To bardzo ciekawy czas dla domu mody Chanel. Właśnie mija rok, od kiedy Matthieu Blazy pokazem prêt-à-porter wiosna-lato 2026 zadebiutował jako nowy dyrektor kreatywny marki, wywołując aplauz mediów, budząc z komfortowego letargu dotychczasowe klientki i podbijając serca (a także konta bankowe) tych nowych. I właśnie w momencie, gdy branża robi bilans „pierwszego roku Blazy’ego”, na rynku ukazuje się kontrowersyjna książka Virginie Viard, jego poprzedniczki, z którą dom mody pożegnał się po latach współpracy. W Paryżu komentarze i plotki. Tymczasem Blazy z wirtuozerią serwuje światu najbardziej wyczekiwany pokaz paryskiego tygodnia mody - Chanel wiosna-lato 2027, którym nie musi niczego potwierdzać. A mimo wszystko robi to, poprawiając tylko wieniec laurowy na głowie.
Agence France-Presse opublikowała dziś materiał podsumowujący pierwszy rok panowania nowego dyrektora kreatywnego Chanel. Wniosek jest jeden, choć znany i szeroko powtarzany już od wielu miesięcy – dzięki Blazy’emu dom mody nie tylko odzyskał modowy impet, ale jego wybór na dyrektora kreatywnego okazał się także komercyjnym strzałem w dziesiątkę. Według cytowanych przez AFP danych Bloomberga sprzedaż Chanel w pierwszym półroczu 2026 miała wzrosnąć o 16 procent rok do roku mimo dość trudnej sytuacji całego sektora luksusowego. Jest więc prawda excela, ale jest także prawda ulicy. Na przestrzeni ostatniego roku powstało nawet określenie „Blazymania” opisujące klientów wręcz „rzucających” się na nowy luksusowy asortyment marki. Galeries Lafayette donosi z kolei o dostawach wyczekiwanych przez klientów i problemach z dostępnością części produktów z powodu bardzo długich list oczekujących...
Blazy uważany jest więc dziś za Midasa francuskiego domu mody (choć Virginie Viard w swojej nowej książce z wyraźnie wybrzmiewającym żalem powołuje się na rekordy przychodów także za jej panowania). Jaka była jego droga do Chanel? Po ukończeniu La Cambre w Brukseli w 2007 roku rozpoczął pracę jako projektant męskiej linii u Rafa Simonsa. Następnie na jego drodze pojawiły się marki: Maison Margiela (prowadził tu linię Artisanal i damskie ready-to-wear do 2014 roku), Céline i Calvin Klein. W 2021 roku został dyrektorem kreatywnym Bottega Veneta i pomógł w odświeżeniu wizerunku włoskiej marki wyrobów skórzanych, zyskując przydomek „magika z Mediolanu”. Podobno, zanim powierzono mu stanowisko dyrektora kreatywnego Chanel, zrobił wrażenie swoim przygotowaniem do procesu rekrutacyjnego, pogłębionymi prezentacjami i „szczerą pokorą” podkreślaną osobiście przez Bruno Pawłowskiego, szefa działu mody Chanel. Uznano, że zatrudnienie Blazy'ego będzie dobrym wyborem także z myślą o dyskretnych właścicielach marki, Alainie i Gerardzie Wertheimerach.
Czytaj też: Jak Matthieu Blazy wskrzesił Chanel
Matthieu Blazy na pokazie Chanel wiosna-lato 2027, fot. Kristy Sparow/Getty Images
Ale to, co naprawdę Blazy wniósł i nadal wnosi do Chanel widać nie tylko „na papierze”, ale także gołym okiem. To niesamowita radość, energia i wywabienie ze szklanych gablot kultowych motywów marki, którym Matthieu oddaje szacunek, ale jednocześnie układa z nich nową, modną listę przebojów. Jeśli Virginie Viard, nazywana przez wielu jedynie antraktem między Lagerfeldem a Blazym, była godną zaufania kustoszką „muzeum” Chanel, Blazy jest jego nowoczesnym animatorem. Nie chowa do piwnicy tweedu, 2.55, pereł i kultowych wzorów takich jak pied de poule czy „map print”. Raczej każe im tańczyć, romansować z kolorami i broić. Potrafi przeskalować kultowe białe koszule tak, że chcą je mieć nie tylko nobliwe arystokratki, ale i influencerki do tej pory zapatrzone w Balenciagę. W poprzednich kolekcjach w dziwaczny sposób otworzył kultowe torebki (i kazał nosić je otwarte!) a biżuterię zamienił w galerię sztuki nowoczesnej. Bo Blazy jest po prostu „modern”. Sam zresztą używał właśnie tego słowa w wywiadach, mówiąc o pierwszym intuicyjnym skojarzeniu z domem mody Chanel, zanim stanął za jego sterami.
Co dziś zobaczyliśmy na wybiegu w Grand Palais? Kolekcję zapowiadaną za pomocą czarno-białych zdjęć Davida Bailey’a, które zdradzały wstępnie, czego możemy się spodziewać. Zarówno na fotografiach, jak i nad wybiegiem rozproszyły się ptaki - te przypominające gęsi w locie pod księżycem w scenografii, jak i te z teasera zmierzające do swoich gniazd rudziki przysiadające na dłoniach modelek.
fot. David Bailey, mat. prasowe Chanel
Nie od dziś wiadomo, że Blazy mimo swojej skromności, ma słabość do „stroszenia” tekstylnych piórek, zarówno w aplikacjach ubrań, jak i dodatkach. To ukłon w stronę romantyczek, ale i szczypta ekstrawagancji w klasycznych sylwetkach. Poetycka wizja i tym razem przeniknęła też do ścieżki dźwiękowej pokazu, w której usłyszeć można było fragmenty prozy Virginii Woolf przeplatanych z hitami z różnych epok - od „You don't own me” Lesley Gore, przez „Take on me” aż po wybrzmiewający w finale hit Britney Spears „Gimme More”. Tak jak Blazy nie boi się miksować muzyki z różnych światów, tak i doskonale żongluje wzorami, warstwami i detalami. Nowa kolekcja, tak samo jak poprzednie, wywołuje chęć zatrzymania każdej z sylwetek na stop-klatce, by móc się jej dokładnie przyjrzeć, przeanalizować kombinacje długości, aplikacji, guzików, łańcuszków, rzeźbień kolczyków. Tym razem elementami tej mozaiki, które złożyły się na kolekcję były między innymi drobne kwiatki rozsiane na buduarowych spódnicach, tylne wiązania na wysokości talii, opuszczona linia bioder często zaakcentowana szerokim pasem czy zapięcia żakietów w postaci dwóch broszek połączonych łańcuszkiem.
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics
Pierwsza sekwencja pokazu wyeksponowała sylwetki nieco buduarowe, z lekkim sznytem orientu - transparentne sukienki, spódnice zdradzające bieliznę, przykryte czasem tylko drobniutkimi aplikacjami w postaci wyszywanych i haftowanych kwiatków. Od tych przezroczy uwagę odwracały stylizacyjne zabiegi nałożonych na siebie kilku warstw, wystających kołnierzyków, pasów na biodrach czy wiązań w talii.
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics
Pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, ale pierwsze stylizacje, które Blazy wypuścił na wybieg nie pozostawiały wątpliwości, z jakim sezonem mamy do czynienia. Później sytuacja trochę się skomplikowała, bo kolejne sylwetki mogłyby dzięki swojej warstwowości być noszone także jesienią (i zakładam, że już w październiku zobaczymy je na pierwszych gwiazdach).
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics
Nie zabrakło w tej warstwowości ich ramy, czyli nieśmiertelnych i pożądanych żakietów (pojawił się nawet smoking!). Te tweedowe, skompletowane ze spódnicami kończącymi się poniżej kolan, czasem były taliowane, innym razem pudełkowe, a w niektórych momentach Blazy zamienił je na szykowne kamizele.
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics
Uwagę zwracały dekolty - te w kształcie łódki odsłaniały szyję, a te bardziej zabudowane zyskiwały kołnierzyki albo biżuteryjną oprawę przyszytych łańcuszków, a w przypadku koszul, pierzastych delikatnych kryz lub dużych broszek.
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics
Chanel wiosna-lato 2027
Sukienki były potwierdzeniem tego, że każda pliszka swój ogonek chwali, więc pojawiły się właśnie „ogony”: unoszone przez powietrze treny, zabawa warstwowym spiętrzonym tiulem a także doły kreacji wieczorowych nawiązujących do krojów sukienek kolumnowych z lat 20. W przypadku tych ostatnich Blazy zabawił się krojem „drop waist”, czyli charakterystyczną dla epoki charlestona i art deco talią obniżoną nawet do linii ud.
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics
Warto też podkreślić, że mimo klasycznych motywów, takich jak krata, postrzępienia, frędzle, Blazy nie może sobie odmówić szalonej zabawy wzorami, które kontrowersyjnie dla świata Chanel zaczynają momentami przypominać zwierzęce desenie - wystarczy spojrzeć na kamizelę w „tygrysie pasy”. Do tego wszystkiego projektant dokłada jeszcze kołnierze i multikolorowe torebki, które dopełniają sylwetki na „papużkę”. I te są jednymi z najciekawszych w tej kolekcji.
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics
I na koniec - Blazy potrafi uwodzić. Transparentne jedwabie, muśliny czy organzy to jedno, ale żakiety noszone na gołą skórę, odsłaniające mostki, brzuchy a nawet zarys piersi to coś, na co pozwalali sobie dotychczas Tom Ford w latach 90. albo ostatni dyrektorzy Saint Laurent. Tymczasem Chanel to dziś wolność - także w zakresie tego, ile ciała chcemy pokazać. Nadal zachowując niesamowitą klasę. Ta swoboda i niezależność to wartości, które ewidentnie złożyły się na symbolikę ptasiego lotu i rozłożonych skrzydeł we wspomnianej już oprawie pokazu.
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Launchmetrics/Spotlight
Potwierdza to sam projektant. „To nie jest kolekcja historyczna; to kolekcja opowiadająca o wielowarstwowych historiach z życia Gabrielle Chanel. Ostatecznie Chanel rozwinęła skrzydła, a każdy jej krok prowadził ku byciu wolną – niczym ptak” - mówi Blazy.
„Przez całe życie kobiety stają się wieloma wcieleniami samych siebie – różnymi stronami tej samej monety. To jak gra w »wykwintnego trupa« (cadavre exquis), w której jedna tożsamość prowadzi do kolejnej. Chodzi o kobiety ukryte wewnątrz jednej kobiety. A w tym przypadku – o jedną kobietę, Gabrielle, która stała się Chanel” – dodaje. Miękkie, zwiewne formy (tzw. „flou”) naśladują zmienność chmur, a wspomniane przez projektanta poczucie wolności, symbolizowane przez ptaki (zwłaszcza jerzyki i jaskółki), przybrało postać ptasich motywów w formie guzików, biżuterii i haftów.
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics
Czy Chanel wiosna-lato 2027 będzie miała dobrą prasę? Matthieu Blazy jest ulubieńcem mediów, ale nawet z geniuszami bywa tak, że zachłanna i głodna wrażeń publika także od nich oczekuje coraz więcej. Tymczasem najnowsza kolekcja w porównaniu do poprzednich nie wygląda jak punkt zwrotny, być może nie ma w niej tyle dramaturgii, co w poprzednich, za to zdecydowanie dorównuje im kunsztem, romantyzmem, stylizacyjnym potencjałem i polotem (pozostając w ptasiej nomenklaturze).
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight/Launchmetrics