1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Cztery wymiary kobiecości: Amazonka, Hetera, Pośredniczka, Matka - test

Cztery wymiary kobiecości: Amazonka, Hetera, Pośredniczka, Matka - test

fot.123rf
fot.123rf
Kiedy jednowymiarowa kobiecość już nam nie wystarcza, intuicyjnie chcemy zmiany. To drzemiące w nas cztery boginie wzywają nas do niej. Każda kobieta może mieć dostęp do czterech odmiennych energii kobiecości jednocześnie. Rozpoznanie ich jest ważnym krokiem samopoznania i wskazówką do rozwoju. Wykonanie testu pozwoli ci dowiedzieć się jaką kobietą jesteś i jaką potrzebujesz się stać.

 To od naszego „ego”, męskiego pierwiastka w nas kobietach, zależy stosunek do własnej kobiecej natury. Kobieca siła nigdy nas nie opuszczała, ale często nie czułyśmy jej, wątpiłyśmy w nią, przerażała nas. Zwalczałyśmy ją, blokowałyśmy, próbowałyśmy kontrolować, odseparować się od niej. Zdarzało się, że zdradzałyśmy siebie dla naszych mężów, dzieci, kochanków, ideologii. Przychodzi jednak moment, że zaczynamy uwalniać się od tego lęku. Kobiecość, jaką poznajemy w naszych matkach, ciotkach, babkach wydaje nam się często bezużyteczna, słaba, niepełna. Wtedy próbujemy szukać jej samodzielnie. Jedne z nas uciekają na przykład w rolę matki, strażniczki ogniska domowego, inne kobietę biznesu, feministkę. Jedne wyśmiewają potrzebę macierzyństwa jako iluzję stworzoną przez społeczeństwo, inne za nic mają ambicje zawodowe. Dlaczego? Bo każda z nas pod wpływem wychowania, własnych predyspozycji uzyskuje dostęp tylko do jednej, najwyżej dwóch wymiarów własnej kobiecości. Ale ta jedno czy dwuwymiarowość jest niewystarczająca. Kobiety, które tęsknią za pełnią, za mocą, potrzebują sięgać po swoją czterowymiarowość. Możemy być silne i twórcze jak Amazonka, pełne miłosnego żaru jak Hetera, współodczuwające i intuicyjne jak Pośredniczka i kochające jak Matka. Szerzej o boginiach przeczytasz w artykule „Moc kobiety - obudź w sobie cztery boginie”.

TEST

Spośród poniższych zdań zaznacz te, z którymi się zgadzasz, które ciebie określają, które do ciebie pasują. Następnie podlicz ile zebrałaś liter A, B, C i D. Ich ilość pokazuje, ile masz w sobie Amazonki, Hetery, Pośredniczki i Matki.

1. Trudno ci się komuś podporządkować, wolisz być zwierzchniczką niż podwładną. W twojej hierarchii wartości wysoko stawiasz niezależność. A

2. Zawsze rozczulały cię małe dzieci. D

3. Na pierwszym miejscu stawiasz swój związek. B

4. Doskonale wiesz, co czują inni ludzie. C

5. Decyzje podejmujesz szybko i zazwyczaj nie dręczą cię wątpliwości. A

6. Dobrze się czujesz, gdy wspierasz mężczyznę. B

7. W twojej hierarchii wartości rodzina plasuje się wysoko. D

8. Pociągają cię zawody i zajęcia, dzięki którym możesz pomagać innym. C

9. Mówią o tobie, że jesteś logiczna i błyskotliwa. A

10. Dobrze czujesz się w roli przewodniczki. Ludzie często ci się zwierzają. Bywasz negocjatorem albo obrońcą. C

11. Posiadanie dzieci jest dla ciebie czymś naturalnym. D

12. Zawsze z kimś byłaś, uważasz że życie w pojedynkę nie ma smaku. B

13. Działanie nie sprawia ci problemu, masz siłę by idee wprowadzać w czyn. A

14. Bez problemu mówisz co czujesz. Jesteś otwarta i ufna. B

15. Potrafisz bronić swoje dziecko jak lwica. D

16. Kierujesz się w życiu intuicją. C

17. Masz kłopot z wyrażaniem uczuć. Może masz opinię egoistki. A

18. Masz silne przeczucia, nie lękasz się irracjonalizmu. C

19. Rola żony czy partnerki jest dla ciebie ważna. B

20. Sprawia ci przyjemność zajmowanie się dziećmi. D

21. Czasami czujesz obezwładniającą wewnętrzną obojętność, jakbyś była „zamrożona”. A

22. Masz w sobie coś z pedagoga. D

23. Dzień bez przytulenia się do mężczyzny jest dla ciebie dniem straconym. B

24. Interpretujesz sny. Mówią o tobie, że jesteś uduchowiona. C

25. Jesteś samodzielna, z trudem przychodzi ci proszenie o pomoc. A

26. Gdy byłaś małą dziewczynką, często marzyłaś o ślubie z „księciem”. B

27. Lubisz się opiekować słabszymi. D

28. Często zapominasz o swoich potrzebach, dając pierwszeństwo innym. C

29. Lubisz być sama ze sobą, samotne wieczory cię nie przerażają. Masz tendencje do izolacji. A

30. Wiesz kim jest twoje dziecko. D

31. Fascynują cię silni faceci. Lubisz wesprzeć się na męskim ramieniu. B

32. Boisz się, że zranisz kogoś. C

33. Spełnianie się w życiu zawodowym jest dla ciebie bardzo istotne. A

34. Lubisz ten moment, gdy twój mężczyzna wraca do domu. Zwykle witasz go z radością. B

35. Lubisz urządzać święta i rodzinne uroczystości. D

36. Przydałoby ci się, żebyś nauczyła się zdrowego egoizmu. C

37. Ekscytują cię nagłe zwroty akcji i ryzyko. Usłyszałaś o sobie, że jesteś odważna. A

38. Nie zawsze dobrze radzisz sobie ze światem materialnym, wolisz żyć w świecie idei. C

39. Mówią o tobie, że jesteś wrażliwa i kobieca. B

40. Często niepokoisz się o swoje potomstwo. D

odpowiedzi A AMAZONKA Jesteś wojowniczką, która ceni wolność i niezależność. Posiadasz silne i często bardzo kompetentne ego. Potrafisz być asertywna (szczególnie w relacji z osobami z dalszego otoczenia). Jeżeli nie chcesz popaść w niewolę własnych ambicji, potrzebujesz otworzyć się na duchowość Pośredniczki. Aby nie zostać jak Śpiąca Królewna uwięziona we własnym, wewnętrznym świecie, musisz zintegrować w sobie Heterę, obudzić się na świat uczuć.

odpowiedzi B HETERA Nauczyłaś się zdobywać zainteresowanie ojca i teraz te umiejętności testujesz na innych mężczyznach. Związek uczuciowy stanowi centrum twojego świata. Zachowanie i reakcje mężczyzny mają dla ciebie przemożne znaczenie. Analizujesz je, rozważasz, usprawiedliwiasz. Bez mężczyzny czujesz się nieważna. Aby osiągnąć psychiczną dojrzałość, powinnaś przede wszystkim odkryć i poważnie potraktować własne uczucia, także te, które sprzeciwiają się oczekiwaniom wobec ciebie twojego mężczyzny. Twoim zadaniem jest przede wszystkim zintegrować samodzielną i niezależną Amazonkę. Zebrać się na odwagę, aby przekazać światu własne myśli i uczucia, niepowtarzalną cząstkę siebie.

odpowiedzi C POŚREDNICZKA Wychwytujesz intuicyjnie to, co dzieje się w otoczeniu, a czego inni często nie są świadomi. Dostrzegasz cierpienie i potrzeby innych, lubisz być pomocna. Jednak, aby nie utonąć w wizjach, nieświadomości zbiorowej i nie lekceważyć własnych potrzeb powinnaś zintegrować siłę i pewność siebie Amazonki. A z pomocą „przyziemnej” Matki nauczyć się uwzględniać realne warunki w których żyjesz i w oparciu o uzgodnioną rzeczywistość materializować swoje wizje. Dzięki temu będziesz mogła w języku sztuki lub psychologii przekazywać nieświadome treści światu. Działać z miejsca Mądrej Królowej, a nie Kopciuszka.

odpowiedzi D MATKA Masz dobry kontakt z realną rzeczywistością. Potrafisz radzić sobie z codziennymi obowiązkami, stawiać małe cele i je realizować. Twoją bazą jest dom, rodzina. Wielką radość sprawia ci posiadanie dzieci i obserwowanie, jak dojrzewają pod twoją opieką. Możesz mieć w sobie wiele altruizmu i poświęcenia. Dopóki jednak nie zintegrujesz Pośredniczki i Hetery, będziesz czuła się ograniczona zbiorowymi oczekiwaniami innych. Dla własnego rozwoju potrzebujesz rozwinąć świadomość siebie samej i własnych granic.

Boginie te stanowią pary przeciwieństw. Jeżeli utożsamiasz się z Pośredniczką, to może przerażać cię Matka. I chociaż każda z nas powinna przede wszystkim poznać swoją podstawową strukturę psychiczną, to nie zapominajmy, że potencjalnie jesteśmy pełnią. Że każda z nas ma dostęp do wszystkich czterech wymiarów kobiecości. Na cóż się przydadzą twoje natchnienia, intuicje, twoja miłość, jeżeli pozostaną w sferze uczuć, nie będą miały siły działania, dotarcia do ludzi. I na co komu twoje działanie, jeśli będzie męczące, odtwórcze, nie będzie wyrazem ciebie, nie będzie w nim życia, poezji, miłości?

Zapraszamy na , podczas których spotkasz się ze swoimi boginiami.

Tutaj przeczytasz tekst Hanki Bondarenko o biegunowości uczuć.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Etapy życia kobiety - co wnosi każdy z nich?

Na każdym etapie życia i rozwoju poznajemy, odkrywamy inny kawałek siebie. (fot. iStock)
Na każdym etapie życia i rozwoju poznajemy, odkrywamy inny kawałek siebie. (fot. iStock)
Etapy życia kobiety niekoniecznie zależą od wieku. Odchodzą i powracają, uczą. Nie ma faz lepszych lub gorszych. Na każdym etapie rozwoju odkrywamy inny kawałek siebie.

Przez pierwszych trzydzieści parę lat my, kobiety, jesteśmy w rolach, które często zbytnio nas „zagarniają”. Jesteś przed trzydziestką, a czujesz, jakby twoje życie nie należało do ciebie: zapracowana, nadmiernie oddana mężowi, dzieciom albo korporacji, gubisz po drodze sens tego wszystkiego i uwiera cię własna dusza. Około 35. urodzin wchodzisz w etap matkowania… własnej tożsamości. Kierowana potężną energią od środka, nabierasz dystansu do swojej fizyczności, ról, które odgrywasz. W twoim życiu krystalizuje się perspektywa ,,ja”, zadajesz sobie pytania: „kim jestem poza tymi rolami?”, „czego chcę?”, „dokąd zmierzam?”. Jeśli w naturalny sposób zaakceptujesz ten etap, perspektywa ,,ja” zacznie ustępować miejsca ,,byciu dla świata”, czyli służeniu ludziom swoją mądrością i życiowym doświadczeniem.

29-letnia Iwona została szefową zespołu w dużej agencji reklamowej. Kilka dni później zachorowała na grypę. – Nie pamiętam już, kiedy byłam tak poważnie chora – mówi. – Gorączka około 40 stopni nie spadała mi prawie przez tydzień. W malignie miałam wizję siebie jako małej dziewczynki, która zgubiła się w supermarkecie. To było przerażające doświadczenie.

Po chorobie Iwona długo nie mogła dojść do siebie. Minął miesiąc, a praca, która do tej pory tak ją cieszyła, przestała dawać dobrą energię. – Nie pomagały przepisane przez lekarza witaminy ani ziołowe preparaty na wzmocnienie. Po raz pierwszy zaczęłam zastanawiać się, czy moje życie ma sens. Najpierw prestiżowa szkoła średnia, potem elitarne studia, praca w korporacji, czasami po 12 godzin na dobę. Nie miałam czasu na poważny związek, na przyjaciół. Nie wiedziałam nawet, czy kiedykolwiek chcę mieć rodzinę, dzieci. Przyjaciółka namówiła ją na wzięcie bezpłatnego urlopu i samotny wyjazd w góry. Iwona wiedziała, że potrzebuje czasu, by zrobić bilans swojego życia i zastanowić się, co dalej.

Zatrzymaj się w biegu

Jolanta Włoch, psycholożka, terapeutka: Choroba pojawia się często na pewnym etapie rozwoju kobiety jako eskalacja wewnętrznego kryzysu. Jakby ciało było ostatnim głosem zmuszającym do zatrzymania się w biegu, wsłuchania w wewnętrzne potrzeby.

Współczesny świat zerwał z naturalnym przechodzeniem ludzkiego życia przez jego kolejne fazy: od długiego dzieciństwa, przez dojrzewanie połączone z oczekiwaniem na przywileje dorosłości, poprzez dojrzałość, aż do starości przygotowującej do śmierci. Teraz od dzieci szybko oczekuje się samodzielności, realizacji zadań, a równocześnie, dużo wcześniej niż kiedyś, dopuszcza się je do obszarów dawniej zarezerwowanych dla dorosłych (moda, zarabianie i posiadanie pieniędzy, kontakt z „dorosłymi” tematami w telewizji, internecie). Wcześniej też zaczyna się faza młodości, w której niemal wszystko już wolno (dochodzi do inicjacji seksualnej i alkoholowej). Zaczyna i zdaje się nie mieć końca, jakby broniła się przed przejściem w dojrzałość. Na randki bez zobowiązań, shopping i imprezki z zarywaniem nocy chodzą zarówno gimnazjaliści, jak i 40-latkowie.

Teresa Raczkowska, psycholożka, psychoterapeutka: Rozwój to scalanie wszystkich aspektów naszej osobowości. Żeby być w dobrej relacji ze światem, nie trzeba wyrzekać się samej siebie. Najczęstsze przeszkody stojące na drodze rozwoju wynikają z: braku akceptacji kobiecości przez matkę, oczekiwania szybkich rezultatów, przekonania o braku wpływu czy znaczenia naszych działań z powodu doznanych porażek oraz niezrozumienia, a przez to niechęci do samych siebie i ucieczki od tego, co w nas prawdziwe.

A tymczasem na każdym etapie życia, bez względu na wiek, warto raz na jakiś czas się zatrzymać, odsunąć wszystko, co zagłusza, i odkryć swoje miejsce błogości – czyli z czym lub kim i kiedy jest ci naprawdę dobrze, szczęśliwie, autentycznie.

38-letnia Agnieszka przyszła do gabinetu z powodu alkoholizmu męża, ale szybko okazało się, że nie to jest jej największym problemem. – Przez 15 lat małżeństwa byłam praczką, kucharką, pielęgniarką, terapeutką, ale mam tego dość – powiedziała. – Chcę wreszcie zacząć żyć swoim życiem, dbać o siebie, realizować marzenia, wyleczyć zęby, kupić sobie modny ciuch. Coraz mniej mnie obchodzi, czy on przestanie pić. Czy jestem wstrętną egoistką?

Kobieta w kryzysie

Ewa Klepacka-Gryz, psycholożka, terapeutka: Doskonale rozumiem obawy Agnieszki. Dla wielu z nas, od dzieciństwa wtłaczanych w rolę altruistek (uległych, podporządkowanych, zależnych), wewnętrzna potrzeba zadbania o siebie to proces, który trudno zaakceptować. Każdego tygodnia przychodzą do mnie kobiety około czterdziestki, które z przerażeniem odkrywają, że coś się w nich zmieniło, że przestały być takie jak dawniej, że stary scenariusz na życie przestał się sprawdzać, a nowego jeszcze nie mają...

Męskie kryzysy zwykle przychodzą ze świata: strata pracy, bankructwo firmy, konflikty w małżeństwie. W takich chwilach mężczyzna rzuca się w wir działania, analizuje sytuację, opracowuje strategię, zawsze ma plan B. Nasze kobiece kryzysy czają się w duszach, wywodzą się z wnętrza i w końcu, jeśli je bagatelizujemy, materializują się w zewnętrznym świecie. Mężczyźni po czterdziestce, po czasie pogoni za młodością (szalonym romansie z młodą sekretarką, kupnie sportowego samochodu) w końcu godzą się z upływającym czasem, zaczynają czerpać satysfakcję z tego, co udało im się osiągnąć, a od życia oczekują stabilizacji i spokoju. Kobiety mają odwrotnie. Budzą się nagle jak księżniczki ze stuletniego snu, mniej lub bardziej zbuntowane.

Maria jest znaną aktorką. Wkrótce skończy 55 lat. Wygląda na osobę znacznie młodszą. – Wie pani, w tym zawodzie wygląd to podstawa – tłumaczy. – Mówią, że masz tyle lat, na ile się czujesz. A ja niczego nie czuję, jestem w środku pusta. Kiedy gram na scenie, podziw fanów odejmuje mi lat. Gdy wieczorem wracam do wielkiego, pustego mieszkania, dopadają mnie demony realnego życia. Mąż, starszy o 20 lat. Jedyne, czego pragnie od życia, to spokojnie doczekać śmierci. Córka, niby dorosła kobieta, nie zasypia bez kilku drinków i ciągle jest na moim utrzymaniu. Na drugim końcu Polski mam kochanka, młodszego od mojej córki, który oczekuje ode mnie seksu, a ja nie wiem, czy tego chcę.

Kilka miesięcy temu odezwał się do mnie dawny narzeczony. Trzydzieści lat temu planowaliśmy wspólne życie. Tydzień przed ślubem zniknął. Dlaczego pojawił się właśnie teraz?

W pogoni za młodością

Ewa Klepacka-Gryz: Maria kompletnie pogubiła się w życiu. Nie wie, kim jest, czego potrzebuje, dokąd zmierza. Nieustanna walka z upływającym czasem przysłania jej prawdziwe pragnienia. Pod maską scenicznego makijażu ukryła prawdziwą twarz. Dramat tej sytuacji polega na tym, że ukrywa ją także przed sobą. Dopóki nie będzie gotowa skonfrontować się ze swoimi demonami, zatrzymać się w gonitwie za umykającą młodością, pomieścić w sobie swój ból, rozczarowania i cierpienie, żaden terapeuta jej nie pomoże.

Jolanta Włoch: Zgodnie z fazami życia kobiety, według Joan Borysenko, autorki książki ,,Księga życia kobiety”, rozwój nigdy się nie kończy i każda faza życia ma swój sens i urok. Nie warto trzymać się kurczowo i w nieskończoność młodości, bo kiedy będzie czas na smaki dojrzałości i starości? Gdy dziś patrzę na swoją twarz, na której jest milion zmarszczek, cieszę się z każdej z nich i nie zamieniłabym dojrzałej fazy życia na żadną wcześniejszą. Każda z moich zmarszczek na twarzy i duszy przyczynia się do bycia szczęśliwą kobietą. Mojej rocznej wnuczce życzę właśnie takiego harmonijnego, niespiesznego przechodzenia przez wszystkie fazy kobiecego rozwoju.

Recepta na zmiany

Kiedy pewnego dnia dysonans pomiędzy wyglądem, samopoczuciem i powinnościami obudzi cię o czwartej nad ranem – ogarnie cię paniczny lęk. Coś ci podpowie, że zabrnęłaś w ślepą uliczkę i dalej tak być nie może. Wewnętrzny głos szepcze: „stój, zatrzymaj się, posłuchaj, co ci w duszy gra”. Role, jakie narzuciło ci życie: bycie matką, perfekcyjnym pracownikiem, gospodarną żoną – sprawiają, że nie wiesz, kim naprawdę jesteś. Na dodatek dobija się do ciebie twoja przeszłość; pojawia się dawny narzeczony, wracają niezrealizowane marzenia, wątpliwości, czy twoje małżeństwo albo praca, ta sama od lat, to na pewno to, o co ci w życiu chodzi. Nagle ożywa w tobie bunt nastolatki; chcesz tańczyć, myślisz o zmianie zawodu, partnera, miejsca zamieszkania. Właśnie owa potrzeba zmian najbardziej cię przeraża. Co się dzieje? Tkwisz w teraźniejszości i pragniesz zmian, jednocześnie bardzo się ich bojąc.

– Tymczasem rozpoznanie, kim jesteś, i akceptacja własnych potrzeb są warunkiem rozwoju – mówi Jolanta Włoch. – Odpowiedz sobie choćby na proste pytania, np. „Czy jesteś introwertyczką czy ekstrawertyczką?”. Czyli: czy lepiej czujesz się sama ze sobą lub w kameralnym gronie, czy wśród bardzo hałaśliwego tłumu? Czy potrzebujesz wciąż nowych bodźców, bo inaczej się nudzisz, czy też możesz spędzać kolejne wakacje w tym samym odludnym miejscu, z książką? Jeśli jesteś – jak ja – introwertyczką z małą potrzebą stymulacji, nie powinnaś żyć w stylu ciągle głodnej wrażeń ekstrawertyczki, bo się unieszczęśliwisz.

Jeśli rozpoznasz, który etap, bez względu na metrykę, właśnie przechodzisz, znajdziesz się bliżej siebie. Twoi przyjaciele jadą całą bandą w Himalaje? Jeśli jesteś „z innej bajki”, miej odwagę z tego zrezygnować.

Dla świata czy dla siebie?

Mężczyzna określa swoją wartość poprzez sprawczość, działanie w świecie zewnętrznym, natomiast kobieta – poprzez relacje.

Kiedy jesteś małą dziewczynką, to matka (przekonaniami czy zachowaniami) pokazuje ci, jak to jest być kobietą. Przez pierwszych 20 lat życia szukasz autonomii, a podstawowe pytanie, jakie sobie zadajesz, to: „Czy chcę być miła, grzeczna i uległa (tak jak chciała matka) czy raczej autentyczna?”. Przez kolejnych 10 lat szukasz partnera na życie, który nauczy cię, jaką masz być kobietą dla niego (bo matka właśnie tego nauczyła cię oczekiwać od mężczyzny). Dodatkowo próbujesz odnaleźć swoją tożsamość zawodową – dobry pracownik, czyli jaki? Spełniający bez sprzeciwu polecenia szefa czy kreatywny, twórczy, niezależny? W imię dbania o relacje twój wewnętrzny system wartości często zostaje wystawiony na bolesne próby, no bo czy masz być wierna sobie czy innym? Dopóki nie znajdziesz kompromisu w tej sprawie, wewnętrzny głód domagać się będzie zaspokojenia, a lęk przed nieznanym zakłóci twój spokój. Zaczniesz sama siebie sabotować, pojawią się wątpliwości: ,,Czy ja nie zwariowałam?” i rozdźwięk pomiędzy tym, kim jesteś, a kim chciałabyś być.

Rozwój kobiety nie jest wyznaczany metryką urodzenia, wyglądem, stanem posiadania, stażem w związku czy ilością ról do spełnienia. Czasy, kiedy dokładnie było określone, co wypada 20-latce, a czego nie powinna robić 40-latka, na szczęście powoli odchodzą do lamusa. Na każdym etapie życia i rozwoju poznajemy, odkrywamy inny kawałek siebie. Jak pisze Joan Borysenko w „Księdze życia kobiety”, rozwój zmierza do ostatecznego końca, czyli do odkrycia własnej tożsamości.

Od nigredo do coniunctio

Rozwój kobiety to – według Moniki Gajdzińskiej, autorki książki ,,Jestem kobietą. Prawdziwe historie. O związkach, nadziejach, marzeniach, odwadze i przyjaźni” – alchemiczny proces przemiany. Na początku drogi jesteś prima materią – pierwotną materią, która wymaga obróbki, uszlachetnienia. Nie wiesz jeszcze, jaka jest twoja osobista droga, rola w większym planie.

Kiedy jesteś na to gotowa – pojawia się ZMIANA. Wydarza się coś, co wywraca życie do góry nogami (choroba, śmierć kogoś bliskiego, bolesny rozwód, utrata pracy). To (zgodnie z alchemicznym nazewnictwem) faza podgrzewania materii, czernienia – faza nigredo. Nie masz pojęcia, co ze sobą zrobić. Płaczesz, dopada cię depresja, czujesz, że jesteś w sytuacji bez wyjścia. Wtedy najlepiej nie robić nic, cierpliwie poczekać.

To kryzys – moment, kiedy stare przestaje działać, a nowe jeszcze się nie pojawiło. Ważne, byś powstrzymała się od działania na oślep, nie wybierała pierwszego lepszego rozwiązania. Jeśli wsłuchasz się w siebie, pozwolisz sobie na przeżycie wszystkich emocji, nawet tych najtrudniejszych, pojawi się kolejna faza – faza albedo (wybielenie, srebrzenie).

Z pustki zacznie wyłaniać się nowy porządek. Jeśli całą sobą poczujesz, że nadeszła odpowiednia pora, że jakaś propozycja czy nawet najbardziej zaskakujący pomysł jest tym, czego potrzebujesz, by odbić się od dna – działaj. Wkroczysz wtedy w fazę rubedo – czerwienienia.

Zaczniesz wprowadzać w życie wielką zmianę. Podejmiesz nową pracę, otworzysz się na nową miłość, zaczniesz malować, wyjdziesz do ludzi. Jeśli wytrwasz na tej drodze pomimo chwil zwątpienia, może uda ci się osiągnąć ostatnią fazę alchemicznego procesu – fazę coniunctio, czyli najczystszego złota.

Umów się na darcie pierza

Kiedy świat przestaje cię rozumieć, ba, ty sama siebie nie rozumiesz, szukaj… innych kobiet!

„Kobiety zawsze spotykały się i dzieliły doświadczeniem” – pisze Monika Gajdzińska – „Ta potrzeba jest częścią naszej natury. W wielu z nas do dzisiaj pozostała tęsknota za bliskością płynącą z godzin spędzanych wspólnie przy darciu pierza, opiece nad dziećmi, codziennych obowiązkach i pracy”.

  1. Psychologia

Na tropie współczesnych przejawów mitu o femme fatale

Kobieta fatalna przez lata karmiła (głównie męską) wyobraźnię. Kusi i uwodzi, innym razem wzbudza troskliwe odruchy, a wszystko po to, by zdobyć, wykorzystać i porzucić. (Fot. iStock)
Kobieta fatalna przez lata karmiła (głównie męską) wyobraźnię. Kusi i uwodzi, innym razem wzbudza troskliwe odruchy, a wszystko po to, by zdobyć, wykorzystać i porzucić. (Fot. iStock)
Kusi i uwodzi, innym razem wzbudza troskliwe odruchy, a wszystko po to, by zdobyć, wykorzystać i porzucić… Kobieta fatalna, pożeraczka męskich serc. Przez lata karmiła (głównie męską) wyobraźnię. Ile w tym obrazie prawdy, a ile lęku lub złośliwości? Czy taka kobieta naprawdę istnieje?

Mit pięknej i niebezpiecznej kobiety jest głęboko zakorzeniony w naszej kulturze. Wywodzi się ze starożytnych wierzeń, wczesnym przykładem femme fatale była sumeryjska bogini wojny i miłości Isztar. W greckiej mitologii występowała Kirke, która uwiodła Odyseusza, w mitologii żydowskiej pierwsza żona Adama – Lilith, która była sprawczynią szalonej miłości, ale też upiorzycą. I wreszcie biblijna Ewa – doprowadzająca Adama, a tym samym i całą ludzkość, do zguby… Przyznaję, że nie do końca czuję postać femme fatale. Próbuję zebrać wszystko, co o niej wiem: jest piękna, inteligentna, niezależna. Zna się na mężczyznach, wie, co na nich działa; nie musi chodzić w seksownych ciuchach, żeby roztaczać wokół siebie czar kobiety, o której każdy marzy. Ale co to znaczy: „nie jest w stanie się oprzeć”? Przecież dorosły mężczyzna ma siłę i wolę, by o sobie decydować. Poza tym nie każdy flirt jest grzeszny i nie każdy musi mieć finał w sypialni. Fatalna kobieta kontra wykorzystany i porzucony mężczyzna – jakoś to do mnie nie przemawia.

Świadomość atutów

Panią S. poznałam przed laty, kiedy pisałam tekst o kobietach sukcesu. Była prezeską jednego z potężniejszych koncernów. Niewątpliwie miała władzę i była świadoma, że jako kobieta w świecie mężczyzn może wiele ugrać, wykorzystując swoje kobiece atuty. Doskonale pamiętam jej czerwone szpilki i krwistą czerwień na ustach. – Na zebraniach zarządu jestem ja i 40 mężczyzn. Dlaczego mam nie korzystać z faktu, że jestem kobietą? – mówiła. Byłam pod jej ogromnym wrażeniem.

Wiktoria śmieje się, że żyje z mężczyzn, bo większość zleceń zawodowych załatwiła sobie „przez łóżko”. Dzięki temu ma pracę, pieniądze i fajny seks, czyli jak sama mówi „łączy przyjemne z pożytecznym”. Miała nawet epizod (zawodowy i prywatny) z mężem jednej z przyjaciółek. Kiedy pytam ją, czy czuła do niej złość albo zazdrość, rzuca lekko, że moralność i wierność partnerów innych kobiet to nie jej sprawa.

Moim zdaniem obie kobiety łączy jedno: są świadome siebie, swoich atutów, także cielesnych, i potrafią używać mózgu. Może to właśnie nie podoba się innym? Może tego się boją? I na podstawie tego lęku i niecheci tworzą mit, pokutujący od wieków.

Postanawiam zasięgnąć wiedzy u źródeł, u kogoś, kto poznał ten mit od podszewki. Vincent V. Severski, pisarz, autor powieści szpiegowskich, wydał w ubiegłym roku książkę „Christine” o Krystynie Skarbek, klasycznej femme fatale, agentce brytyjskich służb specjalnych w czasie II wojny światowej.

Vincent V. Severski, 'Christine', wyd. OsnoVa (2019) Vincent V. Severski, "Christine", wyd. OsnoVa (2019)

Chodzi tylko o seks?

Ulubienica Churchilla, kochanka Iana Fleminga, pierwowzór Vesper Lynd – dziewczyny Jamesa Bonda z pierwszej powieści „Casino Royale”, następczyni Maty Hari…  – Tak naprawdę są dwie Krystyny Skarbek – jedna, ta prawdziwa, która urodziła się, żyła i zginęła tragicznie, i druga – produkt medialny, w dużym stopniu wymyślony życiorys, który powstał po jej śmierci – mówi Severski.

Już sama śmierć była spektakularnym wydarzeniem – klasyczne zabójstwo w afekcie (dźgnięta nożem prosto w serce przez odrzuconego, domniemanego kochanka) i uruchomiła lawinę fantazji na temat jej życia i działalności szpiegowskiej. – Tymczasem były Polki bardziej znane i bardziej zasłużone jako agentki wywiadu – zauważa Vincent Severski. – Zbierając materiał do książki, zacząłem się przyglądać temu, gdzie jest granica pomiędzy prawdziwą Krystyną Skarbek a mitem, funkcjonującym w mediach i w książkach na temat jej życia.

Zaraz po jej śmierci zaczęli pojawiać się mężczyźni, którzy snuli opowieści o poznaniu Krystyny, zawiedzeni – mniej lub bardziej – znajomością z nią. – Z tego zrodziło się ze 150 kochanków, w tym choćby Włodzimierz Ledóchowski, hrabia, który w swoich pamiętnikach uwiecznił romans z Krystyną. Jest w nich m.in. barwna opowieść o tym, jak szedł z nią zimą przez Tatry do Polski, po ciężkim marszu położyli się w śpiworach pod gałęziami świerku, mróz -30 stopni, obydwoje zmęczeni, brudni, nagle ona zaczyna się do niego dobierać. Nie mogli zaczekać, aż dojdą do Zakopanego? To prymitywne, ale dobrze buduje postać, doskonale obrazuje przykład tworzenia się legendy kobiety wampa – tłumaczy Severski.

Przyznaję, że czuję się zawiedziona. Ale i zaintrygowana. Czyżby to właśnie mężczyźni byli sprawcami czy raczej twórcami mitu o femme fatale. – Ja doliczyłem się raptem pięciu kochanków, a nie stu – mówi Severski. – Czy pięciu kochanków w czasie wojny to jest jakieś naruszenie standardów? – pyta.

Nie mam pojęcia, ale zastanawiam się, czy w zjawisku femme fatale zawsze chodzi o seks. A może mit dotyczy właśnie liczby kochanków, podczas gdy sedno zjawiska to jej osobowość, a nie natężenie orgazmów? – Oczywiście Christine nie była purytanką, ale nie sądzę, by w pracy agentki wykorzystywała seks – wyjaśnia Severski.

Wojna moja miłość!

– Krystyna Skarbek potrafiła uwodzić, bo wiedziała, jakimi atrybutami dysponuje. Była bardzo inteligentna, miała bogatą osobowość. Gdziekolwiek się pojawiała, mężczyźni zawsze do niej lgnęli, a kobiety ją odrzucały. Była głodna życia, niesłychanie aktywna, szalenie otwarta. Wiedziała, że ma jakiś dar, urok, który potrafiła wykorzystać także jako agentka brytyjskiego wywiadu. Hasło jej życia to: wojna moja miłość! – mówi pisarz. – A co z taką prawdziwą miłością? – dopytuję. – Była wielka miłość, z Andrzejem Kowerskim. Ich relacja burzy obraz Krystyny jako bezwzględnej uwodzicielki. Spotkali się jeszcze przed wojną, w Zakopanem. Andrzej to kaleka, bez nogi, wcale nie przystojny i od niej młodszy. Ich związek był niezwykle silny, rozstawali się, a potem do siebie wracali. Dzień przed śmiercią Krystyna dzwoniła do Kowerskiego, chciała, żeby do niej wrócił. Są razem pochowani.

– No dobrze, czyli kochała prawdziwie, ale jednak zginęła z rąk odrzuconego kochanka, jak na kobietę fatalną przystało – podkreślam. – Krystyna była szpiegiem czasów wojny. Kiedy wojna się skończyła, prawdopodobnie doznała silnego syndromu odstawiennego. Wojna jest jak narkotyk, wszystko się robi na maksa, a to uzależnia. I nagle ta adrenalina, która ciągle w tobie jest, nie znajduje ujścia. Krystyna, która w czasie wojny ratowała świat, nagle musiała ścielić łóżka na statku (była stewardessą i pokojówką). To się musiało źle skończyć. Jej zabójca, Denis Muldowey był nikim, to nie był partner dla niej. Steward na statku, kucharz. Chodziła z nim do klubów, tak jakby chciała ludzi drażnić mężczyzną u boku, na widok którego wszyscy zastanawiali się: skąd on się tu wziął? Podejrzewam, że wykorzystała go jako narzędzie do samobójstwa.

Kat czy ofiara?

Zdaniem psychologów w relacjach pomiędzy kobietą wampem a mężczyznami jest coś na rzeczy, a początek historii sięga korzeniami dzieciństwa. Krystyna Skarbek była silnie związana z ojcem, była jego gwiazdeczką – rozpieszczaną i adorowaną. Kiedy stracił rodzinny majątek, jej życie się odmieniło. Być może ten fakt był powodem ogromnego rozczarowania mężczyznami. Często w rolę femme fatale wchodzą kobiety, które jako dziewczynki były emocjonalnie porzucone przez ojca. Czy chęć odwetu w dorosłym życiu jest symbolicznym aktem zemsty na ojcu? Być może. A kim są ci biedni mężczyźni, którzy w taki okrutny sposób pozwalają się wykorzystywać przez kobiety modliszki? Historia zna wiele przypadków, kiedy romans z niewłaściwą kobietą doprowadził zamożnego mężczyznę do bankructwa. Albo polityka czy innego znanego osobnika płci męskiej  naraził na zrujnowanie ciężko wypracowanej kariery. No cóż, wielu mężczyzn lubuje się w kobietach o tzw. złym charakterze, demoniczny pierwiastek może być naprawdę bardzo pociągający. A może to tęsknota za despotyczną matką, którą można było podziwiać, ale seks z nią był tabu? Toksyczne związki nie należą wcale do rzadkości, choć – przynajmniej w opowieściach – sprawcą częściej jest mężczyzna niż kobieta.

Nie zapominajmy, że kat i ofiara czerpią jednakowe zyski z utrzymywania się w swoich rolach. Wielu mężczyzn, ale też wiele kobiet wykorzystanych przez partnera, po rozstaniu wybiera kolejną osobę o typie kata. Można więc uznać, że femme fatale i jej ofiara realizują wspólny scenariusz, a ich relacja jest grą w miłość i nienawiść, a może bardziej w miłość i wojnę (pamiętacie hasło Skarbek: wojna, moja miłość?). Dziś ta relacja bardziej przypomina rywalizację, a flirt jest tu skuteczną kobiecą bronią.

Moim zdaniem współczesna femme fatale jest typem walecznej wojowniczki: wykorzystując swoje kobiece atuty, walczy o coś, co do niedawna należało do świata mężczyzn; władzę, sławę, karierę czy prawo do kochanka na jedną noc. W naszej kulturze, gdzie kobieta ciągle jeszcze może być albo kurą domową, albo facetem w spódnicy, rywalizującym z mężczyznami o stołek prezesa – to nadal szokuje. Ale sadzę, że odrobina energii femme fatale tkwi w każdej z nas i nie powinnyśmy się bać z niej korzystać. Każda z nas ma swoją historię, swoje miłości, miłostki i romanse, swój skrypt na poruszanie się w męskim świecie, ale im bardziej znamy samą siebie, tym bardziej wiemy, co jest naszym atutem. Nie bójmy się sięgać po swoje w relacjach, ale róbmy to na partnerskich zasadach, nie wchodząc ani w rolę kata, ani ofiary.

  1. Psychologia

Nie bądź w związku męczennicą

Jesteśmy męczennicą, gdy pozwalamy, by kolejny raz uszło mężczyźnie „na sucho” niedotrzymanie obietnicy, niewywiązanie się z obowiązków czy chamskie zachowanie.(Fot. iStock)
Jesteśmy męczennicą, gdy pozwalamy, by kolejny raz uszło mężczyźnie „na sucho” niedotrzymanie obietnicy, niewywiązanie się z obowiązków czy chamskie zachowanie.(Fot. iStock)
Niezależnie od tego, czy jest w związku, czy żyje w pojedynkę, współczesna kobieta o miłości wie jedno: same z nią problemy. Gdy ją gonisz, ucieka, a jak już złapiesz, okazuje się, że to nie ta. Kiedy na nią czekasz, nie przychodzi, a jak już przyjdzie, to pod inny adres. Sztuką jest ją rozpoznać, gdy już się pojawi, i utrzymać, by nie blakła. I to da się zrobić!

Pożegnaj męczennicę

Męczennica to ten typ reakcji, który uruchamia się w nas, gdy panicznie boimy się, że mężczyzna od nas odejdzie. Uzna, że nie jest już nami zainteresowany, albo że niewystarczająco często zapewniamy go o naszym zaangażowaniu w związek. Jesteśmy męczennicą, gdy pozwalamy, by kolejny raz uszło mężczyźnie „na sucho” niedotrzymanie obietnicy, niewywiązanie się z obowiązków czy chamskie zachowanie. „Bo był taki skruszony, naprawdę żałował, tak słodko się zachowywał potem przez cały wieczór” – tłumaczymy naszą niekonsekwencję. Skąd się bierze ten skrypt? Najczęściej z dzieciństwa, z podpatrywania relacji naszych rodziców, a czasem też dziadków. Podświadomie uczymy się, że kobieta godzi się na wszystko w imię miłości i trwałości związku.

Jeśli odkryjesz w sobie taki skrypt i taką dominującą tendencję, możesz sobie zwizualizować postać przygarbionej, zmęczonej życiem kobiety, ciągnącej za sobą ciężką kulę, przytwierdzoną do jej nogi łańcuchem. Za każdym razem, gdy twoje zachowanie przywoła ci tę postać na myśl, zatrzymaj się i powiedz sobie w duchu: „Nie chcę być męczennicą”. Jeśli choć raz zmienisz swoje dotychczasowe reakcje, skorzystasz z energii zołzy, która też w tobie jest, zobaczysz, że przynosi to o wiele lepsze skutki niż poprzednia postawa. Da ci to siłę do dalszych zmian. Możesz też zapytać kobiety z twojego otoczenia, które żyją w szczęśliwych związkach i są zołzami, o kilka wskazówek i czerpać z ich pozytywnej energii.

Uruchom w sobie zołzę

Zołza ma życzliwe usposobienie, a jednocześnie jest silna. Nie rezygnuje z własnego życia i nie ugania się za mężczyznami. Nie pozwala, żeby on myślał, że ma ją w garści. I umie postawić na swoim, gdy facet się zagalopuje. Wie, czego chce, ale nie sprzeniewierzy się samej sobie, żeby to dostać. Przy tym wszystkim jest kobieca jak stalowa magnolia – na zewnątrz delikatna jak kwiat, wewnątrz twarda jak stal. Używa tej kobiecości dla własnej korzyści. Co nie znaczy, że wykorzystuje z premedytacją mężczyzn, bo ona gra fair. Nie traci głowy, gdy znajdzie się pod czyjąś presją. Sama ustala reguły gry, jest pewna siebie i ma poczucie wolności. Posiada niezwykle subtelne przymioty: poczucie humoru i aurę wokół siebie, którą mężczyźni postrzegają jako komunikat: „Ja tu trzymam ster“. Podczas gdy męczennica daje i daje, aż zostanie z niczym, ona wie, kiedy trzeba się wycofać. Wie też, że odrobina lekceważącego dystansu jest konieczna, by zachować poczucie własnej wartości. Nie chodzi jednak o lekceważenie ludzi, lecz tego, co inni o nas myślą.

Po czym możesz poznać, że budzi się w tobie zołza? Jeśli czujesz, że partner próbuje cię wykorzystać, kolejny raz cię zawodzi albo olewa – ogarnia cię złość albo po prostu masz poczucie, że zostałaś potraktowana nie fair. Spokojnie, trzymaj nerwy na wodzy. Z chłodną elegancją odmów jego żądaniu, jeśli uważasz, że to żądanie, a nie prośba (choć prośbie też możesz odmówić). Idź do kina z koleżanką, zamiast czekać w domu z kolacją, podczas gdy on spóźnia się ze spotkania z kolegami na drinku po pracy. Gdy kolejny raz przekłada wasze spotkanie, umów się, a potem też „zapomnij” przyjść. Po prostu pokaż – działanie przynosi lepsze skutki niż słowa – że nie pozwalasz się traktować bez szacunku, że masz swoje życie, swoje zdanie, że nie zależy ci na związku za każdą cenę, ale na związku partnerskim i szczęśliwym. Nie obrażaj się, nie marudź, nie praw kazań, po prostu ogranicz na chwilę kontakt i pokaż swoją niezależność. Zajrzyj też do książki Sherry Argov „Dlaczego mężczyźni wolą zołzy”.

  1. Psychologia

Żeby poczuć swoją moc, potrzebujemy innych kobiet

Rozkwitamy nie tylko w otoczeniu mężczyzn, ale właśnie wśród innych kobiet. A kiedy zbieramy się razem w jakiejkolwiek sprawie, to dajemy sobie nawzajem wielką siłę. (Fot. Getty Images)
Rozkwitamy nie tylko w otoczeniu mężczyzn, ale właśnie wśród innych kobiet. A kiedy zbieramy się razem w jakiejkolwiek sprawie, to dajemy sobie nawzajem wielką siłę. (Fot. Getty Images)
Kreowanie jest częścią naszej natury. Kobiety tworzą życie, więc mogą tworzyć wszystko! – Jednak, żeby poczuć swoją moc, potrzebujemy innych kobiet – mówi Komala Sunder, nauczycielka tantry, medytacji i technik pracy z ciałem.

Podczas warsztatów „Świątynia kobiecości” Komala zawsze siada z kobietami w kręgu, tak aby każda czuła, że jest częścią grupy. Aby miały możliwość wniesienia czegoś i brania dla siebie od innych. To daje też szansę przywołania Wewnętrznej Kobiety, która w nas mieszka. Trzeba się otworzyć i być szczerą, aby ją poczuć. Tylko w grupie innych kobiet możemy sobie pozwolić na jej odkrywanie. Poprzez kontakt i bliskie relacje z nimi.

Często jakości związane z kobiecością, takie jak czucie, wrażliwość, są w codziennym życiu niedoceniane lub nieobecne. Nauczono nas wszystko pojmować myślą, umysłem, a to w ogóle nie jest kobiece. Kobieta czuje, to jej pierwotne pojmowanie świata. Myślenie analityczne jest także piękne i potrzebne, ale kiedy taka męska energia bierze w nas górę, tracimy coś cennego. Być może świetnie funkcjonujemy w pracy, na poziomie umysłu, ale uśpiona jest nasza kobieca energia i organy z nią związane, czyli serce, biodra, brzuch i łono. Żeby ujawnić swój pełen potencjał i żyć w harmonii, potrzebujemy równowagi męskiego umysłu i kobiecej cielesności.

Natura jest kobietą

Kobieca energia potrzebuje ugruntowania, połączenia z żywiołem Ziemi. Dlatego wszystkim uczestniczkom moich warsztatów radzę, by chodziły jak najczęściej boso, starały się być blisko z naturą, bo to ułatwia kontakt ze sobą. Często w życiu jesteśmy tak zaganiane, zajęte, że przestajemy pamiętać, co jest dla nas ważne. Bardzo trudno nam żyć obok naszego ciała, bo rodzimy się z nim, ze strukturą, która jest żywa. A dla kobiet ta relacja jest szczególnie ważna. Nasz sposób tworzenia pochodzi z czucia, z ciała, w odróżnieniu od męskiego, który czerpie bardziej z działania. Bardzo ważne jest przebudzenie świadomości siły, którą posiadamy. Mamy w sobie niewiarygodny potencjał, ale jeśli go sobie nie uświadamiamy, może obrócić się przeciwko nam. Często objawia się to frustracją lub depresją. Mówi się teraz dużo o agresji wśród kobiet, a to nieuwolniona moc, zgromadzony w ciele potencjał złości. Dzieje się tak, bo kumuluje się w nas wiele silnej energii, której nie umiemy się bezpiecznie pozbyć. Jeśli kobieta nosi w sobie za dużo takiej mocy to albo ją wyrzuca w sposób niekontrolowany (agresja), albo spycha w podświadomość, ściska w ciele i wtedy pojawia się depresja. Dlatego warto uczyć się wyrażać emocje w sposób szczery, ale też bezpieczny, aby nie był destrukcyjny i raniący.

Czułość, czucie, delikatność wobec siebie i innych nie jest słabością. W tym tkwi nasza moc. Bycie kobietą to rozumienie energii, która płynie w naszych ciałach. Poczucie jej w sobie ułatwia też poczucie jej w innych i lepszy kontakt z nimi (dziećmi, partnerem, przyjaciółmi).

Moje ciało to ja

Dziś kobiety straciły połączenie z istotą życia, mocą, kreatywnością, ponieważ nie obserwują swojego ciała. Dbają o nie powierzchownie, ale często nie rozumieją, co się z nimi dzieje. Starają się, czasem dosyć desperacko, nadać sobie „piękny wygląd”, a są odłączone od piękna płynącego z wnętrza. Brzuch to miejsce naszej mocy, kreatywności, połączony jest też z piersiami. A jakie jest dziś podejście do nich? Brzuch ma być płaski, biust jędrny i duży. Piersi straciły swoją „jakość” – karmienia, wspierania, są obiektem pożądania seksualnego. Zrozumienie i dotarcie do energii piersi daje możliwość pełnego połączenia z własnym sercem. Z kolei cykl miesięczny to coś nieprzyjemnego, kobiety często wypierają jego istnienie, traktują jak kłopot, którego trzeba się pozbyć. To warto zmieniać, na przykład obserwując siebie w różnych fazach cyklu – jak się czuję, jak reaguję, kiedy potrzebuję więcej odpoczynku. Często tego nie rozumiemy, nie czujemy i nie umiemy czerpać z energii swojego ciała.

Ciało, brzuch, łono są kobiecą świątynią, to stąd pochodzi nasza seksualność, zmysłowość, piękno, stąd płynie energia. Jeśli o jakiejś kobiecie mówimy, że jest seksowna, zmysłowa – to dlatego, że jej atrakcyjność pochodzi właśnie z wnętrza. Jeżeli jest przepływ, jest też piękno. Można być stulatką i mieć to COŚ! Można nie być w związku i emanować niezwykłą zmysłowością, mieć dużo energii seksualnej, witalnej, przepływu w ciele. Aby to poczuć, trzeba lubić i obserwować siebie, ale też inne kobiety. Dlatego tak ważna jest praca w grupie. Kobiety, kiedy są razem, mogą się uczyć siebie nawzajem, wzajemnie inspirować. A kiedy energia kobieca ujawnia się we wspólnocie, jest pełniejsza. Każda z uczestniczek wnosi swoje doświadczenia, emocje, swój ból, lęk, nieśmiałość, ale też radość, odwagę. Gdy jesteśmy w tym obecne, wzrusza nas to, otwiera. Pojedyncza osoba coś przynosi, a inne przyjmują ten dar i czerpią z niego.

Siostra, nie rywalka

Z moich obserwacji wynika, że kobiety bardzo potrzebują wsparcia innych kobiet, takiej siostrzanej energii. Tęsknią za przestrzenią, w której mogą być prawdziwe, szczere. Jest też duże zapotrzebowanie na pracę z energią kobiecości, z ciałem. Taka możliwość daje obcowanie z innymi kobietami. To bardzo ważne, aby nie traktować siebie nawzajem jak konkurentki. Rywalizacja nie jest kobieca, pochodzi raczej z męskiego świata. Kobiety znacznie lepiej czują się wtedy, kiedy współpracują, niż gdy konkurują. Dzisiejszy świat być może temu nie sprzyja, jednak warto szukać kobiecej solidarności, „miękkości”, empatii.

Stworzenie kobiecej wspólnoty ułatwia nie tylko bycie w pełni sobą i w zgodzie ze sobą, ale przede wszystkim jest ogromnym wsparciem w codzienności. Kto zrozumie nasze problemy lepiej niż mama, przyjaciółka, siostra? Warto dzielić się tym, co czujemy, szczerze, w bezpiecznej, kobiecej przestrzeni. Praca z kobietami polega na otwieraniu emocji. Jednak należy zadbać o to, aby one nas nie zalewały, bo wtedy działamy po omacku. Trzeba jakoś pomieścić je w przestrzeni i wyrazić, przekazać innym kobietom, ale nie wylewać na nie swoich problemów.

Bardzo kobiecą cechą jest zaufanie, i ono może się ujawnić właśnie w kontakcie z innymi. Kiedy czujemy oparcie, może rozkwitnąć kobiecość. Szukając swojej unikalnej drogi, potrzebujemy obserwacji i kontaktu z innymi kobietami. Rozkwitamy nie tylko w otoczeniu mężczyzn, ale właśnie wśród innych kobiet. A kiedy zbieramy się razem w jakiejkolwiek sprawie, to dajemy sobie nawzajem wielką siłę!

Komala Sunder pochodzi z Brazylii, mieszka w Austrii i podróżuje po całym świecie, dzieląc się swoją wiedzą o pracy z ciałem. Jest nauczycielką sztuki, tantry i medytacji, terapeutką techniki czaszkowo-krzyżowej, biodynamiki oraz pieśniarką.

  1. Psychologia

Dlaczego tak bardzo chcemy zatrzymać młodość?

Czasami mamy problem z przekroczeniem granicznego progu 30, 40 czy 50 lat i traktujemy ten fakt jako coś trudnego, wstydliwego. (Fot. Getty Images)
Czasami mamy problem z przekroczeniem granicznego progu 30, 40 czy 50 lat i traktujemy ten fakt jako coś trudnego, wstydliwego. (Fot. Getty Images)
Lata lecą, czas ucieka, życie pędzi – konstatujemy z żalem. I desperacko próbujemy bronić się przed upływem czasu, odejmując sobie lat, wygładzając zmarszczki, poddając się wszechogarniającemu kultowi bycia młodym. A z drugiej strony – dość łatwo wpadamy w sieć stereotypów mówiących, że czegoś z wiekiem nie wypada albo coś koniecznie trzeba robić, mieć, sądzić. Dużo w tym niekonsekwencji, mało – zdrowego rozsądku.

Kto przyznaje się do swojego wieku, no kto? Zauważyłam, że im starsi ludzie, tym mniej mają z tym problemu. Większość z nas jednak niechętnie przyznaje się do tego, ile ma lat, a nawet pytana sprytnie je sobie odejmuje, co wyszło przy okazji badań socjologicznych na całkiem inne tematy.

Socjolog Tomasz Sobierajski: – Każde badanie zawiera tak zwaną metryczkę, w której ankietowani są proszeni o podanie swoich danych, między innymi wieku. Jakiś czas temu, nie tylko w Polsce, także na świecie, postanowiono powiedzieć: sprawdzam, czyli dowiedzieć się, czy wiek deklarowany przez badanych zgadza się z tym prawdziwym. I co się okazało? Że zdecydowana większość badanych odejmowała sobie lat. Co ciekawe, robiły to nie tylko kobiety, jak stereotypowo się uważa, lecz również mężczyźni. Miało to wpływ na wyniki badań, bo ludzie odejmowali sobie pięć, siedem, a nawet więcej lat. Zdaniem badanych bezpośrednie pytanie o wiek było dla nich niewygodne i zbyt inwigilujące. Teraz już zazwyczaj nie zostawia się pustego miejsca na podanie wieku, tylko umieszcza przedziały lat, do których badani mają się przypisać, na przykład: 20–30, 30–35 itd.

W pełni życia

Dlaczego ukrywamy prawdę o swoim wieku? Co sprawia, że nagle granica młodości stała się elastyczna? Tomasz Sobierajski uważa, że przyczyn jest wiele. Po pierwsze, czasami mamy problem z przekroczeniem granicznego progu 30, 40 czy 50 lat, traktujemy ten fakt jako coś trudnego, wstydliwego. I tak z każdą kolejną dekadą w metryce. A przy tym myślimy z politowaniem o ludziach mających problem z przechodzeniem przez niższy próg. „To śmieszne – myślimy sobie – że ona rozdziera szaty z powodu trzydziestki. Jak skończy pięćdziesiątkę, to dopiero zobaczy, jak to jest”. Jakoś nie przychodzi nam do głowy, żeby pomyśleć: „Mam dopiero 40 lat, za dziesięć będę wspominała ten moment jako fantastyczny”. Raczej utyskujemy na upływ czasu, postanawiamy na przykład, że po czterdziestce będziemy obchodzić tylko imieniny, a nie urodziny. I co? Urodzin rzeczywiście nie obchodzimy, ale dalej czujemy się młodzi. Bo granica, która wyznacza subiektywny koniec młodości, przesuwa się coraz dalej, choć – jak mówi socjolog – wydawało się, że apogeum kultu młodości miało miejsce dziesięć lat temu.

Druga przyczyna przesuwania granicy młodości upatrywana jest w baby boomie lat 50. i 60., kiedy to rodziło się dużo dzieci. I właśnie to pokolenie, zwane pokoleniem powojennym, ochoczo się dzisiaj odmładza.

– Socjologowie na całym świecie opisują to pokolenie jako buntowników, którzy całe życie byli czemuś przeciwni – mówi Tomasz Sobierajski. – Protestowali przeciw kolejnym rządom, reżimom, dyktaturom, wojnom. Buntowali się bardzo mocno przeciwko rodzicom, obyczajom, konwenansom, tradycji. Żadne inne pokolenie nie eksplodowało takim buntem młodości, jak pokolenie dzieci kwiatów. Nigdy potem ten sprzeciw nie był tak silnie zaznaczony pokoleniowo. Bo to, że dzieci buntują się przeciwko rodzicom, jest czymś normalnym. Ale tamten bunt był totalny, przeciwko wszystkiemu, w każdym kraju. W Polsce przeciw komunie, w Hiszpanii przeciw Franco, w Stanach przeciwko wojnie w Wietnamie i Nixonowi. No i kiedy przyszedł moment, że to pokolenie przekroczyło pięćdziesiątkę, zaczęło buntować się przeciwko starości. Zauważmy, że ludzie 50+ rządzą obecnie światem, zajmują najbardziej liczące się stanowiska, ale też decydują o produkcji wszelkich odmładzaczy, począwszy od kremów, poprzez witaminy, a na produktach bio skończywszy.

Kolejny powód przesuwania granicy młodości jest bardzo prozaiczny, a zarazem optymistyczny – żyjemy dłużej niż nasi rodzice i dziadkowie. W Polsce ta granica w przypadku kobiet przekracza 80 lat, a mężczyzn – 72 lata, a to oznacza, że dużo ludzi dożywa do setki. Jeszcze 30 lat temu ktoś, kto skończył 50 lat, był uważany za staruszka, który przekroczył smugę cienia. W czasach komunistycznych granica młodości wyznaczana była administracyjnie i determinowała określone prawa, na przykład do młodzieżowych organizacji można było należeć tylko do 35. roku życia. A dzisiaj? 50-latkowie czują się w pełni sił, intensywnie pracują, dbają o siebie. Zważywszy na postęp medycyny, zdrowe odżywianie, uprawianie sportów, ci ludzie znajdują się tak naprawdę w środku życia. Socjolog zwraca uwagę jeszcze na jeden powód przesunięcia granicy młodości dojrzałych ludzi. Jako rodzice dorosłych dzieci – rozkojarzonych, niesamodzielnych – tak naprawdę nie mają wyjścia, muszą czuć się młodo, bo ciągle mają się kim opiekować.

Czas płynie, potem pędzi

Z przeprowadzonych badań koordynowanych przez Tomasza Sobierajskiego wynika, że 56 procent Polaków czuje się młodziej, niż świadczyłaby o tym metryka, a zaledwie dziesięć procent ocenia swój wiek na więcej lat, niż ma obecnie. Zdaniem ankietowanych najlepszym okresem w życiu jest wiek 30 lat, przy czym według osób od 18 do 34 lat na koniec młodości przypadają lata 33–35, natomiast ankietowani powyżej 35. roku życia skłaniają się ku okresowi „po czterdziestce”. W badaniach granica młodości kobiet przypada na 43 lata, a mężczyzn – 37 lat. Co ciekawe, okazuje się, że wraz z wiekiem zmieniamy stosunek do upływającego czasu. Jako młodzi ludzie uważamy, że czas płynie, jako starsi oceniamy, że „biegnie”, a nawet „pędzi”. Zdaniem Tomasza Sobierajskiego takie postrzeganie czasu może być związane ze zwiększającą się liczbą obowiązków i zakresu odpowiedzialności.

Douwe Draaisma (rocznik 1955), profesor psychologii Uniwersytetu w Groningen w Holandii, uważa, że ocena wieku i upływu czasu zależą od naszego zegara biologicznego. Gdy jesteśmy starsi, czyli gdy nasze funkcje życiowe ulegają spowolnieniu, mamy poczucie przyspieszenia świata. Po prostu dlatego, że za nim nie nadążamy. Draaisma, stawiając w tytule książki pytanie: „Dlaczego życie płynie szybciej, gdy się starzejemy”, odpowiada obrazowo, porównując obiektywny, odmierzany zegarem czas do rzeki płynącej w równym tempie przez nizinę, a nasze życie do pór dnia. Na początku dnia (życia) człowiek biegnie jeszcze raźno wzdłuż brzegu, szybciej od nurtu rzeki. Koło południa jego prędkość się nieco zmniejsza i jest równa prędkości, z jaką płynie rzeka. Pod wieczór, gdy człowiek zaczyna odczuwać zmęczenie, wydaje mu się, że nurt przyspiesza, a on zostaje z tyłu. W końcu idący zatrzymuje się i kładzie obok rzeki, która nadal płynie w takim samym, niezakłóconym tempie, w jakim płynęła przez cały dzień.

Postrzeganie upływu lat zależy od wieku postrzegającego. Siostrzeniec Tomasza Sobierajskiego (11 lat) na pytanie, ile lat ma jego wychowawczyni, odpowiada: „Jest stara”. Dopytywany, co to znaczy, uściśla, że pani ma 35 lat. – Z jego punktu widzenia trzydziestka to wiek mocno dojrzały, i to normalne – ocenia socjolog. – Przyznam, że niezmiernie cieszy mnie to, że ludzie coraz dłużej czują się młodzi, czyli że – jak wyszło w badaniach – kobiety uważają się młode do 43. roku życia, a mężczyźni do 37.

Skąd ta różnica w wyznaczaniu granicy przez kobiety i mężczyzn? Zdaniem socjologa stąd, że kobiety prowadzą bardziej higieniczny tryb życia, mimo że mają dużo więcej obowiązków, bo pracują, zajmują się domem, wychowaniem dzieci, a często przejmują także część obowiązków zarezerwowanych dotychczas dla mężczyzn, jak budowa domu. Przywiązują jednak dużo większą wagę do tego, jak się odżywiają, bardziej dbają o siebie. Mężczyźni natomiast prowadzą się dużo gorzej, pozwalają sobie na dużo więcej wykroczeń, czyli palą, piją, tyją, a jednocześnie dużo rzadziej zgłaszają się do lekarza, a dbanie o swoje zdrowie uważają za niemęskie.

Nie odbiło im, oni chcą żyć!

To, że Polacy po pięćdziesiątce czują się świetnie, chcą pracować, to bardzo dobra wiadomość. Jako społeczeństwo starzejemy się i kto, jak nie ludzie w sile wieku, ma pracować na swoją emeryturę.

Tomasz Sobierajski uważa, że pora zweryfikować pojęcie seniora. Pamięta, jak kilka lat temu na rynku w Krakowie zobaczył wielki baner informujący o szkoleniu dla seniorów, czyli osób 50+. Pomyślał, że chyba ten, kto to pisał, nie wie, o kim mowa. Bo gdyby ludzi po pięćdziesiątce uznać za seniorów, to trzeba by odesłać na emeryturę niemal wszystkich rządzących tego świata, a także szefów koncernów, którzy decydują, jak wygląda nasze życie, kształtują nasze gusta.

– Nieliczenie się z tymi ludźmi, z ich odczuciami, wiedzą, umiejętnościami, doświadczeniem, wywieranie na nich presji, żeby się odsunęli i zrobili miejsce młodym, to ogromna pomyłka. Po pierwsze, dlatego że nie pozwala na to sytuacja demograficzna. Nie ma tylu młodych wykształconych ludzi, którzy by zajęli miejsce 50-latków czy 60-latków. A po drugie, cieszę się, że zwracamy uwagę nie tylko na młodość, ale także na doświadczenie. Zresztą coraz częściej postrzegamy doświadczenie, dojrzałą energię jako inny odcień młodości. Mówiąc „młodzi”, nie myślimy już tylko o 18-latkach, ale o 20-latkach, 30-latkach, a nawet o ludziach powyżej czterdziestki. Moim zdaniem bardzo dobrze, że granice młodości się wydłużyły. Także dlatego, że ten fakt na pewno wpłynie na nasze samopoczucie.

– Psycholog powiedziałby, że należy akceptować upływający czas – prowokuję.

– Wiem, do czego pani zmierza. To pułapka myślowa, której do końca nie rozumiem.

– Według mnie chodzi o to, żeby akceptować swój wiek, ale nie zgadzać się na stereotypy, w które się nas wpędza.

– Podpisuję się pod tym stwierdzeniem. Tymczasem dość łatwo wrzuca się ludzi w wiekowe stereotypy. Gdy 50-letnia kobieta zaczyna przygodę z tenisem, skacze ze spadochronem albo przygotowuje się do maratonu, mówi się: „Odbiło jej, przechodzi kryzys związany z wiekiem”. A dlaczego nie spojrzy się na to w ten sposób, że odchowała dzieci, ma więcej czasu, pieniędzy, możliwości, żeby realizować się w upragnionych dziedzinach życia? To nie psychologiczna wywrotka, tylko fakt, że wreszcie może sobie pozwolić na coś, na co dotychczas nie mogła. Jestem przeciwny temu, jaką rolę przypisuje się współcześnie babciom. Zarówno kulturowo, jak i rodzinnie wywiera się presję na 50-letnie kobiety, że mają wszystko rzucać, rezygnować z pracy, którą kochają, żeby opiekować się wnukami, bo ich dzieci muszą pracować i się realizować. Pytam: Za jakie grzechy?

Rzeczywiście, jesteśmy mocno zdeterminowani przez stereotypowe postrzeganie wieku. Kiedy przyznajemy się do czterdziestki czy pięćdziesiątki, od razu zostajemy włożeni do odpowiedniej szufladki: tego nie wolno, tego nie wypada, to wstyd. Wiele osób, przekraczając określony wiek, poddaje się tej presji i rezygnuje z wielu czynności, bo ludzie nie mają siły i odwagi, żeby z tym walczyć.

– Stereotypy dotyczące wieku uważam za szczególnie krzywdzące, bo niesamowicie podcinają ludziom skrzydła – konstatuje Tomasz Sobierajski. – Oczywiście, informacje o człowieku, takie jak wiek, pomagają nam, bo wiemy, jak się do niego zwracać. Ale często zapominamy, że za tym obrazem, który sobie tworzymy, gdzieś w środku jest człowiek, który ma inne marzenia, inne pragnienia, niekoniecznie przystające do tego kulturowego kanonu. Mój ojciec ma 77 lat i właśnie się zakochał. Nie uległ stereotypowi, że po siedemdziesiątce nie wypada przeżyć miłości, dał sobie do niej prawo.

Wyciśnij z mózgu, co się da

Nauka przytacza coraz więcej dowodów na to, że starzenie się nie musi równać się tylko utracie (zdrowia, kondycji, siły). Może oznaczać także ze wszech miar pozytywne zmiany. Elkhonon Goldberg, neuropsycholog, badacz mózgu, dowodzi, że wraz z wiekiem, owszem, kurczy się prawa półkula mózgu (nazywana półkulą nowości, siedzibą negatywnych emocji), ale za to rośnie znaczenie półkuli lewej (magazynu dobrze wykształconych wzorców, powiązanego z dobrymi emocjami). Goldberg przekonuje, że nasz mózg przez całe życie wykazuje dużą plastyczność. Okazało się – wbrew temu, co sądzili do niedawna naukowcy – że neurony tworzą się do końca naszej aktywności. Im bardziej wykorzystujemy nasz mózg, tym więcej powstaje w nim nowych neuronów, które trafiają do najintensywniej używanych części mózgu, a więc wraz z wiekiem do półkuli lewej. Wszystko to prowadzi do fascynującego wniosku, jeszcze kilka lat temu uznawanego za fantastykę: można zwiększyć żywotność mózgu, ćwicząc go! Zatem wyciśnijmy z mózgu, co się da – zachęca Goldberg.

Jego zdaniem starzenie się nie musi być więc takie straszne. Właściwie może być nawet czymś, czego powinniśmy z niecierpliwością wyglądać i z czego możemy czerpać radość. Bo lata w metryce przekładają się na życiową mądrość i dobre emocje dla ludzi i świata. Pod jednym wszakże warunkiem – że będziemy dbać o nasz mózg. Podobnie jak o ciało, psychikę. Zatem bicie na alarm, że świat zwariował, bo ludzie zatracają się w staraniach o zatrzymanie czasu, wydaje się grubo przesadzone. Z jednym zastrzeżeniem: trzeba rozróżnić kult młodości polegający na dbaniu o zdrowie, rozwój i wygląd od kultu młodości lansowanego przez marketingowców. Spece od marketingu wmawiają nam bowiem, że niektóre ubrania, samochody, wycieczki są tylko dla młodych. Na telewizyjnej wizji pojawiają się też młodzi czasem w niewiarygodnej roli, na przykład autora relacji z wojennego frontu.

– Tego rodzaju kult młodości jest dość niebezpieczny – ocenia socjolog – ponieważ prowadzi do zafałszowania rzeczywistości, wykluczenia dojrzałych ludzi, którzy są motorem napędowym gospodarki, kultury. Ale i to powoli się zmienia. Marketingowcy zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że starsze pokolenie ma więcej pieniędzy, i zaczynają do tych ludzi adresować swoje działania. Nie widzę żadnego powodu do oburzenia tym, że ktoś próbuje zatrzymać swój wiek. Najczęściej jako przykład podaje się piosenkarkę Cher, która jest po siedemdziesiątce, a wygląda znakomicie, bo robi sobie operacje plastyczne. Jeśli dobrze się z tym czuje, niech robi! Jeśli ktoś chce uprawiać sporty ekstremalne w zaawansowanym wieku, niech uprawia! Nie osądzajmy, nie ferujmy wyroków zbyt łatwo. Większość z nas płynie z nurtem rzeki, to typowe społeczne zachowanie, więc jeśli ktoś postanawia wyjść z tej rzeki i pójść pieszo brzegiem, wywołuje naszą irytację. A może zamiast się irytować i próbować wciągnąć go z powrotem w główny nurt, warto wziąć z niego przykład i odważniej zawalczyć o siebie.