1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Dzieci pod ciężarem oczekiwań

Dziecko przytłoczone oczekiwaniami, wymaganiami, nieustanną kontrolą i presją rodziców, nie mają przestrzeni na dziecięcą beztroskę, nudę, poznawanie siebie. (Fot. iStock)
Dziecko przytłoczone oczekiwaniami, wymaganiami, nieustanną kontrolą i presją rodziców, nie mają przestrzeni na dziecięcą beztroskę, nudę, poznawanie siebie. (Fot. iStock)
Dzieci są dzisiaj obstawione wyrafinowanymi zabawkami, elektronicznymi gadżetami, wymyślnymi atrakcjami. A z drugiej strony – przytłoczone oczekiwaniami, wymaganiami, nieustanną kontrolą i presją rodziców, często także ich problemami. Gdzie w tym wszystkim jest przestrzeń na dziecięcą beztroskę, nudę, poznawanie siebie?

Zuzia ma siedem lat i dwa domy. Mieszka w nich naprzemiennie, przeprowadzając się co tydzień z jednego do drugiego. – Teraz jest super – cieszy się mama Agata, nauczycielka biologii. – Ale zanim dogadaliśmy się w sprawie opieki, była masakra.
Czyli kłótnie o to, gdzie Zuzi będzie najlepiej, wyścigi, kto pierwszy odbierze ją z przedszkola, przekupywanie zabawkami i prezentami.

Bartek, inżynier budownictwa, kiedy wyszło na jaw, że Agata się z kimś spotyka, zażądał rozwodu z orzekaniem o winie. A potem to już poszło. Walczyli ząb za ząb. Ze sobą, ale przede wszystkim o Zuzię. On odgrażał się, że nie dopuści, żeby córka dzieliła dom z obcym facetem (partnerem Agaty). A w dodatku żeby pałętał się wokół niej dorastający syn partnera, bo wiadomo, czym to się może skończyć. Ona udowadniała, że ojciec Zuzi jest nieodpowiedzialny, bo kiedyś zasnął i mała spadła z tapczanu; innym razem nie ubrał jej odpowiednio i się rozchorowała. W końcu oboje wyciągnęli największy kaliber broni. Ona – oskarżenia, że tata molestował córkę, kąpiąc się z nią w wannie. On – że mama uprawiała seks z obcym facetem na oczach dziecka. Każde chciało, żeby Zuzia potwierdzała ich własną wersję w sądzie.

Dzisiaj Agata nie chce wracać do tamtego czasu: – No co ja będę mówić. Przesadziliśmy. Bardzo tego żałuję. Okładaliśmy się ciosami poniżej pasa i wciągnęliśmy w to wszystko Zuzię. Moja psychoterapeutka mówi, że to tak, jakbyśmy kazali jej nieść plecak dwa razy cięższy od niej.

Bartek też jest na terapii i też widzi swoje błędy: – Byłem mega­zraniony, ale to marne usprawiedliwienie, wstyd mi. Mój terapeuta uświadomił mi, że przytłoczyliśmy dziecko dorosłymi problemami, że każde z nas obsadziło Zuzię w roli swojego adwokata. Dobrze, że przyszło otrzeźwienie. Szkoda, że tak późno.

Agata i Bartek bardzo się teraz starają. Tata w „swoich” tygodniach dwoi się i troi, żeby zapewnić córce jak najwięcej atrakcji. Przygotował na ten czas precyzyjny grafik zajęć: jazda konna, basen, teatr, bo według niego Zuzia zdradza talenty aktorskie. Dodatkowo niemal w każdy „jego” weekend gdzieś wyjeżdżają, niech córka poznaje świat. Mama stawia na naukę: angielski, fortepian, no i oczywiście lekcje śpiewu, bo według niej Zuzia będzie piosenkarką. W weekendy rzadko zostają w domu. – Nie mogę być gorsza od taty – śmieje się Agata. – A poza tym Zuzia na to wszystko zasługuje, jest taka kochana, grzeczna.
Poznałam Zuzię. Mądra, nad wiek dojrzała. Ale wydaje się bardzo zmęczona. Czy rodzice zdają sobie sprawę z tego, że zamienili jej jeden rollercoaster na drugi?

Basia, czyli oczekiwania plus

Basia za dwa lata kończy podstawówkę. Rodzice już teraz szukają korepetytorów, z którymi córka mogłaby zacząć pracę zaraz po wakacjach. – Za wcześnie? No nie – protestuje tata Michał, z zawodu lekarz. – Pandemia zrobiła swoje, dzieciaki mają mnóstwo zaległości, są rozleniwione. Zauważyliśmy, że Basi nie chce się uczyć, bo potencjał to ona ma duży. To znaczy nadal przynosi świadectwo z paskiem, ale pojawiają się już czwórki, a do tej pory miała same piątki i szóstki. Nie wyobrażam sobie, żeby moja córka nie dostała się do „Batorego”. Chodziłem tam ja, i ona też będzie.

Michał wybrał się na konsultację do psycholożki. Chciał się dowiedzieć, jak zmobilizować dziecko do pracy. – Jestem totalnie rozczarowany – mówi. – Zamiast odpowiedzi na moje pytania usłyszałem… pytania! Czy naprawdę córka musi mieć same dobre oceny? Dlaczego nam na tym tak zależy? Czy nie lepiej skupić się na tych przedmiotach, które ją interesują? Przepraszam, ale pani psycholog urwała się z choinki. Przecież na tym etapie liczą się wszystkie oceny na świadectwie. A już pytanie, dlaczego zależy nam na ocenach, uważam za kuriozalne. Toż każde dziecko wie, że od ocen zależy dostanie się do dobrego liceum.

Mama Justyna, też lekarka, dodaje: – Panuje teraz swoista moda na luzowanie dzieciakom, na wychowawczy liberalizm, brak wymagań. My od początku dbaliśmy o rozwój córki, zapewnialiśmy jej zajęcia, adekwatne do wieku, starannie przemyślane. Jak tylko skończyła trzy lata, zaczęła chodzić na angielski metodą Helen Doron oraz na basen, a od piątego roku na zajęcia szachowe i francuski. Ale to nie było tak, że się zaharowywała, nic z tych rzeczy. Priorytetem przez całą podstawówkę są nauka i zajęcia dodatkowe, natomiast jeśli chodzi o obowiązki domowe, to panuje u nas pełny luz. Chce, to sprząta, nie chce, to nie, i tak przychodzi pani do sprzątania. Potrzebna jest jej pomoc? Rzucam wszystko i jestem dla niej, podobnie ojciec. Ale jednocześnie córka wie, czego nigdy nie odpuścimy – nauki w szkole i języków. Ma od nas wszystko, czego potrzebuje, więc też powinna dać z siebie wszystko. Tylko tyle. Robimy to nie dla siebie, ale dla niej.

Nie poznałam Basi, ale ją sobie wyobrażam. Znam wiele takich dzieci spełniających wyśrubowane oczekiwania rodziców, a z drugiej strony – kompletnie niezaradnych życiowo, niesamodzielnych w samoobsłudze, niekompetentnych w podstawowych życiowych sprawach. Czy o taki rezultat wychowawczy nam chodzi?

Czego jeszcze nie ma Franek

Pokój trzyletniego Franka przypomina sklep z zabawkami. Na ścianie na wprost drzwi półki zapełnione od podłogi do sufitu klockami Lego Duplo, autkami, figurkami zwierzątek, dinozaurami. Pod oknem kosze pluszaków, małych i wielkich, jak Franek. Po lewej stronie wciśnięte między łóżko a małe biurko dwie piramidy puzzli i gier. Przy kolejnej ścianie zaparkowane pokaźnych rozmiarów: auto na baterie, hulajnoga, rowerek, traktorek. Na środku pokoju imponująca zjeżdżalnia dla aut wyścigowych z serwisem i myjnią. Całości dopełnia podłogowy dywan z rozrysowanymi uliczkami, skrzyżowaniami, parkingiem. Tylko się bawić. – Ale Franek jakoś długo się nie zabawi – skarży się mama Kinga, urzędniczka. Szybko się nudzi, ciągle chce czegoś nowego, jest wszystkiego ciekawy, ruchliwy. Takie żywe srebro.

Kopię swojego pokoju ma w domu dziadków, na obrzeżach miasta. Tylko inne w nim autka, klocki, puzzle, pluszaki. No i w ogrodzie coś, czego nie ma u siebie, a co go dłużej absorbuje – trampolina, zjeżdżalnia, huśtawka. Oraz domek, do którego trzeba się wdrapać po drabince, a tam za każdym razem, kiedy przyjeżdża, czekają jakieś niespodzianki.
Dlatego jak już rodzice nie dają sobie z synem rady, to wsiadają do samochodu i fru na wieś. Tam chwilę mogą odetchnąć, stery przejmują babcia, dziadek i pies. – Tylko przed nim synek czuje respekt – żartuje mama.

Franek to długo wyczekiwane dziecko. Oczko w głowie rodziców. Dar od Boga, jak mówią dziadkowie. Bo rzeczywiście spadł całej rodzinie z nieba. W momencie, kiedy rodzice poddali się po kilku nieudanych próbach in vitro, kiedy pogodzili się, że nie będą mieć dzieci. Aż tu nagle pasek na teście ciążowym. Wielka radość. I nieopisana wdzięczność. Za to, że synek ich wybrał, że jest.

Kinga: – Świętujemy każdego piątego dnia miesiąca, bo tego dnia się urodził. Zawsze coś wtedy od nas dostaje, więc się trochę tego uzbierało. Lubię kupować mu też ubranka, tyle teraz jest gustownych rzeczy! Za każdym razem sobie obiecuję, że już dosyć, że nie kupię kolejnej czapeczki, bucików, ale jak coś wpadnie mi w oko, to nie mogę się oprzeć.

Jacek, menedżer w branży spożywczej: – Kinga przesadza z tymi zakupami. No ale nie chcę rzucać kamieniem, bo ja też nie jestem bez winy. Mam hopla na punkcie lego, Franek dostał ode mnie wszystkie zestawy dla jego wieku. I na punkcie elektroniki. Synek potrafi sam sobie włączyć bajkę na smartfonie. Na początku wszyscy w rodzinie naradzaliśmy się, co kto mu kupi. Teraz szukamy odpowiedzi: czego jeszcze nie ma? Bo ma prawie wszystko. Ale jak może nie mieć, skoro jest jedynakiem, podobnie jak jedynakami są moi teściowie, z kolei moi rodzice nie utrzymują kontaktu ze swoimi siostrami i braćmi, więc to tak, jakby ich nie mieli. Nic dziwnego, że Franek nami zawładnął.
Na moje oko to rodzice zawładnęli synkiem. I tu pojawia się pytanie: jaką on za to zapłaci cenę? 

Więcej na ten temat przeczytasz w rozmowie z psycholożką dr Aleksandrą Piotrowską:

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja
Przedszkolak. Wielki mały człowiek Aleksandra Piotrowska, Irena A. Stanisławska Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze