1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Dom czy przedszkole? Fragment książki „Przedszkolak – wielki mały człowiek”

(Fot. iStock)
Wielu rodziców małych dzieci, chcąc zapewnić im jak najlepsze warunki do rozwoju, zastanawia się, czy przedszkole to właściwe miejsce dla kilkulatka. Czy dziecko będzie tam bezpieczne, czy będzie dobrze zaopiekowane? Między innymi tego typu wątpliwości rozwiewają Aleksandra Piotrowska i Irena A. Stanisławska w książce „Przedszkolak – wielki mały człowiek”.

Fragment książki „Przedszkolak – wielki mały człowiek”

W wielu kręgach rośnie liczba kobiet przeświadczonych o tym, że bezwzględnie najlepszym miejscem, w którym dziecko powinno wzrastać i rozwijać się, jest dom, a instytucje opiekuńczo­wychowawcze typu przedszkole czy, nie daj Boże, żłobek to jest ostateczność. Tam posyła się dziecko wtedy, kiedy w związku z sytuacją materialną rodziny kobieta musi iść do pracy. Dobre dzieciństwo to dzieciństwo spędzone w domu pod opieką mamy, a najlepiej, żeby na podorędziu była także babcia.

I w wielu kobietach, które same chodziły do przedszkoli, wywoływane jest dzisiaj właśnie takie poczucie, że powinny „poświęcić się” i tych kilka lat spędzić w domu, gwarantując dzieciom to, czego najbardziej potrzebują. Niestety mamy nawrót konserwatywnych postaw dotyczących różnych aspektów naszego życia, co przejawia się także w oczekiwaniach formułowanych wobec kobiet. Nie chciałabym jednak, rozważając kwestię, czy dziecko powinno być w domu, czy raczej pójść do przedszkola, skupiać się na tym, co byłoby najlepsze dla kobiet, ponieważ mamy zająć się dzieckiem.

Popatrzmy na sprawę z punktu widzenia dziecka i jego szans na rozwój, zadajmy sobie pytanie: Czego potrzebuje dziecko? Jeśli jest bardzo małe, takie że samo nie potrafi jeszcze zaspokoić swoich podstawowych potrzeb – nie potrafi samo sięgnąć po jedzenie, zasygnalizować, że chce pić, nie potrafi sięgnąć po zabawkę – jasna sprawa, że najkorzystniejsza jest wtedy opieka jeden na jeden. Jedna dorosła osoba, której cały czas, cała uwaga, cała miłość i czułość poświęcona jest dziecku. I każdemu maluchowi tego życzmy. Ale czy to, co jest optymalne dla dziecka rocznego, jest także najlepsze dla trzylatka? A dla czterolatka, pięciolatka? Otóż jestem głęboko przekonana, że najlepsze warunki wzrastania i rozwoju dziecka zapewni czuły, kochający, dobry dom, ale uzupełniony o placówki opiekuńcze, w których dziecko zaznaje tego, czego zaznać w domu nie ma szansy, a mianowicie, że jest jednym z wielu. Nie najważniejszym.

A jeżeli nie jest jedynakiem, lecz ma dwoje rodzeństwa?
Niech ma nawet i siódemkę! Te dzieci są zróżnicowane wiekowo, bo sama przyznasz, że siedmioraczków to u nas raczej niewiele. Wzrastają więc w zupełnie innych warunkach niż wtedy, gdy spotyka się piętnastka, dwudziestka czy w dużych miastach nawet dwudziestkapiątka dzieci dokładnie w takim samym wieku. Oczywiście to nie znaczy, że prezentujących identyczny poziom rozwoju, niemniej jednak jest on bardzo do siebie zbliżony. I w takich warunkach dziecko, bardzo często metodą prób i błędów, musi wypracować takie sposoby działania, aby uzyskać zadowolenie i to, co dla niego jest ważne. Tutaj na pierwszy plan wysunęły się nam korzyści z bycia w grupie.

Powiedziałabym, że wysunęła się rywalizacja.
Rywalizacja, niesprawiedliwość, odsuwanie na dalszy plan. I my się mamy decydować na skazywanie dzieci na tego typu doświadczania??? Oczywiście! Przecież powinniśmy je przygotować do życia, prawda? A jaka jest szansa, że przejdą przez nie bez rywalizacji, bez bycia jednym z wielu?

A czy w domu, gdzie jest trójka dzieci, rywalizacji nie ma? Nie ma odsuwania na dalszy plan? Tylko w domu, jeśli pięciolatek postanowi zabrać trzylatkowi zabawkę, to ten tak naprawdę nie ma szans; poza jedną – może rozpaczliwie wrzeszczeć i tym wrzaskiem przywołać dorosłego, który ewentualnie podejmie interwencję. I jaka wtedy będzie nauka dla trzylatka? Że jeśli w jego życiu pojawia się jakiś problem, to należy wrzeszczeć i dopominać się, żeby ci silniejsi, ci, którzy mogą, poprawili jego sytuację. A ja nie chcę, żeby dzieci z tego typu naukami szły w dalsze życie.

A jeśli trzylatkowi inny trzylatek zabiera zabawkę, to co może zrobić?
Zauważ, że to są dzieci o mniej więcej takich samych możliwościach. Mądra pani wychowawczyni nie biegnie od razu z interwencją, tylko najpierw pozwala, żeby same popróbowały sobie z tym problemem poradzić (często także dlatego, że ta-kich czubiących się par może mieć jednocześnie dziesięć). W domu taka sytuacja się raczej nie zdarzy.

Gdybym nie posłała dziecka do przedszkola, a regularnie spotykała się z dwiema, trzema koleżankami, które mają dzieci w tym samym wieku co moje, to również byłoby w grupie rówieśniczej.
W grupeńce, a nie grupie. Bo to jest pewna różnica, czy grono liczy trzy osoby, czy osiemnaście. Poza tym, na ile godzin mogłybyście się spotykać? Zakładając, że byłybyście naprawdę wyjątkowo zorganizowane i codziennie udawałoby się wam spędzać dwie godziny (chociaż to chyba nadto optymistyczne), to porównaj to z przedszkolem, w którym wychowawcy zajmują się dziećmi pięć razy w tygodniu po pięć–sześć godzin (a większość dzieci przebywa w przedszkolu jeszcze dłużej). Widzisz różnicę?

Widzę, ale jeżeli moje dziecko jest nieśmiałe, łatwiej mu będzie otworzyć się przy dwójce dzieci niż przy dwudziestce. Łatwiej też będzie nawiązać kontakt interpersonalny. Może więc zacząć od takich spotkań, a później, gdy ma cztery lata, wysłać do przedszkola?
A dlaczego akurat wtedy, gdy ma cztery? Dlaczego nie wtedy, gdy ma pięć? A może sześć? Nie przesadzajmy z kontaktami interpersonalnymi trzyletniego ludzika. Jest on jeszcze na takim poziomie rozwoju, że głównie bawi się sam, chociaż obok innych dzieci, i często w to samo, w co one się bawią

Więc po co mu ta dwudziestka dzieci?
Po to, żebyś mniej więcej w wieku lat sześciu była w stanie wziąć udział w zabawie, w której obowiązują już pewne uzgodnione zasady, na przykład teraz ty jesteś pieskiem, a ja jestem panią. I tak ma być przez kilkanaście minut. Ty masz szczekać i merdać ogonkiem, a ja szykuję ci jedzonko. Dlaczego? Bo tak się umówiłyśmy. Zatem, abyś była w stanie przestrzegać pewnych uzgodnień, które umożliwiają kreowanie fajnych zabaw, to musisz mniej więcej przechodzić przez takie same etapy jak wszystkie dzieci.Trzylatek tak naprawdę bawi się najczęściej sam, obserwując inne dzieci. Interakcje z drugą osobą są wtedy bardzo malutkie...

Polegają na tym, że od czasu do czasu zabiera samochodzik koledze?
A skąd! Bawi się swoim autkiem, swoimi klockami, ale też kątem oka widzi, co robią inne dzieci, i to wzbogaca repertuar jego zachowań. Ale może też zaobserwować, że Małgosia naśladuje jego ruchy, jego sposób bawienia się. Jest więc inspiracją dla innych. Czyż to nie pozytywne doznanie? Starszy braciszek takich doświadczeń mu nie przysporzy.

Rozumiem, że to buduje w nim poczucie własnej wartości?
Między innymi. Przecież przeglądamy się w oczach innych. Jeśli inne dzieci przejmują nasze powiedzonka, nasze mniej lub bardziej głupie okrzyki i komentarze, to wszystko jest dla nas informacją zwrotną, podbudowującą nasze poczucie własnej wartości. To nie są czcze pochwały naiwnie serwowane przez mamusię, która na cokolwiek, co dziecko by zrobiło, będzie reagowała zachwytem. Nie tędy, matko, droga do budowania w dziecku poczucia własnej wartości.

Mówiąc o przedszkolu, nie ograniczajmy się jednak tylko do kwestii związanych z korzyściami, jakie wynikają z bycia członkiem grupy rówieśniczej. Bardzo ważne jest również to, o czym mówiłyśmy wcześniej – że w okresie, kiedy dziecko ma trzy, cztery, pięć lat, dysponuje niewiarygodnie intensywnie rozwijającym się mózgiem i układem nerwowym. To już nie jest tak ogromne tempo, jakie było w końcówce okresu prenatalnego czy u niemowlęcia, ale jednak tworzenie dróg nerwowych ciągle trwa. I teraz to, jakie czynności umysłowe człowiek będzie w stanie przeprowadzić w wieku 17, 18, 20 i więcej lat, w dużym stopniu zależy od tego, jakie połączenia nerwowe zostały wytworzone w jego mózgu właśnie wtedy, kiedy był przed-szkolakiem. Poszerzanie rodzaju gromadzonych doświadczeń, zwiększanie rodzaju przeżyć, zdobywanie informacji z bardzo różnych dziedzin – sprzyja tworzeniu dróg nerwowych w znacznie większym stopniu niż w „monochromatycznym” środowisku domowym. Tworzy się bogatsza sieć połączeń. Na przyszłe lata to jest baza, na której system poznawczy dziecka będzie mógł budować nowe struktury. uwaga na dłużej nie wystarczy.

Nie jest prawdą, że edukacja zaczyna się dopiero wtedy, kiedy dziecko idzie do szkoły. Edukacja zaczyna się wtedy, kiedy dostarczamy dzieciom treści poznawcze, budujące ich zasób wiedzy. W przedszkolu (o co zresztą dba dokument zwany ustawą programową) mamy zapewnione, że dziecko będzie zdobywać podstawowe informacje z bardzo różnych dziedzin rzeczywistości i dyscyplin nauk – języka, matematyki, przyrody, sztuki. A jeszcze dochodzą (realizowane w większości przedszkoli) zajęcia dodatkowe, dające szansę na pogłębienie wiedzy, umiejętności czy zainteresowań w wybranej dziedzinie. A w domu? Wiadomo, że jednym rodzicom bliższe są prace plastyczne, a ponieważ, jak wielu rodaków, są przeświadczeni, że słoń im na ucho nadepnął, nie tykają się żadnego instrumentu, w związku z czym w ich domu kontakt dziecka ze światem muzyki właściwie nie istnieje. W innym domu jest bogactwo słuchania muzyki, śpiewania, tańczenia, nawet grania, ale całkowita nieobecność treści dotyczących przyrody, astronomii, oceanów. Przedszkole natomiast daje komplet.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Przedszkolak. Wielki mały człowiek Aleksandra Piotrowska, Irena A. Stanisławska Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze