1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Życie twórczego wrażliwca

Życie twórczego wrażliwca

123rf.com
123rf.com
Douglas Eby, psycholog, trener rozwoju, pisarz oraz twórca teorii o rozwijaniu zasobu talentów, wymienia plusy i minusy bycia wrażliwym. Jesteś nim?

Plusy

1. Uważność na szczegóły

Główną cechą ludzi o ponadprzeciętnej wrażliwości jest bogactwo sensorycznej uważności. Ludzie ci dostrzegają każdy szczegół. Subtelne odcienie kolorów, zapachów, dźwięków. Wszystko dookoła jest dla nich bardziej intensywne niż dla innych. Z tego powodu wrażliwcy często wybierają życie artystyczne, mają po prostu do tego talenty.

2. Świadomość emocjonalna

Są bardziej świadomi swoich wewnętrznych stanów emocjonalnych. To im się przydaje przy pracy twórczej pisarzy, muzyków, aktorów i innych artystycznych zawodach. Jednocześnie jednak wykazują większą reakcję na: ból, dyskomfort a także doświadczenia fizyczne, co może powodować problemy ze zdrowiem.

3. Kreatywność wynikająca z nieśmiałości

Psycholog Elaine Aron szacuje, że około dwudziestu procent ludzi jest bardzo wrażliwych, a siedemdziesiąt procent z nich jest zamknięta w sobie. To jest cechą, która może również sprzyjać twórczości, ponieważ osoby te mają dostęp do bogatego świata uczuć.

Wielu aktorów mówi, że są nieśmiali, a reżyser Kathryn Bigelow, powiedziała: "Jestem bardzo nieśmiała z natury". Gwiazda jego filmu „The Hurt Locker”, Jeremy Renner (który był podobno nieśmiały jako dziecko), dodał, że „W sytuacjach społecznych potrafię być boleśnie nieśmiały". 4. Większa empatia

Wysoka czułość na emocje innych ludzi. Wrażliwcy czują to, co jest w drugim człowieku, a najbardziej to, co jest w nim ukryte i stłumione. To staje się atutem przy pracy terapeuty, menadżera czy nauczyciela.

Minusy

1. Psychiczne zmęczenie

Podatność na wszelkie zmysłowe lub emocjonalne bodźce. Wrażliwcy przyjmują mnóstwo „informacji” ze świata zewnętrznego i swojego wewnętrznego - oznacza to, że jak gąbka chłoną emocje innych ludzi, mając wiele, często sprzecznych własnych uczuć. Dlatego często odczuwają psychiczne zmęczenie, doświadczają negatywnych skutków stresu, miewają lęki czy napady paniki. Ich układ nerwowy jest przeciążony.

Aktorka Amy Brenneman kiedyś powiedziała: „Jestem zbyt wrażliwa, aby obejrzeć większość z reality show. To takie bolesne dla mnie”.

2. Wpływ agresji innych ludzi

Innym aspektem wrażliwości jest to, że osoby te nieświadomie przejmują agresję innych ludzi. Sami mają kłopot z wyrażaniem złości i gniewu, dlatego przejmują te emocje od innych. Przejawia się to przygnębieniem, pesymizmem, ogromnym zmęczeniem, a nawet stanami depresyjnymi. Aktorka Scarlett Johansson kiedyś wypowiedziała się na ten temat: „Czasami chciałabym nie być taka czuła". A Winona Ryder wyraziła wątpliwość: „Może jestem zbyt wrażliwa, żeby żyć na tym świecie”.

3. Potrzebują dużo przestrzeni i czasu dla siebie

Wrażliwość zmusza tych ludzi do czasowej izolacji, potrzebnej, by emocjonalnie „odświeżyć się”. Tłum lub długie przebywanie w grupie okrada wrażliwców z sił, dlatego potrzebują regeneracji w samotności. Wrażliwcy to introwertycy, towarzyscy tylko od czasu do czasu. Ogólnie przyjęte społeczne normy oraz popularne wartości na dłuższą metę są dla nich męczące i ograniczające.

4. Niezdrowy perfekcjonizm

Wrażliwi więcej czują i wiedzą, dlatego mają skłonność do rozpatrywania wielu perspektyw jednej sprawy, a także popadają w pułapkę nadmiernego analizowania. Prowadzi to do złego perfekcjonizmu, którego efektem jest wieczne niezadowolenie z siebie i poczucie, że można lepiej.

więcej na HighlySensitive.org

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Wrażliwość - piękno ukryte głęboko wewnątrz nas

Wysokiej wrażliwości nie można się pozbyć. I nie warto! Kluczowe jest zrozumienie, czym jest, zaakceptowanie jej i nauczenie się obsługiwania. (Fot. iStock)
Wysokiej wrażliwości nie można się pozbyć. I nie warto! Kluczowe jest zrozumienie, czym jest, zaakceptowanie jej i nauczenie się obsługiwania. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 12 Zdjęć
Zmysłowość, pasja, sumienność, wyobraźnia, kreatywność, oryginalność, niezwykła intuicja, bardzo czułe sumienie, silna empatia - czyli po prostu wrażliwość. Co tak naprawdę kryją w sobie osoby wysoko wrażliwe

Świat jest pełen bodźców. Być może niektóre dźwięki, dla innych neutralne, wywołują w tobie silną irytację. Albo światło, neony, krzykliwe reklamy. Zapachy, które wwiercają się w nos, przenikają przez skórę. Wiatr, zimno. Być może męczysz się z powodu palaczy, piskliwego głosu koleżanki, muzyki w lokalu, czy radia w samochodzie. Nie znosisz tłumów, ścisku. Kiedy dopada cię głód, jesteś wyprowadzony z równowagi. A ból? Lepiej nie mówić... Wyczuwasz też wszelkie napięcia w otoczeniu, ciężka atmosfera (na przykład po kłótni, nawet jeśli nie brałeś w niej udziału) może cię całkowicie rozstroić, przytłoczyć. Podobnie jak napastliwość telemarketera czy egzaltacja znajomej zalewającej cię potokiem słów. A przecież są jeszcze bodźce wewnętrzne: myśli, rozliczne analizy i dociekania, fantazje.

Niewykluczone, że usłyszałeś od kogoś, że jesteś nieśmiały, wycofany, zahamowany czy znerwicowany. A ty czułeś się po prostu... niezrozumiany. Być może jesteś wrażliwy. I chcesz o tę wrażliwość zadbać (tym bardziej że inni nie zawsze potrafią ją uszanować). Elaine N. Aron i Ilse Sand – dwie amerykańskie psycholożki, które zgłębiały temat wrażliwości – proszą i ostrzegają: nie pozwól sobie wmówić, że jesteś gorszy. Dysponujesz ogromnym potencjałem. Uwierz w to wreszcie. Tak jak i w to, że jest więcej takich jak ty – osób, które czują mocniej, pełniej. Nie zmienisz tego, jaki jesteś, ale możesz nauczyć się z tym żyć. I czerpać z tego siłę.

Nic vs huragan

„Wrażliwość: dar czy przekleństwo?” – pyta już w tytule swojej książki Ilse Sand (wyd. Laurum). Można powiedzieć, że i jedno, i drugie. Ostatecznie wybór należy do ciebie. Zależy od tego, co z tą cechą zrobisz. Ponieważ w naszej kulturze uważana jest za problematyczną, prawdopodobnie spotkałeś się z próbami „naprawienia” cię – przez rodziców, nauczycieli, a nawet mniej wrażliwych czy kompetentnych terapeutów. Nie umieli dostrzec twoich potrzeb i wyjątkowości.

Psycholog Jerome Kagan z Harvardu twierdzi, że osoby o wysokiej wrażliwości stanowią – ze względu na swoje wyposażenie genetyczne – szczególną odmianę ludzi. Jako pierwszy na przełomie XIX i XX wieku opisał temat Iwan Pawłow. Zauważył, że silna stymulacja prowadzi do punktu przeciążenia zwanego hamowaniem transmarginalnym. Według rosyjskiego uczonego jedną z kluczowych różnic między ludźmi jest szybkość, z jaką osiągają ten punkt. Ci, którzy trafiają tam wcześniej, wyróżniają się odmiennym typem układu nerwowego. Jak podkreśla w książce „Wysoko wrażliwi” (wyd. Feeria) psycholożka Elaine Aron, nie chodzi tu bynajmniej o tworzenie jakiejś elity. Zresztą pycha raczej ci nie grozi, bardziej prawdopodobne jest, że po latach myślenia o sobie jako o kimś nieprzystosowanym masz dość niską samoocenę. I że w ramach kompensacji bardzo wysoko stawiasz sobie poprzeczkę. Chcesz dogonić tych przebojowych, którzy radzą sobie dużo lepiej. Nie widzisz, że w pewnych kwestiach jesteś wiele kroków przed nimi.

Elaine Aron, która jest pionierką badań nad wysoką wrażliwością i szczegółowo opisała tę cechę, wychodzi od dwóch faktów. Po pierwsze, każdy człowiek – niezależnie od stopnia wrażliwości – najlepiej czuje się, gdy nie jest ani zbyt znudzony, ani zbyt pobudzony. Przy niedostatecznym pobudzeniu jesteśmy przytępieni, nieskuteczni. Zbyt silne pobudzenie układu nerwowego prowadzi z kolei do stresu. Potrzeba optymalnego poziomu pobudzenia jest jednym z najlepiej ugruntowanych praw psychologii. Dotyczy wszystkich. Po drugie, ludzie różnią się pod względem poziomu pobudzenia układu nerwowego w określonej sytuacji. Różnice te są normalne i naturalne (w dużej mierze dziedziczne). Odsetek osobników szczególnie czułych na stymulację szacuje się na 15–20 procent.

Holenderscy biolodzy pod kierownictwem Maksa Wolfa badali, jak doszło do ewolucji wrażliwości. Otóż natura nie przypadkiem tak zarządziła – wiąże się to z odmiennymi strategiami przetrwania. Osobnicy o wysokiej wrażliwości w nowych sytuacjach przyjmują bardzo zachowawczą postawę. Zamiast dać się ponieść fali, wolą wycofać się i bez pośpiechu przetworzyć wszystkie dostępne dane. Najpierw jednak trzeba je zgromadzić. A wrażliwcy robią to nieustannie: ich umysł zaprogramowany jest na rejestrowanie i analizę najdrobniejszych niuansów, detali. Ich organizm przypomina niezwykle czuły odbiornik. Wyobrażasz sobie, jakie to obciążenie dla układu nerwowego? Czy można się dziwić, że takie osoby potrzebują czasem się odciąć? Powiedzieć: „Dość! Ani słowa więcej! Nie zniosę tego dłużej!”. Gdyby jeszcze miały odwagę to zrobić... Przecież zwykle w takich sytuacjach słyszą, że przesadzają, są przewrażliwione. I że nic takiego się nie dzieje. Jak mają wytłumaczyć, że to „nic” w ich wnętrzu wygląda jak huragan?

Co za pakiet!

Osoby wrażliwe przez to, że czują głębiej i widzą więcej, potrafią zdemaskować niewygodne prawdy. Z łatwością wyłapują różne błędy i nieprawidłowości. Do tego mają szósty zmysł, głęboki kontakt z duchowością, ze światem snów. Carl Jung twierdził, że wrażliwi ludzie w naturalny sposób podlegają silniejszym wpływom nieświadomości, która przekazuje im informacje „najwyższej wagi”. Nazwał to nawet „proroczym wglądem”.

Elaine Aron zwraca uwagę, że w większości sprawnie funkcjonujących kultur indoeuropejskich rządy opierały się na współdziałaniu dwóch klas: ekspansywnych monarchów oraz równoważących ich poczynania mądrych kapłanów-doradców. Rolę tych drugich pełnią dziś (o ile im się na to pozwoli) osoby wysoko wrażliwe. Aron podkreśla też, że osoby wysoko wrażliwe to idealni pracownicy, potrzebni w każdej firmie. W pracy najbardziej interesuje ich sama praca i jak najlepsze wykonanie zadania. Nie intrygują, nie przepychają się łokciami. Mają bardzo wysokie standardy etyczne i zawodowe. Wyjątkową zdolność do wykonywania zadań wymagających czujności, precyzji i prędkości. Potrafią przyswoić sobie wiele rzeczy niejako mimochodem. Jednak przez to, że trzymają się z boku, nie udzielają się towarzysko i nie krzyczą „ja, ja!”, łatwo można takich ludzi przegapić. Co więcej – ponieważ często jako pierwsi zwracają uwagę na jakąś niezdrową sytuację w pracy – bywają traktowani jako źródło problemu.

A przecież natura pokazuje, że bez wrażliwców nie da się przetrwać. Podobnie jak strażacy, wysoko wrażliwi odbierają głównie fałszywe alarmy. Ale wystarczy, by taka wrażliwość uratowała życie zaledwie raz, a z genetycznego punktu widzenia cecha ta jest opłacalna – pisze Elaine Aron. Można więc powiedzieć, że w przypadkach, gdy wrażliwość prowadzi do nadpobudzenia, jest niezaprzeczalnie kłopotliwa, ale to część pakietu, na który składa się także mnóstwo zalet. Ich lista jest bardzo długa: zmysłowość, pasja, sumienność, wyobraźnia, pomysłowość, kreatywność, zdolność do głębokiej koncentracji (dopóki nie pojawi się czynnik zakłócający), oryginalność, niezwykła intuicja, bardzo czułe sumienie, silna empatia.

Oczywiście, wiele z tych cech może prowadzić do kłopotów. Osoby wrażliwe często nie potrafią stanąć za sobą – dbają o dobre samopoczucie innych, unikają za wszelką cenę konfliktu i... pozwalają się wykorzystywać. Są bardzo samokrytyczne i gotowe brać na siebie odpowiedzialność za cały świat. A kiedy dotrą do punktu przeciążenia i tracą kontakt z własnym wnętrzem, przypominają dzieci we mgle. Może wówczas dojść do głosu ich impulsywność: żeby uwolnić się od sytuacji, w której się duszą, zrywają przyjaźnie, rezygnują z pracy, robią awanturę rodzicom albo rzucają się na jakieś doraźne remedium (alkohol, jedzenie). Przy tym wszystkim jednak wrażliwy układ nerwowy to nieocenione źródło radości, szczęścia i błogości. Elaine Aron i Ilse Sand twierdzą wręcz, że mocniejsze reakcje osób wysoko wrażliwych dotyczą przede wszystkim pozytywnych emocji. Sand pisze o rozkoszy i błogostanie, jakie stają się udziałem wrażliwca, kiedy zanurzy się całym sobą w odbierane wrażenia. To, co stracisz na szerokości, możesz zawsze zyskać na głębokości – podsumowuje.

Chronić czy mobilizować?

Jak już wiesz, wysokiej wrażliwości nie można się pozbyć. I nie warto! Kluczowe jest zrozumienie, czym jest, zaakceptowanie jej i nauczenie się obsługiwania. Jeśli rozpoznajesz się w powyższych opisach, być może już się w tobie coś zmienia... Zaczynasz oswajać swoją odmienność. Elaine Aron sugeruje, by osoby o wysokiej wrażliwości spojrzały na swoje życie przez jej pryzmat. By zreinterpretowały część doświadczeń. Pamiętaj, że wrażliwy system nerwowy łączony jest często z traumą, a nie z dziedziczoną cechą. Jedno nie wyklucza drugiego, działaj więc wielotorowo.

Zdaniem Aron prawdopodobnie najtrudniejszym zadaniem wrażliwca jest ustalenie, w jakim stopniu ma się chronić, a w jakim łagodnie mobilizować. Życie pod kloszem na dłuższą metę nie jest satysfakcjonujące. No i byłaby to niepowetowana strata dla świata. Co jakiś czas wycofuj się jednak, ograniczaj dopływ bodźców. Nie możesz pozwolić sobie na lekceważenie potrzeb organizmu związanych z regeneracją. Ilse Sand nazywa to wręcz czasem wegetacji. Nie chodzi tu o całkowitą bierność – raczej o zajęcie się takimi czynnościami (uprawianie sportu czy ogródka, sprzątanie), które pomogą odpocząć głowie, uporządkować doznania i odzyskać równowagę. Twoim sprzymierzeńcem jest woda – możesz ją pić, patrzeć na nią (staw, rzeka, jezioro, morze!), słuchać jej odgłosów, zanurzać się w niej. Pamiętaj też o możliwościach, jakie daje medytacja i muzyka, pozwalająca kształtować nastrój. Wreszcie o tzw. własnych przystaniach, w których znajdziesz schronienie. Mogą to być osoby, miejsca.

Wysoko wrażliwi mają wyjątkowy talent do nawiązywania głębokich, intensywnych relacji. Wybierając między jakością a ilością, zawsze postawią na tę pierwszą. Nie zmienia to faktu, że powinni dbać o granice: mniej angażować się w pewne sytuacje, nauczyć się asertywności i wybiórczości. Ponieważ często czują się niezrozumiani, szukają w otoczeniu sojusznika. Dzielą się sobą, a potem często żałują. Dlatego zastanów się, czy warto opowiadać o twojej wrażliwości. Jeśli jest to ktoś zaufany – przyjaciel, terapeuta – w porządku. Co do innych – cóż... Może lepiej powiedzieć: „Tego nie lubię”, „Wolę, kiedy...”, „Zależy mi, żeby...”. Nie musisz przekonywać innych o tym, że jesteś normalny. Grunt, że sam już to wiesz.

Co robić, gdy bodźców jest za dużo:

  • Zmień miejsce, wyjdź (choćby do łazienki),
  • Zamknij oczy,
  • Rób sobie częste przerwy (może to mieć zastosowanie również podczas spotkania z przyjaciółką),
  • Pójdź na spacer,
  • Uspokój oddech,
  • Wypij kilka łyków wody,
  • Zmień postawę ciała, by przyjąć bardziej zrelaksowaną i pewną siebie,
  • Poruszaj się!
  • Lekko się uśmiechnij.

Czy jesteś wysoko wrażliwy?

Elaine N. Aron w książce „Wysoko wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie, który nas przytłacza” podaje kilka stwierdzeń, które pozwolą ci ustalić, czy ta cecha jest ci bliska. Sprawdź, w jakim stopniu dotyczą cię poniższe stwierdzenia:
  • Wydaje mi się, że docierają do mnie różne subtelne szczegóły otoczenia.
  • Podlegam wpływowi nastrojów innych ludzi.
  • Mam skłonność do dużej wrażliwości na ból.
  • W dni, kiedy dużo się dzieje, miewam potrzebę znalezienia chwili dla siebie, chowając się do łóżka, zaciemnionego pokoju czy gdziekolwiek indziej, gdzie mogę zaznać trochę spokoju i uciec od bodźców.
  • Jestem bardzo czuły na działanie kofeiny.
  • Łatwo przytłaczają mnie takie bodźce jak: ostre światło, silne zapachy, szorstkie tkaniny czy syreny przejeżdżających karetek.
  • Mam bogate, skomplikowane życie wewnętrzne.
  • Głośne dźwięki sprawiają mi dyskomfort.
  • Do głębi porusza mnie sztuka i muzyka.
  • Jestem sumienny.
  • Łatwo mnie przestraszyć.
  • Czuję się roztrzęsiony, gdy mam dużo do zrobienia w krótkim czasie.
  • Gdy ludzie nie czują się komfortowo w miejscu, w którym przebywają, zwykle wiem, jak temu zaradzić (przez zmianę oświetlenia, przestawienie foteli itp.).
  • Irytuje mnie, gdy ludzie wymagają ode mnie zrobienia zbyt wielu rzeczy jednocześnie.
  • Bardzo dbam o to, by unikać pomyłek czy zapominania o czymś.
  • Celowo unikam filmów i programów telewizyjnych pokazujących sceny przemocy.
  • Odczuwam nieprzyjemne pobudzenie, kiedy wokół mnie dużo się dzieje.
  • Głód wywołuje u mnie silną reakcję, tak że tracę koncentrację czy pogarsza się mój nastrój.
  • Zmiany w moim życiu wytrącają mnie z równowagi.
  • Zauważam i cenię sobie delikatne czy wysublimowane zapachy, smaki, dźwięki, dzieła sztuki.
  • Ważne jest dla mnie takie ułożenie sobie życia, by unikać sytuacji denerwujących i rozstrajających.
  • Kiedy podczas wykonywania zadania muszę z kimś rywalizować lub jestem obserwowany, bardzo się denerwuję i radzę sobie o wiele gorzej niż normalnie.
  • Mam wrażenie, że w dzieciństwie rodzice lub nauczyciele postrzegali mnie jako wrażliwego czy nieśmiałego.

  1. Seks

Nieśmiałość w relacjach intymnych – jak ją pokonać?

fot. materiały partnera
fot. materiały partnera
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Nieśmiałość u mężczyzn rzadko jest efektem braku akceptacji własnego wyglądu. To częsty wynik przepracowania lub problemów z erekcją, które są coraz bardziej powszechne nawet u trzydziestolatków.

To kobiety częściej wstydzą się w łóżku. Tak przynajmniej wydaje się wielu z nas. Jak jednak wynika z badań, nawet do 30 procent mężczyzn na jakimś etapie życia odczuwa stres w łóżku. W przeciwieństwie do kobiet nie stresują się oni własnym wyglądem, ale tym, jak wypadną. Z badań przeprowadzonych w 2016 na Uniwersytecie Colombia wynika, że aż 50 procent mężczyzn uważa, że powinni być zawsze „gotowi”. I dlatego decydują się na seks nawet wtedy, gdy nie mają na to ochoty. To z kolei może skutkować całą listą problemów w łóżku.

Potrzeba wykazania się

Wielu mężczyzn uważa, że seks to kolejne pole, na którym muszą się sprawdzić. Powinni być idealnymi pracownikami, synami, partnerami, ojcami, a także kochankami. A paradoksalnie, coraz mniej mężczyzn ma ochotę na tak częsty seks, jak jeszcze dekadę temu, wynika z badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii. To przeważnie efekt przepracowania. Wielu ma więc wewnętrzny konflikt - standardową potrzebę seksu, a z drugiej strony przekonanie, że powinni uprawiać go dużo, być gotowi na każde zawołanie, a do tego energiczni, szaleni i kreatywni w łóżku. A od takiej postawy już niewielki krok do poważnych problemów w łóżku. Przedwczesny wytrysk lub problem z jego uzyskaniem, zaburzenia erekcji, w tym jej utrata w trakcie zbliżenia, dotyczą mężczyzn w każdym wieku.

I mimo że ich jednorazowe pojawienie się nie jest powodem do zmartwień, u wielu mężczyzn powoduje ono powstanie błędnego koła. Po jednym niefortunnym zdarzeniu, spowodowanym np. ogromnym zmęczeniem, mężczyzna fiksuje się na tym, że spotka go to kolejny raz. I wtedy najczęściej tak się faktycznie dzieje, ale już tylko i wyłącznie z powodu stresu. Jak sobie z tym radzić?

fot. materiały partnera fot. materiały partnera

Ośmielenie partnera

Czy można pomóc partnerowi wyjść z tego zaklętego kręgu? Tak. W jaki sposób? Luzem i humorem. Nie ma nic gorszego, niż utwierdzanie partnera w tym, że stało się coś złego. Obrażanie się, smutek, pytania ”Czy coś źle zrobiłam?”. To wszystko wpędzi go w jeszcze większe wyrzuty sumienia niż już ma. Do całej sprawy trzeba podejść na luzie. Przekonać go, że nic się nie stało. Gdy zacznie się stresować w łóżku kolejnym razem, trzeba pomóc mu skupić się na przyjemności, a nie seksie jako zadaniu. Nie naciskać, nie pytać, nie wymuszać. Można nawet zrezygnować ze stosunku na rzecz pieszczot oralnych. Pokazać mu w ten sposób, że chodzi o bliskość, a nie o faktyczny stosunek.

Jeśli problem jednak się powtarza przez dłuższy czas lub nasila, warto przemyśleć wizytę u specjalisty - seksuologa lub psychoterapeuty. Dzięki niemu dowiemy się przyczyny tego problemu. Czasem konieczna może być terapia behawioralna lub włączenie do codziennego życia sposobów walki ze stresem, takich jak na przykład medytacja.

fot. materiały partnera fot. materiały partnera

Gdy problemy z erekcją to coś więcej

Najczęstszą przyczyną stałych problemów z erekcją, zwłaszcza u młodych mężczyzn, jest stres. Może być spowodowany nadmiarem obowiązków w pracy, „zadaniowym” podchodzeniem do seksu w nowym związku albo być sygnałem problemów w tym już trwającym. Czasem problemy z erekcją mogą mieć przyczynę fizjologiczną i to nie tylko u mężczyzn po 60 roku życia, jak się do niedawna uważało. Może nasilać je nadmiar alkoholu, papierosy, problemy z sercem, zła dieta czy na przykład brak sportu. Zdarza się, że to wynik przyjmowania niektórych leków. Czasem zaburzenia erekcji są jednak zwiastunem poważniejszych problemów zdrowotnych albo tych zupełnie niezwiązanych ze strefą intymną, jak problemy z kręgosłupem. Wtedy konieczne mogą być . Dlatego zawsze przy długo utrzymujących się problemach z erekcją, warto wykluczyć problemy zdrowotne.

  1. Psychologia

Energia z kamienia – na czym polega litoterapia?

Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. (Fot. iStock)
Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. (Fot. iStock)
Śpiewając, że brylanty są najlepszymi przyjaciółkami kobiety, Marilyn Monroe myślała prawdopodobnie o ich pięknie. Średniowieczna mniszka Hildegarda z Bingen przypisywała im jednak także działanie lecznicze.

Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. Najbardziej znana jest dziś praca Hildegardy z Bingen, w której średniowieczna mniszka polecała m.in. szmaragd na atak padaczki czy silne bóle głowy. Historycy przywołują również zapiski Pliniusza Starszego, powstałe w I wieku naszej ery.

Litoterapia, czyli leczenie kamieniami (od lithos – kamień i therapeuo – leczenie, pielęgnacja) opiera się na zasadzie przepływu energii. Kamienie pochodzenia mineralnego zawierają te same pierwiastki co ciało człowieka i mogą uregulować biochemiczny niedobór albo nadmiar w organizmie.

Terapeutyczne działanie kamieni, odrzucane przez medycynę akademicką jako naukowo niepotwierdzone, ma jednak wielu zwolenników. „Dlaczego na przykład korale bledną, gdy osoba je nosząca choruje na niedokrwistość, a odzyskują barwę, gdy wraca do zdrowia?” – pyta prezes polskiej filii światowej federacji medycyny alternatywnej Zbyszko Patyk i zwraca uwagę, że z przeprowadzonych kiedyś badań wynikło, że ułożone wokół głowy kryształy zmieniają zapis encefalogramu.

Mimo niechęci naukowców do litoterapii (która być może wzięła się po części stąd, że sama nazwa powstała w kręgach newage'owskich w latach 70. XX wieku) ma ona jednak wielu praktyków, którzy rozwijają ją jako uzupełnienie medycyny zachodniej.

Jak stosować litoterapię?

Zwolennicy metody radzą, żeby wybrać kamień, który do nas przemówi, i stworzyć własne rytuały z jego udziałem: przytrzymać co rano przez kilka chwil w dłoni czy przykładać do punktów energetycznych na ciele.

Ważna jest również odpowiednia pielęgnacja kamienia, trzeba go czyścić zgodnie ze wskazówkami, czasem w czystej wodzie, w innych przypadkach np. w roztworze soli.

Terapeutyczne znaczenie będzie miało ponadto noszenie biżuterii z wybranym kamieniem czy nawet postawienie go w swoim pokoju.

O kilka wskazówek poprosiliśmy prowadzącą sesję terapii kryształami Alicję Radej (@alicja_radej). Oto, co poleciła na nękające nas często schorzenia fizyczne i psychosomatyczne:

  • na bezsenność: ametyst, celestyn, czaroit, howlit, hematyt, lapis lazuli, sodalit, malachit;
  • na otyłość: czarny onyks, turmalin, kamień księżycowy, cytryn;
  • na wzmacnianie odporności: heliotrop, ametyst, czarny turmalin, zielony kalcyt, karneol, kwarc;
  • na bóle miesiączkowe: serpentyn, tygrysie oko, bursztyn, miedź, chryzopraz;
  • na problemy z menstruacją: serpentyn, tygrysie oko, bursztyn, miedź, chryzopraz;
  • na problemy z menopauzą: cytryn, granat, lapis lazuli, perła, kwarc różowy, rubin, heliotrop.

Wszystkie te kamienie są do kupienia w Polsce.

Kamienie lecznicze wg Hildegardy z Bingen

  • szmaragd
  • hiacynt
  • onyks
  • beryl
  • sardoniks
  • szafir
  • sard
  • topaz
  • chryzolit
  • jaspis
  • praz
  • chalcedon
  • chryzopraz
  • karbunkuł
  • ametyst
  • agat
  • diament
  • magnetyt
  • liguriusz
  • kryształ
  • perła rzeczna
  • karneol
  • alabaster
  • wapień
  1. Psychologia

Przyszłość małżeństwa – monogamia symetryczna

Małżeństwo symetryczne zakłada równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. (Fot. iStock)
Małżeństwo symetryczne zakłada równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. (Fot. iStock)
Pisze się o zdradach, rozwodach, poliamorii itp. Czy jest więc sens zastanawiać się nad monogamią i wiernością albo nad spełniającym te kryteria małżeństwem? Tak, Helen Fisher, amerykańska antropolożka i badaczka miłości, przepowiada im wielką przyszłość. Nowy rodzaj związku nazywa symetrycznym.

Gdyby kobieta żyjąca w monogamii symetrycznej miała opowiedzieć o swojej seksualności, to co by powiedziała? Jak brzmiałoby jej wyznanie? Zainspirowane przez Helen Fisher, amerykańską antropolożkę, napisałyśmy z Izabelą Jąderek, warszawską seksuolożką i psychoterapeutką, wyznanie takiej kobiety: Naga? Jestem otwarta i naturalna w miłości. Nie wstydzę się swojego ciała. Lubię je. Piersi za małe, pupa za duża? Akceptuję swój wygląd, niedoskonałości nie spędzają mi snu z powiek. Jestem taka, jaka jestem. A jeśli coś mi przeszkadza, czuję zawstydzenie czy zakłopotanie, to przyglądam się temu. Zastanawiam się: „Czy tego nie chcę, czy może uważam, że nie powinnam chcieć, bo tak mnie wychowano?”. Naga w seksie, ale też naga w emocjach, w marzeniach, w fantazjach, w pragnieniach: uległości czy dominacji nad tobą. Nie czuję się zmuszona do bierności! Inicjuję seks bez obawy, że powiesz: „Jesteś zbytnio wyzwolona”, albo nawet: „wyuzdana!”. Oddaję ci się też bez wstydu, jeśli tylko mam takie pragnienie. W łóżku mogę śmiać się, krzyczeć albo śpiewać. To zależy, co czuję i jak przeżywam miłość. Mam oczekiwania i chcę, byś je spełnił. Spotkałam cię po kilku bardziej lub mniej nieudanych związkach i nareszcie mogę być sobą, będąc z mężczyzną. Ufam ci. Dajesz mi poczucie bezpieczeństwa.

Cudne? Ba! Ale czy takie pogodzenie ze swoją cielesnością i seksualnością to dla wielu kobiet nie utopia? Czy każda z nas, jeśli tylko zachce, może stać się kimś takim?

Poznaj samą siebie

Myślimy, że serce i miłość to synonimy, mówimy: „Oddałam mu serce”; „Złamał mi serce”. Izabela Jąderek przekonuje, że najważniejsze jest zbudowanie relacji z samą sobą. Poznając siebie, kobieta odkrywa, jak chce się kochać, i znajduje w sobie śmiałość, by właśnie tak to robić. Czy jednak każda z nas może zacząć kochać i żyć w zgodzie ze swoją zmysłowością, seksualnością? I czy jest to aż tak ważne? – W moim osobistym przekonaniu każda może i ma do tego potencjał – stwierdza Izabela Jąderek. – Oczywiście, napotka na tej drodze mnóstwo wybojów, ale kluczem jest słowo „chcieć”: przyglądać się sobie po to, by zrozumieć siebie i swoje potrzeby również w tym aspekcie, jakim jest seksualność. Potem można ją przyjąć albo coś w niej zmienić.

A czy to ważne? Tak, jeśli marzy nam się symetria we dwoje, a nawet małżeństwo symetryczne. Zakłada ono równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. Żeby być równą mężczyźnie w realizacji swoich pragnień, kobieta musi wiedzieć, jakie one są, czego chce od kochanka. A to wcale nie jest takie oczywiste, nawet dla niej samej. Dlaczego? Związek monogamiczny dziś oznacza często tradycyjny podział ról i zależności. Wynika to z wychowania, a często i ekonomii. – Kobieta ekonomicznie zależna bywa też zależna mentalnie – wyjaśnia Jąderek. Powściąga się w łóżku i dostosowuje do partnera, i to w sposób całkiem bezwiedny.

Nie zawsze tak jest, ale jeśli mamy wątpliwości, czy realizujemy swoją seksualność, warto się zastanowić, jak nas wychowano. Czy moi rodzice okazywali sobie nawzajem czułość? Czy ja lubię swoje ciało? Czy potrafię wskazać, gdzie pojawiają się w nim uczucia? A może chcę się upodobnić do modelek, aby poczuć się atrakcyjna? A seks? Czy kojarzy mi się z przyjemnością, czy ze skrępowaniem? To pomoże nam odnaleźć drogę do zrozumienia swojej seksualności i do ewentualnej erotycznej zmiany siebie.

Szczęśliwi we dwoje

Równość ekonomiczna jest ważna, bo zdaniem badaczy monogamia symetryczna to powrót do archaicznego związku, w którym panowało partnerstwo! W czasach łowców i zbieraczy, a więc przed wynalezieniem pługu, kobieta i mężczyzna wnosili tyle samo do wspólnej spiżarni. Czyli byli ekonomicznie równi i dlatego mieli równe prawa erotyczne. Małżeństwo symetryczne wraca, bo kobiety stają się na powrót równe swym partnerom. Ale też mężczyźni mają dziś do wykonania wewnętrzną pracę. Do gabinetu seksuologów trafiają ci, którym przeszkadza, że żona zarabia więcej lub po prostu dużo. Mężczyzna chce czuć się potrzebny, mieć co dać kobiecie. Nie muszą to jednak być pieniądze. A co? Warto nad tym pomyśleć.

Dziś ludzie są ze sobą z różnych powodów i na różnych zasadach. Ale jeśli łączy ich miłość romantyczna (prawie 90 proc. par), czują się sobie równi także w seksie i są wierni, taki rodzaj związku to właśnie monogamia symetryczna. Sposób na szczęście we dwoje. Trwałe szczęście.

To zachęcające! Gdyby więc chcieć stworzyć taki związek, to od czego zacząć? Od udanego seksu? A co jeśli do tej pory seks nie był naszą mocną stroną? Nie wszystkie kobiety nawet go lubią. Można odblokować ukrytą, nawet przed samą sobą, energię seksualną.

– Pomagają w tym rytuały niemające wiele wspólnego z seksem – mówi Izabela Jąderek. – Bo też radość w łóżku znajdziemy, jeśli wejdziemy do niego prowadzeni intymnością i uczuciem. Miłością. Staroświeckie? Może, ale skuteczne – dodaje seksuolożka. Czerpanie radości z seksu opiera się na intymności. Udany seks nie wydarzy się bez udanej relacji, dlatego to, co wzmacnia bliskość, uwalnia także seksualną energię. Kobieta i mężczyzna czasem jej nie odczuwają tylko dlatego, że nie łączy ich intymność.

Miłosne rytuały

Siadamy naprzeciw siebie na łóżku czy dywanie. Dłonie kładziemy w okolicach serca partnera. Próbujemy dostosować oddech do jego oddechu: z jego wydechem bierzemy wdech, tworząc oddechowe koło. Patrzymy sobie w oczy.

– Jedno i drugie z dużą dozą prawdopodobieństwa może się rozpłakać, bo też rzadko kiedy ludzie okazują sobie czułe zainteresowanie przez kilka minut, bez przerwy patrząc na siebie – mówi psychoterapeutka. Po tym czasie, jeśli poczują taką potrzebę, mogą się przytulać, całować, ale nie kochać. Chodzi o odczucie bycia razem blisko, ale bez seksu. To doświadczenie intymne. Czułe bycie razem zbliża bardziej niż seks i przygotowuje do seksu, który buduje intymność. Bo też często brakuje nam właśnie tej czułości. Dlatego taki rytuał czasem wystarczy, by kobieta, która uważała, że nie ma libido, odczuła nagle ochotę na seks. Uważność mężczyzny jako afrodyzjak? Ochota na seks maleje wskutek jej braku. Odwrotnie działa poczucie bycia widzianą. Samo jednak ćwiczenie nie wystarczy.

– Potrzeba uważności w codziennym życiu – dodaje Jąderek. – Ale i na to jest sposób: nauka uważnej komunikacji. Ona lub on mówią przez trzy do pięciu minut. Drugie słucha bez przerywania, a potem powtarza to, co usłyszało, własnymi słowami. „Czy o to chodziło?” Następnie zamieniają się rolami.

– Para dodatkowo może skorzystać z rytuałów, które oparte są już na kontakcie cielesnym, ale nie seksualnym. Dzięki nim można doświadczyć tego, że w seksie nie chodzi o sam mechaniczny akt – dodaje Jąderek.

Kobieta opiera nogi na biodrach partnera, on wprowadza członek do jej pochwy. I tu podobieństwa do stosunku seksualnego się kończą. Bo oboje są tak spleceni przez pięć do dziesięciu minut. Patrzą sobie w oczy. Dłonie trzymają na klatce piersiowej, oddychają w podobnym tempie. A potem on wychodzi z niej i ją przytula. Mówią, co czują. Z seksu lepiej na tę chwilę zrezygnować, a zyska się coś, co będzie pomagało i w nim, i w byciu razem, i w miłości… Genitalia nie służą tylko do seksu, ale też byśmy poczuli, co to znaczy być Jednym. To już jest bardziej emocjonalny czy duchowy wymiar seksu. Przekroczenie jednostkowego bytu.

Mężczyzna w monogamii

– I tu jest sedno sprawy – mówi Izabela Jąderek. – Kobieta żyjąca w monogamii symetrycznej może tak się zachowywać, ponieważ spotkała właściwego mężczyznę – takiego, przy którym czuje się bezpiecznie i do którego ma zaufanie. Tworzą związek partnerski, począwszy od podziału obowiązków domowych, poprzez opiekę nad dziećmi, jeśli je mają, a skończywszy na seksie. To, jacy jesteśmy, ma związek z relacjami, jakie tworzymy.

A gdyby tak dla odmiany miał się nam zwierzyć mężczyzna żyjący w monogamii symetrycznej, to jak brzmiałoby jego wyznanie? Puśćmy znów wodze wyobraźni: Pożądam cię, kiedy masz ogień w oczach. Jesteś pełna energii. A więc kiedy zajmujesz się tym, co cię pasjonuje. Pożądam cię, gdy robimy razem coś nowego, niecodziennego. Jedziemy do jaskiń obejrzeć nietoperze, gotujemy mule na ognisku, a nigdy tego nie robiliśmy. Pragnę cię, kiedy czuję, że mogę się przy tobie swobodnie zachowywać. Chcę cię zdobywać. Zgadywać, kim jesteś. Chcę, byś ciągle wzbudzała moją ciekawość.

Gdy pokochamy i poczujemy się kochane – nie rezygnujmy więc ze swoich pasji. Z siebie. A często tak robimy. Bardziej zajmują nas nowe rolety niż to, co pasjonowało przed ślubem, na przykład taniec współczesny. – Pożądanie karmi się innymi emocjami niż stabilność – dodaje Izabela Jąderek.

Pozwalajmy więc sobie na świeżość, ekscytację, tajemniczość – tam mieszka pożądanie. Pożądanie związane jest z poziomem dopaminy, a ta wydziela się, gdy robimy rzeczy nierutynowe. Dopamina zaś odpowiada za doświadczanie orgazmu, a ten stymuluje przepływ oksytocyny i wazopresyny, budzących uczucie przywiązania. Dlatego udany seks jest elementem szczęśliwej i trwałej miłości. Utrwala on wierność, która wydaje się nieoceniona w związku symetrycznej pary.

Wierność otwiera ciało

Kobieta, która wierzy, że jej partner jest wierny, mogłaby powiedzieć coś takiego: Jesteś dla mnie najważniejszy, ja dla ciebie – jedyna. To pozwala mi przeżywać naszą bliskość wyjątkowo. Moje ciało przed nikim tak się nie otwiera jak przed tobą. Kiedy się kochamy, jesteśmy jednym ciałem i duchem… A tu nagle: trzask! W twoim telefonie zdjęcie nagiej kobiety i SMS: „Będę jutro w porze lunchu”. Zdradziłeś mnie?! A więc nie jestem jedyną, na którą tak patrzysz? Jest jeszcze ktoś, kto stał się ode mnie atrakcyjniejszy, ważniejszy. Ciało się zamyka. Serce się zamyka. Czuję wstyd, lęk przed oceną, porównywaniem. Już nie patrzę na ciebie z miłością. Patrzę z lękiem i złością. Zastanawiam się, kim ty jesteś, kim ja jestem.

Zdaniem belgijskiej psychoterapeutki i badaczki Esther Perel, kiedy kochamy romantycznie, symetrycznie, zdrada bywa ostateczna właśnie dlatego, że sięga naszej tożsamości, poczucia tego, kim jesteśmy. Kiedy kochamy, wierność jest konieczna. Kiedy jesteśmy z kimś dla złotej karty, nie ma ona takiego znaczenia. Ale też trudniej wtedy o to upragnione szczęście we dwoje. Symetryczna miłość daje głębsze możliwości realizowania siebie we dwoje, ale więcej też wymaga.

Przyszłość małżeństwa

Dla wielu to żart. Wzrasta akceptacja dla rozwodów, ba, pojawił się nawet nowy rodzaj wstydu – związany z tym, że nie odchodzimy od kogoś, kto jest nie taki, jak powinien. Nie sprzyja monogamii także stawianie na siebie.

– Mimo to, a może właśnie z tego powodu, monogamia jako swoista przeciwwaga powraca – stwierdza seksuolożka. Kultura konsumpcyjna, oderwanie seksu od miłości nawet jeśli dają przyjemność, to także nużą. Coraz częściej widać chęć powrotu do takich wartości, jak miłość, partnerstwo, czułość. Zmianie ulega tylko definicja związku i potrzeb z nim związanych. Nie rezygnujemy ze ślubu. Mamy po prostu inną strategię szukania partnera czy partnerki – czekamy, aż będziemy pewni. A pewni bywamy zazwyczaj po kilku związkach. Bliżej 40. niż 20. urodzin. Nadal jednak chcemy kochać i być kochani.

  1. Psychologia

Władza a podległość – jak zmieniają ludzi?

Sprawowanie kontroli, zarządzanie innymi nasila skłonność do działania, wzmacnia dążenie do celu i wytrwałość, podnosi kreatywność, a obniża konformizm. (fot. iStock)
Sprawowanie kontroli, zarządzanie innymi nasila skłonność do działania, wzmacnia dążenie do celu i wytrwałość, podnosi kreatywność, a obniża konformizm. (fot. iStock)
W jaki sposób miejsce w hierarchii służbowej wpływa na kreatywność? O decyzyjności, zarządzaniu i ich oddziaływaniu na pełnienie ról społecznych w organizacji mówi dr Dorota Wiśniewska-Juszczak, psycholożka społeczna z Uniwersytetu SWPS, ekspertka od zagadnień związanych z władzą i przywództwem.

Zrób prosty eksperyment. Narysuj kredką literę „E” na własnym czole. Wykonaj tę czynność i dopiero wtedy zacznij dalej czytać ten tekst. Już? Jeśli na co dzień sprawujesz władzę, to prawdopodobnie narysowałeś literę „E” z kreskami poziomymi skierowanymi w lewo.

No cóż, nie ułatwiłeś zadania obserwatorom. Nic dziwnego. Osoby zarządzające innymi koncentrują się na sobie i swojej perspektywie. Gdy w laboratorium badacze poprosili o narysowanie „E” uczestników, u których za pomocą wspomnień aktywizowano władzę lub podwładność, to aż trzy razy więcej osób kierujących personelem rysowało ją z własnego punktu widzenia. Badacze pod przewodnictwem Adama Galinsky’ego z Columbia Business School udowodnili, że sprawowanie funkcji kierowniczej znacząco podwyższa egocentryzm i zniechęca do patrzenia na rzeczywistość z innej perspektywy niż własna. Osoby uprawnione do kontroli podwładnych (nawet przez chwilę wzbudzoną w badaniach) automatycznie przyjmują założenie, że inni mają taką samą wiedzę, jak oni i taki sam dostęp do informacji. Gdyby przeanalizować sytuację osób pełniących role związane z władzą to często efekt „czołówki E” występuje w codziennej pracy i może prowadzić do uprzedmiotowienia podległych pracowników, niezauważania potrzeb innych oraz realizowania osobistych celów. Władza nie tylko obniża empatię. Prowadzi do wzrostu pewności własnych opinii i ogranicza skłonność do uwzględniania rad innych. Kierując innymi tracimy motywację do tego, aby ich rozumieć. Jak wykazały amerykańskie badaczki Jennifer Overbeck i Bernadette Park, staramy się zrozumieć inne osoby dopiero wówczas, gdy uświadamiamy sobie, że bez ich pomocy nie osiągniemy założonych celów zawodowych.

Podwładność zabija kreatywność

Władza to jednak nie tylko duże ego. Jedną z najbardziej poszukiwanych i najważniejszych kompetencji szefa jest umiejętność wprowadzania zmian i innowacji w firmie. Do tego również potrzebne jest poczucie mocy i wpływu, a przy tym takie postępowanie, by inni nie czuli się podwładnymi. Sprawowanie kontroli, zarządzanie innymi nasila skłonność do działania, wzmacnia dążenie do celu i wytrwałość, podnosi kreatywność, a obniża konformizm. Pozwala widzieć świat czy cele z lotu ptaka, z pominięciem nieważnych szczegółów. Jak z kolei wykazali Keltner, Gruenfeld i Anderson psychologowie społeczni z Uniwersytetu Stanforda przyjmowanie roli podwładnego uruchamia system hamowania, który prowadzi do skupienia na analizie detali, blokuje kreatywne myślenie i utrudnia działania, a tym samym wprowadzanie zmian w swoim otoczeniu.

Dobry kierownik

Aby rozwijać ludzi trzeba znać ich potrzeby i dobrze rozpoznać potencjał. Wiedzieć, do czego ten proces ma doprowadzić w dłuższej perspektywie szefa i jego pracowników. Wtedy pojawia się prawdziwa współzależność celów. Władza jest dobra i warto ją mieć, by skutecznie zarządzać zespołem. Przywództwo też jest ważne, by inni widzieli, że wiesz dokąd i po co razem zmierzacie. Warto pamiętać o słowach Monteskiusza, który mawiał, że „By dokonać wielkich rzeczy, nie trzeba być wielkim geniuszem, nie trzeba być ponad ludźmi, trzeba być z nimi", Najważniejsze jest zarządzanie, które sprawia, że jesteś blisko ludzi, ich problemów.

Jak to osiągnąć w praktyce? Oto kilka rad wynikających z wielu badań. Przede wszystkim nie przestawaj zarządzać, czyli planować, delegować, egzekwować. Bądź blisko ludzi, pamiętaj o ich zawodowej codzienności i ich potrzebach. Nie jesteś sam. Masz zespół. Gdy go budujesz nie rób tego tylko dla siebie, ale też dla jego członków. Przywództwo uwodzi, bo szef lub kierownik czuje, że staje ponad innymi, czuje się lepszy i ważniejszy, co powoduje, że zaczyna myśleć, że może pozwolić sobie na więcej. Uważa, że ma większe prawa, co może prowadzić do łamania norm lub działań niezgodnych z zasadami. To zasługa systemu dążenia, który włącza się w sytuacji sprawowania władzy. Dlatego, gdy pojawi się poczucie wyższości, dla dobra zatrudnionych ludzi warto natychmiast wyjść z gabinetu i pójść do stołówki dwa piętra niżej, by posłuchać jakie problemy mają członkowie zespołu, co ich trapi, co interesuje. Warto dać się wypowiedzieć swoim ludziom i posłuchać o tym jakie mają pomysły. Wziąć pod uwagę perspektywę innych i szukać rozwiązań, które naprawdę wychodzą naprzeciw zgłaszanym przez nich potrzebom. Poddawać się ocenie i reagować konstruktywnie na otrzymywane komunikaty zwrotne. To ochroni szefa przed egocentryzmem, efektem „czołówki E”, przed upadkiem i wreszcie przed samą utratą władzy. Badania pokazują, że zespoły działają najlepiej – to oznacza także efektywność w realizacji zadań - gdy energia, którą daje zwierzchnictwo, połączona jest z treningiem przyjmowania perspektywy – u szefów, nie u podwładnych.

Gdy zatem słyszę, że menedżer zarządzający zespołem twierdzi, że nie chce sprawować władzy, to zaczynam się martwić o jego ludzi. Pozycja w firmie, która umożliwia kierowanie pracą ludzi, daje możliwość wywierania wpływu, a bez tego nie ma skutecznego zarządzania. Władza sprawowana z odpowiedzialnością za innych ma sens.

Dr Dorota Wiśniewska-Juszczak w pracy naukowej koncentruje się na zagadnieniach związanych z władzą i przywództwem. Prowadzi badania nad konsekwencjami stosowania różnych strategii wpływu w relacji z osobami poddanymi władzy. Jako praktyk – trener i konsultant – specjalizuje się w budowaniu efektywnych zespołów i komunikacji w ich obrębie. Jest autorką innowacyjnej metody pomiaru potencjału przywódczego menedżerów, akredytowanym trenerem Insights Discovery oraz trenerem najwyższego stopnia terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach.

Materiały prasowe SWPS