Carl Honoré o życiu „slow”

slow life
123rf.com

Na czym polega powolność w życiu, tłumaczy Carl Honoré dziennikarz, pisarz, jeden z twórców ruchu Slow i jego rzecznik na całym świecie
carl.honoreJest takie przekonanie, pokutujące zwłaszcza w polskim społeczeństwie, że lenistwo trzeba tępić.

Nie tylko w polskim społeczeństwie! Lenistwo czy nicnierobienie w naszym szybkim, uprzemysłowionym świecie jest postrzegane jako grzech. „Powolny” to pejoratywne określenie, synonim do „gnuśny”, „bezwolny”, nawet „głupi”. Dlatego nawet jeśli głęboko w kościach czujemy, że mocne przyhamowanie wyszłoby nam na dobre, boimy się to zrobić. A jeśli się już to zdarzy, zwykle mamy poczucie winy. Tymczasem lenistwo, próżnowanie czy, jak kto woli, powolność ma swoje dobre strony. Pozwala doładować baterie, co ma ogromne znaczenie dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Jest też okazją do odreagowania, uspokojenia myśli. Gdy zwalniamy, nasz umysł może swobodnie wędrować, a to jest warunkiem wszelkiej kreatywności. Leniuchując, zapominamy o troskach dnia codziennego i możemy udać się na poszukiwanie odpowiedzi na tak ważne pytania, jak „Kim jestem?” czy „Jaki sens ma moje życie?”. W takich pozornie mało znaczących momentach docieramy do sedna swojej istoty.

Czytaj także: Pochwała powolności, Carl Honoré

Kto leniuchuje, ten prawdziwie korzysta z życia?

Owszem, ale to nie jedyny sposób na radość istnienia. Nie jestem fundamentalistą w sprawie powolności. Uwielbiam na przykład szybką jazdę autem i zdarza mi się być czymś bardzo zajętym przez dłuższy czas. Sekret tkwi w złapaniu równowagi między działaniem a odpoczynkiem. Musimy ponownie nauczyć się zapomnianej sztuki zmieniania biegów – oczywiście w metaforycznym znaczeniu tego określenia. Ruch Slow, którego jestem propagatorem, nie nawołuje do robienia wszystkiego w zwolnionym tempie, tylko do robienia wszystkiego z odpowiednią prędkością. Namawia raczej do delektowania się godzinami i minutami zamiast ich liczenia. Do robienia wszystkiego tak dobrze, jak to możliwe, a nie tak szybko, jak to możliwe. Do przedkładania jakości nad ilość. Innymi słowy – jest zarówno „zdrowa”, jak i „niezdrowa” powolność. Podobnie jak jest „zdrowe” lenistwo i „niezdrowe” lenistwo.

Czym różni się „zdrowe” lenistwo od „niezdrowego”?

Sądzę, że najlepiej ocenia się to już po fakcie. Trudno na bieżąco oszacować, czy chwila próżnowania wyjdzie nam na dobre, czy na złe. Po jakimś czasie wiesz, czy było warto posiedzieć chwilę na słońcu (bo cudownie cię to zrelaksowało) albo urwać się wcześniej z pracy (spędziłaś więcej czasu z przyjaciółmi), czy nie (zawaliłaś ważny projekt). Z lenistwem zawsze jest ten problem, że nie do końca wiadomo, czy można sobie na nie pozwolić. Nigdy nie wiesz na pewno, czy możesz mu się poddać w stu procentach i nie mieć potem wyrzutów sumienia (dłuższa drzemka rano może przecież skutkować spóźnieniem się do pracy). Ale sadzę, że na tym polega właśnie cały urok próżnowania. Musisz najpierw mu się poddać, a potem zobaczyć, co z tego wyniknie. Tylko upewnij się, że nie poddajesz się za bardzo!

Jaki byłby najlepszy pierwszy krok do powolnego, leniwego życia?

Zmiana przekonań. Zrozumienie, że życie to nie wyścig, a czas to nie pieniądz. Potem musisz zdobyć się na odwagę – by zgodnie ze zmianą przekonań zmienić swoje życie, oraz samodyscyplinę – by nie zejść z obranej drogi. I ćwiczyć, dużo ćwiczyć. Dobrze też brać przykład z ludzi, którzy robią wszystko w swoim czasie i nie mają z tego powodu wyrzutów sumienia.

Pana przepis na idealny leniwy poranek?

Budzę się wyspany i wypoczęty. Potem funduję sobie solidną dawkę sportu – najchętniej biegania, piłki nożnej lub hokeja. Następnie wracam do domu na długie, rozkoszne śniadanie z rodziną. Rozmawiamy, czytamy poranne gazety i zastanawiamy się, co pysznego ugotujemy sobie i zjemy później tego dnia.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »