1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Kulturalny styczeń

Kulturalny styczeń

Co może nam pomóc pokonać stres związany z początkiem roku? Stawiam na łzy. Maja moc zmywania sztucznych uśmiechów i barw ochronnych. Fajnie jest też zdać sobie sprawę z tego, że każdy z nas może uzyskać w tym właśnie roku niezwykłe zdolności. Wystarczy… regularnie ćwiczyć.

Może płacz nie kojarzy się z relaksem, ale bywa znakomitym wstępem do wypoczynku i poczucia bliskości. Razem ze łzami znika napięcie i niewidoczną tarczą, która chroni nas przed zranieniem, ale także – przed bliskoącią z innymi ludzmi. Ja popłakałam się, a mój mąż miał łzy w oczach, gdy pod koniec pierwszego od 15 lat koncertu Basi Trzetrzelewskiej jakaś kobieta z widowni krzykneła: „Basiu, jesteśmy z ciebie dumni! Witaj w domu!”. Każdy z nas chciałby choć raz w życiu coś takiego usłyszeć. Nawet nie w Sali Kongresowej przed tysiącem widzów, ale w domu, przy kolacji. Od kogoś ważnego. Basia też popłakała się i jestem pewna, że był to wyraz szczerego wzruszenia. Od dnia tego koncertu nowa płyta Basi Trzetrzelewskiej „It’s that Girl Again” (CD, dyst. Universal Music Polska) zanurza mnie w świecie kojących dzwięków, ale i dobrej energii. Budzi także refleksje, że będąc sobą i idąc za głosem serca, osiągamy to, co jest dla nas ważne. A jeśli nawet nie, głos Basi przenosi mnie w lepszy świat, gdzie tak właśnie jest.

Surowe wnętrze dawnej fabryki, białe ściany i dwa wąskie okna. Mężczyzna– nagi do pasa, kobieta – w szarym podkoszulku i szortach – stoja boso na podłuznych matach rozłozonychna drewnianej podłodze. Dłonie obojga są złożone jak do modlitwy, oczy mają zamknięte. Cisza. Niespodziewanie przerywa ją niski, wibrujacy głos. Oni modlą się, śpiewając. Nie rozumiem słów, tylko jedno brzmi znajomo: samsara… Nagle milkną i unoszą ramiona. Schylają się, dotykając twarzami kolan. Podnoszą głowy i jednym skokiem przechodzą do figury, która kojarzy się z pompka. Ale to dopiero początek. Podczas kukkutasana wsparci na dłoniach unoszą w powietrze korpus i nogi splecione po turecku. W czasie yoga mudra ich ręce, skrzyżowane na plecach, obejmują tułów tak ciasno, że mogą złapać za palce stóp leżących na udach. Jeąli ktoś tak jak ja nie ćwiczył nigdy jogi, to film „Ashtanga Yoga Basia Lipska” (DVD, rez. Angela Swiec, prod. TiM Film Studio) uzmysłowi mu, że władza nad ciałem to nie puste słowa. To obietnica. Głeboki spokój, bycie tu i teraz oraz poczucie jedności ze swiatem. To może w tym roku dać nam joga.

Julia Roberts, kiedy ma wolny czas, robi na drutach. Własnie dowiedziałam się o tym z telewizji. Nowięc i ja nie będę się wstydzić: tej zimy chcę zrobić na szydełku hamburgera, samochodzik i lwa. A może i bałwanka w żółtym sweterku? Przepis na maskotki z włóczki, które można zrobić własnoręcznie, znalazłam w książce „Zabawki szydełkowe” Anny Franek i Marzeny Riegel (Wydawnictwo L&L, Gdansk 2009). Nie wiem, czy mi wyjdą tak ładnie jak te w książce, ale kupiłam już różnokolorową włóczkę i kilka szydełek. „Każda robótka szydełkowa zaczyna się od wykonania łańcuszka. Z nitki idącej od kłębka robimy pętelke, przesuwamy przez nią szydełko…”. Tak się zaczyna skrócony kurs szydełkowania. Potem następuje dokładny opis wykonania: oczka scisłego, półsłupka, półsłupka nawijanego, pikotki… Brzmi jak szyfr, ale w długie zimowe wieczory go rozgryzę. Zachęta będzie dla mnie zachwyt w oczach mojego znajomego geja, miłosnika mody, który widząc tę ksiązkę, powiedział: „Muszę ją mieć!”. Ale nie dostanie jej ode mnie, póki sama nie zrobie kilku szydełkowych zabawek. Mężowi dam w prezencie wełniane autka, bo przyczepione jako breloczek do kluczyków nie obija lakieru samochodu. Przyjaciółce, która nic nie je, wydziergam hamburgery. Może wisząc przy jej telefonie, poprawią jej apetyt? Sobie zostawie bałwanka! Kołysząc się przy uchu mojej torby, będzie mi przypominał, żeby w tym  roku się nie wymądrzać.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Medytacja jest jak niedziela

Czy umysł lubi medytację, czy postrzega ją jako zagrożenie? (fot. iStock)
Czy umysł lubi medytację, czy postrzega ją jako zagrożenie? (fot. iStock)
Medytacja nie przychodzi tak lekko. Wymaga wielu ćwiczeń. Początki bywają trudne. Umysł stawia opór. Medytacja dla wielu osób jest wyzwaniem, którego umysł często nie chce podejmować. Jednak regularna praktyka przynosi duże efekty, pozwala spojrzeć na wiele spraw z innej perspektywy, a przede wszystkim jest świętem – świętujemy połączenie ze swoim duchowym wnętrzem – przekonuje Katarzyna Chustecka, instruktorka jogi.

Siedzę na poduszce. Nogi skrzyżowane. Obserwuję oddech. Wdech, wydech, wdech... Ciekawe, jak poszło w szkole córce... No nie, stop: wdech, wydech, wdech... A to świnia! Jak on tak mógł się do mnie odezwać?! A może to ja go sprowokowałam? Akurat. Oj. Zaraz... wdech, wydech, wdech... Rany, jak mi się nic nie chce... Wdech, wydech, wdech... Co ja w ogóle robię, mam za dużo czasu, czy co? Spokojnie...Wdech, wydech, wdech...

Jak umysł reaguje na medytację?

Medytacja skupiona na oddechu polega na obserwacji oddychania. Nie używa się tu żadnej werbalizacji, dźwięków ani mantr. Nie nadajesz nawet określeń - wdech, wydech - a jedynie zauważasz przepływ oddechu, śledzisz go uważnie na poziomie czucia.

Kiedy zaczynasz uczyć się medytacji, otwiera się istna puszka Pandory umysłu. Uchylasz drzwi, za którymi twój umysł wyprawia, co mu się żywnie podoba. Ponieważ zapewne nigdy przedtem tam nie zaglądałeś, będziesz w szoku! Umysł jak żywioł kompletnie puszczony samopas zalewa cię falami myśli o przeszłości bądź przyszłości. A więc albo analizuje, co się wydarzyło i przeżywasz to ponownie, zmieniasz wersje swoich wówczas zachowań, słowem nurzasz się w przeszłości lub też lawiruje w przyszłości - jak zrobisz to czy tamto, kiedy już przyjdzie czas i co powiesz Iksińskiej, jak ją wreszcie spotkasz, itd, itp. Uff. Ile zamieszania, a wszystko to kompletnie niepotrzebne. Przyszłość minęła bezpowrotnie i nic tego nie zmieni, przyszłość nigdy nie nadejdzie, bo taka jest jej natura, a jedyne co masz, to ta chwila, teraźniejszość. Ale na jej temat wiemy oczywiście bardzo mało, bo tak rzadko w niej bywamy. Trudno się jednak dziwić, skoro umysł bez końca przerabia przeszłość bądź tworzy miraże przyszłości.

Umysł jest jak jeden z wielu narządów czy części ciała. Wyobraź sobie, że jest to taka sama część ciebie jak powiedzmy mięsień czworogłowy uda. To bardzo ważny mięsień, dzięki któremu możliwych jest wiele ruchów, a bez którego niemożliwe byłoby chodzenie. Następnie wyobraź sobie, że mięsień ten postanowił całkowicie uniezależnić się od twojej woli, w związku z czym nie słucha cię, lecz po prostu prowadzi, dokąd sam chce. Co więcej, w tajemniczy sposób udało mu się ciebie przekonać, że on to ty! Koniec końców idziesz tam, dokąd zaprowadzą cię nogi, bez względu na to, czy ci to rzeczywiście służy czy nie, i jeszcze sądzisz że są to twoje własne wybory. Szaleństwo. Niewola. Ale tak właśnie stało się i dzieje się z umysłem. Ta część ciebie, która miała służyć ci wtedy, kiedy jej potrzebujesz, a następnie wypoczywać, cieszy się niesłychaną autonomią i jeszcze podszywa się pod właściciela. Bo ostatecznie właściciel zapomniał, kim naprawdę jest... Mało tego, to miotanie się umysłu i produkcja nawałnic myśli kosztuje cię sporo energii - wygenerowanie myśli to energia, a zajmowanie się nimi - kolejny koszt. Tak więc koniec końców biegasz całe dnie wewnątrz siebie za rozpuszczonym małym tyranem - swoim własnym umysłem. Nie ma innego wyjścia niż stanąć z nim oko w oko i przejąć ster.

Medytacja jest jak niedziela – świętujesz kontakt ze sobą

Wiedz, że nikt dobrowolnie nie rezygnuje z przywilejów, tak więc na początku czeka cię walka i to podjazdowa. Bądź pewien, że twój umysł zastosuje mnóstwo chwytów, aby odwieść cię od prób zdyscyplinowania go. Nie daj się nabrać, bądź nieprzejednany, ale życzliwy dla siebie i swoich usiłowań. Z czasem pojawi się dystans do pojawiających się myśli i coraz dłuższe okresy koncentracji na oddechu. Nie reagując na pojawiające się myśli, zrozumiesz, że myśli to nie ty, że możesz się bez nich obejść, a kiedy zaczną pojawiać się momenty pustki pomiędzy jedną myślą a drugą, zauważysz że istnieje zupełnie nieznany wymiar doświadczenia. Odzyskasz też wreszcie swoją pozycję właściciela domu, w którym mieszka twoja Dusza. Być może usłyszysz, co ma ci do powiedzenia.

Dzięki temu, że nauczysz się puszczać myśli, będziesz mógł wreszcie naprawdę zatrzymać się i odetchnąć. Możesz wtedy zauważyć, że ten świat całkiem nieźle radzi sobie bez ciebie, że przez te pół godziny czy więcej możesz odpuścić sprawowanie kontroli i odkryjesz, świat się nie zawalił. Popatrz - ty siedzisz i niby nic nie robisz, a świat kręci się nadal. To leczy z nadmiernej odpowiedzialności. Medytacja pozwala odsunąć się z wymiaru działania w wymiar bycia. To jest najważniejszy moment działania - niedziałanie. To jest czas, dzięki któremu działanie może istnieć. Gdyby było tylko działanie, nie moglibyśmy go docenić. Tak jak nie moglibyśmy docenić nocy bez istnienia dnia.

Dlatego właśnie medytacja jest jak niedziela. Jak święto - czas, w którym pozwalasz sobie zostawić to, co ziemskie, zamknięte w ziemskim wymiarze czasu i przestrzeni, i oddać się świętym sprawom swojego wnętrza.

Więc może ten świat nie jest tak beznadziejny, skoro trwa sam! A gdy już nie musisz się nim zajmować, twoja uwaga dotychczas skupiona na czynnościach, na wybranych częściach rzeczywistości, rozluźnia się obejmując i ogarniając wszystko - całość, której ty sam jesteś częścią. Ty jesteś całość, a całość to ty. Świat jest w porządku i ty też jesteś w porządku. Nie pozostaje nic innego, niż przeżyć to życie w radości i zgodzie ze sobą, skoro wreszcie złapałeś ze sobą kontakt. I spijać słodki smak tej prawdy, który sączy się z każdą chwilą medytacji.

A umysł? Spoczywa cicho jak węgielki tlące się w piecu, cały czas gotowe, by ich użyć, kiedy zajdzie potrzeba.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Psychologia

Rozładuj swój stres - 19 sposobów

Doskonałą metodą rozluźnienia wewnętrznych napięć są proste medytacje i gry wyobraźni, nazywane wizualizacjami. (Fot. iStock)
Doskonałą metodą rozluźnienia wewnętrznych napięć są proste medytacje i gry wyobraźni, nazywane wizualizacjami. (Fot. iStock)
Denerwujące sytuacje zdarzają się nawet w najpogodniejszy dzień wiosny. Nie unikniemy napięcia, cała sztuka polega na tym, by je rozładować. Wystarczy pół minuty!

Budzik nie zadzwonił w porę, twoja życiowa połówka złości się na cały świat, a dzieci poruszają jak muchy w smole… A przecież wszyscy jesteście spóźnieni! Potem jakiś niedzielny kierowca zajechał ci drogę, a w pracy szef wezwał na dywanik. Choć za oknem piękna pogoda, musisz jeszcze zostać po godzinach… Wszystko układa się nie tak, jak powinno. Mały stres goni większy.

Zrelaksuj się

Istnieje wiele sposobów uporania się ze stresem. Można dobierać je zależnie od tego, ile mamy czasu. Niektóre ćwiczenia poleca się wykonywać tylko w domowym zaciszu, inne można robić nawet w biurze, autobusie czy na spacerze. Wypróbuj ich jak najwięcej i przekonaj się, które najlepiej cię odprężają. Dobrze jest ćwiczyć regularnie, traktując je jako środek zapobiegawczy, a nie tylko pogotowie stresowe. Już pół minuty wystarczy, żebyś uporał się z kilkoma fizycznymi objawami stresu.

Doskonałą metodą rozluźnienia wewnętrznych napięć są proste medytacje i gry wyobraźni, nazywane wizualizacjami. Na początku wielu osobom z trudem przychodzi wyobrażenie sobie czegokolwiek. Nie trzeba się jednak zrażać, to kwestia treningu. Brytyjski terapeuta Colin Tipping, twórca metody Radykalnego Wybaczania, radzi, by zacząć od przywołania w pamięci twarzy dziecka lub małżonka. To chyba każdy potrafi! A potem przestawić wyobraźnię na inne obrazy.

Pół minuty

Chwila gimnastyki

Strach lub złość sprawiają, że garbisz się i chowasz głowę w ramionach. Najważniejsze: wyprostować się! Wtedy ciało daje sygnał psychice i automatycznie poprawia się też nastrój.

Napięte plecy rozluźnisz, przeciągając się jak kot. Potem rozruszaj ramiona i barki, zrób parę kółeczek ramionami i ściągnij je do tyłu. Podnieś brodę, wyciągnij szyję, wypnij pierś i schowaj brzuch. Zrób serię 10 głębokich oddechów. Zaczerpnij jak najwięcej powietrza do płuc i powoli je wypuszczaj. Skupiaj się jedynie na oddychaniu, a nie tym, co cię zdenerwowało.

Zbawcza nuda

W stresie zaciskasz szczęki w podświadomym geście obronnym. Odblokujesz je, ziewając jak najszerzej 10 razy. A jeśli jesteś w towarzystwie, lekko naciśnij językiem na podniebienie, tuż za przednimi zębami. Nikt tego nie zauważy, a rozluźnisz szczęki i skronie.

Magiczne dłonie

Zaciśnięte powieki to kolejny objaw stresu. Usiądź przy stole, opierając łokcie o blat. Zamknij oczy i zasłoń je dłońmi. Zrób serię kilkudziesięciu mrugnięć.

Coś z jogi

Uklęknij opierając się dłońmi o podłogę. Zrób wdech i unieś miednicę tak, by ciało tworzyło odwróconą literę V. Opieraj się o podłoże całymi dłońmi i stopami, oddychaj powoli i głęboko. Staraj się wyciągnąć jak najwyżej miednicę, utrzymując idealnie proste plecy i nogi. Wytrzymaj w tej pozycji 20 sekund. Zrób głęboki wydech, usiądź na piętach, podnieś głowę i wstań po 10 sekundach.

Akupresura

10 razy lekko uciśnij palcem wskazującym punkt znajdujący się dokładnie pośrodku między brwiami. Możesz też uszczypnąć się kilka razy w zagłębienie między kciukiem a palcem wskazującym.

Jedna minuta

Terapia One Brain – Carol Hontz

W stresie krew odpływa z czoła na tył głowy. Zapobiegniesz temu, kładąc jedną dłoń na czole, a drugą z tyłu głowy, na potylicy. Spokój i zdolność jasnego myślenia odzyskasz, masując trzema palcami kość ogonową. Drugą rękę kładziesz na splocie słonecznym (nad pępkiem).

Akupresura

Z boku twarzy, między policzkiem i płatkiem usznym jest maleńkie wgłębienie, bolesne przy ucisku. Mocno naciskaj palcami wskazującymi te punkty po obu stronach głowy.

Narysuj coś

Usiądź wygodnie na krześle, wyprostuj plecy i skrzyżuj nogi w kostkach. Wyobraź sobie, że twoja stopa jest pędzlem, którego zakończeniem jest duży palec. Rysuj nim litery i figury geometryczne. Powtórz to drugą stopą.

Dwie minuty

Stymulacja półkul mózgowych

Usiądź wygodnie, z wyprostowanymi plecami, zdejmij buty. Ręce oprzyj na kolanach. Delikatnie przytupuj najpierw lewą nogą, potem prawą. Osoby leworęczne muszą zmienić kolejność. Powtórz kilka razy.

Ćwiczenia Jacobsona

Podczas ich wykonywania, głęboko oddychaj:

  • unieś dłonie przed siebie na wysokość brwi. Szybko i mocno pocieraj nimi o siebie,
  • złącz dłonie czubkami palców na wysokości piersi, łokcie odciągnij jak najdalej na boki. Dociskaj z całej siły czubki palców,
  • złącz dłonie, przedramiona i łokcie przed sobą. Palce obu dłoni odchylaj jak najdalej od siebie,
  • wyciągnij przed siebie złączone ręce, zegnij w łokciach i zaciśnij pieści tak, by widzieć kciuki,
  • uciskaj punkt po punkcie małżowiny uszne, zaczynając od płatka ucha.

Akupresura

Usiądź, uginając lekko lewe kolano. Lewą rękę połóż na rzepce. Rozłożonymi palcami obejmij kolano. Nieco poniżej końca palca serdecznego znajdziesz miejsce bolesne przy ucisku, tuż pod rzepką. Czubkiem palca wskazującego masuj je na odcinku około 2 cm szybkimi ruchami skierowanymi w dół. Po minucie zajmij się prawym kolanem.

Złote światło

Usiądź wygodnie, rozluźnij ramiona, odetchnij głęboko i wyobraź sobie, że złote światło wpływa do twojego ciała przez czubek głowy jak rwąca rzeka i wypłukuje napięcie.

Pięć minut

Gimnastyka dla każdego

Połóż się na podłodze i nie odrywając pleców od ziemi, podnieś wyprostowane nogi do góry. Energicznie kładź je po lewej i po prawej stronie ciała. Powtórz to 10 razy, a następnie z pozycji leżącej unoś tułów, nie odrywając bioder od podłogi. Zrób serię 10 skłonów w lewą i w prawą stronę. Na zakończenie połóż się i chwilę głęboko oddychaj.

Poczuj świat

Rozejrzyj się wokół siebie, nazwij pięć rzeczy, które masz w zasięgu wzroku. Skoncentruj się na dźwiękach i określ 5 z nich. Wsłuchaj się w swoje ciało i pomyśl, co czujesz (np. swędzenie, ucisk, napięcie, zesztywnienie itd). Teraz skoncentruj się na czterech rzeczach, które widzisz, słyszysz i czujesz, następnie trzech, dwóch i jednej.

Kwadrans

Trening autogenny

Zasłoń okna, wyłącz telefon. Połóż się na plecach z głową na małej poduszce. Wyprostuj nogi, ręce odsuń od tułowia i lekko zegnij w łokciach. Oddychaj powoli i głęboko i mów w myślach: „Leżę spokojnie, oddycham wolno i równo. Koncentruję się na prawej ręce (leworęczni najpierw na lewej). Dłoń jest ciężka, ciężar przenosi się na przedramię i ramię. Cała ręka jest ciężka”. Potem to samo mówisz o drugiej ręce, obu nogach (ciężar przenosi się od stopy w górę) i tułowiu. Wywołaj w całym ciele uczucie ciężaru i ciepła (tylko głowa pozostaje chłodna). Po paru minutach powiedz w myślach: „Leżę spokojnie, całe moje ciało jest ciężkie i ciepłe, tylko głowa jest chłodna. Oddycham spokojnie, jestem odprężony. Do rąk wraca siła, poruszam palcami, do nóg wraca siła, poruszam palcami stóp. Biorę głęboki oddech, do całego ciała wraca siła”. Potem przeciągnij się, zegnij nogi w kolanach i powoli usiądź.

Gimnastyka izometryczna

Połóż się wygodnie, napnij całe ciało na kilka sekund, a potem rozluźnij kolejno mięśnie łydek, ud, brzucha, klatki piersiowej i ramion. Chwilę odpocznij i powtórz to ćwiczenie co najmniej 5 razy. Zakończ, leżąc przez minutę spokojnie i głęboko oddychając.

Tęczowa medytacja

Usiądź lub połóż się, zamknij oczy, weź głęboki oddech i wyobraź sobie, że kolejne barwy wypełniają twój umysł. Widzisz tylko kolor, nic więcej:

czerwień – piękna czerwień róży, wiśni, która stopniowo przeobraża się w...

pomarańczowy – promienny i energetyczny kolor owoców pomarańczy i mandarynek

żółty – świetlisty, wypełnia ciepłem całe ciało

zieleń – intensywna, jak soczystej trawy i liści

błękit – uspokajający, w odcieniu czystego nieba w słoneczny dzień

fiolet – nasycony, odprężający, w odcieniu dojrzałego bakłażana.

Pełny oddech jogi

Połóż się wygodnie i wypuść całe powietrze z płuc, wciągając brzuch. Ułóż dłoń na brzuchu tuż pod żebrami. Zaczerpnij powietrza przez nos i pozwól, żeby najpierw wypełniło brzuch, potem przeponę i dopiero na końcu dotarło do szczytów płuc. Gdy już płuca będą wypełnione, wypuszczaj powietrze, również przez nos, ale w odwrotnej kolejności: najpierw ze szczytów płuc, a na końcu z brzucha. Oddechy powinny być powolne i płynne, bez wysiłku. Zacznij od 4 pełnych oddechów, potem możesz stopniowo zwiększać ich liczbę aż do 10. Na początku może ci się zakręcić w głowie, wtedy przerwij na chwilę.

Technika Huny

Gdy już nauczysz się głęboko oddychać, przy wdechu wyobraź sobie, że patrzysz w niebo, obserwujesz chmury lub gwiazdy. Natomiast podczas wydechu kieruj uwagę jak najniżej, na ziemię pod swoimi stopami. Pięć oddechów niebo–ziemia doskonale cię wyciszy.

  1. Psychologia

Potęga nicnierobienia - zamiast liczyć minuty, delektuj się nimi

Najlepszym pierwszym krokiem do powolnego, leniwego życia jest zmiana przekonań. Zrozumienie, że życie to nie wyścig, a czas to nie pieniądz. (Fot. iStock)
Najlepszym pierwszym krokiem do powolnego, leniwego życia jest zmiana przekonań. Zrozumienie, że życie to nie wyścig, a czas to nie pieniądz. (Fot. iStock)
Próżnowanie – szczególnie w promieniach słońca i na łonie natury – ma swoje dobre strony. Pozwala doładować baterie, co ma ogromne znaczenie dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Na czym polega „zdrowe” lenistwo?

Carl Honoré – dziennikarz, pisarz, jeden z twórców ruchu Slow i jego rzecznik na całym świecie

Lenistwo czy nicnierobienie w naszym szybkim, uprzemysłowionym świecie jest postrzegane jako grzech. „Powolny” to pejoratywne określenie, synonim do „gnuśny”, „bezwolny”, a także... „głupi”. Dlatego nawet jeśli głęboko w kościach czujemy, że mocne przyhamowanie wyszłoby nam na dobre, boimy się to zrobić. A jeśli się już to zdarzy, zwykle mamy poczucie winy. Tymczasem próżnowanie ma swoje dobre strony. Jest okazją do odreagowania, uspokojenia myśli. Gdy zwalniamy, nasz umysł może swobodnie wędrować, a to jest warunkiem wszelkiej kreatywności. Leniuchując, zapominamy o troskach dnia codziennego i możemy udać się na poszukiwanie odpowiedzi na tak ważne pytania, jak „Kim jestem?” czy „Jaki sens ma moje życie?”. W takich pozornie mało znaczących momentach docieramy do sedna swojej istoty.

Ruch Slow nie nawołuje do robienia wszystkiego w zwolnionym tempie, tylko do robienia wszystkiego z odpowiednią prędkością. Namawia raczej do delektowania się godzinami i minutami zamiast ich liczenia. Do robienia wszystkiego tak dobrze, jak to możliwe, a nie tak szybko, jak to możliwe. Do przedkładania jakości nad ilość. Innymi słowy – jest zarówno „zdrowa”, jak i „niezdrowa” powolność. Podobnie jak jest „zdrowe” i „niezdrowe” lenistwo.

Najlepszym pierwszym krokiem do powolnego, leniwego życia jest zmiana przekonań. Zrozumienie, że życie to nie wyścig, a czas to nie pieniądz. Potem musisz zdobyć się na odwagę – by zgodnie ze zmianą przekonań zmienić swoje życie – oraz samodyscyplinę, by nie zejść z obranej drogi. I ćwiczyć, dużo ćwiczyć. Dobrze też brać przykład z ludzi, którzy robią wszystko w swoim czasie i nie mają z tego powodu wyrzutów sumienia.

Nie musisz nic robić

Większość konwencjonalnych metod psychologicznych i duchowych ścieżek przyjmuje, że uwolnienie negatywnych emocji, które powodują, że życie jest niesatysfakcjonujące, wymaga pracy i wysiłku: głębokiego wglądu w rodzinną przeszłość, przeżycia jej na nowo, przebaczenia i wyzwolenia przez katharsis (albo pewnych kombinacji wszystkich tych elementów). W kontraście do nich podejście niedualne, wywodzące się z dzogczen (buddyzmu tybetańskiego) i zen (buddyzmu, który swą rozwiniętą formę uzyskał w Chinach, Korei, Japonii), zakłada, że spod władzy zakłócających spokój emocji można wyzwolić się przez nierobienie niczego.

Naucz się kontemplować

Praktyka ta jest odpowiednia dla każdego niezależnie od tego, czy kiedykolwiek medytował. Kontemplacja, zwana także „samym siedzeniem”, polega na: odcięciu się od silnych zewnętrznych stymulacji, takich jak towarzystwo innych ludzi, telewizja, książki czy komputer, siedzeniu lub leżeniu we względnie nieruchomej pozycji, pozostawaniu w ciszy i byciu świadomym, codziennie około 20 minut. Przede wszystkim zapewnij sobie spokój – to najważniejsze. Możesz siedzieć na krześle, kanapie albo poduszce medytacyjnej. Możesz nawet leżeć na plecach. Jedynym wymogiem jest pozostawanie w jednym miejscu około 20 minut. Wybierz wygodną pozycję i bądź przytomna. Stosując się do tych wymogów, po prostu rób to, co zwykle robisz. Myśl, co myślisz, odczuwaj, co odczuwasz, doświadczaj tego, czego doświadczasz. Możesz obserwować oddech, mówić mantrę czy modlitwę, ale nie musisz. Nie jest też konieczne, abyś swoją percepcją podążała za myślami. Oczy możesz mieć zamknięte lub otwarte. Nie ma też znaczenia, czy jesteś skoncentrowana, czy rozproszona. Nie ma możliwości popełnienia błędu.

  1. Styl Życia

Lekarstwo i choroba są w nas – co mówi buddyzm na temat samouzdrawiania?

Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. (Fot. iStock)
Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. (Fot. iStock)
Chorujemy, kiedy tracimy prawdziwy kontakt z samym sobą – tłumaczy Tenzin Wangyal Rinpocze, mistrz tradycji bon, rdzennej religii Tybetu, założyciel i duchowy przewodnik Instytutu Ligmincza, autor książki „Prawdziwe źródło uzdrowienia”. W rozmowie z Katarzyną Kazimierowską wyjaśnia, że lekarstwo na ból, tak jak i sam ból, jest już w nas.

Jak pan rozumie ból, cierpienie? Bo to o cierpieniu jest właśnie pana książka.
Ból może być objawem fizycznej choroby, a może być też reakcją na to, że nasze uczucia są zablokowane, bo nie mamy szansy siebie wyrazić. Z perspektywy filozofii, ale też religii – ból to manifestacja braku połączenia z samym sobą. Jeśli jesteśmy w pełni świadomi siebie, mamy poczucie wewnętrznej realizacji, to ból nie pojawi się, nie uderzy.

Co to znaczy, że możemy zerwać połączenie z samym sobą, utracić kontakt? W czym to się przejawia?
Jako ludzie stoimy wszyscy przed jednym pytaniem, a przynajmniej wydaje nam się, że przed nim stoimy. To pytanie dotyczy szczęścia, bo przecież wszyscy go szukamy. Ludzie próbują znaleźć je w związkach, w bogactwie, w pięknie, w przedmiotach – nigdy w sobie samych, zawsze gdzie indziej. Zapominają, że równowaga nie płynie z zewnątrz, tylko ze środka. To wewnętrzne piękno, bogactwo nazywam wewnętrznym źródłem. Kiedy nie korzystamy z naszych zasobów, kiedy o nich zapominamy, wtedy tracimy kontakt ze sobą, z naszą duszą. W efekcie nie czujemy się pewnie sami ze sobą, nie mamy poczucia stałości i bezpieczeństwa w pracy czy relacji z drugą osobą. Jeśli ponownie połączymy się z naszą duszą, odzyskamy siebie, naszą stabilność.

Co odciąga nas od tego wewnętrznego źródła?
Na pewno kultura, w jakiej żyjemy, która bardzo koncentruje się na świecie materialnym. Nawet duchowość stała się bardzo materialistyczna, wiąże się z siłą, władzą, kontrolą i bogactwem. Nie tylko na Zachodzie tak się dzieje. Także na Wschodzie rozumienie duchowości, jej waga zmieniły się na niekorzyść. Wiąże się to z tym, że coraz rzadziej korzystamy z tradycyjnego wsparcia, jakie zawsze dawali nam mentorzy, nauczyciele, przyjaciele, ludzie, których obdarzaliśmy zaufaniem.

Pisze pan, że to również wina fałszywych tożsamości, jakie często nieświadomie przyjmujemy. Jak odróżnić fałszywą tożsamość od prawdziwej?
To głęboki filozoficzny koncept, który spróbuję wyjaśnić w jak najprostszy sposób. Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. Jedno kłamstwo pociąga kolejne, bo musisz wkładać wiele wysiłku w to, by utrzymać, obronić i uwiarygodnić to pierwsze. A te kłamstwa nie tyle dotykają ciebie, co wszystkich dookoła.

Dziś mówi się o epidemii depresji. Jakie są jej źródła według pana?
Myślę, że depresja historycznie zawsze była obecna w społeczeństwie i w jednostkach, z różnych powodów, ale dziś poziom jej intensywności jest dużo wyższy. Jedną z przyczyn może być to, że ludzie są bardziej zagubieni i zmęczeni – nie tylko szukaniem drogi wyjścia, ale też niewiedzą o tym, czego szukają. Są także zmęczeni różnymi bodźcami, które non stop wysyła świat zewnętrzny. Kolorowe magazyny bez przerwy podpowiadają, jaką markę samochodu kupić, żeby poczuć się lepiej, jak wyglądać, kogo przypominać, jak żyć i w jakim otoczeniu. Ale nikt nie mówi, że to ty sam jesteś bogactwem, ty jesteś pięknem. Kiedy spojrzymy trzeźwym okiem na nasze wyimaginowane potrzeby, to okaże się, że nie stać nas na taki samochód czy dom i nie możemy wyglądać jak ktoś inny, bo przecież jesteśmy sobą. Ci wszyscy, którzy próbują mieć to co inni, wyglądać jak inni, być jak inni, byle być lepszymi, są w beznadziejnej sytuacji.

Jak się uleczyć? Wspomina pan, że ważne jest otwarcie na ból, na trudne emocje, także na cierpienie.
Trudno jest zaprosić do siebie ból, ale przecież on już w nas jest, po prostu ignorujemy jego obecność. Dlatego zawsze powtarzam: jeśli masz z kimś trudną relację, nie ignoruj tego, działaj, bo to może być ostatnia szansa na rozwiązanie czegoś, naprawienie. Zaakceptuj ten problem, dostrzeż go, pogódź się z tym, bo wtedy właśnie go uwalniasz. Wyzwalasz się z tego.

Namawia pan do bliższego i częstszego kontaktu z przyrodą. Mieszkańcy dużych miast mają trochę utrudnione zadanie.
Jeśli dla kogoś priorytetem jest kontakt z naturą, to nie będzie szukał wymówki. Gdy byłem kiedyś w Arizonie, spotkałem człowieka z Szanghaju. Przebył długą drogę tylko po to, by zobaczyć Wielki Kanion i przez pięć dni wędrować po okolicy. Czyli można. Natura jest święta, drzewa są święte, ziemia jest święta. Mój przyjaciel zawsze opiera swój rower o drzewo, zamiast przypinać go do barierki – mówi, że drzewa lepiej zadbają o jego rower, bardziej im ufa.

Jest pan też zwolennikiem... nicnierobienia.
Kiedy ktoś nas pyta, co robimy, a my odpowiadamy: „nic” – zwykle spotykamy się z ogromnym zaskoczeniem. Za to jeśli mówimy, że jesteśmy bardzo zajęci, odpowiedź spotyka się z aprobatą – wszyscy zgadzają się, że kiedy coś robimy, możemy uznać swoje życie za dobre i wartościowe. Ludzie nie doceniają prawdziwej wartości nicnierobienia. Mówiąc „nicnierobienie”, mam na myśli bycie spokojnym, wyciszonym, ale też niewykonywanie żadnej aktywności. Chodzi o to, żeby nic nie robić i naprawdę się tym cieszyć, dać sobie prawo do wyciszenia, ucieczki od szumu, który nas otacza. Dopiero wtedy mamy szansę usłyszeć siebie. Pójdźmy do kawiarni i napijmy się kawy w samotności, w spokoju, i po prostu przeżyjmy dobry dzień.

Ludzie nie cenią zwykłych rzeczy, bo uważają, że istnieją jedynie poprzez innych, są widzialni tylko poprzez uwarunkowania towarzyskie. A nasze prawdziwe „ja” objawia się w ciszy i spokoju, dopiero wtedy jesteśmy w stanie wejść w to bycie, kiedy nasz umysł jest otwarty, ale niebodźcowany w sytuacjach towarzyskich czy społecznych. A tak wygląda na co dzień nasze życie. Ludzie jadą na wakacje, by nic nie robić i odpocząć, ale są tak zestresowani tą sytuacją, że zachowują się tak jak zawsze, czyli gonią od jednej atrakcji do drugiej.

W swojej książce pisze pan o tzw. trzech cennych pigułkach. To cisza, przestrzeń i bezruch.
Odczucie bezruchu ciała to drzwi do wewnętrznej przestrzeni. Dzięki połączeniu się z ciszą łączymy się z głębszym odczuciem spokoju i spełnienia. A poprzez doświadczenie przestrzeni otwieramy drzwi wewnętrznego ciepła i radości, wewnętrznego schronienia, czyli schronienia bezwarunkowego. Nie jesteśmy naszym ciałem. Gdy dotyka nas ból, to dotyka on naszego ciała, nie przestrzeni w środku nas. A właśnie tej przestrzeni w nas każdy potrzebuje i każdy ją ma. Na pewno warto jak najczęściej zażywać trzy pigułki, ale wystarczy też po prostu usiąść na 10–15 minut, zwłaszcza wtedy, kiedy czujemy, że się zgubiliśmy i potrzebujemy pomocy. Pamiętajmy, że zawsze możemy sami sobie pomóc, bo wszystko, czego potrzebujemy, jest już w nas.

Fot. materiały prasowe z Kursu organizowanego w Polsce w 2016 roku przez Ośrodek Cziamma Ling.Fot. materiały prasowe z Kursu organizowanego w Polsce w 2016 roku przez Ośrodek Cziamma Ling.

Tenzin Wangyal Rinpocze, mistrz tradycji bon, rdzennej religii Tybetu. Założyciel i dyrektor Instytutu Ligmincza. W Polsce jego uczniowie skupieni są w Związku Garuda. Autor m.in. „Cudów naturalnego umysłu“, „Przebudzenia świętego ciała“ i „Prawdziwego źródła uzdrowienia”.

Poniżej wykład mistrza Rinpocze na temat spontanicznej kreatywności:

  1. Kultura

Hey wraca na scenę po dłuższej przerwie

Zespół Hey zagra po 3,5 rocznej przerwie jedyny w tym roku koncert. (Fot. materiały prasowe)
Zespół Hey zagra po 3,5 rocznej przerwie jedyny w tym roku koncert. (Fot. materiały prasowe)
Dobra wiadomość dla fanów Katarzyny Nosowskiej i grupy Hey. Po 3,5-letniej przerwie zespół zagra jedyny w tym roku koncert w ramach tegorocznej edycji Festiwalu Jarocin.

Jarocin Festiwal 2021 zamyka line-up. Poznaliśmy już wszystkich wykonawców, którzy pojawią się na tegorocznej imprezie. Wśród nich niespodziewanie pojawiła się grupa Hey, która w 2017 roku ogłosiła koniec działalności i pożegnała się z fanami trasą koncertową Fayrant Tour. Zespół wystąpi na festiwalowej scenie już 17 lipca i będzie to jedyny występ zespołu w tym roku.

My tu gadu, gadu, a Hey zagra po 3,5 rocznej drzemce, jedyny w tym roku koncert. Zapraszamy Was z całego serca do Jarocina! Spotkajmy się! Hey nie wie, co się działo na świecie przez ten czas – nie mówcie nam o tym, nie jesteśmy ciekawi… Chcemy, żeby przez kilkadziesiąt minut było jak dawniej – razem! - poinformował zespół w mediach społecznościowych.

Festiwal Jarocin odbędzie się w dniach 16-18 lipca 2021 roku. Oprócz zespołu Hey, na scenie pojawią się również m.in. Strachy na Lachy, Muchy, Luxtorpeda, Edyta Bartosiewicz, Sorry Boys, Krzysztof Zalewski, Daria Zawiałow i Kwiat Jabłoni. W programie zaplanowano również wyjątkowe jubileusze, w tym 40-lecie zespołu Dezerter, 20-lecie grupy Happysad, 40-lecie debiutu na Jarocin Festiwal formacji TSA oraz 30-lecie wydania albumu „Legenda” zespołu Armia.