1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Taniec hula rozbudza kobiecość

Taniec hula rozbudza kobiecość

123rf.com
123rf.com
Coraz więcej młodych kobiet ma problem ze znalezieniem partnera i zajściem w ciążę. Powodem często jest wyparta kobiecość. Co zrobić, aby ją odzyskać?

Trzy lata temu zaczęłam swoją duchową podróż. Medytacje, techniki oddechowe, joga, wielokrotne wyprawy do Indii, centymetr po centymetrze otwierały moje ciało i duszę. Na owej drodze pojawił się jednak pewien martwy punkt. Blokada, której (tak mi się wówczas wydawało) nie byłam w stanie przeskoczyć. Z pomocą przyszedł mi hawajski taniec hula. Tym bolesnym obszarem była kobiecość...

Dziewczynka w ciele kobiety

Zdaniem Doroty Grudzień, instruktorki hula, to właśnie rozbudzenie kobiecości jest tym, co odróżnia ten styl tańca od innych. Koliste ruchy bioder, łagodne poruszanie miednicą nie tylko odblokowują energię seksualną, ale też pobudzają jej obieg w całym ciele. – Kiedy w 2007 roku przez przypadek, choć dziś już w nie nie wierzę, trafiłam na warsztat tańca hawajskiego, byłam 12-letnią dziewczynką uwięzioną w ciele 30-letniej kobiety – wspomina Dorota. – Kilka lat wcześniej urodziłam synka. Nawet to nie przyspieszyło procesu „dojrzewania”.

Odkąd pamięta, pragnęła tańczyć. Od dziecka zahipnotyzowana patrzyła na baletnice. Miała potrzebę ekspresji w ruchu, ale również przekonanie, że nie jest w stanie tego robić. W hula „zaskoczyło” od razu. Poczuła, że ten taniec odzwierciedla duszę.

W życiu Agnieszki, 40-letniej project manager, taniec hula pojawił się chwilę po rozwodzie. Była totalnie rozbita. W małżeństwie zatraciła najważniejsze fragmenty swojego żeńskiego „ja”. Nie czuła się bezpiecznie. – Miałam wrażenie, że znikam jako kobieta. Bardzo schudłam. Moja twarz nabrała ostrych rysów. Nosiłam spodnie, aseksualne T-shirty i koszule – wspomina Aga.

Taniec hawajski wybrała naturalnie. Był kontynuacją jej fascynacji kulturą wyspiarzy: – Jestem anglistką. Zachwyciła mnie różnica w podejściu do czasu na Hawajach. W siedmiu zasadach huny – tamtejszej filozofii życia – nie występuje czas przeszły ani przyszły. Liczy się tylko to, co tu i teraz. Ten brak linearności odzwierciedla się również w języku i tańcu.

Agnieszka podkreśla, że gdy zakłada spódnicę z rafii, wieniec kwiatów i słyszy dźwięk ipu – bębna wykonanego z tykwy – automatycznie przenosi się do chwili obecnej.

Dla Iwony Pękalskiej, szefowej Kenosis, warszawskiego, w którym prowadzone są warsztaty hula, ten taniec jest rodzajem medytacji w ruchu. Często porównuje go do tai-chi. Poruszania się w rytm „fal” powstających w powietrzu.

– Nim zaczęłam prowadzić ośrodek, przez lata byłam „twardą” bizneswoman – wspomina. – Do pracy zakładałam spodnie, dosłownie i metaforycznie. W przestrzeni między biurem a domem gdzieś znikała moja kobiecość. Wracając do domu, do dwójki dzieci, męża, chciałam ją jak najszybciej odzyskać. Odkąd tańczę, dużo łatwiej na powrót staję się opiekuńcza i łagodna.

Iwona zauważa, że wiele kobiet we współczesnym świecie ma ten sam problem. Rywalizują z mężczyznami na polu zawodowym, całkowicie tłumiąc swoją kobiecość. Nie potrafią wykorzystać siły, która z niej wypływa.

Taniec prokreacji

Na Hawajach rodzi się kobieta. Ojciec wpada w szał. Pragnął syna, więc postanawia zabić córkę. Babce udaje się ją ukryć. Daleko, wysoko w górach, gdzie ludzki wzrok nie sięga. Dziecko ochraniają ptaki. Legenda o jej urodzie dociera do okolicznych wysp. Wielu śmiałków wyrusza, aby ją zdobyć. Tylko jednemu udaje się zobaczyć dziewczynę. Jej widok otwiera mu serce. Dostrzega, że piękno i miłość są w nim... – to treść „Ka Piliny”, ukochanej mele (po hawajsku „pieśń”) Doroty Grudzień. W hula ważny jest ruch, ale również historia, którą opowiada każda pieśń.

– Taniec nie może istnieć bez słów. Każda mele ma przesłanie. Najczęściej związane z naturą, wychwalaniem jej piękna i różnymi aspektami miłości – mówi Dorota. – Dłonie i ciało płyną wraz z opowieścią. Osoba, która uczy się konkretnego układu, na początku poznaje treść, a następnie towarzyszące jej kroki. Każda pieśń ma również ukryte, przenośne znaczenie, tzw. intencję.

Zobacz: spódnice damskie sklep internetowy

Dorota podpowiada, że intencja może być ogólna lub indywidualna. – Po regularnym tańczeniu np. „Tańca prokreacji” wiele kobiet zachodzi w ciążę. Ja łapię się na tym, że nagle odczuwam potrzebę zatopienia się w konkretnej opowieści. Zaczynam tańczyć i po chwili orientuję się, że odpowiada ona dokładnie na moją obecną sytuację – wyznaje.

Agnieszka zawsze kochała morze. Z nim związana jest jej ulubiona mele: – Wzburzone fale uderzają o skaliste brzegi jednej z polinezyjskich wysp. Z piany morskiej wyłania się przepiękna kobieta. Pamiętam, kiedy pierwszy raz tańczyłam tę pieśń, nagle poczułam, że ona to ja. Dostrzegłam, że całe życie szukałam potwierdzenia swojej kobiecości na zewnątrz. Mąż, przed nim inni mężczyźni... Oni znikali, a wraz z nimi całe moje poczucie wartości. Dzięki hula odnalazłam tę kobietę w środku. Teraz nikt mi jej już nie odbierze.

Rytm mele kołysze się w niej nawet w momentach, kiedy nie tańczy. Mieszka w Elblągu, na zajęcia dojeżdża do Warszawy. Wraca i wieczorami minimum godzinę dziennie ćwiczy. Po kilku minutach myśli ustają. Czas zaczyna płynąć w zwolnionym tempie. W powietrzu pojawia się zapach morskiej piany...

Iwona Pękalska przyznaje, że odtańczenie jednej konkretnej pieśni wymaga umiejętności i praktyki. Stopy poruszają się często w przeciwnym kierunku niż ręce. Z jednej strony harmonizuje to obie półkule, z drugiej podnosi tańczącemu poprzeczkę: – Każda mele ma swój indywidualny zestaw kroków. Z pieśni na pieśń jest oczywiście coraz łatwiej. Nie ma jednak miejsca na improwizację. Na początku zapisywałam sobie kolejne sekwencje. Około miesiąca zajęło mi zapamiętanie jednej opowieści. Kiedy opanuje się wszystkie ruchy, zaczyna się tańczyć intuicyjnie.

Iwona podkreśla, że taniec hula rozwinął jej intuicję. Wszystkie historie osadzone są w naturze. Ruchy ciała zespalają się więc z jej rytmem. Dzięki temu taniec uspokaja i harmonizuje. Tym spokojem udało jej się już zarazić kilka koleżanek i córkę.

Nowe życie

Dzika, łagodna, oddana, wolna, stanowcza, uległa, zmysłowa, miękka, ale zarazem silna – kobiecość ma wiele barw. Przejawia się w różnych aspektach. Taniec hula na początku pomógł Dorocie Grudzień przetransformować dziecko w kobietę. Dziś ta odsłania przed nią kolejne oblicza. – Istnieje wiele rodzajów tańca hawajskiego. Kahiko, styl dawny i auana, współczesny – to dwie najpopularniejsze odmiany. Ja traktuję je jako moje przeciwstawne, uzupełniające się natury. Ta zewnętrzna jest subtelna, łagodna, powiedziałabym nawet nieśmiała jak auana. W środku, jeszcze trochę schowana, drzemie dzikość, namiętność i ogień – tożsame z kahiko – wyjaśnia.

W warstwie dosłownej dawny styl jest „kroniką historyczną” Hawajów. Za jego pomocą przekazywane były legendy. Po zakończeniu kahiko wieńce kwiatów oddawane są naturze – zanosi się je do lasu. Tworzą ściółkę, odżywiają glebę, a tym samym rosnące rośliny. W hula każdy najmniejszy szczegół ma znaczenie. Oczy podążają w tańcu za dłońmi, podkreślając istotę uważności. Tańczymy boso, aby zjednoczyć się z Matką Ziemią. Biodra poruszają się w rytm fal i liści palmowych – budzi się w nas nowe życie.

Agnieszka, od kiedy zaczęła tańczyć hula, przeszła całkowitą transformację. – Odblokowałam energię seksualną, ale również kreatywną. Przyszła lepsza praca, za większe pieniądze. Zmieniłam się fizycznie. Rysy twarzy złagodniały, pojawił się błysk w oku. Moje przyjaciółki mówią, że promienieję. Na pierwszych warsztatach hula niczym zgłodniały pies rzuciłam się na garderobę mojej współlokatorki. Szukałam spódnicy lub sukienki – śmieje się. W kąt poszły spodnie i T-shirty. Zaczęła się malować, wpinać kwiaty we włosy. Przez ostatnie lata wszystkie tańce dedykowała kobiecości. Wraz z nią pojawiła się druga intencja – miłość. Gdzieś pomiędzy kolejnym gestem, ruchem stopy i spojrzeniem, przestała się bać związku. Pokochała kobietę w sobie. Teraz jest gotowa, aby pokochać mężczyznę.

Iwona Pękalska mówi, że zdecydowała się na włączenie hula do stałego programu w Kenosis, bo jest tańcem duchowym. – Pracujesz na ugiętych kolanach, więc po pierwszych kilku zajęciach nie czujesz ud i pośladków – opowiada. – Delikatny ból i koncentracja uwagi na ruchach kierują myśli do wewnątrz. Aktywujesz duszę. Ona przybliża cię do natury. Budzi się kobiecość. Gdyby kobieta była w społeczeństwie szanowana za swoją delikatność i empatię, gdyby stały się one symbolem siły, to nie wyrzekałaby się tego, co w niej najcenniejsze. Być może taniec hula nie byłby nam wówczas potrzebny.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Bezruch nam szkodzi – co zrobić, żeby ocalić stawy i kręgosłup?

Niewiele nam pozostaje: ćwiczenia w domu (pomocne mogą być treningi na YT, znaleźć można też jogę czy tai chi), aktywność sportowa w lesie lub w parku, rower... Warto na ruch poświęcić chociaż pół godziny dziennie. Nikt za nas nie odrobi tej lekcji. (fot. iStock)
Niewiele nam pozostaje: ćwiczenia w domu (pomocne mogą być treningi na YT, znaleźć można też jogę czy tai chi), aktywność sportowa w lesie lub w parku, rower... Warto na ruch poświęcić chociaż pół godziny dziennie. Nikt za nas nie odrobi tej lekcji. (fot. iStock)
Nie ma wątpliwości, że rok w pandemii przyniósł nam większe problemy zdrowotne i to niekoniecznie związane z samym koronawirusem. Zamknięcie w domu i ograniczona możliwość poruszania się mają negatywne skutki w różnych obszarach zdrowia, zarówno fizycznego jak i psychicznego. Mocno zaniepokojeni tym stanem są również lekarze.

Trudno znaleźć złoty środek. Z jednej strony chronimy się przed zarażeniem wirusem, z drugiej - zredukowaliśmy aktywność ruchową do tego stopnia, że ortopedzi i neurochirurdzy biją na alarm. Coraz więcej osób, w sile wieku, zaczyna wymagać leczenia u specjalistów, w tym leczenia operacyjnego. – Zaczęliśmy obserwować zupełnie nową sytuację. Młodzi ludzie, którzy mieli różne choroby kręgosłupa, ale mogli dobrze funkcjonować dzięki rehabilitacji lub aktywności fizycznej, w sytuacji, gdy zostali odcięci od dotychczasowej aktywności, zaczęli trafiać do gabinetów neurochirurgicznych – mówi dr nauk medycznych Michał Rutkowski, neurochirurg ze Szpitala Żagiel Med. w Lublinie.

Zamknięte baseny, siłownie, kluby fitness… Jednak problemem jest nie tylko brak dostępu do ośrodków sportu i rekreacji. Zmniejszyła się znacznie nasza codzienna aktywność, jak choćby to, że coraz więcej osób pracuje zdalnie i nie wychodzi prawie z domu. Skutek? – Coraz częstsze neuropatie obwodowe*. Do tych najbardziej popularnych możemy zaliczyć dyskopatie (choroby krążka międzykręgowego) szyjne i lędźwiowe. Po czym je rozpoznać? Dyskopatii odcinka szyjnego towarzyszą zwykle bóle promieniujące do ramion, karku, a nawet do potylicy (możemy więc odczuwać bóle głowy). Ponadto pojawia się drętwienie lub inne zaburzenia czuciowe, które odczuwane są w rękach. Możliwe jest nawet uczucie osłabienia kończyn.

Dyskopatie lędźwiowe występują statystycznie najczęściej. Towarzyszą im bóle promieniujące do kończyn dolnych, napady rwy kulszowej, zaburzenia czuciowe, a także trudności w chodzeniu – objawy i ich nasilenie zależą od zmian zwyrodnieniowych w danym odcinku kręgosłupa.

Niestety, do chorób kręgosłupa też możemy mieć predyspozycje genetyczne. Dlatego eksperci podkreślają, że ważne jest zachowanie higieny układu ruchu.

- Zamykanie się w domu i rezygnacja z jakiejkolwiek formy ruchu to prosta droga do neurochirurga – podsumowuje dr Rutkowski.

Jak wygląda obecnie leczenie osób, które z bólami kręgosłupa trafiają do lekarza specjalisty? – U pacjentów ze wczesnymi zmianami stosujemy leczenie objawowe. Nie tylko terapia ruchem jest teraz ograniczona. Zabiegi rehabilitacyjne, w tym zabiegi wodne, są ogólnie mało dostępne – mówi dr hab. nauk medycznych Jan Blacha, ortopeda ze Szpitala Żagiel Med. w Lublinie.

Ta sytuacja, zdaniem profesora, musi się zmienić poprzez edukację. Ruchu wymagają wszystkie zmiany zwyrodnieniowe. U osób z niesprawnością, które są unieruchomione, skutki będą jeszcze gorsze, niż u osób zdrowych.

Wielogodzinne siedzenie przed komputerem, telewizorem i obniżona aktywność ruchowa to nie tylko początek chorób kręgosłupa, ale również chorób zwyrodnieniowych stawów. Nasze stawy nie są odżywiane przez naczynia krwionośne – Chrząstka stawowa odżywiana jest przez płyn stawowy. To ruch stawowy powoduje, że ten płyn krąży i odżywia tkankę – tłumaczy prof. Jan Blacha.

Ruch w tym wypadku to najlepsza profilaktyka. Jakie formy ruchu poleca profesor, aby zapobiegać chorobom stawów i kręgosłupa? – Najpierw uplastycznianie, rozciąganie, potem siła mięśni. Joga, pilates są dobre do uelastycznienia. Rowerek stacjonarny też jest bardzo dobrym pomysłem, ale tutaj już ćwiczymy mięśnie.

To, przed czym najbardziej przestrzega ortopeda to nagłe, intensywne ruchy, które mogą łatwo doprowadzić do kontuzji. – Intensywny ruch może być bardzo niebezpieczny, najważniejsza jest fazowość przechodzenia – podkreśla. Jeśli siedzimy przez kilka godzin przed komputerem to nie pójdziemy od razu biegać. – Po każdym maratonie mam więcej pacjentów – dodaje – Musimy startować od niskiego poziomu, a potem przejść do intensywniejszej formy ruchu. Nie można wzmacniać mięśni bez odpowiedniego treningu. Zaczynamy od powolnego przysiadu, trzymając się krzesła, potem szybszy przysiad, jeszcze szybszy. Później robimy przysiady bez trzymania, a następnie delikatne skłony do przodu i do tyłu. Starajmy się unikać wielogodzinnego siedzenia i robić przerwy. Regularny trening i wzrastająca aktywność pomogą nam osiągnąć etap, który poprawi nasze funkcjonowanie.

Najważniejsze, żeby dostosować ruch i aktywność do swoich możliwości w danym momencie. Niestety, popadamy zwykle w dwa rodzaje skrajności. Jedna polega na „rzucaniu się” w aktywność fizyczną bez odpowiedniego przygotowania. Druga z kolei, bardziej zgubna w skutkach, wiąże się z tym, że w ostatnim czasie przyzwyczailiśmy się do bezruchu. Eksperci zaznaczają jednak, że to od nas zależy jak postąpimy w obecnej sytuacji. Czy dalsza „normalność” będzie wiązała się z poddaniem się i stagnacją, czy znajdziemy w tej „odmienionej” rzeczywistości motywację do aktywności fizycznej, która posłuży naszemu zdrowiu.

* Neuropatie to choroby nerwów obwodowych o podłożu neurologicznym. Mają najczęściej związek z uszkodzeniem lub stanem zapalnym nerwu. Jako jedne z przyczyn neuropatii wymienia się urazy mechaniczne, niedokrwienie i ucisk. Przykładem neuropatii może być zespół cieśni nadgarstka.

Źródło: materiały ze spotkania prasowego z ekspertami Żagiel Med.

  1. Zdrowie

Kobiece miejsca intymne - jak się o nie zatroszczyć?

Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. (Fot. iStock)
Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Joni – symbol żeńskich narządów płciowych, przedstawiany w hinduskich świątyniach w kształcie kwiatu, trójkąta lub romboidalnego owalu. Przed wiekami otaczany czcią. A dziś?

Medycznie brzmiąca „wagina”, biblijne „łono”, pieszczotliwie – „muszelka”? Jak mówić o „kwiecie swojego sekretu”? I czy w ogóle jakoś go nazywać? Problemu z terminologią okolic intymnych do tej pory nie rozwiązali ani teoretycy języka, czyli językoznawcy, ani praktycy, czyli pisarze. Wszystkie znane w języku polskim określenia są albo zbyt medyczne, albo zbyt dziecinne, albo zbyt wulgarne, ewentualnie zbyt poetyckie. Jakoś nie udaje się uchwycić sensu w jednym trafnym słowie. Czyżby tabu nadal obowiązywało?

Zdaniem psychologów i terapeutów winny naszemu zawstydzeniu w mówieniu, a nawet myśleniu o – nazwijmy ją jednak Joni – jest trening czystości, jaki przeszłyśmy w dzieciństwie, czyli krytyka, a nawet kary w przypadku zbyt długotrwałego moczenia się, zawstydzanie dziewczynki, nauka, że „te miejsca” są „fe”, wstydliwe, należy je ukryć, a najlepiej w ogóle zapomnieć o ich istnieniu. Dziewczęta tak wychowywane nie tylko rzadziej myślą czy mówią o swoich narządach płciowych, ale też zmagają się z niejednym problemem fizycznym: ich waginy bywają „zaciśnięte”, jakby odcięte od reszty ciała, a to powoduje na przykład brak satysfakcji w seksie.

– A także napięcia mięśniowe, odczuwane w postaci bólu w trakcie kontaktu intymnego, podczas oddawania moczu czy zaburzenia czucia w okolicy warg sromowych – dodaje Jacek Sobol, terapeuta manualny. – Napięcie mięśniowe w miednicy małej jest ściśle powiązane z ogólnym napięciem układu nerwowego, a to skutkuje na przykład brakiem koncentracji, rozkojarzeniem czy bólami głowy.

Jeśli więc nie byłaś szczęściarą, której rodzice jako kilkulatce z pełną radością robili zdjęcia na golasa i po dziś dzień pokazują z upodobaniem, jak piękna byłaś w całości, a Joni najbardziej – możesz czuć się zakłopotana, nawet czytając ten artykuł. I z pewnością przyda ci się myśl, że Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. Lecz, gdyby przyszło ci do głowy popaść w drugą skrajność, to, aby nie było na nas, ostrzegamy: co prawda erotyczna bielizna, modna fryzura intymna czy uwodzicielski kolczyk to zdaniem wielu atrybuty nowoczesnej, wyzwolonej seksualnie kobiety; intrygująca przeciwwaga do ciepłych majtek, naturalnego owłosienia – ale jednak nie eksperymentujmy wbrew sobie. I miejmy pełną świadomość, że strefy intymne kobiety w wydaniu, w jakim stworzyła je natura, zasługują na adorację również bez poprawek. I że innowacje, na które mamy ochotę, nie szkodzą tym wrażliwym rejonom.

Troskliwa pielęgnacja

Skóra okolic intymnych to najdelikatniejsze miejsce ciała. Jej pH ma odczyn kwaśny (około 4,5), a to oznacza, że klasyczne mydło o odczynie zasadowym może niszczyć naturalny płaszcz ochronny. Specjalny płyn do higieny intymnej nie jest więc kolejnym wynalazkiem, który próbują ci wcisnąć specjaliści od marketingu. Jak go wybrać? Czytaj opisy na opakowaniach. Na liście składników czołowe miejsce powinien zajmować kwas mlekowy, który działa grzybobójczo i przeciwzapalnie (podobnie jak wyciąg z rumianku, nagietka czy macierzanki). Z kolei alantoina, wyciąg z lukrecji czy prowitamina B5 to najlepsi sojusznicy w zapobieganiu podrażnieniom. A preparat, który pomaga uniknąć nieprzyjemnej suchości, powinien mieć w składzie natłuszczającą lanolinę, glicerynę albo oleje roślinne. Furorę robią też probiotyki, bezkonkurencyjne w utrzymywaniu w ryzach mikroflory bakteryjnej. Preparat z ich dodatkiem warto sobie sprawić zwłaszcza podczas kuracji antybiotykowej.

Ważna jest bielizna, którą nosisz

Powinna być uszyta z „oddychających” materiałów, a najlepiej po prostu z bawełny. Szorstkie koronki czy wpijające się stringi mogą niepotrzebnie podrażniać wrażliwą strefę intymną. Anna Ulman, lekarz medycyny, specjalista ginekologii i położnictwa, odradza noszenie stringów na co dzień. Podobnie ostrożnie odnosi się do całkowitej depilacji włosów łonowych.

– Z punktu widzenia medycyny nadmierne owłosienie łonowe nie jest wskazane – tłumaczy. – Zatrzymuje resztki bakterii, co może powodować stany zapalne, odparzenia. Jednak całkowite pozbawianie się włosów także nie jest korzystne, gdyż pełnią one rolę warstwy ochronnej pomiędzy bielizną a ciałem.

Zdaniem Desmonda Morrisa, autora książki „Naga kobieta”, ów „welon natury” jest ważnym sygnałem wizualnym. W czasach, gdy chodziliśmy po świecie w strojach Adama i Ewy, wskazywał, że pod względem seksualnym kobieta jest już dojrzała. Widoczne owłosienie łonowe wzmacniało reakcję seksualną mężczyzny, a jego brak ją blokował. Zdaniem seksuologów działa ono także jak amortyzator oddzielający skórę mężczyzny od skóry kobiety podczas energicznego stosunku seksualnego.

Dziś modna jest tzw. braziliana, czyli całkowite usunięcie włosów. Choć może być seksowna i dodawać pewności siebie, to korzystna dla strefy intymnej nie jest. Dlatego lepiej wybrać mniej radykalne usuwanie owłosienia i poddać się mu w salonie kosmetycznym, woskiem, nigdy golarką. Zapobiegniesz wrastaniu włosków, krostkom i stanom zapalnym.

Wagina jako źródło siły

Pod takim tytułem prowadzone były warsztaty w ramach działalności portalu Seksualność Kobiet. Na zajęcia przychodziły kobiety w różnym wieku, od maturzystek po panie po pięćdziesiątce.

– Podczas spotkań zajmujemy się historią kobiecej seksualności, postrzeganiem narządów płciowych na przestrzeni wieków, legendami, mitami, czyli odczarowywaniem wagin – mówi Voca Ilnicka, założycielka portalu. – Oglądanie waginy w lusterku, jedno z ćwiczeń „do wykonania” w intymnym zaciszu domowym, oswaja z fizycznością. Kobieta bywa zaskoczona tym, co ujrzy. Pojawić się mogą silne emocje: niechęć, zaciekawienie, a nawet radość i zachwyt.

Kobiety, które zdecydowały się tego doświadczyć, twierdzą, że oswajają się z widokiem najintymniejszych części swojego ciała, poznają indywidualną budowę. Jeśli miały wcześniej problem z zaakceptowaniem siebie w całości, mogą to zmienić. Zaczynają myśleć: „każda część ciała warta jest szacunku, jest mną”. Niby żyjemy w czasach bez tabu, a jednak sporo kobiet wciąż myje intymne rejony pospiesznie i z zawstydzeniem, nie chce też by partner całował te miejsca lub dotykał.

– O seksie nauczyliśmy się już rozmawiać – tłumaczy Voca Ilnicka. – Jakie techniki preferujesz, czy stosujesz antykoncepcję, jak możesz zadowolić partnera – na takie rozmowy mamy większe przyzwolenie. Czasem przyjmuje to nawet postać dyktatu, nie przyznamy się do niechęci. Ale seksualność to nie tylko to, co dzieje się w sypialni. Oswajanie miejsc intymnych to ważny element kobiecej świadomości. Można przecież depilować je zgodnie z najnowszymi trendami, ozdabiać piercingiem, a jednocześnie odrzucać tę część ciała. Wtedy, mimo pozorów, trudno będzie czerpać radość z seksu i miłości – kwituje.

Poniżej ćwiczenia na rozluźnienie napięć i ukrwienie okolic intymnych

1. Połóż się na plecach, zegnij nogi w kolanach, stopy oprzyj na ziemi. Ręce połóż w okolicy podbrzusza. Biorąc wdech, podciągnij dłońmi brzuch do góry. Następnie połóż dłonie nad pępkiem i przy wydechu spychaj brzuch w dół. Wykonaj te ruchy kilkanaście razy. Poczuj, jak twoje ciało reaguje na ten masaż.

2. Rozszerzona wersja tego ćwiczenia – na wydechu nie spychaj brzucha w dół, zostaw ręce w punkcie, do którego podciągnęłaś go przy wdechu. Przy kolejnym spróbuj podciągnąć go jeszcze wyżej, przy wydechu nie rób nic. Kiedy poczujesz, że brzuch nie chce się już wyżej podciągnąć, przy wydechu popchnij go dłońmi w dół.

3. Stań w rozkroku. Prawą nogę ugnij w kolanie, lewą trzymaj wyprostowaną, przykucnij. Nie skręcaj miednicy, patrz prosto przed siebie. Poczuj mięśnie wewnętrznej strony lewego uda. Następnie zmień nogi. Wykonaj to ćwiczenie kilka razy.

Źródło: Specjalistyczna Poradnia Rehabilitacyjna ORTO

  1. Seks

Nie wstydźmy się seksualnych pragnień - skąd się biorą zahamowania u kobiet?

Często zapominamy, że kobieca i męska seksualność powinny być na równych prawach. (fot. iStock)
Często zapominamy, że kobieca i męska seksualność powinny być na równych prawach. (fot. iStock)
Najsilniejszy impuls w kierunku orgazmu da nam zmiana, do której musi dojść w głowie. Zadowalanie innych kosztem własnej przyjemności to pułapka, w którą wiele z nas wpada – pisze Marja Kihlström w swojej książce „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko.”

W wierzeniach związanych z seksualnością kobiece żądze wciąż pozostają na marginesie lub są podporządkowane przyjemności mężczyzny, a kobieta aktywna seksualnie przedstawiana jest jako nimfomanka. Psychoanalityczka Elina Reenkola trafnie wykorzystuje przykłady z „Kalewali” i „Metamorfoz” Owidiusza we własnej książce „Lumoavan pelottava nainen” (z fin. „Czarująco potworna”). Bohaterka „Kalewali” Louhi jest kobietą zmysłową, nierządnicą, często opisywaną jako brzydka, bezzębna, okrutna wiedźma. Reenkola rozważa, czy Louhi – podobnie jak Meduza w mitologii greckiej – mogła być z początku piękną panną, na którą ze względu na podejście do seksualności rzucono zaklęcie brzydoty. W poemacie Owidiusza Meduza współżyła z bogiem morza Posejdonem, czym rozwścieczyła Atenę, która następnie zamieniła jej złote włosy w węże. Kobiecą seksualność przez wieki postrzegaliśmy jako nieokiełznaną siłę i niebezpieczeństwo. Chcieliśmy ją ujarzmić i ograniczyć.

Na pewno niejedna kobieta, która miała wielu partnerów seksualnych, na jakimś etapie życia doświadczyła poczucia winy – całkowicie niepotrzebnie. Nie tylko historia, ale i współczesne społeczeństwo mogą umacniać dawne stereotypy – w wypowiedziach niektórych mężczyzn chętne kobiety regularnie przedstawiane są jako przerażające, narzucające się. Z pewnością wiele z nas przyzwyczaiło się już do wyrażeń typu „dziwka” czy „puszczalska”. Najlepiej puszczać to wszystko mimo uszu. Na szczęście większość mężczyzn ceni u kobiet aktywność seksualną. Pożądanie i przyjemność kobiety to czynniki, które tworzą ramy długich, szczęśliwych związków, a życiu w pojedynkę nadają radosny pęd. Kobieta ma pełne prawo do ochoty na seks i żądania przyjemności; jej cielesność jest całkowicie równa cielesności mężczyzny.

- Chciałabym, żeby kobiecy orgazm i pożądanie były bardziej eksponowane; żeby i o jednym, i o drugim rozmawiano otwarcie, bez obaw o napiętnowanie. Często mam wrażenie, że ze swoimi pragnieniami nie mieszczę się w ciasnych ramach, w które społeczeństwo wciska kobiecą seksualność. To frustrujące. Kobiecy orgazm niepotrzebnie jest tematem tabu, a jeśli nawet nie tabu, to przynajmniej czymś, co wzbudza ogólną konsternację. My też chcemy dojść, i to bardzo - zaznacza 25-letnia kobieta.

Kiedy badamy własną seksualność, niechybnie natykamy się na uczucia wstydu, winy, strachu i wewnętrznej blokady, które w którymś momencie z nią powiązaliśmy. Negatywne emocje mogą się w nas rozwinąć w bardzo wczesnym wieku albo znacznie później. Kiedyś na plaży zwróciłam uwagę na matkę i jej okołoroczne maleństwo. Dziewczynka siedziała zadowolona na ręczniku bez pieluchy i z ciekawością badała rączkami swoją waginę. Zauważywszy to, matka zbeształa ją mocnymi słowami, kazała zabrać stamtąd ręce, a potem szybko ubrała w pieluchę i kostium kąpielowy.

To dobry przykład tego, jak wcześnie mogą się zrodzić związane z seksualnością lęki i zahamowania. Strofując córkę, matka powiązała dotykanie siebie z czymś złym i wstydliwym, czego małe dziecko nie jest jeszcze w stanie zrozumieć – dla niego wszystkie części ciała są tak samo cenne i interesujące. Jeśli takie sytuacje będą się powtarzać, to seksualny rozwój dziecka może ulec zaburzeniu.

Pewna klientka opowiedziała mi kiedyś, jak w wieku szkolnym odkryła tajemnicę przyjemności płynącej z masturbacji, ocierając się o prześcieradło. Podniecenie i orgazm całkowicie ją zafascynowały. Pewnego dnia do jej pokoju w najmniej odpowiednim momencie weszła matka. To, co zobaczyła, bardzo ją rozgniewało, zaczęła krzyczeć, wyzywać dziewczynkę od brudnych i zabroniła jej kiedykolwiek robić to jeszcze raz w jej domu. Sytuacja wywołała w dziewczynce ogromny dyskomfort, wstyd i poczucie winy. Od tej pory masturbowała się już tylko, gdy miała pewność, że jest sama w domu – jednak nawet wtedy czuła się brudna, a w jej głowie pobrzmiewały echa słów matki.

Nawet jednorazowy epizod w życiu młodej osoby może nabrać dużego znaczenia. Ten przypadek analizowałyśmy na terapii z klientką, kiedy była już dorosła. W okresie dojrzewania tak czy inaczej jesteśmy bardzo uwrażliwieni – hormony przejmują kontrolę nad naszym umysłem, a ciało zmienia się bardzo szybko. To sprawia, że z dużo większą łatwością niż na innych etapach życia możemy się poczuć niewystarczający.

Czasami najboleśniejsza krytyka spotyka nas ze strony naszych partnerów. Na przykład, obniżone libido może zostawić głęboką ranę na seksualnej samoocenie kobiety, o ile nie będzie miała z kim o tym porozmawiać. Ciało kobiety może też zostać skrytykowane w okrutny sposób, kiedy między dwojgiem ludzi pojawia się przemoc fizyczna.

To bardzo ważne, żeby każda z nas rozpoznała, gdzie leżą jej własne granice i odważyła się ich bronić. Kiedy druga osoba je narusza, może nas to zranić dużo głębiej niż mogłybyśmy przypuszczać. Na pewno nie warto na to pozwalać tylko po to, żeby sprawić komuś przyjemność. Nawet w związkach nie zawsze trzeba zgadzać się na seks wyłącznie dlatego, że chce go druga osoba. Chęć zadowolenia partnera może jednak tkwić bardzo głęboko w nas. Praca nad oduczeniem się pewnych nawyków może zająć dużo czasu – a nawet wymagać terapii.

Najważniejsze, żebyśmy nauczyły się dwóch słów: tak i nie. Czas rozprawić się z mitami mówiącymi o tym, jaka ma być „prawdziwa” kobieta. My też możemy być aktywne i chętne, mamy prawo powiedzieć „tak” bez strachu, że zostaniemy posądzone o rozwiązłość. Jeśli mężczyzna nie może zaakceptować silnej seksualnie kobiety, to jego problem. Kobiety mają prawo do równej pozycji w sprawach intymnych i nie muszą nikomu się podporządkowywać. Jeśli kobieta chce cieszyć się dynamicznym życiem seksualnym z wieloma partnerami, to jest jej wybór. Sytuacje, które opisałam powyżej, prędzej czy później doprowadzą do tworzenia się wewnętrznych blokad, które wpłyną na nasze pożycie negatywnie.

- Pamiętam, że raz, kiedy kochaliśmy się  „na łyżeczki”, pomyślałam, jak to dobrze, że partner nie może w tej pozycji dostrzec, jak z bólu zagryzam zęby. Do dziś nie wiem, dlaczego tego nie zatrzymałam – wspomina 20-letnia kobieta.

„Tak” warto wypowiedzieć na głos, kiedy pragniemy seksu z drugim człowiekiem. Natomiast słowo „nie” może przydać się wielu kobietom już po tym, kiedy się na seks zdecydują. Z dbałości o własne granice i przyjemność, powinnyśmy umieć zakomunikować partnerowi, że czegoś nie chcemy, że coś sprawia nam ból lub po prostu – że chcemy zakończyć grę.

Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności”. Jeśli masz poczucie, że w twojej sferze seksu jest wiele blokad i ograniczeń i nie potrafisz czerpać satysfakcji ze swojej seksualności – ta książka może być dla ciebie.

  1. Seks

Waga waginy - jak kobiety odkrywają swoją seksualność?

O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. (Fot. iStock)
O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. (Fot. iStock)
Naprawdę rzadko zdarza się, żeby dziewczynkom pozwalano na poznawanie swojej waginy, odkrywanie jej złożonej budowy. To paradoks, że więcej praw do oglądania i dotykania naszego „seksualnego serca” mają wszyscy inni, a nie my same. Kobietom potrzeba wiedzy o samych sobie – mówi terapeutka Olga Haller.

Nie ma dobrej nazwy – „wagina”, „pochwa” brzmią raczej okropnie, wszystkie inne określenia też są ryzykowne... Musi być więc problem również z myśleniem o tej części ciała, myślimy przecież słowami... Trudne są te określenia, ponieważ obarczone nadmiarem wstydu, braku akceptacji oraz zakazami. Nazywają to, co ukryte i nieprzyzwoite.

Wagina to miejsce centralne kobiety. Łączy ciało i duszę, tam zagnieżdża się życie, mieszka rozkosz i ból, a to, co zewnętrzne, łączy się z tym, co wewnętrzne. Dlatego podoba mi się określenie „seksualne serce”. Bo rzeczywiście – wagina to część ciała pulsująca, ukrwiona, żywa. Ta z rozchylonymi wargami mniejszymi kształtem może przypominać serce. Jest bardzo fizyczna – umięśniona, unerwiona i fizjologiczna, ze swoistymi funkcjami, wydzielinami, umiejscowiona blisko narządów wydalania. Zarazem jednak bardzo delikatna, wrażliwa, reaktywna – dzięki temu związana z emocjami i uczuciami. Jest narządem fizycznej miłości i siedliskiem odczuć seksualnych. Wreszcie to brama w głąb, do macicy, gdzie powstaje życie.

Słowo „wagina” jest coraz chętniej używane przez kobiety na określenie narządów płciowych z wyłączeniem macicy. Słowo „pochwa” nie jest lubiane. Ja też go nie lubiłam. Potem odkryłam, że odpycha mnie zawarty w nim aspekt bierności. Bo pochwa to przecież futerał na miecz – rzecz, która sama w sobie nie ma znaczenia, istnieje tylko dlatego, że miecz jej potrzebuje, a nie odwrotnie.

Życie seksualne to nauka. Ukryte zostaje ujawnione, obrasta znaczeniami i doświadczeniami... Kobiety nie mają w tej sferze łatwej autoedukacji. Nasze narządy płciowe są ukryte, trzeba się natrudzić, by tam zajrzeć. Na szczęście dzieci bawią się, kucając, to zwykle dobra okazja dla dziewczynek, żeby dojrzeć coś interesującego. Ale kto z dorosłych pozwala im na swobodne zainteresowanie i eksplorowanie złożoności sromu, cipki, pisi, jakkolwiek TO nazywamy? Nawet bardzo postępowe mamy lękają się, widząc badawcze działania swoich córeczek. Że się uszkodzą, przeniosą zarazki. Najczęściej boją się na wyrost. My, rodzice, zwykle nie czujemy się pewnie z intymnymi częściami własnego ciała, więc trudno nam swobodnie i trafnie reagować. A dziecku potrzebna jest prosta wiadomość, czym jest to, co widzi między nogami. Dziewczynki i chłopcy mają prawo być ciekawi, poznawać swoje ciała i widzieć, że mamę i tatę to cieszy, że rodzice są gotowi odpowiadać na pytania.

Zaskakuje mnie, jak często dzieci po kryjomu demonstrują swe tajemnice. Mnie to ominęło, niestety. I jakoś chyba zaszkodziło, czułem się gorszy, że ich nie znam... Kobiety podczas warsztatów przypominają sobie takie doświadczenia. Ciekawość różnic między chłopcami a dziewczynkami jest motorem zabaw i kontaktów, a gdy zostanie zaspokojona, odchodzi na dalszy plan. Jednak naprawdę rzadko zdarza się, żeby dziewczynki miały pozwolenie na poznawanie swojej waginy, odkrywanie jej złożonej budowy, dowiadywanie się o przeznaczeniu jej szczegółów. O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. Chłopcy za swą wolność płacą niepokojem, czy ich penisy mają właściwe rozmiary. Ale my i tak szybko to nadrabiamy, martwiąc się o proporcje innych części ciała…

W dzieciństwie chłopcy natrętnie próbują podejrzeć tajemnice dziewczynek. A te wysiłki spotykają się ze wstydem i przemilczeniem ze strony rodziców. Jedno i drugie jest bardzo kłopotliwie. Dorośli powinni z dziećmi rozmawiać. Co nazwane, oswojone, łatwiej poddaje się zdrowej kontroli. Znalazłam bardzo ciekawą stronę dla nastolatków w Internecie, gdzie w prosty, rzeczowy sposób lekarka objaśnia budowę i funkcję narządów płciowych kobiety i mężczyzny, pokazując to na przykładzie młodych osób obu płci. Omawia, dotykając dłonią w rękawiczce penisa, moszny, warg sromowych, łona. Najpierw czułam się nieswojo, patrząc na żywe osoby w roli modeli. Szybko jednak się oswoiłam. Zero zawstydzenia, dwuznaczności. Dokładnie tyle wiedzy, ile trzeba, żeby się dowiedzieć – bez konieczności domyślania się, wysilania wyobraźni. Kolejny raz pożałowałam, że sama nie mogłam otrzymać informacji w tak zwykły sposób od mamy lub innej zaufanej dorosłej osoby.

Kobietom potrzeba wiedzy o nich samych. A w sprawie waginy jest kompletne poplątanie – więcej praw do jej dotykania i oglądania mają wszyscy inni, a nie my same. To częste zjawisko, że dziewczyny poznają przyjemność seksualną z pieszczoty sromu, gdy pozwolą na to chłopakowi, wcześniej nie wypróbowując tego nigdy z samą sobą. Czy to nie nonsens?

Bywa, że w tych pierwszych doznaniach zaskakuje nas własna fizjologia – zmiana oddechu, siła podniecenia, śliskie i mokre wydzieliny, ich intensywny zapach. Jeśli dziewczyna nie wie dokładnie, co się dzieje, a jej podniecenie narasta, to bardzo łatwo jej się zagubić w tym zupełnie nowym, pełnym intensywnych cielesnych odczuć świecie kontaktów damsko-męskich. Oczywiście, chłopakom taka bezstronna wiedza podana przez zaufaną osobę jest także niezbędna! Też będzie im łatwiej, gdy poznają wygląd, budowę i fizjologię narządów płciowych swoich i kobiecych.

Prędzej czy później lądujemy w łóżku. I tam bywa różnie – tyle obaw, nieporozumień, czasami nieudolności. Prawie zawsze na początku jest wiele zaskoczeń... Często zdarza się, że nastolatka podczas pettingu jest zaskoczona intensywnością doznań chłopaka. Nie rozumie także, dlaczego on tak bardzo chce dotykać jej wstydliwego, „nieczystego” sromu. Dziewczyny odkrywają, że mają coś, co mocno działa na chłopaka. Ta determinacja jego dłoni, niecierpliwość w palcach, narastające podniecenie daje im poczucie nowej dziwnej mocy. Czasem ulegają temu złudzeniu i podrywając chłopaków, wykorzystują te władzę. Polując, same stają się jednak łupem. Kiedy nie mają wystarczającej wiedzy nabytej od dorosłych ani dobrego kontaktu ze swoim ciałem, pozwalają na więcej, niż chcą, bo nie wiedzą, czego chcą, co się właściwie z nimi dzieje. Trudno wtedy o kontrolę rozumu, o zdrowe decyzje. To źródło niechcianych ciąż i zakażeń chorobami przenoszonymi drogą płciową. Dziewczyny dojrzałe fizycznie, a nieprzygotowane emocjonalnie i intelektualnie, dosłownie oddają swoje waginy w używanie przypadkowym partnerom. Podobnie dorosłe kobiety. Uprawiamy seks – małżeński albo nie, zachodzimy w ciąże i rodzimy dzieci, a nie odczuwamy związku z naszymi waginami. Często, odnajdując potrzebę udziału w kobiecej wspólnocie, zaczynamy wędrówkę do odnalezienia łączności ze swoją waginą. Wraz z nią wraca do nas poczucie mocy, sprawczości, twórczości. Wiele warsztatów o kobiecości i seksualności zachęca do tego. Najczęściej trafiają tam kobiety, których nie zadowala ich życie.

Ciekawe, że wiele kobiet odkrywa masturbację po raz pierwszy w dorosłym życiu albo na nowo, kiedy w ich związku pojawiają się jakieś trudności, najczęściej seksualne. Kiedy seks ustaje albo gdy dochodzi do rozwodu. Wtedy dopiero zaczyna się powrót do siebie. Nie wierzę, że kobiecie uda się zbudować prawdziwe oparcie w sobie bez odzyskania kontaktu ze swoją waginą.

Jak to zrobić? Wysłuchałam ostatnio relacji z ceremonii spotkania z własną waginą przeprowadzonej w kobiecym kręgu. Duża, ciepła sala, przyciemnione światło, miękkie zasłony w oknach, materace. Przy każdym lusterko, latarka. Uczestniczki przyszły ubrane tylko w pareo. Przy muzyce stopniowo się zrelaksowały i wszystkie w skupieniu przystąpiły do spotkania ze swoim „seksualnym sercem”. Wielu z nas przydałaby się taka ceremonia powrotu do siebie i do własnej siły.

Ciekawe, czy wiele kobiet jest chętnych na taki seans? Z relacji wiem, że małe dziewczynki same czasami odkrywają zdumiewające możliwości swego organizmu, chociaż nie znają nawet jeszcze słowa „orgazm”... O tak, wiele kobiet na warsztatach opowiada o swoich dziecięcych orgazmicznych doznaniach, np. przy okazji kołysania się okrakiem na poduszce czy misiu i w wielu innych sytuacjach. Organem, który szczególnie mocno reaguje, jest łechtaczka, a jej nazwa pochodzi oczywiście od czynności łechtania tego narządu, „wielce przydatnego, by zachęcać kobiety do aktu płciowego” – jak pisał starożytny grecki lekarz. Normalne, a nawet wskazane jest być za pan brat, czy za panią siostrę... ze swoją waginą: uznać ją za swoją, dobrze się czuć z jej wyglądem, kształtem warg sromowych, łechtaczki, z jej kolorem, zapachem. Zachęcam kobiety, by trenowały taki rodzaj patrzenia, który pozwoli im otworzyć się na samą siebie. Tak jakby patrzyły na różę albo inny kwiat, który kojarzy się z joni. Oglądaj jej płatki, dotykaj, wąchaj, smakuj, nie oceniaj, po prostu patrz i przyjmuj ją taką, jaka jest.

Olga Haller, psycholożka, terapeutka Gestalt, prowadzi wraz z mężem Adamem Centrum Counsellingu Gestalt w Krakowie.

  1. Seks

O wyjątkowości kobiecej seksualności

Seksualność kobiety w szczególny sposób zależy od etapu, na którym ta kobieta się właśnie znajduje. Dlatego wraz z życiową zmianą trzeba ją zbudować na nowo. (Fot. iStock)
Seksualność kobiety w szczególny sposób zależy od etapu, na którym ta kobieta się właśnie znajduje. Dlatego wraz z życiową zmianą trzeba ją zbudować na nowo. (Fot. iStock)
Seksualność kobiety w szczególny sposób zależy od etapu, na którym ta kobieta się właśnie znajduje. Dlatego wraz z życiową zmianą trzeba ją zbudować na nowo. Dlaczego wciąż jeszcze jest to dla nas temat tabu – wyjaśnia psycholożka kliniczna i psychoterapeutka Katarzyna Kobyłecka-Bal.

Co to znaczy być kobietą seksualną?
Zgodnie z definicją za seksualne uznajemy to, co dotyczy naszej płci i zaspokajania popędu płciowego. Odpowiadając sobie na to pytanie, każda z nas ujmie na swój sposób, jak wyraża własną seksualność, na ile jest w tym obszarze wobec siebie szczera, czy zna swoje preferencje i czy odnajduje tu osobistą satysfakcję. Nasza seksualność realizuje się na kilku poziomach. Na najniższym, biologicznym, kierowani jesteśmy odruchami i fizjologią  (w tym układu hormonalnego i nerwowego), a celem jest prokreacja.

Kolejny poziom – nazwijmy go psychologicznym – odwołuje się do przeżyć emocjonalnych, a jego celem jest doświadczanie przyjemności i rozkoszy. Na tym poziomie doświadczamy siły popędu seksualnego i tu zapisuje się nasza seksualna pamięć. W tej ostatniej zbieramy wszystkie przeżycia związane z seksualnością, które często wracają jako wzorce przeżyć. Dlatego wszelkie urazy i zranienia w sferze płciowości mogą rzutować na całe życie. Szczególnie te dotyczące pierwszych przeżyć, ponieważ działa tu tak zwany imprinting, czyli prawo pierwszych połączeń. Ostatni poziom, duchowo-intelektualny, jako cel stawia przeżycie miłości. W tym obszarze ogromną rolę odgrywa nasza samoświadomość, wyznawany system wartości czy poglądy religijne.

Od czego zależy to, jak przeżywamy naszą seksualność?
Przede wszystkim od czasu i miejsca, w którym żyjemy, czyli naszego przekazu kulturowego, a także od psychobiologicznej komponenty, tak zwanego temperamentu seksualnego. Dla przeżywania seksualności bardzo ważny jest rodzaj relacji łączącej nas z partnerem, w tym zaufanie, jakim go darzymy. Dlatego gdy kłócimy się poważnie z ukochanym, seks następujący w tym czasie możemy postrzegać jako wymuszony obowiązek, a nie intymność, otwarcie czy samospełnienie. Zaopiekowane, zmysłowo uwodzone i bezpieczne, zapewne szybciej poczujemy ochotę na seks, a sama sytuacja będzie przyjemnością. W kwestiach zaufania ważny jest także temat granic, bo w seksualności kobietom trudno jest wyznaczać sensowne granice i odnaleźć się pomiędzy kulturowo narzuconą uległością a agresywną reakcją, gdy brakuje im wprawy w wyrażaniu siebie w tej sferze lub nie są przyzwyczajone do tego, by te granice wyznaczać w sposób asertywny. Konsekwencją niewyznaczania granic może być brak zdrowego kontaktu ze swoją kobiecą częścią w jej osobistym wymiarze i w oddzieleniu od tego, czego chcą inni, co sugeruje otoczenie czy co jest ogólnie przyjęte.

Jak zacząć budować kontakt ze swoją seksualnością, jeśli czujemy, że mamy z nią kłopoty?
Z racji mojego wykształcenia myślę, że dobrym pomysłem jest odwiedzenie specjalisty seksuologa klinicznego lub certyfikowanego psychoterapeuty specjalizującego się w problemach natury seksualnej. Nie wyklucza to drogi samopoznania, polegającej na obserwowaniu własnych preferencji, ograniczeń i granic, w jakich czujemy się dobrze; na patrzeniu, co sprawia nam przyjemność, co chciałybyśmy poznać, co rozwijać, czego chciałybyśmy doświadczyć. Z uwagą i szacunkiem możemy przyglądać się swoim fantazjom seksualnym, by inspirować się nimi, ale odróżnić jednak od rzeczywistych erotycznych potrzeb. Niezmiernie ważne jest, by posiadać rzetelną wiedzę w tym zakresie i móc przekazać ją partnerowi ku rozwojowi wzajemnej relacji. To o tyle istotne, że kobietom kulturowo wpaja się, że to mężczyzna będzie wiedział, jak doprowadzić je do orgazmu. A taka nadmiernie pasywna postawa, na zasadzie „niech się domyśli”, jest dużym błędem.

Zwłaszcza że kobieta może zadbać o swoje spełnienie, nie korzystając z oferty mężczyzny. Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że 11–20 proc. kobiet regularnie uprawia masturbację.
Masturbacja jest chyba bardziej powszechna niż się to deklaruje. Przypuszczam jednak, że znacznie mniej kobiet w porównaniu do mężczyzn korzysta z tej formy przyjemności seksualnej. Z praktyki psychoterapeutycznej wiem, że autoerotyka nadal jest kwestią wstydliwą i często jestem pytana, czy na przykład skoro ma się regularnego partnera, masturbowanie jest czymś normalnym. A przecież płynie z niego wiele korzyści. Z pewnością jest to forma aktywności seksualnej najlepiej oddająca ideę bezpiecznego seksu, służy samopoznaniu, dostarcza natychmiastowego rozładowania napięcia i rozluźnienia, z czego potrafią skorzystać już malutkie dzieci. A dbając o swoją satysfakcję seksualną, kobiety będą wyżej oceniały ogólne zadowolenie z życia.

Dlaczego wstydzimy się tego, co nas podnieca i daje spełnienie?
Przede wszystkim dlatego, że jesteśmy tego nauczone. Poza tym nie potrafimy rozmawiać na ten temat, więc trudno zweryfikować, co jest dzielone przez innych. Na to miejsce zjawia się wstyd i poczucie, że to, co przeżywam, jest nienormalne, i że nie mogę o tym nikomu opowiedzieć. Kobiecie nadal nie przystoi być nadmiernie rozerotyzowaną ani też otwarcie mówić o swoich erotycznych fantazjach. Blokować może też nieumiejętność dostrzeżenia zasadniczej różnicy między fantazją a jej realną realizacją. Mogę fantazjować o tym, jak ekscytują mnie na przykład różne scenariusze krążące wokół motywu bycia porwaną i uprowadzoną, ale cały czar napięcia prysłby zapewne, gdyby przeżywać to w warunkach realnej obawy o własne życie, cielesną nienaruszalność czy wolność.

A czy pornografia może pomóc w wyzwoleniu seksualnym?
Uważam, że pornografia bazuje na obrazie kobiety urzeczowionej, sprowadzonej do seksualnego obiektu – zabawki służącego do realizacji seksualnych potrzeb i fantazji mężczyzny. Zawsze zresztą dziwi mnie ten popularnopornograficzny scenariusz zbliżenia między mężczyzną i kobietą, rozpoczynający się od fellatio, przechodzący przez stosunek genitalny i obowiązkowo zakończony męskim wytryskiem. Zastanawiam się wtedy, w którym momencie tej fantazji kobieta może odnaleźć choćby ochłapy prawdziwej i zdrowej seksualnej satysfakcji. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to pewien poziom fantazji, jednak jej popularność i powszechna dostępność, przy prawie całkowitym braku edukacji seksualnej czyni potworne spustoszenie w naszej sferze intymnej. Tak wyedukowani mężczyźni – a dla wielu osób pornograficzne produkcje są pierwszym i głównym źródłem wiedzy o seksie – nie mają pojęcia o kobiecej seksualności czy choćby podstawowych strefach erogennych, a co więcej, mogą zostać kulturowo zimprintowani, by nie postrzegać partnerki w tej sferze jako osoby z konkretnymi potrzebami, pragnieniami  i uczuciami.

Pornografia jest też najczęściej pełna scen przemocy wobec kobiet. Powstaje więc obawa, czy jej częste oglądanie nie spowoduje wzrostu zachowań podobnych do obserwowanych. Obraz taki modeluje, poza postawami przemocowymi, niezważanie na potrzeby partnerki. Szkodą jest też wkładanie młodym kobietom do głów, że satysfakcja partnera odbywa się jedynie poprzez jej uprzedmiotowienie i wyzbycie się własnej przyjemności oraz zgadzanie się na wszystko. Wiem, że powstają różne produkcje, jednak mainstreamowy przekaz pornograficzny jest dla kobiet bardzo niebezpieczny.

Bardzo często nasza seksualność ginie w anachronicznych wyobrażeniach, które zwykle sprowadzają się do takich emocji, jak wstyd, wina, strach. Co z tym robić?
Z jednej strony wynika to z tabuizacji samego tematu płciowości, szczególnie w odniesieniu do seksualności kobiecej. Sam język polski w swojej warstwie słownej najmocniej odzwierciedla, jak ważnym i niezręcznym tematem jest nasza płciowość. Zwykle nie znajdujemy słów, by swobodnie i bez nadmiernego skrępowania móc mówić o seksie – język staje się w tym momencie albo infantylny, albo bezosobowo medyczny, albo zwyczajnie wulgarny. Kultura – w przeciwieństwie do natury – jest tworem sztucznym, budowanym przez nas samych. Dlatego ważne jest, by dzieci mogły rozmawiać o własnej seksualności w domach, aby to od rodziców i innych ważnych bliskich uczyły się kultury słownej w tym zakresie, szacunku do siebie nawzajem i tolerancji wobec inności drugiego człowieka. Nasza płciowość rozwija się od narodzin, dlatego trudno przecenić wagę dobrej bazy w postaci merytorycznej wiedzy i właściwej edukacji.

Jak zatem zadbać o swoją dobrą seksualność?
Dbając o wszechstronny rozwój własny, o stawanie się sobą na różnych poziomach, o rozpoznawanie siebie w różnych rolach, ale też poznając własne granice i preferencje, a także budując dobrą komunikację szczególnie z osobami najbliższymi, w tym oczywiście z partnerem. Myślę, że u nas, kobiet, w szczególny sposób seksualność zależy od etapu życia, na jakim jesteśmy. Inaczej bowiem realizuje ją młoda kobieta, inaczej matka niemowlaka, a jeszcze inaczej kobieta doświadczająca zmian okołomenopauzalnych, fizycznego starzenia się, zmagająca się ze skutkami chorób lub problemami z utrzymaniem ciąży. Na każdym z tych etapów konieczne jest zbudowanie się na nowo, by odnaleźć, jak zawsze niezmienny i konstytuujący nas archetyp silnej, oswobodzonej kobiety.

Katarzyna Kobyłecka-Bal, psychoterapeutka, specjalistka II stopnia psychologii klinicznej, diagnostka, biegła sądowa. Zajmuje się diagnozą i terapią osób z zaburzeniami z kręgu psychoz, nerwic, zaburzeń osobowości, zaburzeń adaptacyjnych, lękowych i depresyjnych.