Stylistka Monika Jurczyk wyjaśnia, jak znaleźć swój styl wolny od trendów. (Fot. archiwum prywatne)

To stwierdzenie dotyczy nie tylko tego, że kupujemy za dużo ubrań, zapominając, jak wiele już mamy. Ale podsuwa też ważny trop. Bo w naszej szafie schowane są nasze przekonania o świecie, zdanie, jakie mamy o sobie oraz gotowość na zmiany. Stylistka Monika Jurczyk wyjaśnia, jak znaleźć tam… wolność.

Jak kupować mądrze? Jak wybierać rzeczy, które do nas pasują i posłużą na lata?
Najprostszą radą jest wybierać rzeczy, co do których jesteś całkowicie przekonana. Tu sprawdza się system zero-jedynkowy: albo rzecz jest idealna, albo jej nie bierzesz. Doświadczenie zawodowe i życiowe nauczyło mnie jednego: noszę tylko te ubrania, w których się zakochałam. Ich zakup się opłaca – eksploatuję je regularnie i nie zalegają w szafie. Druga kwestia: sprawdź, czy w danej sukience, butach, bluzce jest ci wygodnie. Większość z nas ma bowiem tak, że kupuje ubrania odrobinę niewygodne, jak sweter, który gryzie, więc ostatecznie go nie nosi. Nie ulegajmy też urokowi zdjęć z Instagrama – widzimy na przykład wystylizowaną dziewczynę siedzącą przy choince w grubaśnym kardiganie. A taki sweter nie nadaje się na polskie święta, ponieważ w mieszkaniach jest zwykle ciepło. W naszym klimacie lepiej mieć grube rzeczy na zewnątrz: szal, płaszcz, a pod spodem cieńsze.

Kupiłam w zeszłym roku piękny i gruby sweter, który nie mieści się pod żaden płaszcz. Czy zakup powinien być też praktyczny?
Pierwsza powinna być miłość do ubrania, a potem przemyślenie użyteczności danej rzeczy.

Dla wielu praktyczna jest czerń. Ty zawsze byłaś ogromną przeciwniczką tego koloru.
Są kobiety, które potrafią pięknie nosić czerń i wyglądają w niej świetnie. Sama mam czarny płaszcz i ramoneskę, ale łączę je z innymi kolorami, na przykład granatem. Czerń podkreśla zmęczenie, podkowy pod oczami, a ja nie lubię się malować. Gdy się zrobi dobry makijaż, to można w czerni wyglądać zjawiskowo. Tak naprawdę ten kolor nie jest też aż tak praktyczny, jak się wszystkim wydaje… Ale już go nie zabraniam. Po prostu uważam, że noszenie się na czarno powinno być przemyślane, nie na zasadzie: bo do wszystkiego pasuje. Biały też do wszystkiego pasuje.

Wiele osób twierdzi, że biały się brudzi, choć tak naprawdę wszystkie ubrania się brudzą…
Za każdym naszym ubraniowym wyborem stoi jakieś przekonanie: „czarny pasuje do wszystkiego”, „biały się brudzi”, „różowy jest infantylny”. Gdy zdamy sobie z tego sprawę, zyskamy dużo więcej wolności, jeśli chodzi o zawartość szafy. Bo to, że takie przekonania istnieją, nie znaczy, że są prawdziwe.

A czy sama trzymasz się jakichś reguł w modzie?
Mam dużo zasad i ich uczę. Jeśli od razu kupuję rzeczy, które są dobre dla mojej sylwetki, to później zawsze wyglądam w nich dobrze. Jestem także wierna swoim sztuczkom, czyli żeby zawsze odkryć jedno najszczuplejsze miejsce, na przykład nadgarstki lub kostki, bo wtedy cała stylizacja wygląda lżej. Kupuję też ubrania, które pasują do tego, co już mam, bo moja szafa jest bardzo mała.

To, że dobra szafa – nawet jeśli należy do stylistki – powinna być kompaktowa, na pewno szokuje wiele osób.
Jak masz mniej, to dużo łatwiej wszystko ogarnąć. Nadmiar paraliżuje. Nawet gdy mamy małą szafę, ale wszystko do siebie pasuje, to jest mnóstwo możliwości zestawień. Oczywiście czasem pozwalam sobie na jakieś szaleństwo, ale zawsze trzymam się zasady, by to, co kupuję, pasowało do przynajmniej trzech rzeczy, które już mam.

Kolejnym kryterium jest to, czy chcesz i możesz już jutro to założyć. Bo często kupujemy tak dużo ubrań, że o nich zapominamy… Wprowadziłam nawet kurs pt. „Masz to w szafie”, bo naprawdę w dzisiejszych czasach większość z nas miałaby w czym chodzić przez cały następny rok. To kwestia tego, jak komponujesz zestawy, ale też, jak szybko się nudzisz ubraniami. Ja na przykład przywiązuję się do ubrań i jeśli coś lubię, to noszę to stale. Mam ulubione białe spodnie, które zakładam bardzo często (moja przyjaciółka, która mnie w nich widziała milion razy, twierdzi, że nawet za często, szczególnie jak na stylistkę). Ale kiedy coś kupujesz, to naprawdę musi to być najlepsza rzecz dla ciebie, tu nie ma miejsca na kompromisy. Podczas zakupów ważny jest rozsądek, świadomość tego, jaką mamy sylwetkę, ale też, jaki styl życia prowadzimy. Wybierajmy rzeczy, które będą żyć z nami, a nie wisieć w szafie.

Twoja najnowsza książka jest bardzo osobista – nie bez powodu jej tytuł to „Styl bardzo osobisty”. Trudno było ją napisać?
Nie. Dlatego, że już pogodziłam się ze sobą i zaczęłam nad sobą pracować, więc było to wręcz oczyszczające. To nie jest kolejna książka o ciuchach, bo tych mnóstwo na rynku. Nie ma dobrego ubierania się bez miłości do siebie, bez poznania siebie.

Ubierajmy się tak, aby podobać się sobie, nie innym. Rozmowa ze stylistką Moniką Jurczyk
Monika Jurczyk, „Styl bardzo osobisty”, wyd. Monika Jurczyk

Opowiedz o tym więcej…
Kiedy zaczynałam pracę, zachowywałam się jak stylistka na czerwonym dywanie, taka, która wszystko wie najlepiej, na którą należy czekać i tylko robić jej zdjęcia. Życie to zweryfikowało. Okazało się, że nie mam na wszystko najlepszych rozwiązań. Dużo rzeczy mi się posypało, życie prywatne, zdrowie. I między innymi o tym opowiadam w „Stylu bardzo osobistym”. Teraz nie ma już takiej opcji, żebym komuś narzucała swoje zdanie. Dziś właściwie w każdym moim filmiku na YouTubie czy publicznym wystąpieniu podkreślam, że możesz być, jaka chcesz, możesz znać moje zasady i je stosować, jeśli ułatwiają ci życie, ale jeśli coś ci nie pasuje, to tego nie rób. Ty jesteś najważniejsza. Ty wiesz lepiej. W moim własnym procesie nadal się tego uczę. Trzeba ufać sobie. Nie oddawać całej kontroli nad szafą czy czymkolwiek innym. Można słuchać ekspertów i korzystać z ich wiedzy, ale to my znamy odpowiedzi. Często przejmujemy się wszystkimi, tylko nie sobą, i wcale nie dotyczy to wyłącznie ubrań.

Codziennie dostaję pytania: „czy wypada tak wyjść?”, „czy to do siebie pasuje?”. Miej to w nosie! Jeśli masz ochotę wyjść do sklepu w sukience, która wygląda jak zaprojektowana na rozdanie Oscarów, to zrób tak. To nie jest operacja na otwartym sercu, od tego się nie umiera. A że ludzie będą patrzeć – nie twój problem. Myślę, że takie ćwiczenie rezonu przed szafą pozwala podejmować też odważniejsze decyzje w innych obszarach. Dziś zdecydujesz się na odważniejszą stylizację, jutro zmienisz kolor włosów, a pojutrze – pracę. Bo już wiesz, że możesz i że to nie boli. Kiedy się uodpornisz na ocenę innych, życie staje się dużo łatwiejsze.

Rzeczywiście w tej książce jest mniej nakazów, a więcej wolności i miłości do siebie, do ciała. To już nie tylko porady, jak ukryć zaokrąglony brzuszek, ale raczej jak go pokochać.
Zmieniłam podejście do samej siebie – już od siebie tyle nie wymagam, więc od innych też nie. Nadal uważam, że system sylwetek, który stworzyłam, świetnie działa. Ważne jednak, żeby się na nim nie fiksować. Jeśli dopiero rozpoczynasz swoją przygodę z modą i kompletnie nie wiesz, od czego zacząć, to ten elementarz ci pomoże, ale później, kiedy się już z tym tematem oswoisz, poznasz zasady – będziesz wiedziała, jak je złamać. Od tej odwagi, od tego, które zasady złamiesz bądź nie, będzie zależał twój styl. No i nie można zapomnieć o tym, że koniec końców to są tylko ubrania. Bardzo bym chciała, żeby wszyscy przestali traktować modę śmiertelnie poważnie. Świat się nie zawali od tego, co masz na sobie… To oczywiście jest ważne, poprawia nam nastrój, daje pewność siebie, no i fajnie jest eksperymentować, ale błędy w tej dziedzinie są raczej ulotne i co najwyżej pozostają mniej lub bardziej kompromitujące zdjęcia. Nie ubieramy się po to, żeby podobać się wszystkim, tylko po to, by podobać się sobie. Gdy zaczynamy poświęcać na to czas, gdy porządkujemy swoją szafę, to też ustanawiamy nowy standard: mam czas dla siebie, a nie tylko dla innych.

Podkreślasz, że warto znaleźć czas na pomyślenie o swoim stroju, bo dbając o swoje ciało, okazujemy mu szacunek.
Być może nie wyprasuję czegoś, nie ugotuję dwudaniowego obiadu, ale jestem ważna i czas dla siebie mi się należy. Niekiedy musi nam to powiedzieć osoba z zewnątrz – stylistka, przyjaciółka, fryzjerka; czasem to nasze ciało zacznie się buntować, jak było w moim przypadku. Przecież nikt nie ucierpi od tego, że kupię sobie nową sukienkę, pomaluję paznokcie, wyszczotkuję ciało – ani praca, ani dzieci, ani partner.

Dużo moich klientek to aktywne zawodowo kobiety i matki, które pytają, jak mają to wszystko robić i jeszcze dbać o siebie. Wyrzucają sobie czasem – lub ktoś im wyrzuca – że kupiły nowe buty sobie, a powinny dziecku. Jesteśmy zaprogramowane tak, że zawsze najpierw mamy myśleć o innych, choć racjonalnie patrząc, nowe buty dla siebie są nawet ważniejsze, bo posłużą nam długo, a dziecko ze swoich wyrośnie lub je zniszczy… Tak samo zresztą jest z kompleksami. Ktoś nam te najróżniejsze przekonania przekazuje. Mała dziewczynka nie myśli o sobie w kategoriach „mam za duże biodra”, ale już może to usłyszeć od rodziny („u nas wszyscy mamy szerokie biodra”) lub koleżanki w szkole zwrócą na to uwagę.

Jaka zatem twoja rola?
Jestem stylistką, która wspiera kobiety. Uczę dawać wsparcie i sama je daję. Każda z nas w pewnym momencie życia tego potrzebuje. Chce usłyszeć, że jest wystarczająco dobrą mamą, wystarczająco dobrą partnerką, pracownicą czy szefową. Większość kobiet w Polsce daje z siebie wszystko. Oczywiście popełnia też błędy, ale naprawdę się stara, tylko nikt tego nie docenia. Stylistka, kiedy przychodzi do klientki, nie może zaczynać od tego, żeby wyłapywać błędy, powinna najpierw zauważyć zalety sylwetki, zalety szafy, ale też zalety charakteru. Każdy z nas jest w końcu wyjątkowy i można ten unikalny charakter wyrazić ubraniem właśnie. Dawanie wsparcia, wysłuchanie jest istotne, bo pokazuje klientce, że jest ważna, że sama też musi siebie doceniać.

Jesteś bardzo prawdziwa w tym pełnym kreacji świecie mody. Autentyczność jest dziś kluczem do sukcesu?
Zrobiłam to przede wszystkim dla siebie, nie jako idealny model biznesowy. Byłam zmęczona kreacją, zmęczona tamtą Osą, która wszystko wie, jest zawsze glamour. Odpuściłam sobie, a później się okazało, że dziewczyny to lubią. Nadal mam problemy zdrowotne i one czasem sprawiają, że brakuje mi siły, żeby zrobić live. Nie ukrywam tego, ale też tym nie epatuję. Moje piątkowe spotkania z Osą na Instagramie nie są w ogóle o ubraniach, a o wdzięczności. To fantastyczna sprawa, bo po spotkaniu wychodzę z niesamowitą energią, nie męczy mnie ono. Oczywiście w social mediach nie jestem do końca prawdziwa, ponieważ nie pokażesz tam wszystkiego. Nigdy się nie czułam częścią polskiego świata mody, bo rzadko bywałam na ściankach czy imprezach. Nie musiałam z tego bardzo wychodzić. Raczej pracowałam dużo ze zwykłymi ludźmi. Lubię się prawdziwie śmiać i prawdziwie płakać. Nie martwię się zmarszczkami jak Victoria Beckham. Dzięki temu, że staram się być prawdziwa, zdjęłam z siebie ciężar własnych oczekiwań na temat tego, jaka muszę być.

Inna sprawa, że udało mi się zbudować taką społeczność w sieci, która jest dla siebie miła. Tak samo zresztą funkcjonuje moja grupa na Facebooku „SOS pogotowie stylizacyjne Osy”, w niej też nie ma hejtu. Nawet jeśli dziewczyny chcą kogoś skrytykować, to robią to bardzo delikatnie. Jestem z tego dumna. Na YouTubie widzi się więcej złych emocji, bo tam częściej trafiają przypadkowi ludzie. Spotykam się na przykład z takim zarzutem: „jak stylistka może mieć takie wysokie czoło?”. Chodzi o to, że mam wysokie czoło, więc powinnam nosić grzywkę i dlaczego ja tego nie wiem… Ale mam już nagrany filmik o moim czole pt. „Skąd się biorą kompleksy?”. I wtedy go wklejam w odpowiedzi.

To pokazuje, jak bardzo jesteśmy wytresowani w ukrywaniu pewnych cech naszego wyglądu. Jak zmienił się twój styl wraz ze wzrostem świadomości i wiekiem? Ja po trzydziestce zrozumiałam, że nie zawsze muszę być dopięta na ostatni guzik. Pokochałam niedociągnięcia i mam więcej luzu.
Na pewno już nie noszę rzeczy, które są niewygodne dla mojego ciała. Ono dużo przeżyło i nie ma takiej opcji, żebym teraz ścisnęła za mocno brzuch. Zresztą on mi na to nie pozwoli, bo zaczyna boleć. Lubię się wystroić, ale nie tak jak niegdyś. Kiedyś to było na pokaz, żeby wszyscy wiedzieli, że jestem stylistką, a teraz się stroję, bo mam ochotę, bo chcę mieć lepszy dzień. Prawdą jest, że bardzo lubię dresy w domu, ale one uzależniają. Czuję się wtedy trochę „rozmemłana”. Stroję się więc, by dodać sobie energii. I noszę mniej kolorów niż dajmy na to 10 lat temu. Mam bardzo dużo emocji w sobie i dużo kolorów sprawia, że jestem rozedrgana. Dziś najbardziej lubię biel. Dzięki niej jestem spokojniejsza.

Monika Jurczyk, czyli Osa – Osobista Stylistka. Pierwsza w Polsce personal shopper. Autorka trzech książek i dwóch e-booków. Na swoim kanale YouTube uczy, jak polubić siebie i ogarnąć swoją szafę. Prywatnie wielbicielka polskiego morza i skandynawskich kryminałów. Mama Mai.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze