1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda
  4. >
  5. Od „1670” po współczesne trendy. Tomasz Ossoliński o tym, dlaczego moda potrzebuje rzemiosła

Od „1670” po współczesne trendy. Tomasz Ossoliński o tym, dlaczego moda potrzebuje rzemiosła

(Fot. Aga Bilska)
(Fot. Aga Bilska)
Co dziś wyznacza trendy w modzie? Dlaczego wracamy do tego, co już było? Od czego zaczęła się praca nad kostiumami do serialu „1670”? Odpowiada projektant Tomasz Ossoliński.

Spis treści:

  1. Jak media społecznościowe zmieniły świat mody?
  2. Tomasz Ossoliński: Od lat powtarzam, że „biednego na tanie rzeczy nie stać”
  3. Moda masowa: co obiecuje?
  4. Trendy w cyklach: Dlaczego moda lubi powroty do przeszłości?
  5. Tomasz Ossoliński: Pracując nad kostiumami do serialu „1670”, dwa miesiące siedziałem nad książkami
  6. Przyszłość krawiectwa: czy tradycyjne zawody zanikną?
  • Tomasz Ossoliński, ceniony krawiec i projektant, podkreśla, że ostatnia dekada przyniosła duże zmiany w sposobie kreowania trendów.
  • Jak zaznacza: „Model, w którym jest jakaś wyrocznia – nieważne, czy to światowe wybiegi, gwiazdy, czy kolorowa prasa – jest już nieaktualny. Dziś każdy pasjonat może pokazać, co tworzy, i nie potrzebuje do tego wielkich środków”.
  • Choć Ossoliński początkowo kibicował demokratyzacji mody, możliwej dzięki mediom społecznościowym, dziś jest ostrożniejszy.
  • Projektant obserwuje też pozytywną zmianę we współczesnej modzie: rzemiosło staje się trendem. „Nie ma nic piękniejszego, jak dobrze skrojony garnitur czy sweter o fantazyjnym splocie”. Ostrzega jednak przed komercjalizacją i pozorną autentycznością.
  • Tomasz Ossoliński mówi również o swojej pracy nad kostiumami do serialu „1670”: „Ubrania szyję od dekad, ale te, które trzeba wykonać z dbałością o detal z XVII czy XVIII wieku, są inną bajką”.
  • W rozmowie poruszona jest także kwestia przyszłości mody, zaniku tradycyjnych umiejętności.

Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 03/2026.

Jak media społecznościowe zmieniły świat mody?

Weronika Jarek-Radłowska: Jak obecnie kształtują się trendy mody? Czy widzi pan określone tendencje?

Tomasz Ossoliński: Ostatnia dekada to okres dużych zmian w sposobie powstawania trendów. Wydaje się, że model, w którym jest jakaś wyrocznia – nieważne, czy to światowe wybiegi, gwiazdy, czy kolorowa prasa – jest już nieaktualny. A to za sprawą mediów społecznościowych, bo w Internecie każdy pasjonat może pokazać, co tworzy, i nie potrzebuje do tego wielkich środków. Właśnie z tego powodu początkowo kibicowałem tej swoistej demokratyzacji mody. Wiem, jak to jest, gdy jest się młodym i ma się głowę pełną pomysłów, ale pustkę w portfelu. Mój entuzjazm jednak nieco przygasł, gdy sprawy nabrały bardziej komercyjnego charakteru. Bycie influencerem to dzisiaj zawód jak każdy inny.

Czy to oznacza, że zmieniły się też indywidualne i społeczne potrzeby, jakie ma zaspokajać moda?

Mimo rewolucyjnych zmian, do których przyczynił się Internet, w kwestii zaspokajania potrzeb niewiele się zmieniło. Stylem nadal wyrażamy siebie, sygnalizujemy przynależność bądź aspiracje.

Ja od zawsze funkcjonuję gdzieś na uboczu trendów, od trzech dekad skupiam się głównie na pracy z indywidualnymi klientami, na rzemiośle i tradycyjnym fachu krawieckim. Z tego mojego zakątka obserwuję, jak od czasu do czasu, falami, jako trend pojawia się właśnie rzemiosło.

Czasami mnie to cieszy, bo nie ma nic piękniejszego, jak dobrze skrojony garnitur czy sweter o fantazyjnym splocie, ale jednak znacznie częściej czuję przerażenie, bo biznes jest w stanie zmonetyzować każde zjawisko, również rzemiosło. W efekcie mamy swetry, które udają, że powstały na drutach babci, tłuczone przemysłowo koronki, płynące szerokim strumieniem z azjatyckich fabryk, ale też luksusowe produkty dużych marek, które bez skrupułów zapożyczają i przywłaszczają tradycyjne ludowe wzory bez przyznawania się do inspiracji.

Tomasz Ossoliński: Od lat powtarzam, że „biednego na tanie rzeczy nie stać”

A my kupujemy je z przekonaniem, że nie są szyte na masową skalę, a właśnie u krawców lub w małych, rodzimych firmach, bo chcemy przyczynić się nie tylko do ochrony środowiska, lecz także do zmniejszenia skali wykorzystywania ludzi...

Dużo mówi się o modzie zrównoważonej. Pewnie zabrzmię jak starzec prawiący kazania, ale od lat powtarzam, że „biednego na tanie rzeczy nie stać”. Dziesiąta para spodni z wyprzedaży, torebka, która po roku rozejdzie się na szwach, akrylowy sweter, który nadaje się do wyrzucenia po sezonie – to błędne koło.

Po takich wywiadach jak ten zawsze znajdują się osoby, które zarzucają mi ekskluzywizm czy elitaryzm, bo szycie na miarę kosztuje więcej niż bluzka z przeceny. Ale mnie chodzi o całkiem inną rzecz – o przewartościowanie i przeformatowanie nawyków.

Przecież wiem, że nie każdy będzie szył garnitur czy sukienkę u krawca. Bo i po co? Są osoby, dla których oficjalny strój to codzienność, jednak dla większości to zbytek albo nawet zabytek. Jednocześnie obserwuję młode osoby, które szperają w second-handach, kupują, ale też sprzedają ubrania na różnych marketplace’ach, wyciągają z szaf rodziców wełniane cuda sprzed kilku dekad, stosują creative mending. I wtedy serce mi rośnie. Chciałbym, aby ludzie wybierali i kupowali ubrania mądrze, bo przecież te sterty poliestru i plastiku zostają z nami na dobre.

Moda masowa: co obiecuje?

Wychodzi na to, że marki sieciowe nie mogą samodzielnie zaspokoić potrzeby stylu... Jakie jeszcze niespełnione obietnice niesie współczesna moda masowa?

Odpowiedź na to pytanie może być zaskakująca, bo okazuje się, że moda serwowana przez duże marki bardzo często nie zaspokaja podstawowej potrzeby – ubrania się, bezpieczeństwa, wygody. Większość takich firm ma ograniczoną gamę rozmiarów, odzież jest szyta do pewnego wzrostu, pewnych obwodów. Wszyscy z natury jesteśmy asymetryczni, a współczesny, siedzący tryb życia jeszcze bardziej pogłębia tę asymetrię. Widzę to w moim atelier, gdy ubieram klientów o najróżniejszych sylwetkach. Cieszą się, gdy mogą mieć spodnie uszyte na miarę, w odpowiedniej długości oraz doskonale leżącą marynarkę. Dlatego trzeba dbać o ten zawód, o konstruktorów, krawców, o ludzi, którzy potrafią indywidualnie podejść do każdej budowy ciała.

Trendy w cyklach: Dlaczego moda lubi powroty do przeszłości?

Trendy mają to do siebie, że nieustannie wracają. Czy jesteśmy z natury nostalgiczni?

Dla jednych będzie to nostalgia, dla innych wprost przeciwnie – powiew świeżości. Moda porusza się w cyklach, trendy wracają co dwie, trzy dekady. Jednak zawsze w nieco innym entourage’u. Dzwony i szwedy z lat 70. XX wieku różnią się od tych dzisiejszych.

Trzymając się przykładu spodni – dla dzisiejszych dwudziestolatków szerokie spodnie to nowość, ale ludzie w moim wieku powiedzą, że ten fason już widzieli w pionierskich czasach polskiej sceny hip-hopowej. Ale zastanówmy się, czy aby na pewno w latach 90. XX wieku była to całkowita nowość?

A oxford bags w latach 20., zoot suits w latach 40., spodnie noszone przez tancerzy northern soul w latach 70.? Za każdym razem ten fason pojawia się nieco na granicy mainstreamowych trendów, w subkulturach, wśród młodych ludzi właśnie.

Mówi pan o tym z pewnym zachwytem. Podoba się panu taka dynamika trendów?

Tak. Pewnego dnia, gdy wracałem do domu, miałem taką myśl, że codziennie widzę inaczej ubranych ludzi na ulicy. Przynajmniej tutaj, w dużym mieście, jest to bardzo widoczne – barwna mozaika stylów i kultur. Różnorodność stylistyczna zawsze mnie cieszyła i inspirowała.

Tomasz Ossoliński: Pracując nad kostiumami do serialu „1670”, dwa miesiące siedziałem nad książkami

Pana projekty charakteryzują się dużą dbałością o detale, wręcz pietyzmem.

Nie umiem robić mody inaczej. Dla mnie moda zaczyna się od porządnej tkaniny, odpowiedniej konstrukcji i dbałego wykonania. To rzeczy elementarne, więc ubolewam nad tym, że tak dużo młodych ludzi, stawiających pierwsze kroki w branży, nie przywiązuje do tych oczywistości wagi, nie uczy się podstaw, choć, prawdę mówiąc, nie bardzo ma już gdzie, bo szkolnictwo branżowe ma się ostatnimi czasy nienajlepiej. Jednak dla chcącego nie ma rzeczy niemożliwych, bo już samo oglądanie ubrań „od podszewki” dużo uczy.

Jako młody chłopak chodziłem do sklepów z ubraniami z wyższej półki i podglądałem każdy szew, ustawienie rękawa, kieszeni. Ta dbałość jest dla mnie nadal ważna. Potrafię tak długo pracować nad projektem, aż będę zadowolony z każdego detalu.

Tak powstawały wykonane przez pana kostiumy i detale do serialu „1670”?

Tak, przy tym biurku, gdzie teraz rozmawiamy, siedziałem i haftowałem, chociażby serce na sukni, którą obecnie można zobaczyć w witrynie mojego atelier. Współpraca z Katarzyną Lewińską, projektantką kostiumów do „1670”, była dla mnie niesamowitym doświadczeniem.

Ubrania szyję od dekad, ale te, które trzeba wykonać z dbałością o detal z XVII czy XVIII wieku, są inną bajką. Gdy Kasia zaproponowała, żebym uszył kostiumy, to od razu pobiegłem do biblioteki, bo nie wszystko można znaleźć w Internecie.

Nad książkami siedziałem dwa miesiące. Wszystko po to, aby zrozumieć, czym ta epoka się cechowała, jakie proporcje miały sylwetki, jakie były detale. Pracując w ten sposób, miałem pewność, że zaproponuję coś jakościowego.

Co panu daje tworzenie, projektowanie i szycie? Czy to dzierganie, haftowanie, przeszywanie ubrań nie jest pewną formą medytacji?

Tak. Zdecydowanie mnie to uspokaja, relaksuje. Nawet jeśli nie jestem do późna w atelier, tylko siedzę w domu, to robię na drutach. Znamy to powiedzenie: „Wybierz pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu” [Śmiech]. Mój zawód bywa żmudny, ale czerpię z niego dużo przyjemności. Staram się zawsze pracować tak, abym to przede wszystkim ja był zadowolony z efektu końcowego, wówczas wiem, że inni też będą zadowoleni.

Przyszłość krawiectwa: czy tradycyjne zawody zanikną?

Jak pan widzi przyszłość swojej branży?

Nie będzie łatwo. Obserwuję już teraz, że młodzi ludzie nie garną się do uczenia zawodu. Ktoś chce być projektantem, ale oczekuje, że krawcowa uszyje wszystko za niego, a moim zdaniem nie tędy droga. Z drugiej strony rozumiem, że młodzież nie ma ochoty pracować w szwalniach, bo to ciężkie, wyczerpujące zajęcie. Terminowanie u krawca wydaje się dziś egzotyczną sprawą. Mam nawet wrażenie, że samo słowo „terminowanie” zanika. Niestety, wiele zakładów zamyka się, również z powodu braków kadrowych.

Czy to oznacza, że za dekadę lub dwie nikt już nie będzie umiał uszyć garnituru czy bluzki?

Tego nie wiem. Wiem, że mnie to zajęcie nadal daje dużą satysfakcję, więc w moim atelier nieprzerwanie praktykuję tradycyjną sztukę krawiecką. Tyle mogę zrobić. Obecnie, wspólnie z Kasią Lewińską, pracuję nad kolejnym dużym projektem filmowym, w którym nieodłącznym elementem garderoby kobiecej jest kapelusz. W związku z tym zwróciłem się do młodej dziewczyny, modystki Marty Galik. To, co ona wyprawia, jest arcydziełem! Zlecenie było duże, więc Marta szukała rzemieślników do współpracy, ale okazało się, że osób z umiejętnościami brak.

Zawód modystki zanika, starsze pokolenie wykształcone w tym kierunku przeszło na emeryturę, a młodzież do tego zawodu się nie garnie. A przecież nie przestanie się kręcić filmów, nie przestanie się tworzyć mody historycznej.

Fascynują mnie regiony, gdzie rzemiosło żyje. Właśnie za to kocham Podhale i Zakopane, gdzie zarówno kobiety, jak i mężczyźni noszą stroje ludowe. To nie jest folklor muzealny czy przebieranie się, tylko element stałego ubioru. Gdy byłem na góralskim weselu, to na 200 gości może pięcioro było ubranych tak, jak dyktują trendy, cała reszta – po góralsku. Regiony, o których wspomniałem, wyróżnia to, że ich mieszkańcy sami potrafią szyć, haftować, dziergać, robić kierpce. Dbają o tradycję. Starsi odchodzą, ale tę wiedzę przekazują młodym. Niesamowite, że to trwa do dzisiaj w sposób organiczny, nie na pokaz.

Tomasz Ossoliński – ceniony krawiec i projektant mody. Kilkakrotnie ubierał polskich aktorów i reżyserów na filmowe festiwale oraz galę Oscarów. Ma na swoim koncie współtworzenie kostiumów m.in. dla: Andrzeja Seweryna, Isabelle Huppert, Diane Kruger. Pasjonat kina, teatru i sztuki

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE