Jest jesienny poranek, przed tobą dzień pełen spotkań, kawy na mieście i wieczorne wyjście do teatru, a w przedpokoju czekają dwie pary butów: balerinki, które w deszczowe dni zdają się być z góry skazane na porażkę, i szpilki, w których nie przetrwasz nawet do drugiego spotkania. Między tymi dwiema skrajnościami od paru sezonów rozpycha się trzecia opcja – pantofle operowe.
Zanim trafił do damskiej szafy, pantofel operowy – zwany też court shoe albo opera pump – należał wyłącznie do mężczyzn. Jego rodowód sięga siedemnasto- i osiemnastowiecznych dworskich butów angielskiej arystokracji noszonych do bryczesów i jedwabnych pończoch. To londyński dandys Beau Brummell, wyrocznia mody epoki regencji, zamienił ciężkie klamry na skromną kokardę z rypsu – i tym samym ustalił kanon, który przetrwał do dziś. W czasach wiktoriańskich pantofle z lakierowanej skóry lub aksamitu towarzyszyły wieczorom przy muzyce, tańcu i teatrze, stąd zresztą ich nazwa. Przez kolejne dekady pozostawały nieodłącznym elementem męskiej garderoby wieczorowej – obowiązkowym przy stroju white tie, mile widzianym przy black tie.
Jak męski pantofel trafił do damskiej garderoby?
W 1978 roku Fiamma Ferragamo, projektując na własną rękę obok ojca Salvatore, przeniosła zdobiony kokardą pantofel z szafy dżentelmena do garderoby kobiety, która właśnie zaczęła pracować tak samo dużo jak mężczyźni, ale wciąż musiała zdążyć z biura na kolację czy premierę. Tak powstała Vara, but o migdałowym czubku, niewielkim obcasie i zdobiony aplikacją ze wstążki zapożyczoną wprost z pierwowzoru. Model okazał się na tyle uniwersalny, że dom mody wciąż go rozwija: siostrzana Varina, spłaszczona niemal do zera, wróciła właśnie w kolekcji na jesień 2026.
Marki Bode i Suzanne Rae wyciągają go z naftaliny, ale w zupełnie innym anturażu niż kiedyś – zamiast eleganckiej garsonki proponują towarzystwo płaszcza obszytego cekinami, sztywnych dżinsów i ręcznie farbowanego t-shirtu. Równolegle rośnie popularność pokrewnej formy – club slippera. Wersję Phoebe Philo z końcówki 2025 roku poznasz po gładkiej, rękawiczkowej cholewce z widocznymi szwami i zupełnym braku kokardy – to wariant dla osób, które wolą minimalizm od dekoracji. Reformation poszło w przeciwnym kierunku i rozbudowało swój model Inez: najpierw jako pantofel, potem jako balerinki, wreszcie jako klapki mule na obcasie. Nosiły go już Alexa Chung i Kendall Jenner – raz z tweedową spódnicą ołówkową i białą koszulą, innym razem z koronkową bluzką, długim trenczem i torbą typu boat tote. Ale możliwości do stylizowania jest o wiele więcej – jeśli chcesz się przekonać, rozważ dodanie ich do koszyka:
Caprice – baleriny
259,99 zł zamiast 429,99 zł na Modivo.pl
(mat. prasowe)
Chylak – Mokasyny z Kokardami „czarna błyszcząca skóra”
(mat. prasowe)
Gabor – klasyczne baleriny
(mat. prasowe)
L37 – Queen of the Night
(mat. prasowe)
Wittchen – Czółenka ze skóry lakierowanej na niskim obcasie czarne
(mat. prasowe)